Walentynki. Piękne święto, szkoda tylko ze takie puste w środku. No bo, spójrzcie. Dzień miłości, serduszek, kwiatów i czekoladek, a potem co? Potem wracamy do szarej codzienności. Popadajmy w rutynę, żeby za rok znowu słodzić sobie nawzajem 14 dnia drugiego miesiąca.
Jestem singielką, nie ukrywam, jednak uważam, że zamiast tak hucznie obchodzić walentynki, może by rozłożyć tą całą cukierkową radości i jednodniową miłość, po trochu na każdy dzień w roku. Czy nie było by to sensowniejsze? Cały świat tryska miłością i radością. Wszechobecny róż i czerwień. Cukrzyca murowana! A jutro? Jutro jest dzień singla, który obchodzi prawdopodobnie większą część globu. Za dwa dni, będzie 16 luty. Zwykły, nic nie znaczący dzień. Szara rzeczywistość. Wczoraj był dokładnie taki sam, ponury dzień 13 lutego, jednak nie widziałam przez szpitalne okno, żadnych par całujących się na chodniku. Nikt się nie obejmował, nie trzymał za ręce. A dzisiaj? Dosłownie każdy kipi cukrem. Patrzenie w okno stało się mdlące do tego stopnia, że autentycznie poszłam zwymiotować.
Ciekawe ilu z was wie, że 14 luty to także dzień osób chorych na padaczkę. Przykre, że pomijany to święto na rzecz pudrowego świata słodyczy i sztucznej miłości. Bo co to za miłość, jeśli okazujemy ją tylko przez 1 dzień w roku?
Mam nadzieję, że jeśli to przeczytaliście, skłoniłam was do jakiś refleksji.













