Nie ma to jak spotkać się ze starymi znajomymi i na starcie się skompromitować.
seen from China
seen from Türkiye
seen from Türkiye
seen from Italy

seen from China
seen from Malaysia

seen from Austria
seen from Canada

seen from Malaysia

seen from Malaysia
seen from United States

seen from Malaysia

seen from Canada

seen from Sweden
seen from Austria
seen from United States
seen from Italy
seen from Türkiye
seen from Algeria

seen from Türkiye
Nie ma to jak spotkać się ze starymi znajomymi i na starcie się skompromitować.
edukacyjne szwadrony wstydu z telewizora
Wszyscy zginiemy, ale ja nie o tym
Bez przerwy myślę o koronawirusie i o tym, że w ciągu najbliższych tygodni zawali się co najmniej państwo, a zapewne cały świat. Mnóstwo mam wizji na ten temat, poglądy też całkiem ugruntowane, ale nie chcę o tym zbyt wiele mówić, bo to nudne. Nie ma nic nudniejszego od zagłady, przez co nie da się na jej temat nic odkrywczego powiedzieć. Można jej tylko z niecierpliwością wyczekiwać, mając przy tym nadzieję, że nadejdzie ekspresowo i przez to bezboleśnie.
Dlatego będę mówił o telewizji, mimo że jej nie oglądam.
Horrendum straszliwe
Wszyscy jesteśmy głęboko zażenowani porażająco niską jakością telewizyjnych lekcji emitowanych od niedawna w TVP. (przez termin "wszyscy" rozumiem tu oczywiście swoją bańkę społeczną, z ludźmi popierającymi TVP mam bowiem na tyle mało wspólnego, że podważam czasem ich istnienie). Lubimy sobie pomarudzić, że na tę krańcowo niekompetentną szopkę prowadzoną przez kolesi żenującej hałastry wydano dwa miliardy złotych, i nie dość że w ogóle to nie pomogło, to jeszcze miało miejsce w przeddzień epidemii. Tak. To ustalona i niemal obowiązkowa narracja. Wszyscy się z nią zgadzamy.
Ponownie "wszyscy" popieraliśmy protestujących jakiś czas temu nauczycieli, żądających wynagrodzeń które pozwoliłyby nie jeść mchu i porostów, zmniejszenia absolutnie niepotrzebnej biurokracji i wprowadzenia choć cienia czegoś, co przypominałoby sens w kwestii podstawy programowej. Jasne, że popieraliśmy. Paździerz, żałość i upadek szkolnictwa znamy bardzo dobrze, nierzadko wprost ze swoich świeżych wspomnień, w przeciwieństwie do elektoratu miłościwie nam rozkazujących, który z radością przyklasnął zrujnowaniu osiągnięć edukacji i przywróceniu ośmiolatki, bo w 2001 roku widzieli ten odcinek "Superwizjera" ze śmietnikiem na głowie.
Wojna polsko-polska
Można zatem, w ramach erystycznej inercji napędzanej samodzielnie formułowanymi przekazami dnia, połączyć obie powyższe kwestie i stwierdzić, że władza skłóciła się z nauczycielami, więc do swojej super-przepłaconej telewizji wzięła odrzuty z eksportu, bo nikt inny się na tę robotę nie pisał. Efektem jest niewyobrażalna partanina i potężny cringe, z którego nie otrząśniemy się przez wiele tygodni i którego nie można nawet rozchodzić, bo przecież nie wolno wychodzić teraz z domu.
Tenże wniosek idealnie nadaje się do ksiąg hagiograficznie spisujących dzieje kolektywnego stanu umysłu prześladowanego podziemia Zwolenników Opozycji, w kontrastowy i jasny sposób opisując naszą rzeczywistość. Niestety, ten samo-rozumiejący się pogląd instant, który wystarczy zalać wodą i bezrefleksyjnie przyswoić, jest fałszem i myśleniem magicznym. Wcale nie jest tak, że TVP wybrało najgorszy sort. Co gorsza, nie oznacza to od razu, że wybrało właściwy. Mamy więc do czynienia z sytuacją, która nie jest taka łatwa do zaszufladkowania: bowiem TVP w większości jest okropne, ale nauczyciele... bardzo często też.
To spróbuj teraz polecieć
Łatwo takimi słowami urazić (jakże niewątpliwie istniejącą, obszerną i zupełnie nie mityczną) pokaźną grupę nauczycieli wykonujących swoją pracę rzetelnie, a przynajmniej poprawnie. A ponieważ konfiguracje, w których coś nie jest jednoznacznie oczywiste przerastają możliwości percepcyjne tzw. opinii publicznej, dyskusja na ten temat jest rzecz jasna niemożliwa. Zmierzmy się jednak z prawdą, a nie ze światem przedstawionym i przyznajmy: mnóstwo nauczycieli nie nadaje się do tej roboty. A istotność roli, jaką pełnią na ścieżce rozwoju młodego człowieka sprawia, że wystarczy 15% miernot, by przetrącić tysiące biografii.
