
seen from Switzerland
seen from Malaysia

seen from United States
seen from Switzerland
seen from Germany

seen from Germany

seen from Switzerland
seen from China
seen from Indonesia
seen from Germany
seen from China
seen from United States
seen from Ukraine

seen from United States
seen from Israel
seen from Poland

seen from Malaysia

seen from Kyrgyzstan
seen from China

seen from Malaysia
One step closer [Ronin x Nya FanFiction] part. 2 ,,Wounds of the past” [PL]
Jasnowłosy wziął szybki prysznic. Chciał zmyć z siebie wszystko. Wspomnienia które dały znać w chwili zdjęcia opaski zdawały się go jednak męczyć dalej. Twarze morderców odznaczyły się na pamięci niczym wyryte. Ale przecież to minęło… a co jeśli wróci ? Ronin wytarł się w mgnieniu oka i włożył oliwkowe spodnie od piżamy. Zanim jednak założył koszulkę spojrzał w lustro. Przyjrzał się dokładnie swojej twarzy delikatnie wodząc palcami po zabandażowanym oku. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Mężczyzna odruchowo odwrócił się przodem do drzwi. - Proszę… Do pomieszczenia weszła Nya. Ubrana w krótkie, ciemnoniebieskie spodenki i czerwoną koszulkę na ramiączka trzymała w ręku żel pod prysznic i ręcznik. - Oj sorki… nie wiedziałam że… Em… - zarumieniła się. - Nie nic, spoko – uśmiechnął się na chwile. - Em sądzę ,że to należy do ciebie – powiedziała wyjmując z kieszeni brązową opaskę. Złodziej uniósł brwi. Myślał że zapewnie się już nie znajdzie. - Eee dzięki – rzekł ściszonym głosem biorąc przedmiot. Oduczył się bowiem już dawno dziękować… nie miał przeważnie za co… - Oj widzę że blokuję łazienkę – próbował uciec wzrokiem. - N-nie, nie – pokręciła głową – Ja… tylko to oddać… rozumiesz… - Yhy taa… - starał się uciec wzrokiem. - To może ja… yyy… - rzekła stanąwszy za progiem. - Em spoko… - odwrócił się do lustra starając się ukryć rumieniec. Nya już miała wychodzić kiedy to jeszcze raz na niego spojrzała. Jego plecy były całe w siniakach i ranach. Niektóre były nawet jeszcze świeże. Najbardziej jednak wyróżniała się największa, ciągnąca się od prawego ramienia aż do lewego końca pleców. Widać było że ktoś mu ją zadał z wielką siłą. Niepewnie wyjrzała jeszcze raz przez szparę drzwi. Widziała że Ronin założył już swoją starą opaskę i obmywa twarz wodą. Przygryzła wargi. Od czasu zniszczenia Znakomitości zaczęła go traktować jak przyjaciela… może i nawet bliskiego. Może to i dziwne zaufać komuś kogo się uważało za zdrajcę i łotra, ale jakoś nie mogła zerwać tej więzi. Z jakiego ? Nie umiała wyjaśnić. - Ronin… - rzekła wychylając się zza framugi. – Co ci się stało na… -… plecach ? – zwrócił głowę w jej stronę – Nie, nie martw się to nic… - Jak to nic ? – skrzyżowała ręce na piersi – Niektóre rany masz na pół pleców ! Może wdać się zakażenie ! - No i ? – przewrócił oczami. - Uh – burknęła wiedząc obojętność – To chociaż daj się opatrzyć… w pokoju mam apteczkę… - Jeśli dasz mi dzięki temu święty spokój to czemu nie… Wyraźnie nie leżał mu ten temat… Jednak musiał odpuścić upartej kruczowłosej. Wiedział że nie wygra tego starcia. Usiadł na łóżku tyłem do Nyi i westchnął. Dziewczyna nalała na wacik nieco wody utlenionej i delikatnie przykładała