Podczas częstych spacerów po ulicach Seulu w ostatnich latach udało się Ahri nazbierać sporo doświadczenia. Doskonale wiedziała, że to miasto budziło się dopiero wieczorem. To wtedy ulice ukazywały pełną grację, oświetlając licznymi neonami twarze przechodniów, z których większość wybierała się do klubu, lub też już w stanie wskazującym zmierzała w stronę domu. W ciągu tych paru lat, które tu spędziła, przydarzyło jej się dosyć sporo, w tym liczne zaczepki ze strony mijających ją uczestników wszelakich imprez. Zwykle nic sobie z tego nie robiła - i tak by było również w tym przypadku, gdyby nie fakt, że chłopak, którego słowa udało jej się dosłyszeć wśród dźwięków miasta, zdawał się być zupełnie sam. Choć zwolniła ledwo zauważalnie kroku, by móc ukradkiem spojrzeć na delikwenta słaniającego się na nogach, którego jedynym ratunkiem w tej sytuacji okazał się mur, nie planowała zrobić nic - a jeśli to była atrapa? Już zamierzała ruszyć pewnym krokiem ponownie przed siebie, gdy usłyszała jak ten mówi jeszcze głośniej i poderwała wzrok ku górze, starając się nie okazywać strachu, który właśnie ogarniał ją od środka. Zamiast tego zadarła nosa i zacisnęła pięści ukryte w kieszeniach skórzanej kurtki, piorunując go wzrokiem. “Znajomi Cię zgubili po drodze?”