Link do oryginału: Switch Out The Batteries
Pairing: oczywiście Larry Stylinson
Autorki: LoadedGunn istajmaal
Zgoda: oczywiście!
Gatunek: SMUUUT, BDSM
Opis ogólny: Harry i Louis spotykają się w sex shopie. To rodzaj który przeradza się w małżeństwo. I jakby, relacje BDSM.
Opis:
Harry unosi brew. - Seks kostki?
- Yup. Wiesz, te które sprzedajemy, jedna z częścią ciała i druga z działaniem, które wykonujemy na tej… części.
- Czy to nie jest to, co stare małżeństwa kupują od ciebie, aby dodać trochę pikanterii?
Louis marszczy brwi i otwiera usta, by powiedzieć Harry'emu, żeby się zamknął, ale wtedy zauważa ten absolutnie rozmarzony wyraz jego twarzy i może tylko się zaśmiać. - Tak kochanie, jesteśmy dokładnie jak małżeństwo w średnim wieku. Z wyjątkiem tego, że mamy dwudziestki i pudełko pełne zabawek tortur pod naszym łóżkiem.
Dwa lata po ich spotkaniu w sex shopie. Harry wraca do Louisa z miesięcznej trasy w Stanach i ogarniają się z wszelakimi sprawami tworzenia więzi.
Od tłumaczki. Na myśl, że to już koniec jest mi naprawdę dziwnie.
Osiem miesięcy później
Harry czeka godne podziwu godzinę i piętnaście minut po pożegnaniu się z Louisem nim nie otwiera do niego wiadomości. Ma dziecko na kolanach, zatyczkę w tyłku i dwadzieścia tysięcy ludzi, którym musi zaśpiewać wieczorem, ale jego myśli, jak zawsze, są na Louisie.
Lux w końcu zabiera Harry'emu telefon i naciska wszystkie guziki naraz.
- Chce narysować obrazek – wydyma wargi.
Harry prycha i spogląda na Lou. - Będzie domagała się swojego telefonu już za rok, w tym tempie.
- Już się pytała. - Lou wyciąga iPada z swojej torby i kładzie go na podłodze przed Lux, otwierając aplikację do rysowania. - Co zrobisz?
Harry przygląda się jak dziewczynka rysuje jakieś patyczaki przez chwilę, po czym marszczy czoło.
- Nie powinnaś się martwić o, jakby, raka mózgu czy coś?
Kobieta wywraca oczami – Zostaw sobie rodzicielstwo na czas jak będziesz miał własnego terrorystę, szukającego rozrywki.
Harry mruczy wymijająco. Lou żartuje, ale... Harry robi sobie szybkie zdjęcie, całując gruby srebrny pierścionek wokół swojego palca serdecznego i wysyła serię iksów Louisowi. Ma swojego chłopa ze sobą w trasie i pierścionek na palcu. Wszystko jest możliwe.
*
To nie była najgorsza rzecz na świcie. Zostawienie Louisa w Anglii kiedy Harry jechał w trasę. Możliwe, że było parę huraganów lub konfliktów wojennych które znajdują się wyżej w książce Harry'ego. Większość klęsk żywiołowych, na przykład, nie chodzi w parze z seksem na powitanie. Mimo wszystko, mienie Louisa z powrotem w swoich ramionach po tygodniach bez siebie było niesamowite, ich pierwsza rozłąka była powodem dla którego Niall wniósł seks kostki do ich życia i Louis z Harrym postanowili upamiętnić rocznicę tego pomyślnego dnia, piekąc ciasto, które jest naturalną wersją Nialla. Ale nie ma na świecie nic porównywalnego do mienia Louisa tutaj, ze sobą, obserwującego z uśmiechem jak Harry rozgrzewa się z trenerem wokalnym, wybierającego zatyczkę którą założy rano, przewracającego oczami na hipsterów i ich kraty, gdy Harry wybiera swój strój na wieczorny koncert z Caroline z garderoby, całującego go w skroń kiedy zaczyna się denerwować ponieważ Paul właśnie powiedział mu że Elton John będzie na widowni.
Harry zawsze nalegał, że pomimo tego jak pragnął, by Louis był jego sugar tatusiem, to że jego kariera jest tak samo ważna jak młodszego. Utrzymanie sklepu było ważne dla nich obu, nawet jeśli nie potrzebowali za bardzo pieniędzy, i to nie tylko dla wartości sentymentalnej. Ale kiedy Harry spytał się go czy za niego wyjdzie dwa dni przed swoim wyjazdem na następną część trasy, Louis natychmiastowo zatrudnił Perrie na pełny etat i spakował się na podróż z Harrym po całej Europie. I tak, możliwe, że mienie swoich własnych żyć nawet kiedy zaczynają nową fazę budowania swojej relacji jest ważne, ale naprawdę kurwa miło jest mieć zawsze przy sobie Louisa, szczególnie kiedy rozważa pobiegnięcie do łazienki by zwymiotować.
- Elton jest tym który powinien się denerwować, - Louis mówi, szarpiąc za włosy Harry'ego figlarnie. - To ty jesteś tym gorącym młodziakiem, który go wygryza.
- Nawet tak nie żartuj. - Harry chowa głowę w zagięciu swojego łokcia, kiedy Louis opiera swoja dłoń na krzywiźnie jego tyłka, zaledwie kilka cali ponad miejscem gdzie zatyczka rozrywa go na pół. - On jest legendą, ja jestem po prostu – nikim.
Nie jesteś nikim, wtórują wszyscy w pomieszczeniu, ale wszystkim co Harry tak naprawdę słyszy jest Louis szepczący mu do ucha: - Chodź ze mną do pokoju, kochanie.
Seks przez telefon, kiedy Louisa nie było z nim w trasie, był dobry. Nawet świetny. Ten jeden raz z spinaczami do ubrań Harry może się posunąć do nazwania odmieniającym życie. Ale bez względu na to jak cierpliwie czekał, aż Louis odpisze mu ze zgodą na dojście, podczas ostatniej trasy, to to nigdy nie mogłoby być tak dobre jak Louis ciągnący go do ich sypialni którą dzielą (zaledwie na jeden tydzień) i obciągający Harry'emu ręką kiedykolwiek on chce zobaczyć jak dochodzi.
Nawet jeśli rzekomo jest następnym Eltonem Johnem (rzekomo), Harry spędza dużo czasu czując jakby nie miał niczego pod kontrolą, i tylko wtedy kiedy Louis szarpie ostro za jego kutasa i mówi mu by doszedł Harry czuje że nie ma w tym nic złego.
Po tym jak tryska w dłoń Louisa, chwytając się ściany i jęcząc głośno, Louis nie rusza się by wyjąć swojego własnego penisa. Harry został wytrenowany by przyjmować cokolwiek Louis mu nie da, i robi to ochoczo, chłosty, drażnienie się i dni zakańczające się bez orgazmu z jego strony, ale kiedy mężczyzna grozi, nie pozwoleniem mu doprowadzić go do orgazmu, kiedy jest tuż obok, to doprowadza Harry'ego do szaleństwa w sposób, jakiego wydawało mu się, że już nigdy nie będzie czuł przy Louisie, po całym tym czasie.
- Tatusiu, proszę.
Louis śledzi palcem wargę Harry'ego, brudząc ją jego sperma. Harry wzdryga się kiedy mężczyzna pompuje jego wykończonego kutasa jeszcze kilka razy, utrzymując go twardego. Już jest bezmyślny i przewrażliwiony od orgazmu, więc potrzebuje całego swojego skupienia by nie polizać swoich ust póki Louis nie kiwnie mu głową.
- Proszę – powtarza – Tatusiu… - Nie mają czasu, mieli jeszcze tylko pół godziny przed próbą dźwięku, kiedy wychodzili, ale – może Louis próbuje utrzymać go na tyle twardego by go ujeżdżać. Na to zawsze jest czas. Louis stworzy czas, jeśli będzie potrzebował. Harry przymila się do dłoni szatyna na swoim policzki i błaga o to, o coś, oczami.
- Czego potrzebujesz kochanie? - Louis przechyla głowę i posyła mu uśmieszek. - Właśnie doszedłeś.
- Lou – Harry sapie, kiedy Louis puszcza jego penisa, pozwalając mu obić się mocno i dosyć boleśnie między jego nogami. Louis wciąż nie sięga do swojego rozporka. - Nie mogę – przełyka -Nie mogę pójść tak na scenę, pozwól mi, proszę.
- Niektórzy z nas mają samokontrolę, Harry. - Louis brzmi prawie na rozbawionego, ale jego penis nadal napina materiał jego dżinsów i Harry potrzebuje tego, potrzebuje tego o wiele bardziej niż własnych orgazmów. - Jesteśmy odpowiedzialnymi dorosłymi, którzy nie potrzebują dochodzić na pół godziny przed każdym koncertem.
To nie do końca prawda, że Harry był tym który tego potrzebował – zresztą, to Louis go tutaj zaciągnął, ale zdecydowanie potrzebuje tego teraz, i nie boi się tego powiedzieć.
- Potrzebuje tego. - dłonie Harry'ego zwijają się w pięści jak opada na ścianę. Przygryza wargę i rzuca spojrzenie między twarzą Louisa a wypukłością w jego spodniach. - Potrzebuję twojego kutasa, Tatusiu, potrzebuję sprawić ci przyjemność.
Louis mruczy i kładzie obie dłonie na biodrach Harry'ego, podchodząc bliżej i pocierając swoją erekcję o kutasa Harry'ego, mięknącego bez jego ciągłego dotyku. - Nie możesz nawet pozostać na tyle twardy by mnie wypieprzyć. - cmoka cicho do jego ucha. - Mój głupi chłopiec. Sam się sobą zajmę, kiedy będziesz na scenie. Zwalę sobie do melodii jednej z twoich miłosnych piosenek. Śpiewałbyś lepiej niż zwykle dla mnie, gdybyś wiedział co robię?
- Tatusiu – Harry przygryza swoja wargę kiedy Louis odsuwa się delikatnie. - Tatusiu, proszę, proszę, pozwól mi, pozwól mi zobaczyć, pozwól mi sprawić ci przyjemność, ja-
- Myślisz, że na to zasługujesz, Harry? - Louis teraz się dotyka i Harry jęczy z frustracji, jego palce drgają, żeby go dotknąć, ale on nie powiedział, że może – Myślisz, że zasługujesz na doprowadzenie swojego tatusia do orgazmu?
Harry wypuszcza słaby szloch i zamyka oczy. Louis całuje jego policzek słodko.
- Tak. - szepcze do ucha Harry'ego – Byłeś taki dobry dla mnie. Ale wiesz, że nie mogę wypieprzyć ci gardła, kochanie. Nie po ostatnim.
Harry nie miałby nic przeciwko powtórki z ostatniego razu. W zasadzie, wchodziłby na scenę ochrypły od ssania kutasa każdej nocy gdyby to miało być jego ciągłym przypomnieniem, że Louis jest z nim w trasie. Ale on już zaczął bawić się zatyczką która była w jego tyłku od samego rana i Harry naprawdę też nie miałby nic przeciwko temu. - Pieprz mnie – mamrocze, wyginając plecy i odwracając głowę w stronę ściany z jękiem, jak Louis pieprzy go lekko zabawką – Tatusiu, pieprz mnie, proszę.
Louis mruczy – Mój chłopiec, już jesteś mokry i otwarty dla mnie, prawda? - wykręca zabawkę między palcami i Harry uderza pięścią w ścianę, odrzucając głowę do tyłu. To jest zatyczka zrobiona na zamówienie, platerowana 24-karatowym złotem, kosztowała pierdoloną fortunę i jest warta każdego pensa, i nawet więcej, kiedy Louis wykręca ją w nim. Wydaje się jakby znaczyła cały świat.
- Proszę – Harry mówi, ledwo zerkając na zegar przy ścianie (dwadzieścia dwie minuty do próby dźwięku) – proszę pieprz mnie, proszę wypełnij mnie swoją spermą, Tatusiu ja –
- Chcesz pójść na scenę pełny mojej spermy? - Louis skubie zębami szyję Harry'ego, a jego zarost drażni jego skórę.
- Tak bardzo – Harry szlocha jak Louis znowu wykręca zatyczkę ostro. - Tatusiu, tak bardzo.
- No cóż, kochanie – Wyciąga zabawkę i Harry drga – Skoro byłeś dla mnie taki dobry. - Wyprodukowanie lubrykantu znikąd, zdjęcie spodni do ud i nawilżenie swojego penisa zajmuje mu pół sekundy. Harry szybko się odwraca i dociska policzek do ściany, dłońmi ściskając swoje łokcie za plecami, jak Louis szturcha jego nogi i wsuwa w niego swojego penisa, gorącego i grubego i tak dobrego, że jęki Harry'ego prawdopodobnie są słyszalne w całym budynku, kiedy Louis pieprzy go z palcami wbijającymi się w jego biodra. Nie próbuje go uciszyć, nawet jak Harry krzyczy głośniej niż on sam, kiedy dochodzi w nim, jedynie całuje jego łopatki i mówi kochanie, kochanie, moje kochanie, kiedy młodszy cały się trzęsie.
Jak Louis się wysuwa i znowu zagnieżdża w nim zatyczkę, zatrzymując w nim swoją spermę, Harry wzdycha szczęśliwie i próbuje się otrząsnąć, kiedy mężczyzna głaszcze lekko jego biodro i przyciska pocałunki wzdłuż jego szyi. Penis Harry'ego znowu jest twardy i prawdopodobnie tak zostanie przez dłuższy czas, ale on już się do tego przyzwyczaił. To dziwne spojrzenie jakie Louis posyła Harry'emu jak podnosi swoje spodnie jest tym co przywraca go na ziemie. Naciąga na siebie spodnie jedną ręką, drugą trzymając się kurczowo przedramienia Louisa dla równowagi.
- Dziękuję – ściska jego ramię – To było świetne – unosi brew i przygryza wargę jak Louis marszczy nieco czoło.
- Nie musisz nosić jej na scenie. - Przebiega palcami po wystającej końcówce zatyczki przez spodnie Harry'ego – Znaczy – no wiesz, te spodnie są okropnie ciasne, nawet jak na ciebie. Albo, jeśli myślisz, że wibracje będą zbyt mocne –
- Tatusiu – Harry prycha i przewraca oczami. - Będzie dobrze, przysięgam – Louis nie wydaje się zbytnio przekonany, więc Harry szturcha go łokciem. - Zresztą, przecież wiesz, że nie przeszkadzałoby mi gdyby pierwszy rząd sobie zerknął.
Wyraz twarzy Louisa nieco się łagodzi i mężczyzna unosi kącik ust. - Nawet Elton?
Harry uśmiecha się szeroko, spełniony. - On może i ma pół tuzina nagród Grammy ale ja mam ciebie.
Louis kręci głową, uśmiechając się – Jesteś taki ckliwy, kiedy jesteś wypełniony moją spermą.
Harry całuje go w policzek – Zawsze.
*
Dobrze, że dżinsy są tak ciasne, że jego erekcja jest przyklejona do jego uda bo Louis spędza cały koncert bawiąc się pilotem wibratora. Pomiędzy hajem performowania, lekkimi ukłuciami bólu w jego penisie i buzowaniem zatyczki przypominającej mu o spermie Louisa wewnątrz niego, to tak w zasadzie jedynie jego surowo sformułowane ostrzeżenie powstrzymuje Harry'ego od dojścia tuż przed Eltonem Johnem.
Co jakiś czas Louis łapie jego wzrok zza sceny i podnosi do góry kciuk, jakby się pytał za dużo? Za każdym razem Harry również posyła mu kciuka w górę jakby powiedzieć więcej.
Pod koniec koncertu, po podziękowaniu zespołowi, organizatorom i fanom, zatyczka nadal huczy w tyłku Harry'ego jak przeczyszcza gardło. - Jest jeszcze jedna osoba której chciałbym podziękować, przed naszą ostatnią piosenką. - Harry praktycznie słyszy jęk Louisa zza sceny jak oklaski dla zespołu wyciszają się. - Jest tu dzisiaj ze mną mój chłopak. - Zbiorcze ooo wyłania się z widowni – Cóż, jest tutaj każdej nocy tak w zasadzie. - mówi, drapiąc się w tył głowy i uśmiechając się uśmiechem który na pewno jest idiotyczny. - Właściwie to będzie tutaj każdej nocy, do końca mojego życia, ponieważ bierzemy ślub.
Nie jest to żadna nowość – byli na okładce każdego magazynu plotkarskiego, kiedy poszli do Rosso i zostali obfotografowani z dwoma pierścionkami – ale całe pomieszczenie i tak wybucha okrzykami jakby to była najlepsza rzecz jaką kiedykolwiek usłyszeli. Harry to rozumie. Odwraca się do Louisa, który kręci głową, jakby nie mógł uwierzyć, że Harry znowu to robi, dokładnie to samo co robił na każdym koncercie tej trasy.
- Możesz tu przyjść, Lou?
Louis wychodzi na scenę nadal kręcąc głową, ale jego dłoń jest wyciągnięta by spotkać tą Harry'ego i kiedy przykleja się do jego boku, uśmiecha się przynajmniej tak samo głupio jak Harry.
- Dziękuje za bycie tu dla mnie, kochanie. - mówi do mikrofonu. Ledwo słyszy tłum jak Louis całuje go w policzek szybko.
- Taki ckliwy, kiedy jesteś wypełniony moją spermą. - syczy mu do ucha, pstrykając kilka razy guziczek wibratora dla podkreślenia. Harry bierze jego twarz w obie dłonie i całuje go.
Louis sztywnieje lekko jak wrzaski widowni dosięgają nowego poziomu przenikliwości i Harry szybko się wycofuje. - W porządku? - mruczy Louisowi do ucha, ściskając jego dłoń.
Starszy odsuwa się na tyle by pokazać Harry'emu kciuka w górę. - Zielony. Bardzo. - macha krótko do widowni i nadchodzi kolejna fala wiwatów, która staje się jedynie głośniejsza kiedy uderza Harry'ego w tyłek. Oczy chłopaka trzepoczą przez moment. Louis pochyla się i szepcze mu do ucha. - Teraz dokończ swój cholerny koncert, bym mógł dać ci twoją nagrodę. - Opuszcza scenę zanim Harry może się do niego znowu przykleić, poruszając brwiami i wskazując na widownię.
