Mannequin Pussy
W Stanach w latach 80tych była taka punkowa kapela - Red Scare. Wydali nawet album pod tytułem Then There Were None. Pewnie by się bardziej rozwinęli gdyby nie rak wokalistki - Bobbi Brat - nieszczęśliwie zmarłej w wieku 26 lat.
Trafiłem na nich dekadę po jej śmierci, zachwycając się ogromnie rodzimym punkiem, a w szczególności Post Regimentem. Damski wokal w tym nurcie zawsze robił mi dobrze. Dlatego jak trafiłem na Mannequin Pussy od razu zostałem kupiony. Dobre, klasyczne, półtoraminutowe z porywamy do dwóch numery. Wokalistka Marisa jest idealną osobą na tym miejscu. Krzykliwy wokal wymaga jeszcze kilkudziesięciu gigów zaprawienia, ale emocje które sprzedaje - yep, it's real. Nie będę się rozczulał nad riffami, bo w punku nigdy o to nie chodziło. Byle do przodu. Ale już drummerka Kaleen - kobieto, zapieprzaj tak dalej. Słychać w tym wychowanie na nowszych mixach i zapotrzebowanie głębszego brzmienia. Miło się ogląda takie początki zespołu. Tak, początki - z tego co doczytałem grają od 2011 roku, małe kluby, małe rozgłośnie, kilkaset wyświetleń na YouTube. Niedługo, hope so. To kwestia czasu. Polecam się przyjrzeć, dobre początki. 3,5/5










