Większe na obrzeżach czy mniejsze bliżej centrum?
Po tytule, jak sądzicie o czym będzie mowa w tym wpisie? O Kebabie, miejscu parkingowym czy może o rozmiarze mieszkania? Odpowiedź na to pytanie jest dość oczywista ale postaram się wam pokazać, że są trzy odpowiedzi na to pytanie, nadal w kontekście mieszkań.
Dosłownie w ostatnich dniach dowiedziałem się, że moi rodzicie (którzy się rozstali i powiedzmy, że są skłóceni) poniekąd zaczeli rozmawiać o sprzedaży większego majątku i jest szansa, że dostanę w okolicach 250tyś złotych. Pierwsza myśl jaka przyszła mi do głowy to że kwota jest typowo "mieszkaniowa", więc jest szansa na coś własnego. Tylko że uważam, że nie mam wystarczającego doświadczenia żeby wybrać sobie własne mieszkanie, urządzić je dobrze itd... Od razu zaznaczę, że nie chodzi mi o doświadczenie w urządzaniu lecz doświadczenie w życiu i w tym, że wiem czego chcę. Ja wciąż mam wrażenie, że mam -naście lat i gówniaż jestem... Jak dla mnie to materac na podłodze jest dobrym łóżkiem więc podejrzewam, że mam rację? Zabrałem się więc za studiowanie mądrości z internetów. Google i jedziemy!
Oczywiście każdy by chciał mieć swoje 'M' i powoli mnie ten temat też zaczyna dotykać. Dotychczas mieszkałem w wynajmowanych mieszkaniach. Kilka miesięcy na Ochocie, potem kilka lat na Młocinach i teraz od niedawna na Słodowcu.
Na pierwszy ogień poszło pytanie na Kafeteria. Użytkowniczka niezarejestrowana 'gość' w dniu 2014.02.11 o godz. 12:44 zadała pytanie:
co wy byście wybrali, w tym przypadku chodzi o Warszawę, a mówić mniejsze mam na myśli 24-25 m2 w lepszej lokalizacji(ale nie w centrum, bo nie mam takich pieniędzy) czy większe np. 34-37 metrów, ale np. na Tarchominie?
I jest to pytanie, które zada sobie chyba każdy gdy zapozna się z zależnością między metrażem, ceną i lokalizacją. Na szczęscie kilka odpowiedzi miało w sobie troszkę wartości, więc wam ją przedstawię:
Mam znajoma co ma 57 m2. 2 piękne duze pokoje ale jej na co dzien w tym mieszkaniu nie ma. Do pracy dojezdza 20 km. Wstaje o 5 by o 6 juz wyjechać.Wraca o 18.Wieczorami chodzi na fitnes i jest w domu o 21. kiedyś zliczyła sobie,ze dziennie spędza w domu 8-9 godzin w tym 6-7 godzin snu.
mieszkałam 12 lat na Tarcho i powiem tyle: nigdy więcej. A nie jestem osobą imprezującą co tydzień w centrum. Niby wszystko jest na miejscu, ale za każdym razem wyjazd do miasta to wyprawa.
sama mialam podobny dylemat, zdecydowalam sie na mniejsze 25m2 miedzy metrem natolin a kabaty, tez bralam pod uwage tarchomin jestem zadowolona ze swojego taka kawalerka jest ok dla 1 osoby teraz mieszkam z mezem juz od kilku lat, tez dajemy rade
moja siostra robi w nieruchomosciach i wiem ze powiedzialaby po pierwsze lokalizacxja, po drugie lokalizacja a po trzecie lokalizacja - i tego sie trzymaj. jak bys kiedys chcial sprzedac mieszkanie to w kiepskiej lokalizacji trudno znalezc kupca i cena mniejsza
Nie są to odpowiedzi pełne złota. Co prawda jedna ma potencjał, ale nie powiem wam która... Mając te kilka odpowiedzi jakieś wnioski sie nasuwają, więc podsumujmy:
Argumenty dla małe w centrum: * W małych mieszkaniach można mieszkać nawet we dwie osoby. Dla chcącego nic trudnego. * Wszędzie jest blisko. * Będzie trzymać wartość (no chyba że nie będzie...)
Plusy dla duże na obrzeżach: * Duże (co tu więcej pisać, każdy chce mieć jaknajwiększe) * Spokój i cisza, może nawet jakaś zieleń
Moim zdaniem to podsumowanie wygląda jakoś tak biednie... Nie brzmi to jak wypowiedź przeanalizowana i przemyślana. Więc wróciłem do Google i wynik numer dwa czyli Forum Hotmoney, które niestety nie porywa bo tylko jedna odpowiedź do poniższego pytania:
Chce kupić mieszkanie w Warszawie i mam na to 300 tys. W tej cenie mogę kupić 30 metrów w centrum, albo 45 Ursus/Białołęka. Centrum wiadomo - większy hałas, ale też brak problemów z dojazdami (pracuję w centrum, tyle że nie na zawsze pewnie). Na peryferiach większy spokój chyba..