Któregoś dnia, przekona Louisa by dołączył do niego na scenie. Nie dzisiaj, ale któregoś dnia. Nawet z tym wszystkim co już razem zrobili (a to jest więcej niż większość ludzi robi ogólnie), jest jeszcze milion rzeczy, które chce zrobić z Louisem. Ale… chodzi o to, że mają czas. W zasadzie, mają wieczność. Na razie, wszystkim co ma znaczenie, kiedy zwraca się do krzyczącego tłumu jest to, że Louis jest za nim, z nim, i w nim, i nadal będzie po koncercie, po tym jak wyliże swoją własną spermę z Harry'ego, po tym jak Harry dojdzie płacząc w poduszkę (lub nie). Światła mogą gasnąć za dwadzieścia minut, ale wibrator w jego tyłku ma gwarancję na całe życie.
Opis: Harry to bałagan z burzą loków w chmurach, marzący o nieprzeciętnych rzeczach- przede wszystkim o różowym niebie. Louis to tajemniczy i trochę (bardzo) zagubiony chłopak, który nigdy nie rozumie swojego najlepszego przyjaciela, ale właśnie za to lubi go najbardziej.
Od autorki: Hej :D Do napisania zainspirowała mnie piosenka Lany del rey Never let me go i przede wszystkim piosenka zespołu LANY pink skies. Miłość larry’ego rozwija się od przyjaźni, a reszty dowiecie się czytając dalej to opowiadanie :)!
Opis: Nie było więcej wymówek, gdy Louis zobaczył przesłuchania do następnego sezonu Britain's Next Top Model. W obliczu wysokiego oczekiwania na pierwszą ofertę kariery modela, staje na czele z 15 przeciwnikami w walce o koronę. Tylko z tak otwartym sercem jak jego, wpada, wbrew przepisom, po uszy w zawodniku, co może doprowadzić do możliwej porażki jego przyszłej kariery.
Lub au gdzie Louis jest w drodze do stania się następnym brytyjskim modelem i zakochuje się w Harrym podczas telewizyjnego show, co jest przeciw przepisom, ale kogo to obchodzi.
Od tłumaczki: Czas przeszły nie jest moją mocną stroną.
Tylko idiota pomyślałby, że tam będzie krótka, fajna kolejka dla ludzi czekających na przesłuchania do najgorętszego show w reality TV. W rzeczywistości Louisa, kolejka była zdecydowanie niekrótka, jak i niefajna. Ale szczerze mówiąc, oby to było tego warte.
Potargał swoje włosy, zaczesując je w tradycyjną grzywkę i liżąc opuszki palców, by ułożyć końce. Przejechał językiem po zębach, nie mytych przez conajmniej dzień, ponieważ nocował pod namiotem, by przynajmniej zająć dobre miejsce w kolejce. Ale oczywiście, Louis był na tyle głupi, że przez ten cały czas stał w kolejce do przesłuchań dziewczyn a nie chłopaków.
To będzie hit. Po raz pierwszy (przynajmniej w HD) jest możliwość wzięcia udziału w programie dla mężczyzn. To nie tak, że faceci mogliby w ogóle chcieć kariery. To było szczerze seksistowskie. Mężczyźni nie mogli być w Top Model, ale w Co masz do stracenia? (ang. The Biggest Loser) lub gorzej, Żenujące ciała (ang. Emberassing bodies) już owszem.
Louis chciał pokazać narodowi, że się mylą. Chciał być Top Modelem. Chciał zdominować patykowate tyłki tych wszystkich dziewczyn (nie do końca), i po prostu pokręcić się przy chłopakach (znowu, nie tak dosłownie).
Louis nie był wysportowany, ani klasyfikowany jako typowo „przystojny" ze względu na swoją postawę i raczej psychotyczną osobowość. Jednak był kimś kto miał talent. Od lat próbował zdobyć agencję, ale był w stanie jedynie zniżyć się do jakichś głupich sesji na plaży (które nawet nie okazały się być profesjonalne, a fotograf skończył z 300 funtami dla siebie). Zawsze chciał zostać modelem i odkąd jego siostra pokazała mu pierwszy sezon Britain's Next Top Model, marzył, by dostać się do programu.
Poważnie zastanawiał się nad przebraniem za kobietę, gdyby nie pozwolono mężczyznom na rekrutację.
Ale dzięki bogu, że do tego nie doszło, i teraz Louis stał w kolejce (w tym samym miejscu co 7 godzin temu) gotowy na casting przed krytykami panelu, najbardziej przerażającymi skurwielami jakich Louis kiedykolwiek widział.
Liam Payne; Gospodarz programu, również mentor i sędzia, siedzący z tym szczenięcym uśmiechem, który zazwyczaj kreował kiedy był uszczęśliwiony. Louis widział wcześniej jego złą stronę (ktoś nie wysłuchał dobrze wskazówek na planie zdjęciowym i skończył wylewając wodę na samochód. Powiedzmy, że sprawy między Liamem, a panem Trentem Bantonem nie zakończyły się zbyt dobrze.) Chłopak był totalnym supermodelem, a o dziwo, 25-latek nigdy nie wszedł w karierę modelingu.
Niall Horan: Absolutny blond słodziak z nutką światła, które z powrotem sprowadza człowieka do życia. Był zdecydowanie kimś kogo Louis chciał poznać. Irlandczyk miał prawie 21 lat i był tak cholernie przystojny. Długo był modelem, ale szybko odszedł z biznesu, by zostać projektantem mody. Teraz jego ubrania są tym co Louis nosi dzień i noc.
Caroline Flack: Śliczna dziewczyna z postawą suki. Wyraźnie najostrzejsza na panelu i Louis był gotowy stawić jej czoła. Miał jej dość od samego początku i od obejrzenia każdego sezonu BNTM(wszystkich zakupionych na DVD) był po prostu na nią tak wkurzony. Potrzebował nowego Telewizora ponieważ nie zgodził się z jej komentarzem o modelce będącej zbyt arogancką (która tak w zasadzie wygrała tamtą konkurencję) i uderzył w niego pilotem.
I wreszcie, Ed Sheeran; Złote serce. Żaden z niego model, został on w zasadzie wsadzony na panel ze względu na swój szczery krytycyzm. Facet był w rzeczy samej szczery ale za to bardzo subtelny, nigdy nie doprowadził nikogo do płaczu. Był prawdziwym i ufnym człowiekiem. Jego rude włosy i uśmiech anioła nigdy nie przestawały roztapiać serca Louisa.
Kolejka powoli malała w stronę wybiegu i oczom Louisa okazał się panel sędziów. Powstrzymał swoją ekscytację, dokładnie przyglądając się swoim prawdopodobnie-niedługo śmiertelnym wrogom walczącym o koronę. Louis zdecydowanie był niepewny. Ci faceci mogliby wygrać w modelarstwie w mgnieniu oka, a o to Louis, który prawdopodobnie wywali się na dupę przy najprostszym wyzwaniu (przynajmniej nie zrobił sobie krzywdy, jego tyłek jest wystarczająco duży)
Niepewnie trzymał kartkę ze zgłoszeniem, prawie gniotąc ją jak kolejka zaczęła przesuwać się do przodu i wkrótce czekał przy schodach do podium gdzie zobaczy krytyków, którzy ocenią jego wygląd, posturę, osobowość i zadatki na modela.
- Proszę bardzo, kolego. Powodzenia.
I serce Louisa się zatrzymało. Usilnie zmusił swoje zamrożone ciało do wejścia na schody, idąc w gorę z prostą posturą, patrząc prosto w oczy Liama. Mógłby się popłakać przez to jak pięknie szerokie i brązowe były i nagle naprawdę tego zapragnął.
Pragnął zostać pierwszym brytyjskim Top Modelem.
_____
To opowiadanie bardzo mi się spodobało już lata temu, ale kiedy zabrałam się za tłumaczenie zaczęłam zauważać pewne mankamenty które mnie jednak trochę męczą. Czas przeszły, ktorego nie jestem fanką, zdania brzydkie stylistyczne, przez co tłumaczenie jest wydłużone i nie takie przyjemne jak w wypadku każdego innego fika jakie mam w zanadrzu. Stwierdziłam, że przetłumaczę kilka na próbę. Zobaczymy, powiedzcie czy w ogóle cokolwiek wam się podoba, czy może też czujecie, że to się źle czyta, nawet pomimo mojej sporej edycji stylistyki. Jeśli będę czuła że to mnie jedynie hamuje to będę zmuszona anulować moją pracę, ale jeśli to pokochacie, to może będzie mi łatwiej :p
I DON’T THINK I HAVE THIS | 9 ROZDZIAŁ | TŁUMACZENIE
Link do oryginału: I Don’t Think I Have This
Pairing: oczywiście Larry Stylinson
Autor: Centa0592
Zgoda: Tłumaczenie przejęte od Dudosz. Tak
Gatunek: A/B/O, fluff, smut
Opis: Minęło siedem miesięcy od momentu w którym Louis zaszedł w ciąże i już kiedy pomyślał, że rzeczy zaczynały wracać do jakiejś formy normalności, przychodzi jakiś nieznajomy przynosząc dziwne wiadomości, które rzucają kulę w życie Louisa. Z przypomnieniem o zeszłych wspomnieniach, musząc dowiedzieć się ukrytej prawdy, i próbując przynieść bliźnięta na świat Louis jest trochę przytłoczony. Po prostu cieszy się, że ma swoich współlokatorów tuż za rogiem, aby pomogli mu po drodze i fakt, że Harry będzie najlepszym ojcem na świecie. Jeśli tylko Alfa mogłaby nauczyć się przestać być tak zazdrosnym.
lub
AU gdzie:
Harry jest zazdrosną Alfą, która kocha swoją Omegę.
Louis jest Omegą w ciąży, po prostu próbującą dotrwać z tym do następnego dnia.
Niall i Liam są złośliwymi Betami, którym nie można ufać.
i
Zayn jest Alfą, która wciąż nie wie co to przestrzeń osobista.
Od tłumaczki: Zapraszam na przed ostatni rozdział.
- Louis obudź się – Harry szepcze do omegi, kiedy dwójka leży w łóżku. Rzuca okiem na maleńkie ciałko, rozdzielające ich dwójkę z ostrożnością. Louis wydaje jakieś dźwięki protestu po czym odpowiada stłumionym ,co'. - Nasze dziecko nie pozwala mi cię dotknąć – Alfa jęczy i Louis marszczy brwi, przekręcając się, tak że leży twarzą do mężczyzny. Po tym jak ich trójka wróciła z powrotem do mieszkania zeszłego wieczora, Jordan wciąż był bardzo zdenerwowany, więc rodzice stwierdzili, że lepiej będzie jak chłopiec będzie spał z nimi. Teraz Harry żałuje tej decyzji.
- Co masz na myśli mówiąc, że nie pozwala ci mnie dotknąć? - Louis pyta głosem wypełnionym snem. Jego oczy są zmrużone i marszczy brwi na małego chłopca, teraz owiniętego jego ramionami.
- Mam na myśli to, że za każdym razem jak próbuje zrobić to... - Harry unosi ramię i próbuje sięgnąć Omegi – ten koleżka zwija pięści jakby już miał się rozryczeć po czym piorunuje mnie spojrzeniem. - Alfa znowu robi ten ruch i dłonie Jordana rzeczywiście zwijają się i jego oddech przyspiesza, jakby już miał wpaść w furię. Harry opuszcza ramie i Jordan się uspokaja.
- To dziwne, ale to tylko dziecko Harry, to nie tak, że jest jakimś psem obronnym, nie ugryzie cię. - Omega odpowiada, wyraźnie rozbawiona, pocierając brzuszek syna. Jordan jest zwrócony tyłem do Louisa i obaj leżą twarzą do Harry'ego. Alfa spogląda na swojego syna i marszczy brwi.
- Mógłby mnie ugryźć, nie wiesz tego. - narzeka i widzi jak jego syn przybliża się do ciepła Louisa. Harry chce być bliżej tego ciepła.
- Nie ma zębów Haz. Nawet gdyby chciał, to jedynie wymamlałby cię na śmierć – zapewnia Louis i w pełni się teraz uśmiecha. Harry obserwuje Jordana podejrzliwie i sięga by wykręcić sutek omegi za bycie złośliwym.
- Czy dzieci mogą rzucać klątwy voodoo? Mam wrażenie, że on właśnie próbuje to zrobić.
Omega mruży oczy i mocniej przytula swojego syna. - Nasze dziecko nie rzuca na ciebie żadnej klątwy. Wynoś się z łóżka. Straciłeś wszystkie przywileje. - odpowiada i Harry unosi dłonie w geście poddania.
- Nie wiesz tego. Właśnie się wyszczerzył. - broni się i szczerze? To naprawdę wygląda jakby Jordan się teraz z niego nabijał.
- Nie szczerzy się, prawdopodobnie ma gazy. - Louis sugeruje i Alfa kręci głową.
- Nie, to nie jest jego bąkowa twarz. To jest ta jego mina typu „Jestem taki pomiotny".
Louis rzuca Harry'emu znaczące spojrzenie i alfa odwraca wzrok. Sufit i tak jest dużo bardziej interesujący.
- Co to w ogóle kurwa znaczy? - pyta i w jego głosie ponownie odznacza się rozbawienie.
- No wiesz „pomiotny" jak pomiot Szatana.
Louis sapie i przyciąga swojego synka bliżej – jeśli to w ogóle możliwe
- Nasze dziecko nie jest pomiotem Szatana. Jest przekochany. A ty masz poranny oddech. - Całuje skroń Jordana i maluch chichocze. Louis odsuwa się szczęśliwy i Harry rozszerza oczy jak Jordan odwraca się do niego wyglądając na takiego zadowolonego z siebie. Czy dzieci mogą wyglądać na zadowolone z siebie? Jordan zdecydowanie tak teraz wygląda. Harry przyznaje się do swojej klęski. Jego zaborcze dziecko prawdopodobnie i tak czy siak dostało ten gen od niego. Czy to taki jest Harry? Jezu
- Dobra, zmieniam temat. - zaczyna i przewraca się tak, że leży na plecach. - Potrzebujemy nowej kanapy. - mówi głośno. Jego umysł powraca do zeszłej nocy i Zayna.
- Kupiliśmy ją zaledwie pół roku temu. Poduszki nawet nie są jeszcze rozklapciałe. - Louis narzeka, ponieważ kocha tą kanapę, jest miękka.
- Ta, cóż, siedziało na niej o wiele za dużo gołych tyłków, żeby była higieniczna. Nie chce nawet sobie wyobrażać co Zayn wczoraj na niej robił, skoro potrzebował do tego pół pudełka chusteczek. - Harry oświadcza i Louis wzdryga się lekko, no bo eww.
- Dobra pójdziemy na zakupy, ale to ja wybiorę nową kanapę. - ostrzega i Harry przytakuje przed odwróceniem się na bok, by być twarzą do pozostałej dwójki na łóżku. Wzrok Harry'ego napotyka ten Jordana i wydaje się jakby dzielili przez chwilę jakiś moment. Mężczyzna próbuje przekazać mu najlepiej jak potrafi, że tak, jest alfą, ale wciąż troszczy się o Louisa i go nie skrzywdzi. Może to przez wypełniony snem umysł mężczyzny, ale wydaje mu się że Jordan akceptuje to, ponieważ wyraźnie się relaksuje.
- Chyba właśnie zdobyłem szacunek naszego syna. - Alfa mówi cicho i owija ramiona wokół Louisa i Jordana. Omega mruczy, zadowolona. Wtedy Harry zabiera ramię i podnosi ich chłopczyka.
- Hejjj, wracaj. - Louis narzeka jak Alfa uśmiecha się pod nosem i wstaje z Jordanem na biodrze.
- Nope, mój syn i ja idziemy związać się przy śniadaniu. - mówi, próbując zignorować smutek Omegi. - Zresztą, czy to nie ty powiedziałeś żebym wynosił się z łóżka? - drażni się.
- Bo powiedziałeś, że nasz syn próbuje rzucić na ciebie klątwę voodoo? - Louis odpowiada z oburzeniem
- To jest możliwe! - Harry wyrzuca, wychodząc z pokoju. Louis z powrotem opada na łóżko, uderzając głową w poduszkę, po czym łapie swój telefon. Wybiera numer Zayna.
- Zayn, jesteś w swoim starym pokoju? - pyta i słyszy mamrotanie i szeleszczące dźwięki po drugiej stronie.
- Na korytarzu kutasie. Jest za wcześnie – Alfa narzeka i Louis wyciąga swoją zagrywkę niewinności.
- Chcę się poprzytulać a Harry sobie poszedł – mruczy najbardziej dziecinnym głosem jaki ma w zanadrzu. Słyszy westchnięcie i połączenie się urywa. Mija kilka sekund i śpiący Zayn zatacza się do pokoju ubrany jedynie w bokserki i rzuca się na łóżko, prosto na brzuch. Wchodzi pod kołdrę i przytula Louisa.
- Daje mu dziesięć sekund zanim tu przyjdzie. - mamrocze. - Powiedz mu, żeby nie przywalił mi w twarz.
Louis śmieje się cicho. - Bez problemu wytrzyma minutę. - zakłada się, i po trzech sekundach drzwi się otwierają i Louis jęczy jednocześnie z Zaynem.
- Co tu się dzieje? - Harry pyta przy drzwiach. Założył już na siebie joggery, i staje z dłońmi na biodrach.
- Masz tu gdzieś ukrytą kamerę o której nie wiem? Masz zmysły Zayna czy coś? - narzeka Louis i kiedy Harry nie odpowiada omega mruży oczy. Lepiej żeby nie miał tu nigdzie kamery.
- Zadałem pytanie – Harry postanawia odpowiedzieć w zamian.
- Więc przyznajesz się co do kamery? Czy...? - urywa i Harry utwardza wzrok póki Zayn nie jęczy, wstaje z łóżka i wymyka się z pokoju. Alfa kiwa głową, wyraźnie zadowolony, i nagle wychodzi jakby nic się nie stało.
- Nienawidzę wszystkiego! - Louis krzyczy do opuszczonego pokoju, po czym przewraca się na brzuch i od razu zasypia.
∞
Kiedy się budzi, Adrian już jest w domu, bawiąc się zabawkami w swoim kąciku. Harry jest w pełni ubrany, mając na sobie obcisłe dżinsy i bluzkę, a na stole czeka na omegę tost z serem. Louis całuje starszego z aprobatą po czym siada by zjeść. Jęczy po pierwszym gryzie i szybko bierze kolejnego i kolejnego. Kończy w pięciu kęsach po czym odchyla się do tyłu ze śmiechem.
Śmiech wyrwał się z jego ust bez jego zgody, ponieważ obraz bezbrwiowego Liama właśnie pojawił się w jego umyśle.
Omega rechocze jeszcze chwile, ignorując pytające spojrzenie Harry'ego. - Liam nie ma brwi. - mówi z chichotem i Harry parska cichym śmiechem. Jego dołeczki w pełni się ukazują.