je do ran. Jasnowłosy nie jednokrotnie sykał z bólu. Mistrzyni wody starała się wtedy robić to delikatniej ale na nic się to zdało. - Dobra skończyłam… - powiedziała odkładając wacik. - Wreszcie… powoli przestawałem czuć już je czuć… - rzucił odkręcając się do niej przodem. Jej wzrok dostrzegł jednak coś więcej. Zza krzywo założonej przepaski wystawał drobny kawałek rany ciętej. Nya delikatnie dotknęła dłonią jego policzka przyglądając się jej. Jednak po chwili co innego już przyciągnęło jej uwagę. Były to zielone oczy mężczyzny które z lekkim zdziwieniem wpatrywały się w jej. Powoli jej ręce zeszły na jego ramiona, a po chwili spoczęły już na jego silnie umięśnionym torsie. Mężczyzna zbliżył się niepewnie obejmując ją w pasie. Ich twarze dzielił za ledwie centymetr. Ronin ,jakby ledwo świadomy tego co się dzieje, pocałował ją delikatnie. Mistrzyni wody odwzajemniła go coraz bardziej pochłonięta smakiem jego warg. Całował wpierw ostrożnie. Jakby sądził że miałaby się zaraz rozpłynąć, jak najpiękniejszy sen. Później jednak coraz zadziorniej przyciągał jej usta i zmniejszając bardziej dystans między nimi. Czule gładził jej plecy. Kruczowłosa uśmiechała się od czasu do czasu zadziornie przyciągając jego dolną wargę w swoją stronę. Czuła się jakby nagle cały świat zniknął. Ucichły wołania Kai’a, w powietrzu przestał unosić się zapach obiadu gotowanego przez Zane’a, kłótnie Cole’a i Jay’a nie dawały o sobie znać. Właśnie… co z Jayem ? Nya jakby obudzona z transu odepchnęła mężczyznę od siebie i szybko wstała. Przecież to jego kocha, prawda ? Czy może jednak jej serce skradł ktoś inny ? Starając ukryć twarz w kolorze dojrzałej wiśni zniknęła za drzwiami. Co to było ? Dlaczego uległa ? Przecież komu innemu była skrycie przeznaczona… ale czy nie zakazane jabłko kusi najbardziej ? Złodziej natomiast wpatrywał się przez chwilę z żalem we framugę po czym schował twarz w dłoniach . Czegoś takiego… tak silnego uczucia nie doświadczył od dawna… od... od… czasów zranienia wieki temu. Ale jak to ? Powiedział przecież że już nie gdy więcej się nie zakocha… heh może jednak serce to nie sługa. Kochał tą dziewczynę. Zdał sobie sprawę z tego dopiero teraz. Wcześniej nie dowierzał temu co czuje… Ale czy ona kocha jego ?
Ronin’s Story [FanFiction] part 16 ,,The end of everything” [PL] [FIN]
Miecz uniósł się w powietrze. Ronin zacisnął powieki i zasłonił się rękoma. Już miał opaść, skracając tym życie jasnowłosego ,kiedy to jego przeciwnik padł jak długi koło niego. Mistrz ciemności nie czując cięcia opuścił dłonie i zobaczył przed sobą… Tanakę ? Miał on przy sobie naginatę. Najwyraźniej ogłuszył wroga jej tępym końcem. - Szybko paniczu, musimy z tond uciekać ! – krzyknął. Pomógł mu pośpiesznie wstać. Już mieli wyjść kiedy coś chwyciło Ronina za kostkę. - Myślisz że możesz mi uciec ? Nie ma tak łatwo – rzekł powalając go na ziemię. Po czym wstał odpychając się plecami od podłogi. Kamerdyner nie czekając zaczął zadawać ciosy.
