Prosto w krew, serce i sedno, wszystko jedno.
Zastanawiam się nad tym już od jakiegoś czasu i nie daje mi to spokoju. Czy istnieje kompletna czystość? Czysta prawda? Chyba nie powinnam o to pytać. Znam odpowiedź. I to właśnie odpowiedź nie daje mi spokoju. Nigdy nie spotkam nikogo bez skazy. Nigdy nie poznam nikogo w stu procentach prawdziwego. Ta świadomość przytłacza mnie tak bardzo, że nie jestem w stanie tego ogarnąć. I zwyczajnie, dość banalnie, staram się o tym nie myśleć.
Ale to wraca, za każdym razem coraz bardziej bombardując mój mózg - zawsze musisz o siebie dbać, zawsze musisz o sobie myśleć, każdy może Cię zranić, każdy może Cię zdradzić, każdy może zmienić zdanie w dowolnej chwili, nikt nie musi robić tego, co powiedział, nic nie jest ważne, przeszłość nie istnieje, przeszłość jest plastyczna, możemy stworzyć przeszłość na taką, jaka nam odpowiada.
Chyba za dużo się naczytałam Roku 1984. Ta książka mnie prześladuje i nie chce mi wyjść z głowy. Tak własnie jest. Mieszają nam w głowach. Robią to z łatwością, bo nie mamy o niczym pojęcia. Wiemy tylko to, co nam powiedzą media.
I cóż po sukni przedziwnej piękności,
gdy ją zhańbiła plama?
I cóż z ich bieli, gdy mól się rozgościł
W gronostajowych błamach? -
A jeśli serce jest już tylko mięśniem,
Cóż po urodzie wszechrzeczy?
Gwiazdy jaśnieją promiennie i szczęśnie,
Lecz Ziemia gwiazdom zaprzeczy...
- “Westchnienie” Maria Pawlikowska - Jasnorzewska