- Wychodzi na to, że stwierdził, że ogoli się na łyso. Przeczytał gdzieś że to atrakcyjne. - Harry zaczyna i Louis chichocze jeszcze raz – Oczywiście wszystko poszło się jebać kiedy pomylił farbę do włosów z kremem do depilacji. - kontynuuje i Louis czuje, że zaraz się posika. - Nie wiem nawet czemu próbował pofarbować sobie brwi, ani czemu on i Niall byli goli, ale... - urywa i wzrusza ramionami. Omega cieszy się, że jego współlokatorzy są dziwni. Zapewniają mu rozrywkę.
- To jest kurna niesamowite. Mój brzuch chyba nie wytrzyma tyle śmiechu.
Harry kręci głową z dezaprobatą. - Myślę, że musimy porozmawiać z nimi o seksie. - stwierdza z uśmiechem na twarzy. Omega odchyla się na krześle i kiwa głową. Dwójka wpatruje się w siebie w komfortowej ciszy póki Louis nie przeczyszcza gardła.
- Zastanawiam się czy nie pójść dziś zobaczyć się z moją matką. Zdobyć jakieś odpowiedzi. - mówi poważnym tonem. Harry zajmuje krzesło przed nim by mogli siedzieć naprzeciwko siebie. - Choć może mógłbym udać się prosto do źródła. Znaleźć partnera Brada. - kontynuuje i starszy przytakuje.
- Mogę zadzwonić do Aidena, żeby się tu z nami spotkał – Harry sugeruje. - W ten sposób możemy w szóstkę zaplanować co i jak zrobimy.
Louis spogląda spod rzęs i posyła mu mały uśmiech. - Chce po prostu żeby to wszystko się skończyło. Chcę wiedzieć więcej o tym co te leki wywołały u dzieci i dorosłych. Chce wiedzieć jak i czy w ogóle ci co są za to odpowiedzialni zostaną złapani. - przyznaje i Harry sięga do niego, ściskając jego dłoń.
- Nie mogę obiecać ci, że wszystko skończy się dobrze, ale mogę przysiąc, że będę opiekował się wami najlepiej jak potrafię.
Louis podkula głowę głowę do policzka i rumieni się.
- Nie mógłbym prosić o nic więcej.
∞
Wszyscy są teraz u nich, siedząc w przeróżnych miejscach na podłodze/kanapie. Aiden i Zayn są obok siebie na ziemi. Niall siedzi wetknięty pod ramieniem Liama (Liama, który ma na głowie czapkę beanie, naciągniętą tak daleko, że wystają mu tylko oczy. Omega śmieje się wewnętrznie, ponieważ to jest oczywiste, że beta nie ma brwi, co wciąż jest zabawne.) a Louis rozłożył się na kolanach Harry'ego. Bliźniaki siedzą na swoich krzesełkach w kuchni, a na stoliku przed nimi znajduje się mnóstwo jedzenia.
- Cieszę się, że przyszliście. - Louis głosi do pomieszczenia.
- Stary, mieszkamy tutaj... - Niall przerywa.
- Shhh – Harry odpowiada i Niall przewraca oczami.
- Chcę znaleźć partnera Brada. - Omega kontynuuje bez zawahania.
- Idealnie, już go znaleźliśmy. - Zayn mówi dumnie. Louis rozdziawia usta i jego oczy rozszerzają się lekko, jak odwraca się w stronę Zayna i Aidena.
- Serio? Kiedy? - Harry wypytuje, próbując nie brzmieć na tak zazdrosnego jak naprawdę się czuje.
- Jakiś miesiąc temu? Czekaliśmy z tym, aż Louis będzie gotowy. - Aiden odpowiada i Harry powstrzymuje prychnięcie.
- To wspaniale, ludzie. Jak go znaleźliście? - Liam pyta, ignorując chichoty Louisa. Naciąga swoją czapkę trochę mocniej.
- Dzięki naszym znakomitym zdolnościom detektywistycznym oczywiście. - Zayn szybko odpowiada i Aiden prycha, szturchając alfę stopą.
- Przestań kłamać – drażni się – Zayn przypadkiem znalazł go, kiedy zauważył go w Tesco – kontynuuje i Zayn rzuca się, by zakryć alfie usta. - No i wtedy ten dziwak śledził biedaka aż do domu. Wychodzi na to, że zmienił imię. - wyjaśnia i ciemnowłosy jęczy dramatycznie.
- Zmiana imienia ma sens. Prawdopodobnie powinien raczej opuścić Londyn. - Niall się wcina.
- Ja bym się przeniósł do Stanów. - Liam mówi
- Nie. Rząd w Stanach jest totalnie skorumpowany. Koleś byłby martwy w mgnieniu oka. - kłóci się blondwłosy.
- Nie ma mowy, nikt by go tam nie znalazł. Tyle miejsc do ukrycia. - Liam złości się.
- No, bo Europa jest taka maleńka. - ironizuje Niall i Louis sięga by uszczypnąć ich obu w prawego sutka.
- Skupcie się na mnie. - narzeka, przerywając konwersację bet.
- Stary, zawsze jesteśmy na tobie skupieni – Niall od razu odpowiada i Louis odsuwa się, wydymając wargi. Harry przytula omegę bliżej do swojej piersi.
- Kocham rozmawiać o Louisie – mamrocze i młodszy rumieni się.
- Tak, mi też nie przeszkadza rozmawianie o tym tu koleżce. - Aiden oznajmia i Louis wali Harry'ego łokciem by powstrzymać alfę od rzucenia jakimś komentarzem.
- Chyba oficjalnie zeszliśmy z tematu – Liam ogłasza wszystkim.
- Zawsze możemy porozmawiać o twoich brwiach – kpi Louis i Liam zapada się bardziej w kanapę, podczas gdy Niall patrzy spode łba na omegę. Harry posyła Niallowi równe spojrzenie.
- Och, no tak. Słyszałem o tym, nie ma co się wstydzić, ogoliłem sobie prawą brew w pierwszym tygodniu studiów. - Aiden zapewnia betę i Liam siada prościej.
- Serio? W ile odrosła? - zastanawia się.
- Eh, z miesiąc około. Nie tak źle. Używałem eyelinera mojej siostry i rysowałem inne miny każdego dnia. Potem kojarzyli mnie głównie z tego. - Alfa odpowiada i Liam uśmiecha się na to – czując się lepiej.
- Lepiej nie mówić takich rzeczy przy Louisie, stary. - stwierdza Niall i omega wydyma wargi. - Ten wariat prawdopodobnie będzie ciągle próbował rysować kutasy zamiast brwi na biednej buźce Liama.
Louis próbuje powstrzymać uśmiech – Nie prawda. - broni się.
- Serio uważasz, że wezmę cię na poważnie, jak się tak uśmiechasz? - pyta blondwłosy.
- Nie uśmiecham się, właśnie pierdnąłem. - Omega odpowiada i Harry marszczy nos.
- Mam nadzieję, że kłamiesz, bo jak nie to zrobię ci w łóżku hasz komorę z moich gazów – ostrzega, ale mniejszy chłopak tylko chichocze.
- Dobra, teraz gadamy o pierdzeniu. Możemy proszę wrócić do tematu? - Zayn sugeruje pokojowi. Wszystkie głowy przytakują.
- Dobrze, więc wracając. Gdy zobaczymy się z tym kolesiem, który nazywa się aktualnie Peter, o co będziesz chciał go zapytać?
Louis zastanawia się nad pytaniem Aidena przez krótką chwilę - Chyba po prostu chcę paru wyjaśnień – przyznaje cicho.
- W porządku, dobrze, więc chodźmy je dla ciebie zdobyć – Zayn odpowiada, po czym wstaje. Cały pokój podąża za nim.
∞
Manchesterski adres prowadzi ich do całkiem dużego domu. Widać ładny podjazd, z asortymentem niebieskich i czerwonych kwiatów, wyłożonych wzdłuż kamiennej ścieżki, która zdaje się prowadzić do drzwi frontowych. Louis denerwuje się i jest mu niedobrze. Jedyną rzeczą powstrzymującą go od wrócenia się do samochodu jest Harry stojący obok niego. Tylko ich dwójka podchodzi do drzwi, reszta zdecydowała się pozostać w samochodach, by Peter nie przestraszył się ani nie poczuł osaczony.
- Nie mam pojęcia, czemu czuje się tak niepewnie – Louis przyznaje jak Harry puka do drzwi. Alfa nie odpowiada werbalnie, ale zaczyna pocierać kojące kółka wzdłuż pleców Louisa, by pomóc omedze poczuć się spokojnie i bezpiecznie; to działa.
Potrzebne są jeszcze dwa stuknięcia w drzwi, by otworzyły się o szczelinę i głowa wysunęła się na zewnątrz. Peter wynurza zaledwie jedno oko, nim nie zauważa kto to jest i zatrzaskuje drzwi. Louis zastyga z rozdziawionymi ustami i Harry nawet nie zastanawia się dwa razy, nim nie opuszcza ramienia i wjeżdża w drzwi, tym samym wyrywając je z zawiasów.
- Jezu, co za Hulk. - Louis mamrocze, ukrywając swój uśmiech i Harry ściska jego dłoń, prowadząc go do domu, który ma w środku jedynie jedno krzesło ustawione przed telewizorem. Ściany są białe, podłoga drewniana, z zewnątrz wydaje się jakby miejsce było bardzo zadbane, ale najwyraźniej pozory mogą mylić. Gdyby Louis nie wiedział, że Peter tu mieszka, pomyślałby, że to miejsce było opuszczone. W zasięgu wzroku nie widać żadnej rośliny ani obrazu, sama pustka. Musi czuć się samotny
- Peter, no wyłaź – Harry woła i Peter wyłania się zza rogu z kijem bejsbolowym w ręku i jęczy kiedy widzi w jakim stanie są jego drzwi.
- Ty kretynie! - krzyczy na Harry'ego – Miałem zaraz wrócić – znowu unosi głos i Harry przewraca oczami.
- Więc powinieneś był to powiedzieć – wzrusza ramionami, a Peter wygląda jakby był sekundę od wybuchnięcia. Louis potrzebuje by mężczyzna był w spokojnym i pomocnym nastroju, a nie żeby jego umysł był wypełniony jedynie myślami typu „pozwólcie mi zabić tego faceta", więc posyła swojej Alfie spojrzenie które to przekazuje i Harry'emu opadają ramiona.
- Eh. Pójdę po Aidena i naprawimy ci drzwi. - mamrocze i odwraca się, by wyjść na zewnątrz. Peter od razu wydaje się bardziej zrelaksowany.
- Ilu was tu przyszło? - pyta, wskazując Louisowi, by usiadł na jedynym możliwym siedzisku.
- Wystarczająco – Omega odpowiada wymijająco i nagle luźna nitka przy jego koszulce staje się bardzo interesująca.
- Cóż. Oczywiście masz do mnie jakieś pytania, więc śmiało.
Louis przełyka i spogląda w górę na Aidena karcącego Harry'ego za bycie w czyimś domu przez niecałą minutę i już zdążenie czegoś zepsuć. Uśmiecha się do siebie i odwraca wzrok do Petera.
- Chce wiedzieć wszystko co wiesz. Łącznie z tym jak możemy powstrzymać tych ludzi i dlaczego się ukrywasz.
Peter wygląda jakby raczej wolał sprzątać kupę gołymi dłońmi niż prowadzić tą konwersację – Louis go nie wini. Alfa opiera się o ścianę i splata ramiona, krzyżując też kostki.
- Jak oczywiście wiesz, Brad i ja byliśmy partnerami. - Louis przytakuje i Peter bierze kolejny wdech - Zostaliśmy przydzieleni do prześledzenia pod przykrywką pewnej firmy farmaceutycznej z powodu spekulacji, że niektórzy producenci wytwarzają leki wpływające na alfy. Dziennikarz z Oxfordu właściwie dokonał z nimi korelacji, ale zanim mógł odkryć zbyt wiele, samolot, którym leciał, rozbił się.
Louis sapie, ponieważ pamięta, że coś o tym słyszał. Samolot był w drodze do Ameryki, kiedy padł silnik i nikt nie przeżył.
- To zwróciło wszystkich uwagę na fakt, że może to co mówił było prawdą. Więc przysłali nasz zespół, ale nic nie znaleźliśmy. Nie, to kłamstwo – Ja nic nie znalazłem, ale Brad owszem. - Peter przerywa po usłyszeniu wiercenia i wzdryga się, ponieważ nie ma pojęcia gdzie mężczyźni znaleźli wiertarkę ani po co jej używają. - Nie podejrzewałem o nic Brada, póki nie przyłapałem go na kłamstwie. Powiedział, że szef kazał mu zostać do późna, ale wpadłem na niego w barze i wspomniał, że Brad ma dzień wolny.
Louis nie jest pewny czy chce dalej słuchać.
- Skonfrontowałem się z nim i przyznał się. Powiedział, że wierzy, że ten lek mógłby pomóc omegom zajść w ciąże i stworzyć mocniejszą więź między alfami i omegami. - Peter podrywa głowę po usłyszeniu huku, zawtórowanego głośnymi szeptami. Drzwi leżą teraz na ziemi i Louis wzdycha ze współczuciem.
- Harry. Idź po Liama. - żąda i alfa mruczy „przepraszam" przed wymknięciem się z pomieszczenia.
- Ostrzegałem Brada by nie dawał ci tych leków, ale nie byłem przekonany, że mówił prawdę. Nie mogłem już mu ufać, więc zerwałem naszą operację. - Peter kontynuuje - Brad na początku był wściekły, ale jakieś dwa tygodnie później zadzwonił do mnie zmartwiony, mówiąc, że już mi wierzy i że wydaje mu się, że ktoś go ściga, ponieważ próbował pozbyć się wszystkich pozostałych piguł, które nie zostały wysłane za granice. - przerywa jak Liam podnosi drzwi i zaczyna przyśrubować zawiasy. - Rozgryzł cały ich plan, i miesiąc później został przez to zabity. - Louis odwraca wzrok na ziemie. - Tydzień później dostałem list, wyjaśniający, że skoro otrzymałem tą wiadomość to znaczy, że nie żyje. Zawierał on informację o tym, w jaki sposób grupa bet chce zmienić strukturę władzy z alf na bety. Powiedział, że nowe suplementy sprawią, że alfy będą nieokiełznane, a omegi stracą potrzebę ich zadowalania.
Efekty uboczne natychmiast zaczęły się pojawiać, miejscowi funkcjonariusze krążyli po aptekach by zamienić suplementy. Z tego co wiem, zostały one już zdjęte z półek, ale za to teraz mamy podziemnego dostawcę, który rozdaje je bardzo tanio lub nawet za darmo alfom i omegom, których nie stać na regularne tabletki.
Louis wzdycha, po czym uśmiecha się jak Liam przywala Harry'emu w tył głowy za omal nie rozwalanie drzwi jeszcze raz.
- Więc lewe suplementy są wciąż w grze, ale nie w takiej dużej skali, co jest dobre. Złe jest to, że bety które chcą być u władzy wciąż nie zostały złapane, a mają kontakty w całym mieście. Dlatego się ukrywam, jestem jednym z jedynych, którzy pozostali żywi i mogą ich zidentyfikować.
Omega przełyka, przytłoczona. - Przepraszam za Brada – mówi cichym głosem i Peter kręci głową.
- To w ogóle nie twoja wina Louis.
On to wie, ale i tak w jakiś sposób czuje się winny. - Jest jakiś sposób, by ich powstrzymać? - pyta. Peter znowu kręci głową.
- Nic mi o tym nie wiadomo. Wszyscy miejscowi lekarze, którzy nie są betami zostali powiadomieni o problemie. Mamy też zespół naukowców, próbujących przeciwdziałać efektom ubocznym u tych którzy zostali nimi dotknięci. To raczej wszystko co możemy teraz zrobić.
Louis opada na krzesło i przebiega palcami przez swoje włosy. - Życie chyba czasami nie ma szczęśliwego zakończenia, co? - żartuje, próbując ukryć swój ból.
- Dobrą wieścią jest to, że jesteś żywy i szczęśliwy. Lekarze to rozgryzą i w końcu wszystko będzie w porządku. Do tego momentu po prostu żyj swoim życiem okej?
Louis posyła mu mały uśmiech i wstaje, podchodząc do Petera, by go przytulić.
- Przykro mi, że nie możesz żyć swojego. - szepcze, a Peter jedynie wzrusza ramionami.
- Po jakimś roku nie będę już na niczyim radarze. Może przeprowadzę się do Japonii lub w jakieś inne odległe miejsce.
Louis uśmiecha się tym razem prawdziwie, po czym robi krok w tył. Harry jest przy nim natychmiast, pocierając jego plecy i prowadząc go przez już naprawione drzwi.
- Dziękuje za wszystko Peter i przepraszam za twoje uhhh drzwi – wskazuje i wzdryga się jak zauważa – taśmę klejącą?
- Bez obaw, wyślę wam rachunek jeśli znowu się zepsują.
Omega parska i Harry przytakuje, jak drzwi zamykają się za nimi. Alfa chwyta dłoń Louisa i prowadzi go do samochodu.
- Więc wszystko dobrze? Dowiedziałeś się czego chciałeś?
Louis kiwa głową i zapina pasy. - Tak, dowiedziałem się czego chciałem, nawet jeśli to nie było to co wolałbym usłyszeć, ale przynajmniej teraz mogę zamknąć już ten rozdział. - mówi samochodowi i Zayn sięga do przodu by poklepać omegę po ramieniu.
- Będziemy po prostu żyli dzień po dniu, okej?
Louis uśmiecha się do Harry'ego i wygląda za okno, obserwując ulicę i rozpędzone samochody.
- Yup. Dzień po dniu.
I po raz pierwszy od dłuższego czasu, Louis wie, że wszystko będzie dobrze.
Opis: Niewinny, bogaty i chroniony Louis Tomlinson przyjeżdża do Londynu po nowe życie i w nadziei na przygodę, ale zamiast poznaje lokalnego badboya Harry'ego Stylesa. Louis nie miał pojęcia kim Harry naprawdę był albo co jest w stanie zrobić, ale gdy w końcu dowiaduje się, ze jego anioł nie jest w ogóle aniołem jest już trochę za późno, ponieważ Louis już poległ. Ale czy ciemność Harry'ego pochłonie go kompletnie? Bazowane na filmie z youtube Dark.
Od tłumaczki: Ja to mam tempo.
