W uszach?
Ten rin-tra-la-la-la-
bum-co-za-bum-co-za-ra-ra-ra-
tara-ra-pary-ra-fa-i-kram-
bo-to-mój-bop-i-trąbka-gra
Rin-tra-la-la-la-
Płynie przez myśli dub, od Augustusa Pablo, King Tubby'ego, Lee Perry'ego po Thievery Corporation i brutalne dark steppery. W głowie? Poemat "Szkoła ćwiczeń" i moje z nim zmaganie (16 tys. znaków w planie). Deadline? Koniec lipca. Idę spać - mówię sobie, a potem piszę, skreślam, czytam, słucham, myślę, szukam swojego głosu, zarywam noce, bo choć poprzeczka wysoka, bo w postaci Posłowia w książce spod pióra Bartosza Wójcika, to zdaje się na swoją ponad 20-letnią fascynację Jamajką.
Wyjechałam więc na prowincję, do swoich korzeni, siedzę teraz w swoim pokoju z okresu dorastania (nic się nie zmienił xd, tata zrobił z niego muzeum), i w którym nałogowo słuchałam reggae i piszę, piszę.
Łapcie snippet tylko dla znajomych
Poeta wyraźnie czytając wybrane frazy z jamajskim akcentem, wyszedł poza horyzont dystynkcji języka i zdywersyfikował wspólnotowe trzewia kultury. Metafora najemnego żołnierza, który walczy w pozornie cudzej sprawie (wszak o chwałę, pamięć, czy dobra chodzi w toposie anabazy), radykalnie odziałuje na wyobraźnię. Odpowiednio dobranymi środkami (to wrażenie to również niewątpliwa zasługa tłumacza) Hutchinson na przestrzeni poematu sprzęgnął kreolskie patois z literacką angielszczyzną, zmuszając tym samym czytelnika do refleksji nad archetypem Kalibana:
Chłopiec uwielbiał Britannikę,
jej długo zaparzane liście – echo Vallombrosy,
fałszywe tony tomów pogrzebane w głowie,
albo gdzie indziej, stracone bezpowrotnie.
Czy flaga wzbije się w niebo jak kita latawca
na wietrze, kamień nagrobny, skarga na Boga?
















