Before Christine can find her older son, Mr. Winchester has motioned for her to talk to him, standing in the doorway of the dugout. "Dean," he says, holding out his hand for Christine to shake.
"Christine," she replies, shaking Dean's hand, his wedding ring clinking against her own. "You're very good with kids, I'm assuming you and your wife have a few?" she says, praying her adult conversation skills are good enough to hold a small conversation with her son's coach.
Dean laughs, a big smile stretching across his face. "Yeah, Cas and I got a couple, quite a road to get here, though. Jack and Ben are ours, for starters," Dean explains, laughing to himself about something.
Christine just smiles in response, nodding. Happy guy, the opposite of her impression of him earlier in the season, barking out commands for the kids to run like the wind, get to that base, etcetera. "Oh, my oldest, Luke, he's just obsessed with Ben, wants to be just like him when he's older. You and Cas have done a wonderful job with him, getting him to volunteer here and all that."
"Oh, Ben asked to volunteer with me, all on his own accord. He loves littles, though he wasn't quite a fan a few years ago. Jack's adoption was a shock to him, but they're best buds now, it's all good." Christine gets the vague feeling that Dean's oversharing on accident, chuckling nervously to himself as he waves it off.
Yuki Kuran the princess of the nine kingdom, the warrior, the love of Zero Kiryu, the friend of the lady Wakaba, the breaker of Kaname’s heart, the good. Yepp today’s chapter is all about Yuki Kuran. :)
I don’t own anything. I just used the pictures as always.
Księżniczka i trzy diabły (Tomco Week, Day 3: “Favourite AU 2″)
English title: “The princess and three devils”
Creator of the AU and owner of the ocs: @jess-the-vampire
Language: Polish
Podobno po pojawieniu się dzieci wszystko zostaje przewrócone do góry nogami. Dochodzą nowe obowiązki, a z nimi także wyrzeczenia. Wzrasta potrzeba cierpliwości, a ilość wolnego czasu kurczy się, niemalże znika. Lecz wszystkie trudy związane z byciem rodzicem zostają wynagrodzone szerokimi uśmiechami, uroczymi zdjęciami na lodówce i silną, wręcz nierozerwalną więzią.
Tom zmieniał swój stały plan dnia za każdym razem, kiedy w jego rodzinie pojawiał się nowy członek. I za każdym razem wyprawiał przyjęcie na jego cześć. Zapraszał wtedy wszystkich swoich przyjaciół, by razem z nim mogli świętować ten ważny dla niego dzień.
- Mówią, że do trzech razy sztuka - powiedział Marco, spoglądając w lustro. Czas nie był dla niego łaskawy. Od pewnego czasu na jego twarzy pojawiały się niewyraźne zmarszczki i nawet cudowna maść, którą dostał od Jackie, nie pomagała.
- Mów ciszej - szepnął Tom. - Inaczej chłopcy posądzą cię o faworyzowanie Masona.
Marco spojrzał na małżonka z pobłażaniem.
- Są inteligentni. Wiedzą, że wszystkich kocham tak samo mocno - poprawił lekko przekrzywioną koronę i uśmiechnął się do swojego odbicia.
Tom wsunął na palec rodowy sygnet. Zamyślił się.
- Martwię się o Landona - przyznał. - Czasem mam wrażenie, że jest nieco osamotniony.
- Może po prostu lubi przebywać w swoim towarzystwie. Poza tym dużo dzieciaków w jego wieku przechodzi taki okres. Jeszcze z tego wyrośnie, zobaczysz.
- Obyś miał rację.
Demon wstał i z zalotnym uśmiechem wyciągnął w kierunku mężczyzny ramię. Mrugnął środkowym okiem.
- Pan pozwoli, że zaprowadzę Pana do sali balowej?
- Nie wierzę - roześmiał się Marco, ale ujął dłoń Toma. - To już trzecie takie przyjęcie, a ty nadal używasz tych samych tekstów.
- Dlaczego on nie ma środkowego oka?
Mała, na oko jedenastoletnia dziewczynka pochylała się nad wysadzaną rubinami kołyską. Wpatrywała się z żywym zainteresowaniem w leżącego w niej bobasa.
- Sky, kochanie - Star położyła dłoń na ramieniu córki. - Nie wszystkie demoniczne postacie muszą mieć troje oczu.
- Ale Landon i Judas je mają. I wuj Tom też - brunetka skrzyżowała ramiona. Spojrzała krytycznie na matkę, oczekując dalszych wyjaśnień.
Kobieta westchnęła.
- Sky...