- Lou czemu dokładnie unikasz Stana? - Głos Harry'ego rozbrzmiewa w jego uszach - Myślałem, że chciałeś wrócić na trochę do swojego mieszkania, podczas gdy ja z Zaynem zajęlibyśmy się wieczorem paroma sprawami.
Louis ignoruje pytanie Harry'ego, kładąc ogromne torby ze swoich ramion na podłogę w sypialni.
Harry i Louis wrócili właśnie z zakupów, i Louis naprawdę chce dać prezenty chłopakom. To jest jego pewna cecha; sprawianie innym przyjemności sprawia mu przyjemność. Kolejną cechą jest fakt, że nie lubi jak się z nim cacka, co jest powodem czemu ignoruje Stana, ale jest to trudne, kiedy Harry ciągle o nim wspomina,
Louis nie jest głupi, może czasem naiwny - ale nie głupi. Wie, że Harry próbuje się go na jakiś czas pozbyć, z jakiegoś tam powodu. Jednakże, nie pójdzie sobie póki starszy wprost nie powie mu żeby to zrobił, słownie i jednoznacznie. To nie dlatego, że chce być irytujący, ale po prostu chce żeby starszy wiedział, że nie musi się z nim cackać lub ukrywać coś przed nim ze strachu.
Choć jednak, Louis naprawdę chce rozdać swoje prezenty. A przez to niecierpliwe spojrzenie, które zobaczył na twarzy Nialla, kiedy przechodził obok kanapy, wygląda na to że chłopak też jest gotowy na swój prezent.
- Ponieważ Harry, nie mam ochoty zajmować się Stanem w tym momencie, czuję się jakbym znowu żył z moimi rodzicami. - Louis szybko przerywa, zgarniając swoje rzeczy. - Przyjechałem do Londynu, bym mógł doświadczyć życia, popełniać błędy, żałować rzeczy i dowiedzieć się kim jestem, kiedy nie muszę być Louisem Tomlinsonem. A jeśli wrócę do mieszkania, to Stan nie pozwoli mi z niego znowu wyjść. - wypuszcza powietrze. - W sumie to znając go, prawdopodobnie przywiązałby mnie do łóżka.
- No nie wiem Louis; Nie sądzę, że to dobry argument na nie spotkanie się ze swoim kumplem. - Harry przypiera go do ściany by się podrażnić – Chyba nie zdajesz sobie sprawy jak gorąca jest myśl o tobie przywiązanym do łóżka – szczególnie mojego łóżka. Ale tak czy inaczej. Stanowczo uważam, że spotkanie z przyjacielem dobrze ci zrobi, będzie wiedział, że nie masz zamiaru po prostu porzucić go dla pierwszego typa jakiego poznasz. - Harry kontynuuje ale Louis go ignoruje. - Zresztą, sam to powiedziałeś, potrzebujesz więcej ubrań oraz wiedz, że nie będziesz mógł ze mną codziennie wychodzić. To biznes.
Harry kończy mówić i opiera czoło o to Louisa, po prostu pozwalając im wzajemnie siebie wdychać. To trochę przytłaczające dla Louisa, jeśli ma być ze sobą szczery. Wie tyle co nic o drugim chłopaku, ale jest w nim coś takiego, co sprawia, że Louis chce zbadać każdy cal jego istoty. To wciąż nie powstrzymuje go od nabijania się z Harry'ego. Odsuwa się od niego z chłopięcym śmiechem.
- Obaj wiemy, że mogę zwyczajnie nosić twoje ubrania, lub nie nosić ich w ogóle. - Obniża swój głos, by podrażnić Harry'ego. Starszy łapie przynętę natychmiastowo i pozwala swoim oczom wędrować po młodszym ciele. Louis tak naprawdę nigdy w życiu nie flirtował, ale drażnienie Harry'ego jest zbyt łatwe.
- Kto by powiedział, że taka rumieniąca się dziewica może być takim złośliwcem? - Harry jest błogo zaskoczony - Ale spokojnie, będę miał cie nagiego i to bardzo szybko, po prostu; po prostu później. Ten biznes nie jest czymś co mogę sobie po prostu odpuścić. Muszę być bardzo uważny, bo jak nie to mogą odbić się na tym poważne skutki. Nie bądź zły. - Harry nie jest nawet pewny, czemu dodał tę ostatnią część, wie że po prostu ten chłopiec przed nim wygląda tak młodo, taki czysto, taki nieskażony surowością rzeczywistości.
Chłopak przed nim wygląda tak ochoczo, wygląda jak coś czego Harry nie widział od bardzo dawna, i starszy chłopak stwierdza, że nie chce by Louis znikał z jego życia w najbliższym czasie. Więc spogląda jeszcze raz na tą twarz, przed sobą – twarz odrzuconego szczeniaczka; i pochyla się po pocałunek tylko po to by Louis odsunął się w ostatnim momencie.
Harry przez chwilę jest zszokowany, zastygły tam gdzie stoi, i wtedy Louis wykorzystuje okazje by uciec, głośno tupiąc nogami, podnosząc ostatnią torbę i biegnąc do salonu gdzie czekają chłopaki. To raczej dobrze, choć może nie, że Louis jest odwrócony plecami, bo w ten sposób przegapia całkowitą ciemność która pokrywa zielone oczy Harry'ego, nim nie wracają one do normalności. Nikt tak nie lekceważy Harry'ego.
Niall jako pierwszy wita się z Louisem. Chętnie zeskakuje na ziemie i staje u jego nóg z szeroko rozłożonymi ramionami i uśmiechem na twarzy. Jest to jednocześnie ujmujące jak i żenujące.
- Wybacz za tego Irlandczyka, minęło trochę odkąd ktoś dał mu prezent; nie wie jak się właściwie zachować. - Zayn wyjaśnia z delikatnym wyrazem twarzy.
Louis marszczy brwi na to stwierdzenie i pyta się ile dokładnie, i biedny chłopak prawie płacze kiedy dowiaduje się, że Niall nie dostał żadnego prezentu odkąd chłopaki nie zabrali go na zakupy w jego urodziny.
Louis wciąż się uczy, jest przyzwyczajony do regularnego dostawania prezentów w ciągu roku. Czasami prezenty są po prostu żeby utrzymać Louisa w ryzach, lub żeby przekonać go do zrobienia czegoś, czego nie chce. Czasami są po prostu dlatego, że jest poniedziałek i Louis chce prezent. Trochę zajmie Louisowi by odnowić jego sposób myślenia, ale to właśnie o to chodzi w jego przeprowadzce do Londynu.
- Może uda mi się to zmienić, kocham dawać prezenty. - Louis przyznaje gorliwie - To pomaga mi czuć się jakbym przyczyniał się do czegoś i to jest mój sposób na podziękowanie. Jesteście niesamowici i tacy mili dla mnie, więc Liam oto dla ciebie, a ten jest twój Zayn. - wyznaje, rozdając prezenty. Dopiero po daniu Zaynowi prezentu Louis czuje przy sobie czyjąś obecność, i skoro wciąż jest trochę zły na Harry'ego za próbowanie zmuszenia go do wyjścia dzisiaj z Stanem, Louis decyduje czynnie go ignorować.
To dziecinne i błahe, ale Louis nie potrafi się ani trochę tym przejąć.
Zayn jest zaskoczony, że Louis dał mu prezent, ale zdecydowanie go kocha. Dostał pakiet na 250 funtów w lokalnym salonie tatuażu, do którego, jak Harry go zapewnił, Zayn kocha chodzić. Niall zakochał się w swoim zestawie whiskey a Liam prawie go zadusił po założeniu swojego nowego zegarka, uznając, że nigdy go nie zdejmie chyba że pod prysznic lub do snu.
Louis szczerzy się jak jego przyjaciele, jeśli nimi są, zaczynają jednocześnie rozmawiać i mu dziękować. Cieszy się uwagą póki Harry nie kaszle w tle, uciszając tym pokój. Louis w końcu ryzykuje spojrzeniem na Harry'ego, który ma na twarzy mieszankę złości i czułości. Nos mężczyzna drga, teraz kiedy ma na sobie uwagę Louisa
- Nie lubię być ignorowanym Louis. - Harry ostrzega; głosem pozornie spokojnym, przynajmniej dla Louisa. Dopiero jak reszta się spina i unika kontaktu wzrokowego Louis zaczyna mieć dość mężczyzny przed sobą.
- A ja nie lubię być odrzucany jak dziecko Harry. - Louis odpowiada – Wiem, że musisz pracować, ale nie możesz zmusić mnie do zobaczenia Stana, lub pójścia do domu, jeśli tego nie chce. A, i nie podoba mi się, że myślisz, że możesz mówić mi co robić, jakbyś miał jakąś władzę nad moimi decyzjami, jak mój ojciec. To nie tak, że mogę do kogoś zadzwonić, skodo wciąż masz mój telefon – Krzyżuje ramiona na piersi i trzyma głowę wysoko w powietrzu pomimo jego wewnętrznej paniki. Louisowi podoba się to że Harry jest starszy i chętny go poprowadzić, tak jak powinien ojciec, ale nie pasuje mu jak ktoś kompletnie kontroluje go w taki sposób.
- Jeśli nie chcesz być traktowany jak dziecko, to się tak nie zachowuj. - Głos Harry'ego jest niski i stanowczy. - Nigdy nie powiedziałem, że jestem twoim ojcem ani nie próbuję cię kontrolować. Zwyczajnie wyjaśniłem ci wcześniej, że mam dzisiaj pracę i nie możesz pójść ze mną. Czymś czego powinieneś się o mnie nauczyć i to szybko, jest to że nie lubię czuć się jakbym był lekceważony, a kiedy tak sobie ode mnie odszedłeś po czym poświęcałeś uwagę wszystkim tylko nie mnie, to to był taki poziom braku szacunku za jaki ludzie umierali.
Louis burczy na Harry'ego i starszy gwałtownie robi krok do przodu co sprawia, że Louis robi dwa do tyłu, przez co potyka się o butelkę whiskey.
Na szczęście, Harry jest tam by go złapać zanim jego tyłek może uderzyć ziemię. To to działanie wydaje się otrząsnąć Harry'ego z jego transu. Potrząsa on głową, jego loki podskakują, i mruga kilka razy, przed ruszeniem do akcji; obklepując całe ciało Louisa, w poszukiwaniu niewidzialnych obrażeń, upewniając się że nic mu nie jest.
Louis musi przyznać że jest tym poruszony ale również uważny, jak szczeniaczek który podchodzi do swojego właściciela po zostaniu skarconym za nasikanie na dywan. Harry był inny przez pewien moment, jego krzykliwy ton był zimny i dominujący. Louis w tej chwili zdaje sobie sprawę, że tak naprawdę ani trochę nie zna Harry'ego. I o co chodziło z tymi umierającymi ludźmi? Teraz rozumie czemu ludzie boją się Harry'ego, i mentalnie uderza się za nie wyjście z jego domu, tej pierwszej nocy, i za powrócenie do niego.
- Harry przestań tak wokół mnie skakać, nawet nie upadłem. - Louis wybiera zignorowanie poprzedniego komentarza Harry'ego o zabijaniu ludzi na rzecz bycia w mylnym zaprzeczeniu* (dop. tł. Jezus nienawidzę tego wyrażenia. Org. In denial. Nie da się tego sensownie przetłumaczyć. Chodzi o to że Louis woli nie wiedzieć, lub mieć mylne wyobrażenie tego co się dzieje zamiast wiedzenia całej prawdy. Zrozumiałe? Chyba tak). Zaprzeczenie jest miłe i bezpieczne i Louis nie jest gotowy żeby z niego zrezygnować. Dobrze się bawi po raz pierwszy w życiu i czuje takie rzeczy jakich nie wiedział, że kiedykolwiek będzie w stanie czuć. - A i zignoruje wszystko co powiedziałeś by dać ci twój prezent. Więc proszę, bierz. - Zresztą, Louis jest młody i trochę tępy. Ma prawo popełniać głupie błędy.
Harry chwyta torbę, nieco zaskoczony, i ignoruje komentarz Nialla: - Chciałbym móc zamknąć Hazę w taki sposób. - by otworzyć swój prezent. Ignoruje również tą chęć naskoczenia na chłopca przed sobą za bycie na tyle śmiałym, by w ten sposób zignorować jego słowa. Więc decyduje on otworzyć swój prezent i jego twarz wyraża pełną dezorientacje po wyjęciu torby pełnej piłeczek golfowych. Niall jako pierwszy zaczyna się śmiać.
- Ha! Louis próbuje ci powiedzieć, żebyś pokazał, że masz jaja, stary*, (dop.tł ang; balls = piłki jak i jądra). Niezłe. - komentuje, zabierając piłki z dłoni Harry'ego.
Harry natychmiast popycha Nialla na ziemie, nie sprawdzając, czy nic mu się nie stało
- Kupiłem je, ponieważ powiedziałeś, że masz problem ze złością a golf podobno ma pomagać z takimi rzeczami. - Louis daje mężczyźnie znać. - To powinno zapewnić ci zorganizowany i konstruktywny sposób na wyładowywanie energii i odciąganie umysłu od złości. Chciałem dać ci kije golfowe, ale to może innym razem. - mruczy, trochę zażenowany prezentem po usłyszeniu śmiechów innych.
- Jasna cholera, ile bym zapłacił za zobaczenie Harry'ego w ubraniach do golfa, rozrzucającego piłeczki po całym polu z tymi wszystkimi wstrętnymi pizdami – Zayn wtedy dołącza do śmiechu Nialla. Oni jedynie się nabijają, bez żadnej złej intencji w stronę Louisa, ale Harry nie odbiera tego jako niewinny akt.
Louis wygląda jakby miał złamane serce i to wkurwia Harry'ego więc uderza on swojego kumpla prosto w szczękę. Zaynowi udaje się wymamrotać ciche „co do jasnej cholery" nim Louis nie biegnie do sypialni Harry'ego; poszukując jakiejś formy pocieszenia.
Harry otwiera swoje drzwi od sypialni i ostrożnie wchodzi, nie będąc pewnym w jakim nastroju jest młodszy z dwójki. Louis siedzi na łóżku z złożonymi nogami, patrząc się na pościel, jak Harry siada obok niego. Starszy wciąż jest wkurzony na swoich kumpli za sprawienie, że chłopiec poczuł się źle, ale wie, że będzie musiał opanować swoją złość, jeśli nie chce przestraszyć Louisa.
- Ach Lou, twój prezent był piękny, bardzo przemyślany. - Harry szepcze delikatnym głosem, jak pociera swój nos o ten Louisa łagodnie, przed pocałowaniem jego różowych ust. Pocałunek jest dużo delikatniejszy niż te do których Harry jest przyzwyczajony, i zamiast zareagowania agresją, uspokaja swoją dominację, by Louis mógł działać w własnym tempie.
To wydaje się załatwić sprawę, ponieważ chłopak przyciska się od ust Harry'ego mocniej i jego wargi otwierają te starszego, językiem szukając wejścia. Kiedy duża dłoń zaczyna wędrować po udzie Louisa, młodszy szybko się odsuwa; pozwalając małemu i nieśmiałemu uśmiechowi spocząć na jego twarzy.
Louis nie jest gotowy zajść za daleko. Wciąż nic nie wie o Harrym poza faktem, że go do niego przyciąga, ale to wciąż nie jest wystarczające by z tą osobą się przespać się; Louis potrzebuje wiedzieć więcej. Widzicie, Louis wierzy w miłość, co jest ciężkie kiedy jest się tak wrażliwym i naiwnym jak on. Ale chłopak nie jest głupi, pod żadnym względem, ale jest nieświadomy jak prawdziwy świat działa. Wciąż wierzy w szczęśliwe bajkowe zakończenia, a co najważniejsze wciąż jest wrażliwy.
Czasami nienawidzi tego jak bardzo taki jest, bo nawet najmniejsze rzeczy go przejmują, ale jak na razie Louis nie potrafił nic z tym zrobić. Był wychowywany pod ciągłą ochroną, zamknięty w wieży swojego umysłu i teraz po raz pierwszy doświadcza wolności, ale nie chce też przesadzić i popełnić błędów. Musi zaadoptować się do wszystkiego co związane z Harrym.
- Mówię poważnie, myślę, że ten prezent był bardzo taktowny i w twoim stylu. - Harry znowu próbuje, po zrozumieniu, że cisza Louisa nie oznacza aprobaty. Ale Louis nie jest cicho bo jest zły, jest cicho, bo ma w spodniach coraz większy problem, a całowanie się z Harrym wcale nie pomaga. Ale wtedy robią to ponownie i Louis praktycznie roztapia się do pocałunku, i zanim wie co robi jego ciało, znajduje siebie wczołgującego się w górę łóżka, opierając się na łokciach, z Harrym unoszącym się nad jego ciałem.
- Kurwa Lou, naprawdę nie chcesz żebym cię zostawił? - Harry śmieje się figlarnie, wciąż nie ważąc się przerwać pocałunku który teraz przeradza się w pełną sesje obściskiwania, czego rezultatem jest Louis tracący swoją koszulkę. I to by było na tyle, jeśli chodzi o nieśpieszenie się. To jest nowe uczucie, nowy pęd. Wszystkie zmysły Louisa płoną w tym samym czasie i to jest tak jakby na nowo doświadczał swój pierwszy życiowy orgazm.
Louis chce coś powiedzieć, cokolwiek, ale jego umysł odmawia pracy, ponieważ usta Harry'ego są na jego sutkach, a dłonie na talii i to jest tak dużo. Każde spojrzenie, pocałunek, dotyk po prostu wzmaga uczucia w ciele Louisa i jego biodra unoszą się odruchowo. Chce więcej.
Oczy Harry'ego się rozszerzają i teraz twarz mężczyzny przecina diabelski uśmieszek, jak zaczyna wściekle całować szyję Louisa, używając swojej wolnej dłoni by potrzeć erekcję Louisa.
Niebieskooki nie może powstrzymać się od jęczenia pod ciałem i dotykiem Harry'ego. Nie może powstrzymać wyrzucania bioder w stronę jego dłoni, gorączkowo szukając więcej tarcia. Usta na jego szyi wydają się niepotrzebnie mokre ale jednocześnie och takie dobre i Louis nie może powstrzymać skomlenia na widok wypełnionych pożądaniem oczu Harry'ego
- Chcę cię dotknąć, cal po calu. Zbadać twoje ciało a potem zniszczyć je w najlepszy z możliwych sposobów, ale nie w ten sposób. - Harry mówi delikatnie ale jego ton jest również srogi; prawie jakby próbował bardziej przekonać siebie niż Louisa. - Twój pierwszy raz powinien być wyjątkowy i taki będzie. - Ostatnią rzeczą jaką Harry chce jest wykorzystanie Louisa. Ten chłopak nie jest jak inni, jest wyjątkowy i inny w najlepszy możliwy sposób.