W Polsce widać od czasu do czasu konsekwencje poglądu stanowiącego, że chodzenie do pracy żeby zarabiać pieniądze jest nietaktowne. Należy być przepracowanym, ubogim i smutnym, bo inaczej jest się oszustem, złodziejem lub wegetarianinem. Jeżeli ktoś chce pracować wydajnie, to znaczy że nie chce padać na pysk, więc ewidentnie kombinuje i należy mu kazać nosić głazy w drodze do pracy, co by mu za dobrze nie było. Nauczyciel (podobnie jak pielęgniarka) jest wmyśl owego poglądu Tym Szlachetnym Zawodem, który wykonuje się z nabożnym poczuciu niedookreślonej i niejadalnej Misji. Nie trzeba zatem zarabiać pieniędzy, bo przecież buduje się przyszłość Narodu.
Nędza jako cnota
Konkludując, trudno być więc w Polsce nauczycielem dla pieniędzy. Problem ten nigdy nie zostanie rozwiązany, bo Misja. A pieniądze mają przecież taką magiczną właściwość, że potrafią być motywacją do wykonywania swojej pracy z zachowaniem jakości. U nas takiej motywacji nie ma i jeżeli ktoś naprawdę akurat nie kocha swojej roli (nie pracy) nauczyciela albo nie jest nieprzyzwoicie uczciwym człowiekiem, to jego chęci do rzetelnego wykonywania obowiązków zawodowych będą podatne na prędki zanik.
Działa to w obie strony. Nie warto się bardziej starać, bo metody weryfikacji jakości są kuratoryjne, a jest to synonim całkowitego braku przydatności, wiarygodności i sensu. Proces egzaminacyjny jedynie pozornie oferuje możliwości oszacowania wydajności nauczycieli, wyniki egzaminów wynikają bowiem bardzo często z sytuacji materialnej i społecznej uczniów, a nie z jakości samej szkoły. Dobra szkoła jest dobra, bo chodzą do niej "dobrzy" uczniowie, są dobrzy bo mają własne biurko, spokój w domu, a w razie problemów - pieniądze na korki. W ich szkole zazwyczaj uczą ci lepsi nauczyciele, ale wcale nie musi tak być.
Nauczyciel nie ma więc po co się rozwijać, bo to nic nie da. Jak chce awansować na mianowanego, musi się zmierzyć z ogromem pracy tak zbędnej, że równie dobrze mógłby zamiast tego ubijać masło. Co więcej, tak zdemoralizowany nauczyciel nie musi się także obawiać, że jeżeli będzie druzgocąco niekompetentny, to mniej zarobi albo go wywalą. Takie rzeczy bowiem nie mają miejsca. Jest wręcz odwrotnie, bowiem często u najgorszego mułu mentalnego budzą się zmysły polityczne, pozwalające na rozwój kariery administracyjnej.
Nie pracy pracy dla ludzi z takim wykształceniem
Efekty są dostrzegalne: nauczyciel w Polsce idzie zatem do pracy w której nie zarobi, w której nie ma sensu się rozwijać i w której bycie partaczem bywa nieszkodliwe, tak długo jak wypełnia się podstawy programowe i dziennik elektroniczny. Posiadając rozbudowane umiejętności, ma szansę pójść do dowolnej innej roboty w której zarobi więcej. Kto wobec tego zostaje? Ano często cenni ludzie, którzy lubią i potrafią przekazywać wiedzę i spełniają się w roli edukatorów. Bez nich bylibyśmy zgubieni. Poznałem wiele takich osób i byłbym niewątpliwie gorszym człowiekiem gdybym nie miał takiego przywileju. Przywileju, który wiele osób usiłowało aktywnie sabotować.
Ale mowa nie tylko o takich przypadkach. Selekcja negatywna i karanie za próby rozwoju przyciągają miernoty, świadome swojej mierności lub nie. Dlatego mamy przedszkolanki, które siedzą na Pudelku na telefonie i nie potrafią nauczyć dzieci nazw warzyw, anglistów z rosyjskim akcentem, fizyków walczących ze zbiorem zadań i polonistów z przetrąconą wyobraźnią. Nie wspominając o informatykach uczących BASIC-a.
Czy mamy tylko takich nauczycieli? Ależ oczywiście że nie! Tylko, jak wspomniałem, niewiele trzeba złego, by naprawdę dużo popsuć. Miałem szczęście do dobrych szkół i dobrych nauczycieli. Niewielu z nich miało mentalność złodzieja samochodów, ogładę dresiarza, kompetencje cegły i uczciwość Ojca Dyrektora (acz trafili się i tacy i oczywiście jest im obecnie w życiu bardzo wygodnie). Nie zmienia to faktu, że jeżeli coś "przeważnie działa" to w wielu przypadkach działa fatalnie lub wcale. Jeżeli jeden nauczyciel na dziesięciu jest nieusuwalną miernotą z zasługami na polu mierności, marnujemy czas, potencjał i szansę dziesięciu procent młodzieży. Nie stać nas na to, ale jakoś nikt się tym nie przejmuje.