- I dlaczego on ma skrzydła? Znaczy, ty też je czasem masz, ale nie jesteś demonem. Nie jesteś demonem, prawda mamo?
- Nie, kochanie - odparła miękko Star. - Nie jestem.
Po kilku minutach uważnego studiowania Sky straciła zainteresowanie młodą latoroślą Lucitorów i pognała do innych dzieci, wymachując różdżką na wszystkie strony.
Star na ten widok pokręciła głową. Na to istniało tylko jedno wytłumaczenie.
- Pozwoliłaś jej ją wziąć, prawda? - zwróciła się do stojącej obok Janny.
Brunetka zachichotała cicho.
- Może.
- Nie rozumiem, czemu wszyscy tak się nim zachwycają - burknął Landon, wsuwając do ust kolejny kawałek ciasta.
Był w złym nastroju, jak zawsze, kiedy obok niego przewijały się tabuny ludzi. Znalazł sobie odosobniony kącik i teraz siedział w towarzystwie starszego brata i Sky.
- Tobą też się zachwycali - Judas podrapał się po rogu. - Każdym z nas się zachwycali, szczerze powiedziawszy.
- Nieważne - Landon machnął ręką i zamilkł na dobre. Dyskusja została zamknięta.
Udawał, że nie widzi, jak jego brat bawi się uformowaną przed chwilą kulą ognia. Chociaż czuł się pokrzywdzony przez fakt, że sam nigdy nie będzie w stanie tego zrobić, nie chciał okazywać żalu.
- Od dawna ją masz? - Judas wskazał na różdżkę, którą podrzucała do góry Sky. - Nie przypominam sobie, bym przedtem widział coś takiego w twoich rękach.
- Należała do mojej mamy. Jest super - błękitne oczy brunetki rozbłysły. - Mama nie potrzebuje już takich rzeczy. Potrafi strzelać laserami z rąk bez żadnego wysiłku! I umie latać!
- Mój tata też umie latać - oznajmił młody demon. - I czasem podpala różne rzeczy, kiedy mocno się zdenerwuje.
- Nadal ma tego swojego terapeutę?
- Nie - Judas poprawił krawat, po czym uśmiechnął się do przyjaciółki. - Mówi, że papa o wiele lepiej spełnia tę funkcję.
Sky pokiwała głową ze zrozumieniem. Artykuły, które jej mama czytała przy śniadaniu i które Janna określała jako "totalne bujdy", często celowały w królewską parę i to wcale nie w negatywnym znaczeniu. Przeciwnie, dziennikarze zazwyczaj ciepło wyrażali się o relacji łączącej obu królów Podziemnego Królestwa, opisując ich jako "związek idealny".
Co w sumie nie było prawdą, gdyż takowe po prostu nie istniały.
- Może ty mi powiesz, dlaczego twój nowy brat ma skrzydła? - poprosiła Sky. - Nigdy jeszcze nie widziałam demona ze skrzydłami. Mason wygląda trochę jak mały wampir.
- To fakt - roześmiał się Judas. - Wydaje mi się, że nikt nie potrafi tego wytłumaczyć. Może ojciec przekombinował z zaklęciem tworzenia? - zastanowił się przez chwilę.
Sky ziewnęła, zatykając usta dłonią. O tej porze zazwyczaj spała, jednak przyjęcie miało potrwać jeszcze kilka godzin, a Star i Janna były gośćmi honorowymi. Byłoby niegrzeczne ze strony małej brunetki, gdyby nagle zaczęła narzekać, że domaga się szybkiego powrotu do domu.
Judas zauważył zmęczenie na twarzy dziewczynki. Wyciągnął w jej stronę rękę.
- Mogę cię zaprowadzić do pokoju gościnnego, jeśli chcesz. Jest tam teraz cicho, a i ja bym chętnie odpoczął od tych tłumów - przyznał.
Sky dała się zaprowadzić do komnaty. Usiadła na kanapie przed kominkiem, w którym wesoło trzaskał ogień. Owinęła się w koc podany jej wcześniej przez przyjaciela.
- Dawno tu nie byłam - stwierdziła dziewczynka. - Zapomniałam już, jak tu jest ciepło i przytulnie.
- Czasem siadam tu z resztą rodziny i opowiadamy sobie różne historie - Judas usiadł obok Sky. - Jak minął nam dzień albo wymyślamy jakieś niestworzone rzeczy. Tata bardzo lubi opowiadać o swoim ulubionym zespole. Z kolei papa często mówi o twojej mamie.
Sky spojrzała z zainteresowaniem na demona.
- A co takiego?