Louis skomle na słowa mężczyzny, rozdarty pomiędzy byciem urażonym, że Harry nie chce skończyć i cieszeniem się, bo wie, że nie jest jeszcze w stu procentach gotowy by cały oddać się Harry'emu.
Są wciąż twardzi więc postanawiają wziąć razem zimny prysznic, w którym Harry masturbuje się obserwując jak Louis robi to samo. Starszy nawet pozwala Louisowi umyć swoje włosy, co jest czymś czego nie pozwala robić nikomu ponieważ nienawidzi uczucia oddawania komuś innemu kontroli nad swoim ciałem.
Po prysznicu Louis zakłada jeden z szarych swetrów Harry'ego, który jest tak duży, że zsuwa się z jego ramienia i wisi na jego ciele. Później zakłada stare dżinsy mężczyzny, które również są za długie więc musi podwinąć ich nogawki, co skutkuje tym, że musi pokazywać swoje kostki. Harry jest prawie pewny, że umrze od słodyczy widzenia Louisa w jego ubraniach i jego maleńkich kostek.
Teraz młodszy siedzi na kanapie z Liamem. Harry w końcu przestał próbować mówić Louisowi co ma robić, więc chłopak zdecydował się spędzić czas z Liamem, podczas gdy Harry, Zayn i Niall pójdą zająć się jakimś ich biznesem. Louis nie ma pojęcia nad czym pracują, ale wie, że to nie ma znaczenia, ponieważ lubi Harry'ego. Cholera, on nawet lubi Liama, Nialla i Zayna, i zaczyna podobać mu się jego nowe życie z nimi.
∞
Minęły tylko dwie godziny a Louis już wariuje z nudów.
- Liam mógłbym pożyczyć od ciebie telefon żeby napisać do Stana? Harry zabrał mój ze sobą. - Louis pyta, w ogóle nie przejęty faktem że Harry wciąż ma jego komórkę. Prawdopodobnie powinien być bardziej zmartwiony, ale teraz nudzi się jak cholera i ni chuja go to nie obchodzi.
Liam wzdycha ale podaje mu telefon. - Nie powinieneś pozwalać Harry'emu robić takie rzeczy – ostrzega i Louis wie, że mężczyzna ma rację.
- Zrobił to tylko dlatego że chce mnie chronić, tak jak wszyscy w moim życiu, ale z nim przynajmniej mi to nie przeszkadza. - Louis wyjaśnia, brzmiąc na prawie z tym pogodzonego, wzruszając ramionami.
To nie tak, że Louisowi nie przeszkadza to, że Harry zabrał mu telefon, ale wie, że to jest coś co Stan jak i jego tata, zrobiliby gdyby chcieli ochronić Louisa. Mężczyźni w jego życiu odbiegają się do ekstremalnych metod by go bronić.
Liam zaczyna rozumieć Louisa tak bardzo, jedynie po tym jednym zdaniu.
Louis jest oczywiście przyzwyczajony do ludzi kontrolujących jego życie i podczas gdy stwierdza, że chce doświadczyć czegoś nowego i innego, oczywistym jest że w głębi duszy powiązał bycie kontrolowanym i przywłaszczanym, jako miłość. To jest forma miłości, ale Liam naprawdę ma nadzieje, że Louis zda sobie sprawę, że bycie kochanym przez Harry'ego ma swoją cenę.
- Spójrz Louis, wiem że ty i Harry z miejsca się polubiliście, ale jest tak wiele rzeczy których o nim jeszcze nie wiesz. Harry ma kompletnie inne życie niż do którego przywykłeś i naprawdę nie chciałbym żebyś skończył skrzywdzony. - Liam próbuje, mając nadzieję, że Louis zrozumie iż Harry jest niebezpieczny.
- Nie mogę stwierdzić, że Harry nigdy mnie nie zrani, bo masz rację, tak naprawdę go nie znam, ale wiem, że chcę go poznać – Louis mamrocze. - Jest ekscytujący, nikogo takiego wcześniej nie poznałem i już mi pokazuje nowe rzeczy. Wiem, że będzie dla mnie dobry; i wiem, że też mógłbym być dobry dla niego, jeśli to jest to czego chce. Ale doceniam ostrzeżenie. Jeśli kiedykolwiek mnie zrani obiecuję, że go zostawię. - odpowiada, rzucając telefon Liamowi po zgodzeniu się na wpadnięcie na pole golfowe jutro ze Stanem.
Liam wzdycha, wyraźnie widząc, że ta rozmowa do niczego nie doprowadzi
- Po prostu nie mów że cię nie ostrzegałem okej? Jesteś fajnym facetem, a Harry? Harry potrafi być taki jeśli tego chce, ale ma w sobie mrok który nie zniknie.
Louis odwraca się do Liama i przez chwile zdaje sobie sprawę, że to jest jego sposób na ostrzeżenie go ponieważ młodszy chłopak zobaczył już tą ciemność w oczach Harry'ego; nawet jeśli przez bardzo krótki moment. Przełyka ostrzeżenie i odpycha te myśli, mrucząc w zgodzie.
- Zabierzesz mnie do klubu, proszę? - pyta zamiast rozpastwiania się nad Harrym
Liam spogląda na niego, zdezorientowany.
- Nie potrzebujesz mnie, żeby pójść do klubu Louis, masz 18 lat. - wyjaśnia i dezorientacja przecina twarz Louisa. To jedynie potwierdza, że Liam martwi się o niego. Mniejszy chłopak jest tak przyzwyczajony do bycia kontrolowanym, że nie jest nawet pewny co to tak naprawdę znaczy. Bycie z kimś tak panującym jak Harry jedynie tylko bardziej namiesza mu w głowie. Liam boi się, że chłopak wpadnie w jakąś pułapkę tak jak każdy w otoczeniu Harry'ego i nie będzie z niej wyjścia.
- Masz na myśli, że nie jestem zakładnikiem uwięzionym w tym domu i że nie jesteś teraz moją opiekunką? - Louis pyta, nie rozumiejąc czemu Liam się z niego teraz śmieje.
- Broń boże, nie mogę nie kontrolować. Tylko jak coś, upewnij się że wrócisz przed Harrym, bo jak nie to rozwali cały Londyn, szukając cię. - Liam mówi, próbując złapać oddech po śmiechu. Louis spogląda na niego jasnoniebieskimi oczami i natychmiast zeskakuje z kanapy.
- Cudownie! Zadzwonisz mi po taksówkę, jak będę się przygotowywał?
Liam zgadza się i trzydzieści minut później Louis znajduje się dokładnie w tym samym klubie w którym poznał Harry'ego.
Dzisiaj jest w nim o wiele ciaśniej i przy barze jest za dużo ludzi, więc Louis jest zmuszony by czekać cierpliwie za ślicznie wyglądającą dziewczyną z długimi brązowymi włosami, która odwraca się i uśmiecha wesoło po zobaczeniu go.
- Hej! Znam cię... - ćwierka i Louis spogląda na nią zmieszany. - Poznałam cię wczoraj nie? Jesteś chłopaczkiem Harry'ego? Jak ty masz na imię umm, Louis, taa, właśnie tak, jesteś Louis. To ja, Dani. - Wyjaśnia. - Byłam przez chwilę z Niallem przy stole.
Louis wyszczerza się kiedy uświadamia sobie fakty. Prawda, poznał Dani i jeszcze jakąś dziewczynę o imieniu Eleanor, po czym obie udały się do jakiegoś prywatnego pomieszczenia.
Oczy Dani są rozszerzone, widać że jest na jakimś haju, od czego Louis nie ma pojęcia, ale nie chce mieć z tym nic wspólnego – nie po wczoraj.
- Racja, teraz cię pamiętam. - Louis odpowiada, próbując przekrzyczeć muzykę.
- Gdzie Harry? Dziwię się że wypuścił takiego słodziaka jak ty ze swojego domu. - Dziewczyna zastanawia się z śmiechem tak głośnym, że Louis bez problemu słyszy go ponad muzyką.
- Pracuję dziś zresztą, więc jestem sam. - przyznaje nawet się nad tym nie zastanawiając. Życie pod kloszem spowodowało, że zbyt łatwo ufa, co nie długo okaże się nie być dobrą rzeczą
- W takim razie może powinnam do niego zadzwonić; im więcej ludzi wie, że jesteś z Harrym tym mniej bezpiecznie dla ciebie być tu samemu.
Louis irytuje się na jej komentarz. Co jest z tymi ludźmi, że ciągle chcą go chronić przez mówienie mu co robić? Jest wdzięczny, że chociaż Liam zaufał mu że się sobą zajmie.
- Nie potrzebuję Harry'ego by mnie chronił. Mam zamiar jedynie się napić, trochę potańczyć i i tak wyjść. - Krzyczy po dostaniu drinka. - Od kiedy znasz Harry'ego? - Louis pyta, po zostaniu zaciągniętym i usadzonym przy stole przez Dani.
- Prawdopodobnie z dwa lata. Tak jakby pracuje dla niego, a raczej z nim, można powiedzieć. Niedawno go poznałeś tak? Niall powiedział, że kilka dni temu? Wypieprzył cię już? - Dani pyta bez ogródek
- Nie, szanuje fakt, że chcę zaczekać. - Louis odpowiada, nagle czując się niekomfortowo przez sposób w jaki Dani ciągle się rozgląda prawie jakby próbowała z jakiegoś powodu go rozproszyć.
- Cóż, nie każ mu czekać za długo. Znam go od dwóch lat i najdłużej jak Harry przeżył bez seksu to chyba z trzy dni, może cztery, każdego dnia inny facet lub laska. Ale z drugiej strony może z tobą jest coś nie tak i nie chce zranić twoich uczuć. - Dani odpowiada i Louis stwierdza, że to jego sygnał do odejścia. Nie chce myśleć o swoich kompleksach ani o tym co lub z kim robi Harry.
Louis wie, że Harry pracuje, wie też że ledwo go zna i że nie ma żadnych praw do starszego chłopaka; ale wciąż jest w nim jakaś część, która ma nadzieje, że nie pieprzy on właśnie kogoś innego. Jest jakaś część która ma nadzieje, że to nie jest jakaś gra która skończy się złamanym sercem u Louisa.
- Czekaj, gdzie ty idziesz? - Dani pyta, chwytając jego nadgarstek. Louis ledwo wyrywa się z jej uścisku i sięga po swój telefon kiedy zdaje sobie sprawę, że go nie ma. Przeklina pod nosem przed wyjściem na chłodny dwór by zaczekać na taksówkę.
Zauważa starszego chłopaka wychodzącego na zewnątrz minutę później, czekającego z dłońmi w kieszeniach kilka kroków od Louisa.
- Też czekasz na taksówkę? - Brązowowłosy pyta, wydając się mieć przyjacielskie zamiary, ale Louis jedynie mruczy w odpowiedzi. - Jestem Nick, tak w ogóle, jak masz na imię? - dodaje podchodząc o krok do Louisa jak ten stawia krok do tyłu.
- Jestem zajęty, więc nie kłopocz się. - Louis odpowiada raczej podirytowany tym, że ten facet ciągle próbuje się do niego przybliżyć; śmierdzi alkoholem i zielskiem.
- Przez Harry'ego tak? Chyba widziałem cię z nim wczoraj...
Louis przestaje mu odpowiadać i nie wypuszcza powietrza póki nie wskakuje w pierwszą taksówkę jaką zauważa, zrzucając rękę Nicka ze swojego barku, która chwyciła go kiedy się do niej skierował. Jego dłonie się trzęsą i po prostu chce już być w ramionach Harry'ego gdzie wie że jest bezpieczny. Chce też Stana, ale wie że jeśli pójdzie się z nim zobaczyć to chłopak już nigdy więcej nie wypuści go z ich mieszkania.
Na początku zapomniał adresu Harry'ego więc zajmuje im chwilę by dojechać na miejsce. Płaci kierowcy więcej niż powinien po czym wychodzi gdzie zostaje przywitany silnymi ramionami.
- Lou gdzie ty do cholery byłeś? Przyszedłem tu i ciebie kurwa nie było, i już cię miałem kurwa szukać bo nie masz swojego pieprzonego telefonu bo jestem jebanym idiotą i cholera, trzęsiesz się. Czemu się trzęsiesz? - babla Harry ciągnąc Louisa na kanapę, gdzie reszta obserwuje ich intensywnie.
- Po prostu chciałem się trochę zabawić bo mi się nudziło, Harry... - Louis pociąga nosem i zostaje przerwany przez wkurzonego Harry'ego.
- Dlatego powiedziałem ci żebyś poszedł do domu, przynajmniej miałbyś Stana... - znowu rzuca i Louis zaczyna płakać, myśląc o tym jak bardzo był przerażony kiedy Nick go chwycił i nie chciał puścić.
- Harry tak bardzo się bałem, on po prostu mnie chwycił i nie chciał puścić – Louis zaczyna mówić i czuje jak Harry zastyga wokół niego.
- Kto? - żąda odpowiedzi swoim głosem typu „cisza przed burzą"
- Nick, to był jakiś facet o imieniu Nick.
Jak tylko to imię wychodzi z jego ust Louis czuje jak ramiona Harry'ego zaciskają się na jego ciele i pocałunek zostaje złożony na jego czole, a potem dłonie kompletnie go puszczają
- Gdzie idziesz? - Louis pyta, wycierając łzy jak Harry wstaje. Mężczyzna pociera swój nos.
- Idziemy z Liamem na przejażdżkę. Niedługo wrócę. - stwierdza natychmiastowo. - Byłbym bardzo wdzięczny gdybyś został tu z Zaynem, w porządku, i Zayn nie spuszczaj go z oczu.
Zayn kiwa głową i Louis spogląda na Harry'ego w zmieszaniu ponieważ starszy wydaje się być zadziwiająco spokojny. Mężczyzna wchodzi do swojej sypialni po czym wychodzi ubrany cały na czarno, a Liam założył czarne skórzane rękawiczki.
Louis nie przegapia kija baseballowego w rękach Harry'ego ani nie zapyta się po co on jest ponieważ w głębi duszy to wie. Pamięta ostrzeżenie Liama sprzed kilku godzin o ciemności istniejącej w Harrym i teraz ją widzi. Otacza ona chłopaka, dusi go od zewnątrz, a jednak, Harry nigdy nie wydawał się spokojniejszy - Louis wciąż się nie boi.
Jednak czuje się winny, szczególnie teraz, gdy minęły dwie godziny i Harry i Liam wracają i wskakują prosto pod prysznic. Louis wie, że właśnie przez niego komuś stała się krzywda. Czuje się za to okropnie a jednak nic nie mówi. Dalej nie wypowiada się na temat tego co Harry właśnie zrobił, nawet po tym jak mężczyzna wślizguje się do łóżka i owija posiniaczone dłonie wokół torsu Louisa. Chłopak bierze je w swoje i całuje jego kostki, mamrocząc ciche „dziękuję" w otchłani nocy.
Harry nie odpowiada werbalnie, jedynie zacieśnia swój uścisk na Louisie i to w tym momencie Louis czuje, że żyje i to o wiele bezpieczniej niż kiedykolwiek w jego życiu. Właśnie dlatego przyjechał do Londynu.
∞
Harry nie jest pewny czemu Louis nie zadaje pytań, nie jest pewny czy to fakt, że mniejszy mężczyzna wie i go to nie obchodzi czy że boi się dowiedzieć i przyjmuję postawę „niewiedza jest rozkoszą". W każdym razie Harry jest wdzięczny za to jak jest, ponieważ to nie tak, że może po prostu wyjść i powiedzieć „Razem z Liamem doprowadziliśmy człowieka do zapadnięcia w śpiączkę". Rzeczywistość będzie zbyt ciężka do zniesienia dla Louisa.
Louis budzi się czując się winnym, i z zmartwieniem na twarzy co bardziej wygląda jak dąs niż cokolwiek innego
- Dlaczego ciągle się dąsasz mój wyjątkowy chłopcze? Nie mogę znieść tej rozkoszy. - Harry nie może się powstrzymać, wygładzając usta Louisa kciukiem, musząc złapać oddech po tym jak Louis powoli zaczyna ssać jego kciuk.
Chłopak pozwala kciukowi Harry;ego przejechać po swoich zębach przed odpowiedzeniem.
- Przeze mnie wpadłeś wczoraj w tarapaty. - Louis mówi powoli, spoglądając na fioletowe kostki Harry'ego.
- Nie Lou, to nie jest twoja wina. - Mężczyzna uspokaja go. - Nick próbował cię skrzywdzić, więc to jest jego wina a nie twoja, nigdy twoja. - zaczyna całować całą szyję i twarz Louisa.
Louis jest usatysfakcjonowany tą odpowiedzą, ale teraz ciekawi go coś co mu się przypomniało. - Harry, ta dziewczyna, Dani – cichnie, kiedy stanowczy głos Harry'ego mu przerywa.
- Nie ufaj jej. Gdzie ona cię w ogóle widziała? Próbowała mnie ostatnio okraść, ale zniknęła zanim mogliśmy ją znaleźć, kiedy akurat mnie potrzebowałeś... coś ci zrobiła? - pyta, jego głos jest wypełniony zmartwieniem, ale jego zielone oczy ciemnieją.
- Nie, nie, nic nie zrobiła, ale myślę, że próbowała mnie jakoś rozproszyć, i kiedy wstałem żeby wyjść, złapała mnie za rękę. Wyszarpnąłem się i wyszedłem. Wtedy pokazał się Nick. Po prostu pomyślałem, że to dziwne i powinieneś to wiedzieć. - Louis przyznaje, nienawidząc tego jak słabo brzmi jego głos.
- Dobrze zrobiłeś Lou mówiąc mi to. Jesteś taki dobry, wiesz? Dziękuję. To świetne wieści, ponieważ wcześniej tego nie wiedziałem. - Harry szczerzy się i te dołeczki wracają. Tak jak i anioł Louisa. Kocha widzieć takiego Harry'ego i kocha fakt, ze może sprawić, ze Harry tak wygląda.
- A, Harry, zgodziłem się pójść na golfa z Stanem dzisiaj, więc chciałbyś może proszę pójść ze mną. Nie chce być sam. - Louis robi minę smutnego szczeniaka, co sprawia, że mężczyzna jęczy, ponieważ jak może odmówić tej buźce? Całuje Louisa jeszcze raz, mentalnie kopiąc się za pozwolenie chłopakowi owinąć się wokół palca w takim tempie. To ta cholerna niewinność tak przyciąga Harry'ego jak pieprzoną ćmę do światła. Jego ciemność żywi się niewinnością; wysysa ją póki nic nie zostanie - zawsze pragnąc zniszczenia i kompletnego pochłonięcia.