Dawać piniondze!
Paradoksalnie, to dlatego tak denerwowało mnie, że w proteście nauczycieli w tak dużym stopniu chodziło o finanse. Jasne, przez kiepskie zarobki obecny stan rzeczy będzie się utrzymywał. Ale żeby zacząć porządnie płacić, trzeba mieć metody porządnego weryfikowania jakości pracy. W tym celu, poza zabetonowaniem i zatopieniem kuratoriów, należałoby urynkowić zawód nauczyciela. Potraktować go jak pracę, a nie jak przeklętą Misję. Dać stałe godziny, egzaminować zewnętrznie, nagradzać najlepszych, płacić za nadgodziny, a najgorszych rozkurzyć. "O to już nikt nie protestuje", bo nikt nie chce podcinać gałęzi na której siedzi. Nikt z własnej woli nie powie "to ja teraz chcę żeby mi było trudniej".
Taka opinia kreśli w wyobraźni wielu odbiorców obraz nauczyciela-darmozjada, któremu w ogóle nie wolno nic dać, bo przecież nie zasługuje. Tymczasem nie jest to cecha stuprocentowo powszechna. Po prostu łatwo dziś u nas w tym zawodzie znaleźć kogoś o takich tendencjach. Zatem to nie TVP dało plamę. Taki jest po prostu nasz poziom kształcenia, który nieostrożnie przesunięto z klas na ekrany. Jest znacznie gorzej, niż się wydaje, nie zapowiada się na zmiany (zwłaszcza teraz) i zamkniętych szkół niedługo będzie można już nie otwierać, bo i tak zdarza im się robić za przechowalnię.
Jeżeli są jakieś granice kompromitacji to kandydatka Wiosny do PE pokonała je wszystkie
Jeżeli są jakieś granice kompromitacji to kandydatka do PE Wiosny pokonała je wszystkie
Jeżeli są jakieś granice kompromitacji to kandydatka Wiosny do PE pokonała je wszystkie
Kandydatka Wiosny do europarlamentu mówi o polityce energetycznej. Anita Kucharska-Dziedzic myli Świnoujście ze Szczecinem i nie wie jak gaz z USA trafi do Polski, skoro nie mamy gazowców.
– Jeżeli mówimy o gazie to wszyscy pamiętają premiera Morawieckiego, który podpisywał z Amerykanami umowę na dostawy…
View On WordPress
kiedy nowi znajomi znajdują w twoim pokoju to :x
Kompromitacja policji. Nie znaleźli zwłok w wersalce
Kompromitacja policji. Nie znaleźli zwłok w wersalce
To kompromitacja policji w Łodzi. Funkcjonariusze stali przed drzwiami mieszkania. Nie weszli, a w środku leżały zwłoki 20–letniej Kai. Strażak, który przez okno wszedł do pokoju zza drzwi powiedział funkcjonariuszom, że nikogo nie ma. Nie sprawdzając napisali notatkę: Mieszkanie sprawdzone przy udziale straży pożarnej. Nikogo nie ma. źródło informacji: FAKT Author:
View On WordPress
Schetyna: Ustalenia podkomisji smoleńskiej to jedna, wielka kompromitacja
Schetyna: Ustalenia podkomisji smoleńskiej to jedna, wielka kompromitacja
Ustalenia podkomisji do ponownego zbadania katastrofy smoleńskiej, to jedna, wielka kompromitacja; to była “pseudonaukowa” prezentacja – ocenił lider PO Grzegorz Schetyna. Jego zdaniem, PiS chce “cynicznie” potwierdzić tezę o zamachu, czy wybuchu.
View On WordPress
PO o liście Szydło: Kompromitacja. Dowód na to, że polityka zagraniczna PiS, to "dno"
PO o liście Szydło: Kompromitacja. Dowód na to, że polityka zagraniczna PiS, to “dno”
List premier Beaty Szydło do przywódców UE w sprawie szefa Rady Europejskiej, to kompromitacja i dowód na to, że polityka zagraniczna PiS, to “dno” – ocenili w środę politycy Platformy Obywatelskiej.
View On WordPress
"Mamy człowieka, który naraża nas na niebezpieczeństwo"
“Mamy człowieka, który naraża nas na niebezpieczeństwo”
– To, co zrobił Donald Tusk przed szczytem na Malcie to była kompromitacja zarówno Europy, jak i Polski – mówił w “Kawie na ławę” Stanisław Tyszka (Kukiz’15), komentując list szefa Rady Europejskiej do przywódców UE. Według wiceministra sprawiedliwości Patryka Jakiego, Tusk skrytykował w liście nową administrację USA, co może mieć negatywny wpływ na relacje Warszawy z Waszyngtonem. Listu broniła…
View On WordPress