Obudziłam się przed budzikiem, który był na 7:30. Nie wiem czemu, bo zasypiałam na serialu i raczej nie można powiedzieć, żebym była wyspana.
Rano nie obyło się bez małej spiny, bo znów stanęłam „w swojej obronie”. Bo zaczął się drzeć, że mu przeszkadzam, jak tylko odpowiedziałam na pytanie, które zadał. A wtedy sama zaczynam się wkurwiać i już idzie.
Ale nawet udało się porozmawiać, chociaż to nie pierwszy raz jak prosiłam go, że jeśli np. myśli to żeby powiedział normalnie, żebym poczekała czy coś, a nie od razu się darł. Więc nie sądzę żeby zrozumiał, no ale małymi kroczkami…
Dzisiaj miałam się dobrze zorganizować, bo Młody ma przyjechać zaraz po szkole i już nie będę miała warunków do pracy, jak będzie grał z kumplami. A jak On wyszedł o 10:30 ja przez 40minut gadałam z dziadkiem. Więc zaczęłam raczej średnio.
Plus jest taki, że dzisiaj pierwszy dzień przyjechał mi catering. Mega się cieszę, bo wiem, że bardzo mi to pomoże. Śniadanie może nie było najlepszym, co w życiu jadłam, ale było okej i czułam, ze sobie pojadłam.
Zmotywowałam się jak mogłam, żeby jak najwięcej zrobić przed spacerem. Udało mi się zrobić to co było priorytetem na dzisiaj, więc bez dramatu.
On przywiózł Młodego koło 15:30, ale sam pojechał z powrotem pracować. Ja jeszcze do 16 próbowałam walczyć i odpuściłam.
Przyjechał koło 19 i wszyscy graliśmy w gry. A potem przyszedł czas zacząć nowy serial. I nic złego się już nie wydarzyło.
Bilans:
Neo (papierosy): ↔️ 7
Dbanie o siebie: ↔️
Jedzenie: ⬆️ pierwszy dzień cateringu, chociaż musiałam dokonać modyfikacji i podjeść, bo wzięłam za małą kaloryczność
Związek: ↔️ poza spiną rano okej, nawet na plus rozmowa wtedy
Choroba: ↔️
Praca: ↔️ tydzień zamknięty nienajgorzej, patrząc na to z jakimi tyłami zaczynałam, chociaż jeszcze nie jestem na bieżąco
Inne obowiązki: ⬇️ coś tam niby ogarnęłam, ale dzisiaj przeważała praca i przyjemności
Samopoczucie: ↔️ może nie tak dobrze jak wczoraj, ale jest ok