- Dobra, ugh, w porządku pójdę. Tylko pozwól, że pójdę przekazać Zaynowi nową informację, którą właśnie mi powiedziałeś, a potem się ubierzemy. - Harry mówi, wstając, ale Louis zatrzymuje go przy drzwiach.
- Tylko bądź gotowy na to, że będą na nas czekały w przebieralniach odpowiednie stroje. I możemy ci zaprojektować kije do golfa. Będzie tak super. - Louis mówi, próbując się opanować, nie może się doczekać, aż pochwali się swoim Harrym; ma nadzieje, że ostatecznie Stan zobaczy, że nie jest taki zły.
Oczywiście Stan nie widzi tego tak jak Louis; po tym jak chłopaki chwytają kije i się przebierają, Stan niecierpliwie czeka na Louisa przy pierwszym otworze. Ma surowy wyraz na twarzy po zobaczeniu Harry'ego paradującego po polu z uśmieszkiem na ustach i Louisem wiszącym na jego ramieniu jak jakaś zdobycz.
Louis nienawidzi faktu, że spodnie Harry'ego są takie ciasne, ponieważ patrzenie na niego w tak przylegających, białych golfiakach i różowej koszulce Polo poważnie oddziałuje na Louisa tak jak nie powinno się w miejscu publicznym. To że Harry ciągle się pochyla i wygina lub odgarnia włosy z oczu nie pomaga sytuacji. Poważnie, on praktycznie go prowokuje, a są dopiero przy pierwszym otworze.
Mężczyzna zaledwie podśmiewa się pod nosem, ponieważ wie, że Louis próbuje poprawić się w spodniach i myśl o nim mającym erekcje, w miejscu publicznym, jest zbyt przytłaczająca. Gdyby tylko wiedział, że Harry musi wyobrażać sobie gołe staruszki by opanować swoją własną erekcje, ponieważ tyłek Louisa w ciasnych spodniach do golfa jest fetyszem który Harry nawet nie wiedział, że miał.
- W końcu Louis, nigdy w życiu nie byłeś jeszcze spóźniony, co do cholery? - Stan pyta raczej ostro i Harry nie lubi jego tonu, szczególnie kiedy Louis delikatnie się wzdryga.
- Przepraszam – mamrocze i Harry unosi na to brwi, odwracając swój mroczny wzrok na Stana, który pozostaje niewzruszony a to nie podoba mu się jeszcze bardziej.
- Nigdy nie przepraszaj Lou, możesz się spóźniać jeśli chcesz, to tylko golf. - Harry zapewnia go i gdyby miał serce, na pewno by się rozgrzało na widok uśmiechu Louisa i gniewnego Stana.
- Josh czeka na nas przy drugim otworze, po prostu zacznijmy. Pójdę pierwszy. - Stan mówi odchodząc i Harry'emu nie podoba się fakt, że Josh również tutaj jest.
Pierwszy otwór trwa dłużej niż Stan się tego spodziewał, więc mężczyzna zostawia dwójkę w spokoju. To nie jest wina Louisa że Harry chwyta go za tyłek za każdym razem gdy ten pochyla się by uderzyć piłkę. I to nie wina Harry'ego, że nie może kontrolować swoich dłoni; to naprawdę zabiera całą jego siłę woli by nie wypieprzyć chłopaka w tej chwili tu przed wszystkimi.
- Harry zdobyłeś podwójnego-orła czyli po prostu trafiłeś za pierwszym razem jak niektórzy mówią* . Nie wiedziałem, że grasz. - Louis brzmi na tak zadowolonego Harrym, ściskając jego ramie, kiedy wspina się na palce po pocałunek, gdy idą do Stana i Josha.
- Mój ojczym nauczył mnie jakiś czas temu, ale przestał próbować się ze mną związać kiedy zdał sobie sprawę, że wolałbym strzelać z pistoletu zamiast uderzać w piłeczki. - odpowiada z wzruszeniem ramionami, ale jego uwaga jest skierowana prosto na Josha, który próbuje nie być oczywistym kiedy ukrywa się za Stanem.
- Szok – Stan odpowiada sarkastycznie i Harry musi się wyraźnie uspokoić.
- Bądź miły Stan – Louis ostrzega. - Kontynuujmy dobrze? - Więc to robią. Harry i Louis zostają wieczność przy każdym otworze ponieważ nie mogą przestać się dotykać, Stan wygląda jakby chciał zabić Harry'ego, a Josh jakby chciał uciec zanim Harry zabije go.
Stan i Harry prawie się pobili po odkryciu że Styles miał telefon Louisa i pisał z Joshem by ten się od niego odwalił. Louis musiał odciągnąć mężczyznę obietnicami zrobienia mu później loda, by starszy nie poszedł do więzienia za jakiś zarzut jaki wymyśliłby Stan.
Niedługo później wracają, i w drodze do domu Harry przeprasza za swoje zachowanie i obiecuje zabrać Louisa gdziekolwiek ten chce, jako przeprosiny. Louis jedynie gapi się na niego po tym i zastanawia się nad sposobami, jak może zaimponować Harry'emu. Wie, że nie musi tego robić, ale naprawdę chce. Nie chce być już widzianym jako osiemnastoletni dzieciak. Pragnie, żeby Harry wiedział, że potrafi być niegrzeczny tak jak ich reszta i że jest na tyle godny zaufania by przechowywać jego tajemnice.
Kiedy są w domu, Louis bierze Liama na bok i informuje go, że chce jakoś zaimponować mężczyźnie i że chce być bardziej wprowadzony w ich życie, ponieważ jest gotowy. Liam błaga go, żeby zmienił zdanie i odszedł póki jeszcze może, ale Louis jedynie kręci głową, ponieważ już nie należy do pola golfowego.
Teraz należy do Harry'ego i to jest jego nowe życie, i po dłuższym czasie przekonywania, Liam zgodził się pomóc Louisowi przełamać ściany starszego; ostrzegając go, że jak zobaczy co jest pod spodem nie będzie odwrotu. Louisowi zaskakująco to nie przeszkadza.
∞
Harry jest bardzo nieszczęśliwy, ponieważ tuż po wróceniu do domu z pola golfowego Liam i Louis odeszli bez mówienia gdzie idą. Nie było ich od prawie dwóch godzin i wciąż zero odzewu. Zrzędzi przez jeszcze kilka minut i to wtedy dwójka wchodzi do mieszkania, wykopując z niego Harry'ego bez właściwego ostrzeżenia czy wyjaśnienia.
Mężczyzna teraz jest z powrotem wpuszczony do mieszkania i już ma gotowy wywód na końcu języka, ale od razu ucicha kiedy otwiera drzwi do swojej sypialni. Krew spływa do jego kutasa, co sprawia że staje się trochę zamroczony.
Nie wierzy we własne oczy. Ma nadzieję, że nie śni ponieważ jeśli tak to nie chce się nigdy więcej obudzić. Na łóżku leży Louis, który ma na sobie wąskie bawełniane bokserki, pasujące do szelek i szarego krawata. Jest ubrany jak niegrzeczny uczeń i na całym jego ciele widnieje oliwka, sprawiając, że lśni, a lubrykant i kondomy leżą obok niego na łóżku.
Louis wygląda jakby się denerwował, jakby czekał aż Harry coś powie, lub wykona pierwszy ruch, ale mężczyzna jest zamrożony. Miał w swoim życiu tyle kochanków, że nawet nie wiedziałby gdzie zacząć, ale widzenie takiego Louisa? To jest coś co Harry chce zapamiętać do końca swojego życia. Louis sprawia że czuje, sprawia, że pragnie i chce.
- Lou... - krztusi się na swoim oddechu po zobaczeniu jak twardy jest Louis i jak się denerwuje. Ta niewinność jest tak widoczna, że Harry może jedynie jęknąć i chwycić swojego własnego twardego penisa przez dżinsy.
- Harry chodź tutaj – Louis kiwa na niego delikatnie, przygryzając swoją dolną wargę i obserwuje jak Harry przyczaja się drętwo w jego stronę. Zatrzymuje się u nóg łóżka, pomiędzy udami chłopaka, i po prostu wpatruje się w niego; zielone oczy spotykają te niebieskie. - Harry, wiem że dopiero się poznaliśmy i tak dalej, ale pragnę ci udowodnić że chcę tu być dla ciebie bez względu na wszystko. - zaczyna wyjaśniać drżącym głosem – Dla mnie, udowodnienie tego znaczy oddanie ci się kompletnie. Podobasz mi się, i podoba mi się to kim z tobą jestem. Podoba mi się to jak już się zmieniam, jak się staram i odnajduje siebie. - przestaje mówić na chwilę. - Nawet jeśli nie zadziałamy, wiem, że nie będę tego żałował, ponieważ kocham to jak sprawiasz, że się czuje i to jest dla mnie ważne. Wiem, że nazywasz mnie swoim wyjątkowym chłopcem, więc chciałem przebrać się za chłopczyka ze szkoły i to wszystko co udało mi się znaleźć. Jeśli jesteś gotowy mi się poddać Harry, to weź mnie proszę. Wiem, że nie jestem tak doświadczony jak inni w twojej przeszłości, ale mogę się nauczyć i ... - zostaje przerwany przez usta miażdżące te jego.
Pocałunek jest brutalny, zęby się zderzają, języki owijają wokół siebie; wargi są gryzione i żaden z nich nie może oddychać.
- Lou, chcę cię całego, i chcę podzielić się z tobą większą częścią mnie jeśli jesteś gotowy. Też podobasz mi się taki jaki jesteś, ponieważ zawsze będziesz moim specjalnych chłopcem, moją prywatną kolekcją czegoś rzadkiego i czystego. Teraz jesteś mój Louisie Tomlinsonie. - Sposób w jaki to mówi, pozwala Louisowi zrozumieć że to oznacza wieczność. Dokładnie tak jak Liam go ostrzegał, ponieważ kiedy raz zostaniesz wessany w ciemność, nie ma odwrotu.
- Więc weź mnie – kończy i mentalnie przeklina się za brzmienie tak kurewsko ckliwie, ale Harry się nie waha; ani raczej mu to nie przeszkadza, i natychmiast zdejmuje swoją koszulkę.
Całuje Louisa mocno zsuwając szelki z ramion mniejszego mężczyzny, po czym przykłada wargi do każdego sutka, na zmianę ssąc i pocierając każdy póki młodszy nie jest jęczącym bałaganem.
W końcu litując się nad nim, Harry rozbiera Louisa do naga, poświęcając minutę na obserwowanie i podziwianie małego smukłego ciała, nad którym wisi. Dla Harry'ego drugą ulubioną częścią ciała Louisa jest jego brzuszek; trochę większy na dole i tak cholernie uroczy, że nie może się powstrzymać od pocałowania i potarcia go delikatnie.
Louis skomle i rozkracza bardziej nogi. Harry pochłania widok chłopca i nie może powstrzymać się od jęknięcia na obsceniczny widok zarumienionego Louisa z bolącym kutasem i różową dziurką. Harry musi go posmakować, po prostu musi, więc po przygryzieniu wewnętrznej części ud chłopaka, liże pasek od bazy po czubek jego penisa.
Głowa Louisa jest lekko uniesiona, więc może widzieć co Harry robi, ale i tak zmusza swoje oczy do zamknięcia się po zobaczeniu jak mężczyzna bierze jego kutasa do swoich ust, zasysając policzki w trakcie. To za dużo, różowe wargi Harry'ego są rozciągnięte wokół jego penisa i Louis zaraz dojdzie ponieważ te głupie zielone oczy wpatrują się w jego niebieskie i te duże dłonie ściskają jego uda, tyłek, jądra i kurwa....
- Harry nie chce jeszcze dochodzić, chcę cię we mnie proszę... - Louis błaga i Harry przestaje siorbać jego kutasa i puszcza go, z mlaszczących odgłosem, po czym przystępuje do zdjęcia swoich własnych dżinsów i bielizny za jednym pociągnięciem.
Louis kocha kutasa Harry'ego. Jest idealnej długości, szerokości i wygląda cudownie. Mężczyzna unosi lekko nogi szatyna i rozkracza je szeroko, pozwalając mu przyciągnąć je bliżej do swojej piersi. Musi zwalczyć każdy instynkt który mówi mu by popchnąć go na brzuch i zerżnąć ten idealny tyłek, ale Louis na to nie zasługuje.
Więc Harry nie będzie się spieszył. Chwyta truskawkowy lubrykant, pokrywa nim swoje dwa pierwsze palce, a potem całuje delikatnie uda Louisa, przed włożeniem jednego palca do środka. Chłopak napina się, tak jak się tego spodziewano, ale wyraźnie się rozluźnia po tym jak Harry zaczyna pocierać jego kutasa i całować niechlujnie jego opuchnięte wargi.
Zanim Harry może uzyskać dobre tempo jednym palcem, Louis już pragnie więcej, napierając ciałem na niego.
- Kurwa, Lou, czy ty pieprzysz się na moim palcu? - pyta, jego głos jest bardziej chrapliwy niż zwykle. Louis kocha jego brzmienie. - Chciałbyś kolejny? - dodaje między pocałunkami i chłopak kiwa głową przy jego ustach, poświęcając moment, by złapać w dłonie jego loki, ciągnąc za nie delikatnie, kiedy kolejny palec zostaje dodany. Pieczenie jest przyjemne jak brunet je krzyżuje i kiedy znajduje jego prostatę, Louis jest pewny, ze umrze z nadmiaru przyjemności.
- Jestem gotowy – wydusza, potrzebując poczuć Harry'ego w sobie i będąc gotowym oddać się mężczyźnie, wiedząc, że on się nim zaopiekuje.
Więc Harry robi dokładnie to. Rozrywa opakowanie prezerwatywy zębami i zakłada ją na siebie, pokrywając się dodatkową porcją lubrykantu, przed ponownym nachyleniem się nad Louisem. Upewnia się by pochylić głowę, kładzie obie dłonie obok głowy szatyna, i całuje jego opuchnięte wargi mocno i niechlujnie, pozwalając ślinie żyć własnym życiem, jak czubek jego kutasa zaczyna wślizgiwać się do środka.
Louis natychmiast się napina i wbija paznokcie w plecy Harry'ego, który sapie przez nagły ból, ale nie mniej jednak przyjmuje to. Pociera kutasa Louisa, dalej go całuje, jednocześnie mówiąc mu by się zrelaksował i oddychał.Kiedy młodszy zaczyna się rozluźniać Harry jest wstanie pchnąć więcej swojego penisa do środka, pozwalając chłopakowi się do niego przyzwyczaić, przed wsunięciem się do połowy. On naprawdę chciałby wbić się do końca, ale to jest pierwszy raz Louisa i prawdopodobieństwo że coś mu się stanie lub zacznie krwawić jest już i tak zbyt wysokie; Harry chce być delikatny ze swoim chłopcem i zrobić to właściwie.
Louis nigdy w życiu nie czuł się bardziej pełny. Czuje to wstępne pieczenie, ale również czuje się kompletny od środka. To naprawdę przytłaczające uczucie. Dźga w swój brzuch, by zobaczyć czy rzeczywiście może poczuć penisa Harry'ego w sobie i starszy mężczyzna śmieje się co wysyła wibracje przez całe ciało Louisa; co jeszcze bardziej potęguje przyjemność.
Harry nie jest pewny czy znalazł prostatę Louisa czy chłopak jest po prostu taki wokalny, ale zdecydowanie podobają mu się dźwięki jakie on wydaje. On nawet nie próbuje spotkać pchnięć Harry'ego ani nic, nie ma pojęcia co robi, ale mimo wszystko świetnie się bawi. Harry dobrze się nim opiekuje i dotyka go wszędzie, jak jego kutas powoli wchodzi i opuszcza dziurkę Louisa.
Mężczyzna wyrzuca miednicę w przód i w tył w miłym, stałym rytmie. Robi biodrami małe kółeczka, zostawiając wewnątrz Louisa tylko czubek, przed ponownym wśliźnięciem się do połowy. Jęczy kiedy chłopak zaciska się wokół jego penisa i przyspiesza swoje pchnięcia, jak paznokcie wbijają się w jego plecy a pięty w jego tyłek.
- Kurwa Lou, nadal jesteś tak kurewsko ciasny i taki ciepły. - Harry chwali. - Jesteś idealny. Piękny i idealny. - Pochyla się bo jeszcze raz polizać sutek Louisa i jęczy kiedy jego włosy zostają pociągnięte. Unosi nogi chłopaka i zarzuca je sobie na ramiona, by uzyskać lepszy kąt.
- Haz... szybciej proszę, chcę dojść. - Szatyn wypuszcza i Harry jęczy w jego szyje po usłyszeniu przezwiska. Więc zobowiązuje się do żądania i pcha szybciej, sprawiając, że oczy Louisa wywracają się do tyłu jego głowy, i słyszą dźwięki zagłówka uderzającego repetytywnie o ścianę. - Chcę dojść, dotknij mnie... - błaga rozpaczliwie i Harry chwyta jego kutasa, głaszcząc go mocniej i szybciej póki Louis nie drży; jego ciało unosi się z łóżka a tyłek zaciska się wokół penisa Harry'ego, jak dochodzi mocno na oba ich ciała.
- Kurwa... kurwa... Lou – Harry ledwie wydusza, dając ostatnie pchnięcie, które kompletnie wypełnia prezerwatywę. Obaj dyszą ciężko i są zarumienieni, wzajemnie myśląc, że ten drugi jest piękniejszy niż kiedykolwiek wcześniej. Harry w końcu zdobywa siłę by wysunąć się z Louisa, wyrzucając od razu kondoma do kosza.
Owija ramiona wokół chłopca ochronnie szepcząc czułe słówka do jego ucha.
- Następnym razem chcę, żebyś wypełnił mnie, zamiast kondoma... - Louis mówi w pierś Harry'ego, po czym mamrocze coś, by pierwej zrobić testy.
- Cholera Lou... tak... kurwa tak. - Harry szepcze, całując brutalnie jego wargi i Louis jest stu procentowo zadowolony z decyzji jaką podjął o oddaniu swojego dziewictwa Harry'emu. Jest szczęśliwy tak jak jest, czyli owinięty jego ramionami.
