Od wczoraj starał się unikać wykonywania jakichkolwiek czynności przez uporczywy ból pleców. Nie był pewien czemu za każdym razem, gdy choćby próbował zmienić bok na którym leżał, przeszywała go błyskawica. Przemierzał tylko drogę od łóżka do łazienki i z powrotem. Nawet nie miał siły zahaczać o lodówkę, która stała niecałe dwa metry dalej! To było chyba najlepszym miernikiem, na to w jakim stopniu Jackson się źle czuł. Mógł jeść cały czas, jednak gdy przytrafiało mu się coś złego, przestawał mieć ochoty nawet na tak naturalną dla niego czynność.
Te dwa dni nie były najlepszym czasem dla Jacksona, na szczęście nowa uczennica okazała się bardzo życzliwa i postanowiła coś dla nich ugotować. Myśląc o tym co może przygotować, co chwilę się oblizywał, a burczenie w brzuchu stawało się coraz głośniejsze. Miał wielką nadzieję, że jej zdolności kulinarne go nie zawiodą, chociaż w obecnym stanie, gdyby zobaczył coś choćby wizualnie przypominającego jedzenie, to prawdopodobnie wpakowałby do ust bez zastanowienia. Wystarczyłoby mu tylko zapewnienie, że posiłek jest na poziomie - przynajmniej zjadanym.
Wpatrywał się ze skupieniem w litery, które następnie łączył w słowa czytając jedną z książek, jakich jeszcze nie miał przyjemności skończyć przez ciągłe zabieganie, a zaczął już nawet dobre pięć lat temu. Ciągła zmiana szkół skutkowała brakiem wolnego czasu dla siebie, przez co nie mógł sobie pozwolić na dokończenie żadnych noweli. Okno miał szeroko otwarte, pozwalając by rześkie powietrze wpadało do, w jego opinii, zbyt gorącego pokoju, a z radia na biurku - cicho grała jakaś przypadkowo włączona audycja.
Ową chwilę spokoju przerwało pukanie do drzwi, które pewnie by niedosłyszał wciągnięty w lekturę, gdyby właśnie nie skończył rozdziału. Podniósł się z pościeli, sprawdzając przez ramie czy leży w porządny sposób i wolnym krokiem ruszył w stronę, z którego dobiegł go dźwięk. Szedł lekko zgięty, bojąc się całkowicie wyprostować. Gdy był już u celu, chwycił za klamkę i z rozmachem pociągnął do siebie. Energia z jaką to wykonał, zmusiła go do szybkiego kroku w tył, równocześnie sprawiając, że zapomniał o swojej dolegliwości. Z grymasem podniósł wzrok do góry i tak, jak oczekiwał, zobaczył Park Chorong. Schylił się głową, nie umiejąc się zdobyć w obecnej sytuacji na nic więcej. “Witaj wybawicielko od głodu. Proszę wejdź.” Przesunął się, robiąc jej tym samym miejsce w korytarzu małego mieszkanka.