- Dużo rzeczy. Na przykład ostatnio mówił coś o laserowych psach - Judas pstryknął palcami i przed dziećmi pojawiły się dwa kubki z gorącą czekoladą. Podał jeden z nich brunetce. - Wspomniał też o złym potworku o imieniu Ludo. Podobno nieźle dawał im w kość. Ale i tak nie był tak straszny jak Toffee.
- Też o nim słyszałam, głównie z opowieści Janny - Sky upiła łyk słodkiego napoju. - Czy to prawda, że twój tata próbował przebić mu serce pięścią, sam, bez żadnej broni?
- No jasne! A myślisz, że dlaczego jestem taki odważny?
- Przestań - zachichotała Sky. - Mam nadzieję, że ten podły jaszczur już nigdy nie wróci.
- Nawet jeśli - demon uniósł w górę pięść. - To z pewnością damy mu radę! Jesteśmy w końcu potomkami osób, które go pokonały! Z twoją różdżką, moimi mocami i gburowatością Landona... Toffee nie miałby z nami żadnych szans!
- Ja to słyszałem.
Mała kulka schowana do tej pory za jednym z foteli w jednej sekundzie przybrała postać młodszego brata Judasa. Momentami starszy demon był pod wrażeniem tego, jak świetnie potrafi się on maskować.
- Mylisz się - mruknął Landon i podszedł do przyjaciół. - Nie dałbym rady Toffee'emu. Nie mam takich super umiejętności jak wy.
- Co ty wygadujesz? - oburzył się Judas. - Wbrew pozorom, jesteś z nas najsilniejszy. Poza tym, moce to nie wszystko, Donny. Moje nie zawsze chcą mnie słuchać. Często nawet bardziej przeszkadzają niż pomagają.
- A ja cały czas gubię moją różdżkę, a dobrze wiesz, że bez niej jestem całkowicie bezbronna - dodała Sky.
Landon uśmiechnął się nieśmiało. Miło było usłyszeć, że też się liczy, szczególnie, że ostatnio dużo myślał nad tym, czy przypadkiem nie było inaczej.
- Może jesteś nieco wredny - powiedział Judas. - Ale też piekielnie inteligentny. A podczas walki możesz używać swojego smyczka od skrzypiec. No wiesz, jak miecza.
- Ja ostatnio uderzałam w makietę treningową różdżką, bo te głupie jednorożce i narwale nie chciały z niej wyjść - zaśmiała się brunetka. Oczy Landona pojaśniały. - Mama nie była zbyt zadowolona. Krzyczała, że mogłam zniszczyć cenną pamiątkę, a potem bardzo długo rozmawiała z babcią Moon. Chyba powinnam była podziękować babci, bo dzięki niej nie dostałam szlabanu.
- Widzisz, Donny? Posiadanie nadnaturalnych zdolności wcale nie jest takie super. Papa ich nie ma, a jest jedną z najfajniejszych osób na świecie.
- To prawda - zgodził się Landon. Podszedł i usiadł w fotelu obok.
- Ile czasu dajecie Masonowi, zanim coś podpali? - zapytał, wpatrując się w tańczące płomienie.
- Dwa tygodnie maks - odparł z przekonaniem Judas. - I na pewno przy okazji coś rozwali. Ciekawe, czy będzie umiał latać?
- Moim zdaniem dwa miesiące - Sky wypiła czekoladę do dna, po czym postawiła pusty kubek na stole. Wtuliła się w koc. - Jest jeszcze mały. Jak wiele szkód może wyrządzić taki maluch?
- Zdziwiłabyś się, Sky - śmiech Landona, tak rzadki, brzmiał dziwnie w jego wydaniu. - Od razu widać, że jesteś jedynaczką.
- Tak, z demonami nie ma żartów. To okropne stworzenia - kły Judasa błysnęły w świetle palącej się nieopodal świecy.
- Fakt. Ale są też świetnymi kompanami - Sky ziewnęła przeciągle Przymknęła oczy, odpływając powoli. - Mogę potwierdzić z autopsji.
they keep changing but e2l // siblings best friend turned boyfriend (bcoz OOF do they try and resist that chemistry)// mafia au (only when it's a slow burn and not an excuse to write smut) // arranged marriage au (i have a thing for slow burn and angst that eventually ends happy) // exes falling in love and getting back together (but not because they drunk slept together. I need emotions before sex) // and well is stuck in a rainstorm forced to share a room with a single bed a trope or au? coz that. big time.
Ruka is a real lady from head to toe and I just love prissy characters like her. Seriously. How boring a story can be when it only has perfect characters? She brings a different color in the story. I'm so execited for today's chapter. ^^ (And the new w@lkin de@d episode x3 ) Kisses -Cintia