
seen from United States

seen from Yemen

seen from Australia

seen from United States
seen from Oman
seen from United States
seen from Yemen

seen from United Kingdom

seen from Türkiye

seen from United States
seen from Japan
seen from United States
seen from Syria
seen from United States

seen from United States
seen from China
seen from Poland
seen from United Kingdom
seen from United Kingdom
seen from China
Niektóre prawdy są jak niechciane prezenty. Rozpakowujesz je i nagle wszystko, co budowałaś przez lata, wydaje się obce. Ale rzeczywistość nie znosi próżni – muszę iść dalej ścieżką, którą wybrałam dawno temu.
Rezygnuję z tej nowej części mnie, zanim zdąży zapuścić korzenie. Wybieram spokój zamiast rewolucji, bo tylko tak będę umiała spojrzeć sobie w oczy. Akceptuję to, że pewne drzwi muszą pozostać zamknięte, choć wiem dokładnie, co jest za nimi. Uczę się żyć w tej ciszy.
Drobny moment.
Coś oderwało się od codzienności,
Na chwilę zawisło w powietrzu,
Potem spadło.
— To już najwyższy czas — pokazuje wszechświat.
Czas to puścić,
Czas ruszyć dalej..
A odpuść sobie! Dla zdrowotności
“A odpuść sobie!” Myślisz, że odpuszczanie jest złe? A może całkiem w porządku?
“Weźże sobie odpuść” mówi ktoś. Mówi też: “No zostań z nami, co będziesz rano wstawał. Trening nie zając, nie ucieknie! No ten jeden raaaaz”.
Z czym Ci się kojarzy odpuszczanie? Właśnie z tym co powyżej? Z “porzucaniem siebie” – w wyniku własnej słabości, słabości woli a może namowy innych?
Bez wątpienia mamy…
View On WordPress
Czemu mama powinna być „multitask” :)
Ostatni wypad na majówkę, jak każde inne poprzednie wyjście, uświadomił mi jak ogromny ciężar spoczywa na nas – matkach. :) Dopiero, kiedy czegoś nie zrobisz okazuje się jak wiele robisz i jak wiele znaczysz, a co więcej ile od Ciebie zależy. Może i wielkie słowa, ale z drugiej strony jeśli sobie uświadomić jak wiele małych kroczków robimy codziennie, by wykonać jeden duży krok, to nagle okazuje się, że matka musi być strasznie, cholernie „multitaskową” osobą!!!
Nie wiem, czy wy też tak macie, ale ja opiekę nad moimi dwoma kochanymi szkrabami dzielę z moich uroczym małżonkiem. To, że się nią dzielimy nie oznacza jeszcze, że dzielimy się nią po równo, a już na pewno nie, że dzielimy się nią sprawiedliwie :) Nie ma sztywnego podziału – ty sprzątasz, ja zmywam, ty pierzesz, ja zmieniam pampersy. Po prostu jeśli coś jest do zrobienia to trzeba to zrobić. Gdy jedno z nas kosi trawę, drugie bawi się z dziećmi, gdy jedno zmywa, drugie czyta bajki, gdy jedno pierze, drugie robi zakupy a dzieci (o zgrozo!!!!) oglądają bajki. Normalna, zwykła, szara rzeczywistość …. Nic dodać, nic ująć. I zarówno ja, jak i mój ukochany facet uważamy, że fakt zajmowania się dziećmi i domem wspólnie jest tak oczywisty jak fakt, że jutro wstanie słońce (przynajmniej ja tak uważam, a mąż jesio się nie zbuntował :)). Ale nie dokładnie o tym dzisiaj chciałam pisać. Zmierzam do tego, że nawet jeśli podział obowiązków w związku jest dość zdrowy (bo za takowy uważam nasz domowy podział), to i tak nigdy nie jest on równy ani sprawiedliwy. Tatuś, głowa naszej czteroosobowej rodziny, to SUPER TATA. Pobawi się kiedy trzeba, a czasem nawet wtedy kiedy chce. Nauczy czegoś nowego, pozwoli rozwijać umiejętności, zachęci, doda odwagi, kopnie w tyłek kiedy trzeba, ale też przytuli i ucałuje. Normalnie tata na medal. Tylko, że zawsze myśli o tym co tu i teraz, o tym co tam i potem myśli mama – czyli ja. Co spakować wychodząc z domu? Co będziemy jedli za godzinę, jutro, na wycieczce? Co kupić na drogę? Zabrać picie, jedzenie, czyste pampersy, chusteczki, zapasowe ubrania, śliniak, zabawki, ipada, iphona, smoczka, butelkę ….. Umówić do lekarza, pamiętać o szczepieniu. Przypomnieć o praniu, kupnie proszku, płynu …. Ta lista nie ma końca :) I zawsze trzeba być o krok przed nimi – mam tu na myśli nie tylko dzieci …. Czasem mam tego dość!!! No bo czemu to zawsze JA mam wszystko mieć zaplanowane? Czemu to JA mam myśleć o tym co zabrać? Czemu to JA się martwię, czy wszystko spakowane? A najgorsze są te momenty, kiedy zdarza się zapomnieć o jakimś szczególe. Picie nie zabrane – DRAMAT, moja wina. Pampersa nie ma jak zmienić, bo nagle się skończyły – DRAMAT, moja wina. Dziecko brudne od obiadu, bo śliniak gdzieś dzisiaj zaginął – DRAMAT, moja wina…… I wtedy mówię dość, nie jestem alfą i omegą, nie mogę za wszystkich myśleć, być, sprawdzać. Nie mogę być wszędzie, nie mogę robić wszystkiego naraz. STOP. Nie tak miało być!!! Ale najgorsze w tych momentach jest tylko to, że ostatecznie uświadamiam sobie, że to tylko JA mam o to do siebie pretensje. Tylko JA widzę ten DRAMAT. Dzieci – ich nie obchodzi bluzka poplamiona pomidorową, picie można kupić w sklepie, podobnie jak pampersy i wiele innych „niezbędnych” rzeczy. Tatuś – jego nie obchodzi, czy makijaż mam rozmazany, czy spodnie są bez plamy – kocha mnie tu i teraz, taką jaką jestem!!! Więc może wreszcie odpuszczę? Może w końcu wyjdę z domu bez stresu, sprawdzania, wracania? Oj nie, chyba nie byłabym sobą … :)
�Zt��\��L�.