___
* ni chuja nie mam pojęcia czy to o to chodzi w double-eagle i hole in one. Takie odpowiedniki i tłumaczenia tych fraz znalazłam w internecie, lecz nie mam żadnego pojęcia o golfie, więc nie wiem na ile są one adekwatne
HOW BLUE IS THIS LOVELY CAT | ROZDZIAŁ 1 | OPOWIADANIE
Tytuł: How blue is this lovely cat
Autorka: suuggaarr
Pairing: Larry Stylinson
Gatunek: komedia, trochę (lub nie) seksu, A/B/O, Mpreg
Opis: Kiedy spodziewasz się dziecka, każdy tydzień ciąży to kolejna fascynująca opowieść o nowym człowieku. Właśnie dowiedziałeś się, że jesteś w ciąży? Gratulujemy! Z jednej strony nie możesz się już doczekać dnia, w którym twoje maleństwo pojawi się na świecie. Z drugiej ogarnia Cię strach, a w głowie pojawia się mnóstwo pytań: Czy dam sobie radę? Co stanie się z moim ciałem? Czy poród naprawdę tak bardzo boli jak opowiadają? Bez obaw! Idealnie cię do tego przygotujemy wraz z książką “Tydzień po tygodniu dla Omeg”!
AU gdzie Louis chce być idealnie przygotowany do ciąży, a Harry próbuje zrobić wszystko by zadowolić swoją lekko stukniętą omegę.
Od autorki: Krótki, ale zależało mi, żeby tak go urwać.
1
Louis leży na brudnej pościeli, próbując ułożyć się tak, by jego tyłek nie był usadowiony na żadnej mokrej plamie. Harry aktualnie zbiera się do przyszykowania im kąpieli, a dokładniej leży plackiem na ziemi, narzekając na to jakie ma zakwasy po takim wyczerpującym wysiłku, jakim jest pieprzenie wiecznie nie zaspokojonego Louisa w gorączce.
- Harryyy… - jęczy Louis
- Coo… - odpowiada mu Alfa, jego głos jest zniekształcony, możliwe że to dlatego, że jego policzek jest zmiażdżony na podłodze.
- Wykąp mnie.
I szczerze… Louis nawet nie pozwala mu zaprzeczyć.
_
W czasie starań o dziecko zadbaj o swoją kondycję psychiczną. Dużo rozmawiaj z przyszłym alfą. Nie tylko o ciąży, ale także o tym, jak wyobrażacie sobie podział ról po narodzinach potomka. Rozmawiajcie o wątpliwościach i obawach - to normalne, wszyscy przyszli rodzice je mają!
- Więc…- zaczyna Louis.
- Więc… - odpowiada mu Harry.
- Ty przewijasz pieluchy.
- Co?
- No cóż… Ja się zajmuję przyniesieniem dziecka na świat. Więc to logiczne, że ty zajmujesz się kupą.
- Nie Louis, to wcale nie jest logiczne!
Omega tylko patrzy się na niego głupio, mrugając tępo jakby mówił od rzeczy, a potem wychodzi.
- LOUIS! WRACAJ TUTAJ! NIE SKOŃCZYLIŚMY!
Cóż… Ta rozmowa im nie wychodzi.
2
Praca praca praca. Harry'emu w głowie teraz tylko praca podczas gdy Louis siedzi sam w domu i go potrzebuje. Racja. Praca oznacza pieniądze. Pieniądze oznaczają lepsze życie. Lepsze życie oznacza zbyt dużo rzeczy. Louisa boli głowa jak zaczyna za dużo myśleć o ciężkich sprawach. Harry mu nawet tłumaczył jak to musi pracować by ich embrionek miał dobre życie. Ale w momencie kiedy ich embrionek może nie być nawet embrionkiem Louis potrzebuje Harry'ego co. dzien. nie. by embrionek mógł się tym embrionkiem stać.
Spędza cały dzień na przeglądaniu stron internetowych pokazujących jak ciało omegi zmienia się podczas ciąży, etapy rośnięcia dziecka i tym podobne. Kiedy zaczyna się nudzić, puszcza jakąś płytę z instruktażem jogi z lat 80 i ćwiczy jakieś wygibasy. Wie że ruch jest potrzebny
Harry mu kiedyś powiedział, że Louis jest za głupi by pracować. Louis nie uważa, że to prawda, ma siebie za całkiem inteligentnego mężczyznę i gdyby chciał to mógłby w każdej chwili znaleźć jakąś inteligentną pracę jak na przykład rozdawanie ulotek czy telemarketing
Jest po prostu zbyt leniwy na nawet myślenie o pracy. Wychodzenie z domu na kilka długich godzin po to żeby zarobić nędzne grosze, dwadzieścia dni harówy, osiem dni urlopu, dobry żart. Louis nie jest taki głupi żeby dać się wykiwać na coś takiego. Nie to co Harry.
3
Jak na razie nie odczuwasz żadnych ciążowych dolegliwości, nie pojawiają się też typowe objawy ciąży. Spokojnie, w tym przypadku niestety, wszystko w swoim czasie. Jeśli podejrzewasz, że mogło dojść do zapłodnienia wstrzymaj się jeszcze z domowym testem ciążowym. Hormon hCG, który wykrywają testy domowe, pojawi się dopiero w 4-5. tygodniu ciąży gdy powstanie łożysko.
Nawet jeśli nie występują u Ciebie żadne oznaki ciąży, to w Twoim ciele rozwija się nowe życie. To najwyższy czas, aby zadbać o swoją dietę:
Jedz dużo warzyw i owoców,
Pij świeżo wyciskane soki i wodę mineralną,
Odstaw pikantne potrawy,
Ogranicz spożycie kofeiny.
__
Louis siedząc z ręką na swoim brzuchu próbuje wyczuć jakiekolwiek uwypuklenie jako oznakę ciąży. Nie wierzy tej głupiej książce. Rano próbował skupić się przez 10 minut czy aby to na pewno nie jest mu nie dobrze. Maca palcami brzuch przebiegając po całej jego długości. Harry leży obok niego z okularami na nosie i gazetą w ręce, popijając kawę. Louis obraca się, przyciska do alfy i wyciąga rękę po jego kawę.
- Nie-e, nie pamiętasz? Czytałeś mi jeszcze dzisiaj jak to nie możesz pić kawuni. Ja ci teraz dam popalić, za te całe trzy miesiące co specjalnie dla ciebie wpychałem w siebie wszystko co mi kazałeś i odmawiałem sobie przyjemności.
- Zabij się. - O niee. Louis zrobi z jego życia piekło
4
- Nie wierzę, w to, że minęły cztery jebane tygodnie, a ja nadal nic, kompletnie nic nie czuję. - narzeka Louis kręcąc się po pokoju, podczas gdy Harry leży na łóżku przeglądając poradnik ciążowy Louisa.
W 4. tygodniu ciąży ma miejsce bardzo ważne wydarzenie - zagnieżdżenie zarodka. Od tego momentu liczony jest właściwy czas ciąży. A zatem gratulujemy, oficjalnie rozpoczęła się Twoja ciąża!
- Cóż. Powinieneś, bo zgodnie z tą książką, jesteś w czwartym tygodniu jeśli zakładając, że podczas twojej gorączki się udało.
W Louisie coś zakłuło. Czuje jakby Harry myślał, że Louis robi coś źle.
Nie daje tego po sobie poznać - Musiało się udać! W tej książce nie mówią nic, jak powinienem się czuć? Swędziała mnie cały ranek prawa pięta…
Harry wzdycha. - Chodź, poszukamy, mój serdelku.
Louis próbuje nie wzdrygnąć się na to, ale kładzie się obok swojej Alfy, wdychając jego kojący zapach. I tak jest trochę śpiący, mimo dosyć wczesnej godziny, więc odpoczynek brzmi dobrze.
_
Pod wieczór, gdy leżą wtuleni w siebie Harry z dłonią na brzuchu Louisa pyta się:
- Nie chcesz zrobić testu?
- Boję się – odpowiada Louis cicho – Nie chcę się rozczarować
W 4. tygodniu ciąży domowe testy ciążowe mogą dać zakłamany wynik. Z ich wykonaniem najlepiej wstrzymaj się jeszcze do kolejnego tygodnia. Jednak jeśli szukasz wiarygodnego potwierdzenia, wykonaj test z krwi. Da on jednoznaczną odpowiedź czy jesteś w ciąży.
___
Jego mama mówi, że nie powinien się jeszcze przejmować. W ogóle od samego początku nie powinien się nastawiać, że wyjdzie za pierwszym razem. Szczególnie za pierwszym razem.
Ale to nie zmienia faktu, że swoją złość wyżywa na Harrym. Wini go za wszystko, mimo że podświadomie wie że nie powinien.
- Założę się, że jebałeś inne Omegi na boku, puszczalska dziwko, dlatego nie zadziałało! Dlatego nic nie czuję! Zużył ci się fiut!
- Jeszcze jedno słowo powiesz na ten temat.- Harry łapie się za głowę i gromi go wzrokiem
- Powiem kurwa! Nie będziesz mi rządził w takim momencie. Nic cię to nie obchodzi? - wymachuje rękami, wskazując to na swój brzuch to na sufit.
- Zapomniałeś się chyba ostatnio. To nie jest moja wina, będziemy próbowali dalej, jeśli teraz się nie udało. Czego nawet nie wiesz! Bo nie chcesz zrobić jednego przeklętego testu!
- Mówiłem ci już, że się boję. Nie widzisz w jakim jestem stanie? I nawet nie zaprzeczyłeś co do twojego puszczania się, puszczalski– Ty– śmieciu! - Louis nagle ma przed oczami obraz Harry'ego, przy innych omegach, uciekającego z domu, lub korzystającego z momentów jak Louisa nie było, by mógł spotkać się z innymi. Obraz Harry’ego mówiącego, że pracuje nadgodziny, a tak naprawdę pieprzącego kogoś w hotelu, bo Louis mu nie wystarcza. Obraz Harry'ego tak naprawdę niechcącego tego dziecka, wolącego tylko seks. To za dużo. Wybiega z salonu do łazienki, w której się zamyka, by popłakać sobie w spokoju. To nie jest histeria, po prostu boli go serce, jest mu źle z tym wszystkim.
Może nie byli na to gotowi. Może znają się za krótko. Może nie dojrzeli wystarczająco.
Wyciąga spontanicznie test ciążowy z szafki obok umywalki i łapie za kubek do płukania ust Harry'ego. Instrukcję zna już na pamięć, czytał ją milion razy siedząc na kiblu. Wciąż z zapłakanymi oczami sika do kubka i zamacza w nim test, zostawiając na parę minut. Siada na brzegu wanny i chwyta twarz w dłonie pociągając nosem. Harry nawet nie pukał do jego drzwi, chcąc go przeprosić, czy po prostu by dowiedzieć się czy nic mu nie jest.
Stwierdza, że nie będzie się opierdalał z tym testem, nie będzie zamykał nie potrzebnie oczu, czy czekał dłużej by odkryć wynik. Chwyta go w rękę i skupia wzrok na nim, jednocześnie wylewając siki z kubka do umywalki.
Odkłada kubek i nagle rozlega się pukanie do drzwi w łazience. Louis odwraca się w ich stronę i gromi je wzrokiem. Łzy zaczynają mu ściekać po policzkach strumieniem i zamaszyście podchodzi do drzwi i otwiera je z zapałem. Patrzy się na Harry'ego zapłakanymi oczami i rzuca w niego testem, odchodząc na bok zanim Harry może powiedzieć coś innego niż urwane „Louis–„
Wie, że nie umył kubeczka Harry'ego. Zrobił to specjalnie i ma nadzieje, że ten udławi się jak będzie przepłukiwał nim zęby wieczorem.
_
Harry podchodzi ostrożnie do testu leżącego na ziemi, przełykając ciężko ślinę. Schyla się i chwyta go w obie dłonie. Słyszy trzaśniecie drzwi od ich sypialni i zerka w ich stronę.
Ponownie spuszcza wzrok.
Dwie kreski.
HOW BLUE IS THIS LOVELY CAT | PROLOG | OPOWIADANIE
Tytuł: How blue is this lovely cat
Autorka: suuggaarr
Pairing: Larry Stylinson
Gatunek: komedia, trochę (lub nie) seksu, A/B/O, Mpreg
Opis: Kiedy spodziewasz się dziecka, każdy tydzień ciąży to kolejna fascynująca opowieść o nowym człowieku. Właśnie dowiedziałeś się, że jesteś w ciąży? Gratulujemy! Z jednej strony nie możesz się już doczekać dnia, w którym twoje maleństwo pojawi się na świecie. Z drugiej ogarnia Cię strach, a w głowie pojawia się mnóstwo pytań: Czy dam sobie radę? Co stanie się z moim ciałem? Czy poród naprawdę tak bardzo boli jak opowiadają? Bez obaw! Idealnie cię do tego przygotujemy wraz z książką “Tydzień po tygodniu dla Omeg”!
AU gdzie Louis chce być idealnie przygotowany do ciąży, a Harry próbuje zrobić wszystko by zadowolić swoją lekko stukniętą omegę.
Od autorki: Zastanawiałam się, czy wstawić prolog dopiero po zakończeniu pisania całości, ale w sumie, po co zwlekać?
–3
- Harry. - Louis stuka w ramię swojego męża po godzinnych nocnych przemyśleniach. - Harry – powtarza, jak nie dostaje odpowiedzi. Po chwili Louis słyszy westchnienie i mruknięcie z jego strony. Bierze to jak znak, że już nie śpi i słucha. - Chcę dziecko.
I tak to się zaczęło.
☿
Należysz do grona szczęśliwych omeg u których cykle gorączki występują regularnie? Wspaniale! W tym momencie nastąpi u ciebie najbardziej płodny moment w ciągu twojego cyklu. Jeśli chcesz zajść w ciąże to właśnie teraz powinieneś ‘wziąć się do roboty’. Louis czyta stronę nowo zakupionej książki.
Przygotowanie do ciąży, brzmi następny tytuł, Organizm potrzebuje około 3 miesięcy, aby oczyścić się z toksyn i uzupełnić niedobór witamin. Dlatego zanim zajdziesz w ciążę:
odstaw alkohol, papierosy i inne używki;
wylecz zęby;
przestrzegaj zbilansowanej diety;
zacznij przyjmować preparaty witaminowe oraz kwas foliowy;
zapytaj lekarza, czy zażywane przez Ciebie leki mogą być przyjmowane w ciąży.
Louis nie sądzi, że z którymś z tych rzeczy będzie miał problem.
No w sumie oprócz wszystkiego. Pierwszego papierosa zapalił w wieku 15 lat, a regularnie zaczął kiedy miał dziewiętnaście. Podczas gdy teraz ma dwadzieścia cztery wypala paczkę w tydzień. Panicznie boi się dentystów, żre wszystko jak świnia, kochając fastfoody i słodycze i nie umie się zorganizować, ale chce tego. Chce tego tak bardzo, że jest wstanie porzucić wszystko, więc od razu sięga do kieszeni swojej kurtki i wyrzuca z bólem prawie pełną paczkę czerwonych LM'ów do kosza na śmieci. Możliwe, że nawet urania jedną łzę.
Jak poprawić jakość plemników? Czyta kolejny akapit.
Na jakość męskiego nasienia korzystnie wpływa zdrowa dieta. Szczególną rolę odgrywa witamina C. Poprawia ona przyswajanie niektórych składników mineralnych, np. cynku, potasu, miedzi, które wpływają na ruchliwość i żywotność plemników. Warto więc wzbogacić dietę alfy w:
By zwiększyć szanse na zapłodnienie, mężczyzna powinien też unikać alkoholu oraz palenia papierosów, które utrudniają przyswajanie witaminy C. Louis czyta dalej.
Czyli Harry jest w tym ze mną, myśli, jak odsuwa się od biurka – Harryyy!!! - woła chłopaka, nasłuchując odpowiedzi. Czeka kilka chwil, stukając nogą o podłogę i nasłuchując. Po sekundzie dostaje krótkie „idę!” i odwraca się na kręconym krześle twarzą w stronę drzwi, czekając aż pojawi się przed nim.
Harry wchodzi do biura Louisa – Co tam? - pyta, mając na sobie fartuszek kuchenny sprawiając, że Louis prycha na jego widok, i unosi na niego brwi, ale olewa to mając ważniejsze rzeczy na głowie.
- Od dzisiaj faszerujemy cię papryką, kapustą, brokułami, brukselką, czarną porzeczką, truskawkami, aronią i wszelakimi cytrusami. - recytuje Louis zerkając na książkę. - Wiem jak bardzo nie cierpisz grejpfrutów i pomarańczy, ale musisz się przemęczyć. Dla zdrowia naszego przyszłego dziecka. - zaczyna Louis, wyliczając wszystko na palcach, a gdy Harry posyła mu dziwne spojrzenie i otwiera usta by odpowiedzieć Louis mu przerywa. - A i rzucasz papierosy.
- Nie ma mowy!
–2
- Jedz!
- Nie, Louis, to jest obrzydliwe. Wszystko tylko nie to! - Harry odpycha dłoń Louisa, który próbuje wepchnąć mu do buzi widelec, karmiąc go jak małe dziecko. Trzeba mieć jakąś wprawę prawda? Jednak Louis myślał, że będzie ćwiczył karmienie na dzieciach swoich znajomych a nie na swoim mężu.
- Zacytuje ci co mówi książka. „W diecie przyszłego taty podstawą powinny być świeże warzywa i owoce oraz produkty bogate w węglowodany złożone (czyli płatki owsiane, makaron razowy, ryż brązowy, pieczywo pełnoziarniste). Na talerzu nie może zabraknąć źródeł białka, czyli ryb, owoców morza, drobiu, chudej wołowiny i wieprzowiny, jajek oraz produktów pochodzenia roślinnego, które zawierają białko” Mam w dupie jak bardzo nienawidzisz ryb. Wpieprzaj tego karpia.
- Będziesz musiał ograniczyć ten język, kiedy urodzi się nasze dziecko.
- Którego nawet nie chcesz, bo nie możesz zadbać o swoją spermę! Zrób to dla mnie!
- Lou oczywiście, że chcę, nie chcę po prostu jeść tej pierdolonej ryby!
- I kto tu musi ograniczyć słownictwo?
- Nie możemy proszę zamówić pizzy?
- Żadnych fastfoodów
- Dobra, powtórzę ci to jak będziesz mnie budził o trzeciej w nocy bym kupił ci nuggetsy czy coś.
- DOBRA!
- DOBRA!
I z tym oboje wybiegają z jadalni, zatrzaskując za sobą drzwi – Harry w kuchni, wcinając szybko lody z zamrażalnika (Louis powiedział mu że powinien ograniczyć cukier, ale teraz ma to gdzieś), a Louis w sypialni, zwijając się w kulkę i dalej czytając książkę.