Wybór jest taki-mieszkanie w bloku z czasów PRL w centrum albo mieszkanko na nowym osiedlu ale na peryferiach:)Ja bym jednak wybrał tą pierwszą opcje,szkoda nerwów na dojazdy do centrum
Hmm. Coraz więcej argumentów na mieszkanie w Centrum. Czyżby te dojazdy miały aż tak duże znaczenie? Ale też została poruszona kwestia tego, że w Centrum będzie staroć z PRL a na obrzeżach nówka. Więc dopiszmy w pamięci do listy Plusów tego na obżerzach, że będzie nowsze, bądź też nowe od developera. Ale nie zniechęcajmy się, może jeszcze z tego badania coś wyniknie, zobaczmy trzeci wynik z Google - Blog - WolnymByc.pl - Mieszkanie w centrum czy na obrzeżach? Porównanie kosztów zapowiada się bardzo obiecująco. Powiem nawet więcej. Zatrzymajcie się tutaj i przeczytajcie co tam mądrego zostało napisane.
Już wróciliście? Cieszy mnie to :) A jeżeli nie przebrneliście przez tamten post to ja też postaram się podsumować, co zostało tam mądrze napisane. Jednocześnie chciałbym zauważyć, że ja bym tą analizę finansową przeprowadził zupełnie inaczej. Koszta eksploatacji samochodu bym bardziej przeanalizował ale tam zostało przyjęte, że koszt podróży samochodem to około 500zł za żekome 1500 km miesięcznie(2 razy dziennie po 23km razy 31 dni - 21 pracujących i 10 weekendy, zakupy... itd). Moim zdaniem taka kwota to rzeczywistości bliżej około 1000zł, ale czuje, że to i tak jest niedoszacowane. Ale koszt samochodu jest temat na kolejny temat na tym blogu. 'Clue' jest takie, że gdyby mieszkać w Centrum, to można kupić droższe mieszkanie, bo kredyt można wziąć większy bo koszt utrzymania samochodu byłby dużo mniejszy lub nawet dla niektórych, przestałby istnieć.
Dodatkowo na tym blogu zostało powiedziane też bardzo fajne stwierdzenie, ale ja wkleję cały akapit bo jest też kwestia, którą chce przy okazji poruszyć...
Wpadła mi po tej analizie do głowy pewna myśl i nie daje spokoju. Czy przypadkiem nie jest tak, że – jak w wielu innych sytuacjach – bogaty się bogaci, a biedny pozostaje biedny i ma ciągle wiatr w oczy? Jeśli umownie przyjmiemy, że ten ‚biedny’ najzwyczajniej na świecie nie miał zdolności kredytowej na droższe mieszkanie w lepszej lokalizacji (lub nie policzył dodatkowych kosztów, jak ja to zrobiłem), to miał on mniejszy wybór i był ograniczony do inwestycji na obrzeżach. W związku z tym, mimo niższej raty kredytu, jest zmuszony ponosić znacznie większe koszty na transport, a w konsekwencji za mieszkanie płaci więcej. Dodatkowo jest „ukarany” mniejszą ilością czasu dla siebie czy rodziny, a na sam koniec – po spłacie kredytu – mimo większych kosztów które poniósł, jest właścicielem mieszkania o niższej wartości. Mnie samego to zaskoczyło i chociaż zdaję sobie sprawę, że wielu po prostu wybiera dalsze lokalizacje na własne życzenie, to coś w tym rozumowaniu jest…
No własnie, a co z tym czego nie można kupić? Nasz własny czas też ma swoją wartość więc powinniśmy go oszczędzać bo mamy jego ograniczoną ilość, a każda sekunda naszego życia przepływa nam nieubłaganie w przeszłość.
A więc chciałbym wrócić do pytania, które zadałem na samym początku:
Większe na obrzeżach czy mniejsze bliżej centrum?
Czy znacie już wszystkie odpowiedzi? Podam kilka, które ja zauważyłem, może wy znajdziecie więcej... * Koszta życia * Problemy komunikacyjne * Mieszkania za tą samą cenę, ale nie tej samej wartości
Jako że temat rozrósł mi się pod palcami do ogromnego rozmiaru to kończę na dziś. Ale jeszcze wrócimy do tematu wartości mieszkań oraz kosztów eksploatacji samochodu. Trzymajcie się ciepło!