Jeśli zależy wam na szybkim powiększeniu rodziny, zrezygnujcie z potraw bogatych w cukier, sól i tłuszcz. Fast foody, gotowe dania, słodycze i napoje gazowane na pewno nie pomogą w staraniach o dziecko. Dieta wspomagająca płodność powinna być przede wszystkim zdrowa i bazująca na nieprzetworzonej żywności.
Och czyli Louis będzie musiał wyrzucić ulubione płatki śniadaniowe Harry'ego.
☿
Później tej nocy, Louis wczołguje się do Harry'ego i kładzie za nim, opierając dłoń na jego brzuchu i przesuwając ją ku górze, do jego piersi. - Będziesz mi kupował nuggetsy w środku nocy prawda? - pyta zmartwiony, a w zamian dostaje tylko głośne chrapnięcie i bąka w twarz.
–1
- Harry czy ciebie popierdoliło do końca! - wykrzyczał, wymachując rękami i zamaszystym krokiem podbiegając do niego. Kiedy już przed nim stanął wyrwał mu z ust papierosa i wyrzucił przez balkon. Przez chwilę naszła go myśl by zgasić go mu na czole, ale potem stwierdził, że dzieci będą śmiały się z ojca ich przyszłej córki. Jeśli to będzie córka, oczywiście, na co liczy Louis. - Nie możesz teraz palić! Będziesz sobie kurwa palił tyle ile chcesz po mojej gorączce, kiedy nasze dziecko będzie już bezpiecznie siedziało w moim brzuchu, ale teraz nie masz prawa nawet spojrzeć na tytoń!
- Skarbie, kochanie. To tylko jeden buch–
- I ten jeden buch może mieć znaczenie! - przerwał mu, jak Harry spojrzał przepraszająco na Zayna. Louis podążył za wzrokiem Harry'ego i znowu zawrzał z wściekłości. Ale mu się oberwie, pomyślał. – Nie masz prawa dawać mu teraz papierosów! Doskonale to wiesz! Czemu to zrobiłeś? - i z tym nadepnął mocno mu na nogę, sprawiając, że Zayn zgiął się w pół z jękiem, łapiąc się za obolałą stopę, a Louis złapał za dłoń Harry'ego i pociągnął go w stronę wyjścia.
- Hormony – zdążył jeszcze szepnąć Harry do Zayna, z mrugnięciem oka, jak był zaciągany do drzwi. Czasami zastanawia się, czy jego Omega ma problemy z główką. Wiedział, że jego IQ nie było zbyt wysokie, ale żeby tak bardzo przesadzać? Nic mu się nie stanie od jednego papierosa.
-–dycja twojej spermy ma znaczenie! - wyrwał go głos Louisa. - Każdy plemnik… - ale Harry wyłącza słuch i pozwala mu ciągnąć się w stronę samochodu, by mogli ruszyć do domu, nie mając ochoty na słuchania bablania Louisa o jego wielce znacznym nasieniu.
0
Podczas wytrysku około trzystu milionów plemników dostaje się do Twojego kanału, gdzie czeka na nie nagroda – komórka jajowa. Zwycięski, najszybszy i najtrwalszy plemnik wnika w jajeczko i zagnieżdża się w nim. Mimo, że nie czujesz żadnych oznak, to właśnie doszło do zapłodnienia.
Pamiętaj! Wewnątrz ciała, w środowisku zasadowym (czyli np. w bańce odbytnicy, jamie odbytnicy) plemniki mogą przeżyć najdłużej – do 48 godzin. Ale już na początku kanału, gdzie środowisko jest kwaśne, plemniki mogą przetrwać maksymalnie 2 godziny.
Współżycie w niektórych pozycjach sprzyja zapłodnieniu. Najlepsze do zajścia w ciążę są pozycje, kiedy omega leży na plecach i dochodzi do wytrysku nasienia w odbytnicy. Po seksie (wysunięciu knota) poleż przez 15 minut, lub jeszcze lepiej, jeśli zdrowie na to pozwala, w pozycji świecy - to zwiększy szansę na to, by nasienie dostało się do komórki jajowej.
Przygotowania do gorączki Louisa idą sprawnie. Oboje mają już kupione jedzenie do domu, a Louis rozciąga nogi i plecy, wyginając się na wszystkie strony, chcąc być gotowym na wszystkie pozycje jakie mają w planach. Jego skóra już łaskocze i robi mu się zbyt gorąco, a Harry korzysta jeszcze z toalety. Nie jest jeszcze mokry, ale czuje jak jego ciało szykuje się na przyjecie knota, rozluźniając się, sprawiając, że jego zwieracze rytmicznie się ściskają i luzują. Zabawne, Louis myśli, jakby tańczyły.
Rozbiera się i rzuca ubrania na fotel, chcąc się pozbyć nieprzyjemnego uczucia czegoś na swojej skórze tak szybko jak to możliwe. Podchodzi do telewizora, jak słyszy że Harry spuszcza wodę w toalecie, włączając go, ale zamiast MTV pokazują się czarno białe mrówki a z głośników wydobywa się nieprzyjemny szum. Marszczy brwi i nos na to i zastanawia się co zrobić, gdy Harry wkracza do salonu, jego długi penis majta się między jego nogami, jak Louis pochyla się klikając wszystkie przyciski po kolei.
Podczas naciskania na kolejny przycisk dziesiąty raz z rzędu Louis poczuł jak śluz zaczyna zbierać się w jego tyłku, od razu zaciskając się na to uczucie, ale po chwili musząc się rozluźnić przez zbyt duże parcie. Płyn zaczyna spływać w dół jego ud, sprawiając, że zacisnął się boleśnie i jęknął, nagle czując się zbyt pustym.
Harry bacznie obserwuje kropelki pachnącego śluzu skapujące w dół jego nóg. Louis jest pochylony nad telewizorem, opiera się na głośnikach próbując odtrącić swoją gorączkę, chociażby póki nie dostaną się do sypialni, nie chcąc począć ich dziecka na kanapie, czy dywanie. To by było nieodpowiednie. I nie fajnie by się to opowiadało omegom z kółka ciężarnych.
Louis czuje się jakby miał wodę w uszach, nagle jego słuch jest przyćmiony. Nigdy nie działo się to u niego tak szybko. Zawsze miał trochę czasu, kilka chwil żeby obejrzeć jakiś kanał w telewizji lub porozmawiać. Ale jak o tym myśli to wydaje mu się, że jego ciało wie, wie jaka jest obietnica tej gorączki, co po niej będzie. Jego ciało po prostu wie, że dostanie to czego tak bardzo chce.
Dziecka.
Jego nogi zaczynają się trząść i się zastanawia, czemu Harry jeszcze przy nim nie jest. Czemu mu nie pomaga i go nie bierze.
Zaczyna się rytmicznie zaciskać i rozluźniać i ponad tym całym szumem jaki dzieje się w jego uszach, zaczyna rozpoznawać niski pomruk.
Tak niski, że zdjęcia na szafkach się trzęsą, tak jak i Louis, który zdaje sobie sprawę, że to gardło Harry'ego, które po prostu wydaje samoistne dźwięki, przywołując do siebie swoją omegę.
Louis wie, jak bardzo Harry kocha kiedy prosi o to, błaga, chce.
Wypływa z niego nagle kolejna fala śluzu i to wystarczy. Louis podnosi się i odwraca, jego wzrok zaczyna być rozmazany na krawędziach i wie, że to jest kolejny znak. Jego skóra zaczyna być jeszcze bardziej wyczulona, każdy podmuch powietrza jest na nim jak tornado na listku. Zwija jego wnętrzności boleśnie. Chcąc byś wypełnionym bardziej niż nigdy.
To nigdy nie stało się tak szybko i tak nagle i tak intensywnie. To na pewno obietnica dziecka. Jego ciało na pewno zdaje sobie sprawę, że wreszcie dostanie to czego pragnie najbardziej.
Harry już na nim jest. I Louis zaczyna bablać do siebie jakieś nonsensy w stylu „Daj mi dziecko. Dziecko.”
Harry zamierza mu je dać, i Louis jest wdzięczny, że zdecydował się go nie drażnić, tylko od razu zaczął prowadzić go do łóżka gdzie kładzie go i całuje, podwijając jego nogi tak, że Louis jest zgięty w pół i obserwuje jego pulsującą dziurkę, która lśni, i Louis jęczy tak pięknie. Harry przypina jego nogi tak, że praktycznie ma kostki przy swojej głowie i Louis zaciska się boleśnie, Harry przypatruje się temu uważnie, patrzy jak ten drży pod nim, i jego kutas nabrzmiewa, robi się ogromny i czerwony. I gdy po chwili Louis się rozluźnia z stęknięciem przez zęby jest dużo bardziej otwarty niż był wcześniej. Tak otwarty, że Harry widzi to co ma w środku. Nie może się doczekać jak będzie wyglądał po przyjęciu jego knota.
Puszcza Louisa i przysuwa się bliżej.
- Daj mi to, Harry. Będziemy mieli dziecko. Ale najpierw musisz mi dać swojego knota. Dalej. - mamrocze Louis, jego nogi mimowolnie się rozszerzają jeszcze bardziej.
Harry naprawdę nie potrzebuje więcej. Wsuwa się za jednym płynnym ruchem w Louisa, i dosłownie tyle wystarczy, żeby Louis doszedł z krzykiem. Gorąco w jego ciele ani trochę nie maleje od tego pojedynczego orgazmu, i Harry zaczyna się rytmicznie poruszać, głęboko i trwale, dotykając wszystkich właściwych punktów.
Wykonuje mocne ruchy, i jego penis jest cały mokry, każdy jego ruch w tył wypuszcza z Louisa całą falę śluzu, którego zapach wypełnia całe pomieszczenie. Harry za każdym razem wydusza gardłowe warknięcie
- Dam ci to czego potrzebujesz kochanie, dam ci mojego knota – mówi Harry, kiedy czuje jak jego knot zaczyna za każdym razem zahaczać o obręcz dziurki Louisa.
Louis może jedynie tylko ponownie dojść, z odrzuceniem głowy i zacisnąć się na knocie Harry'ego, chcąc go zatrzymać w sobie, ale Harry wciąż się porusza i wykonuje kilka gwałtownych ruchów, zanim usadawia się wewnątrz Louisa.
Zaczyna lekko podwijać biodra i to doprowadza ich obu do frustracji, Harry'ego bo napięcie w jego brzuchu robi się zbyt silne, by było przyjemne a Louisa bo nie może wytrzymać już bez spermy Harry'ego w sobie. Doprowadza to do tego, że Louis zaczyna się bezmyślnie wierzgać, wyrzucać biodra, chcąc by Harry zaczął wreszcie dochodzić. - Daj mi swoje najlepsze plemniki Harry. - Jego głos jest praktycznie płaczliwy. W jego głowie jest tylko jedna myśl. Dziecko dziecko dziecko. Aktualnie Harry jest tu dla niego, żeby dać mu dziecko, nie ważne jest nic innego, knot, sperma, dziecko.
Nie wie ile mija zanim jego umysł się odświeża na tyle, że alfa nie powinien być dla niego maszyną do robienia dzieci. Przypomina sobie w pewnym momencie, że jest czymś o wiele większym, gdy zauważa ile Harry wkłada wysiłku by go zadowolić, by dać mu to czego pragnie. Czego tak naprawdę oboje pragną.
- O boże, - wyjękuje – Będziemy mieli dziecko Harry. Tak dużo dzieci
Harry chrząka swoją zgodę do niego, łapie ciało Louisa w swoje i Louis trzyma się jego pleców i ramion za drogie życie, gdy Harry czuje, że jego jądra się podwijają.
- Szybciej Harry, błagam.
Zaczyna dochodzić, seria po serii. Jego biodra mimowolnie wyrzucają do przodu w Louisie z każdym uderzeniem jego orgazmu. Louis jest w niebie. Jeśli tak wygląda niebo, to od teraz będzie najlepszym, najuprzejmiejszym, najmilszym człowiekiem jaki istnieje.
Penis Louisa jest absolutnie twardy, Harry za bardzo nie ogarnia co się dzieje, wciąż utknięty w swoim umyśle, gdy Louis sięga ręką do swojego penisa i zaczyna rytmicznie poruszać ręką, zaciskając i rozluźniając swoje mięśnie na Harrym.
Knot Harry'ego wypełnia go tak miło, tak dobrze, że Louis odzyskuje świadomość, gdy dochodzi. Przykłada dłoń do swojego podbrzusza czując tam Harry'ego, czując każde wystrzelenie spermy. Harry jest aktualnie zupełnie bez użyteczny, więc Louis pozwala sobie myśleć.
Wyobraża sobie ich życie z małą kruszynką, nawet nie myśli o bólu porodu, czy braku spokoju, lub czasu. Pragnie powiększyć swoją rodzinę, i pragnie tego z tym idiotycznym łajzą nad sobą.
W robieniu dzieci jest coś melancholijnego. Tak naprawdę nie różni się to wiele od zwykłego seksu, bo ta świadomość, że z tego powstanie dziecko jeszcze jakoś nie dochodzi do umysłu.
Louis praktycznie czuje się ciężki od spermy Harry'ego, która wciąż pulsuje w nim, mocząc go od środka.
Harry prawie na nim zasypia, ignorując jego potrzeby, więc Louis po chwili się wysuwa spod niego i zaczyna robić świece.
Czuje jak wszystko spływa w niego głębiej. Ma mało czasu, mając świadomość, że zaraz jego gorączka znowu go opanuje, ale daje Harry'emu odrobinę wytchnienia, podczas gdy on robi krótkie ćwiczenia i wymachy nogami. Wyczytał, że takie rzeczy zwiększają szansę na zapłodnienie.
__
Harry jest kompletnie bezużyteczny.
Kiedy Louis próbował go obudzić, on po prostu burknął coś pod nosem i przewrócił się na plecy, wypuszczając głośne chrapnięcie.
Jego skóra zaczęła na nowo boleć, a jego dziurka pulsuje rytmicznie, cieknąc i wydając mlaskliwe odgłosy przy każdym zaciśnięciu i Harry w ogóle nie reaguje.
Co jest nie tak z tą Alfą?
Robi się zdesperowany, a Harry sobie po prostu chrapie, więc siada na Harrym i ociera się o niego, mocząc jego kutasa, kapiąc na niego swoim śluzem.
I nie do końca go rozbudzając.
Wie co sprawi, że Harry oszaleje.
Pośpiesznie wspina się wyżej i odwraca, tak, że jego tyłek unosi się nad twarzą Harry'ego. Powoli się obniża, i po drodze natrafia na nos Harry'ego, więc szybko poprawia swój ruch i zaczyna ocierać się o usta swojej Alfy, skutecznie uciszając jego chrapanie i chcąc by ten otworzył wargi i zaczął pieprzyć go językiem tak by oboje nie mogli oddychać.
Usta pod jego tyłkiem się otwierają, gdy dosłownie zmusza je do tego swoim tyłkiem, i kiedy czuje ciepły oddech i język Harry'ego, kolejna fala śluzu wypływa z niego prosto na twarz alfy. Dłonie łapią go za biodra i nakierowują go lepiej tak, że może go lizać od środka. Harry krztusi się i chłepta ustami, - Jesteś popieprzony – mamrocze, jego głos jest zagłuszony.
Omega jęczy otwarcie, jego tyłek zaciska się rytmicznie a ruchy robią się gorączkowe. Chwyta za swojego lepkiego kutasa, i szarpie za niego dłonią do orgazmu. Sperma tryska na brzuch Harry'ego i Louis się pochyla, kładąc na brzuchu Harry'ego i biorąc w swoją dłoń jego formującego się knota.
Tak działa na niego smak Louisa.
Pragnie go w sobie bardziej niż nic innego. Język jest za mały. Język nie da mu dzieci.
Harry jest już zdecydowanie w pełni rozbudzony. Więc Louis szybko siada na jego kutasie, osuwa się na niego z ulgą, wzdycha szczęśliwie do sufitu, i dziękuje bogu za coś tak dobrego jak knot.
Który aktualnie jest usadowiony w nim i rośnie, czerwony i gorący. Louis szybko unosi się i opada na nim, zamyka oczy i łapie za łydki Harry'ego. - Har-ry.
Nienawidzi kiedy Harry tak się wyłącza. Nie jest tu z nim by go posiąść, by go zniszczyć i sprawić, że będzie płakał na jego knocie.
Ku jego uldze, Harry łapie go za biodra i wyrzuca biodra, ocierając się o wszystkie właściwe miejsca wewnątrz Louisa. Obraca ich tak że góruje nad nim i zaczyna wyrzucać biodra zahaczając swoim knotem o pierścień mięśni omegi i Louis za każdym razem czka.
- Alfo… - skomli łamliwie, zdesperowany i spragniony i w Harrym coś przeskakuje. Zaczyna pieprzyć go w takim tempie, że płuca podchodzą mu do gardła. Dosłownie go pierdoli, ściskając jego miednicę i poniewierając nim. Chrząkając i przeklinając kiedy Louis zaczyna dochodzić rytmicznie się na nim zaciskając.
Kiedy sam dochodzi i knotuje Louisa, jest to bardziej niż wystarczające by opadł na bok i prawie zaczął chrapać wciąż w Louisie. Ale nie. Louis mu na to nie pozwoli.
Za każdym razem jak Harry zaledwie przymknie oczy, Louis praktycznie uderza go z plaskacza w twarz, co oczywiście scałowuje kojąco.
Gdy knot Harry'ego opada, Harry wysuwa się z niego i spogląda w dół na swojego mokrego cieknącego penisa. Takie są już te gorączki omeg.
Pewnie jeszcze by tak podziwiał swojego kutasa z dziesięć minut, gdyby Louis nagle nie zaczął robić przy nim jakichś wymachów nogami i świec, prawie waląc go nogą w oko, kiedy się przewraca.
- Co ty odwalasz? - pyta, jego głos jest wypełniony snem.
- Próbuję zrobić świecę – odpowiada Louis z językiem wysuniętym na bok w koncentracji. Harry patrzy się na niego śmiesznie. - Może byś mi pomógł!
Oczywiście że tak. Alfa po wykonaniu całej ciężkiej roboty nie może sobie pospać. Unosi się i chwyta za tyłek Louisa trzymając go w górze, tak by Louis się nie przewracał.
- Mmm. Miłe.
- Co?
- Czuję jak twoja sperma spływa w głąb mnie
Harry parska śmiechem i uderza pośladek Louisa, który zamachuje się nogą by go kopnąć.
- Moje jajeczko ma właśnie kąpiel w twoich nasionkach.
Idealny sposób by zabić nastrój nie?