- Eh gdzie Axel ? Mam ochotę już podpalić tę norę a on jak zwykle się guzdrze… - burknął mężczyzna w hełmie rzucając na ziemie ledwo dychającego czarnowłosego. Obok niego byli także Lucy i Yoto oraz Aoki. Wszyscy prócz kruczowłosej byli nie przytomni. Ściskała ona mocno ciała dwójki chłopców. Jej łzy powoli mieszały się z krwią i brudem na jej twarzy. - Cierpliwości… zaraz powinien tu być… - rzekła kobieta w czarnej sukni, zaraz jednak zwróciła się do dziewczyny – Ah ci ludzie… Nie rycz już tak… i tak nikt was nie uratuje… Eh Seth idź po tego idiotę bo nie będziemy na niego wiecznie czekać… Mężczyzna z tatuażem na ręku skinął głową i ruszył w kierunku wejścia.
Jasnowłosy i Tanaka biegli ciemnym korytarzem. Lokaj trzymał jednocześnie broń jak i pochodnię. - Do kąt prowadzą te korytarze ? – zapytał łapiąc szybko oddech chłopak. - Zostały stworzone przez twojego dziadka – dyszał starzec – W celach ochrony przed kobrą… Dobiegli w końcu do lekko oświetlonego odcinka. Znajdował się on najwyraźniej pod dziecińcem. Z małej wnęk dobiegały lekkie mało wyraźne promyki księżyca. Coś tknęło Ronina by w nie spojrzeć. Sprawdziwszy czy kamerdyner nie patrzy podszedł do jednej z nich. Na placu rozgrywała się pewna scena… - Ty durniu ! – szarpał zielonowłosego za koszulkę Seth – Jak mogłeś pozwolić im uciec ?! - Prze…przepraszam… - wyjąkał. Wyraźnie bał się mocarza. Ten po chwili walnął go w twarz. - I ty masz się czelność nazywać jednym z nas ?! - Daj mu spokój, Seth, dobrze wiesz ,że ten kamerdyner nie jest zwykłym lokajem… - Masz szczęście, chłystku – powiedział puszczając go z powrotem na ziemię. – Podpalcie klasztor ! Na rozkaz blisko stu wojowników podłożyło ogień pod budynek. Cały plac w mgnieniu oka stał oświetlony przez żar bijący od niego. Axel który wstał już z ziemi przyglądał się wszystkiemu z wielka niecierpliwością. Nagle żołnierze chwycili dawnych mistrzów i zmusili do padnięcia na kolana. Ronin z przerażeniem oglądał tę scenę kiedy to został pociągnięty za ramię. - Tanaka ! Co tam się dzieje ?! Dlaczego nie ma ich tu z nami !? - Ronin… dla nich już nie ma ratunku… nie możemy nic zrobić… - NIE ! NIE ZGADZAM SIĘ ! MUSZĘ IM POMÓC ! – krzyknął. Już miał biec kiedy to został unieruchomiony. - Nie mogę paniczowi na to pozwolić… dostałem rozkaz od Aokiego który każe mi wyprowadzić kogo się da… a oni niestety są straceni – rzekł z żalem zastawiając mu usta ręką. Jasnowłosy tonął już praktycznie we łzach. Starał się oswobodzić jednak starzec trzymał za mocno choć krajało mu się serce. Wojownicy unieśli miecze. Szarpał coraz mocniej. Ostrza powoli upadały. Łzy leciały jak groch. Polała się krew. Ucichł płacz.
Ronin’s Story [Fanfiction] part 15 ,,Versus” [PL]
Jasnowłosy nie mogąc spać leżał w swoim łóżku gapiąc się w sufit. ,,Moje życie jest nic nie warte… syn pijaka i mistrzyni ciemności… odrzucony przez wszystkich i wszystko przeklęty… nie zasługujący nawet na miłość” przechodziło mu przez myśli. Chwilę później dobiegło go pukanie do drzwi. - Wejść. Do pokoju wszedł nauczyciel. Uśmiechnął się od ucha do ucha i usiadł na łóżku ucznia. - Przyszedłem spytać czy u ciebie wszystko dobrze… słyszałem jakieś szmery i myślałem że może macie problem. - Nie… dziwne ja nic nie słyszałem. Ronin czuł że coś jest nie tak. Aoki nigdy nie uśmiechał się tak… dziwnie. - Byłeś już u sprawdzić u Wiktorii ? Może coś u niej. - A…u-u Wiktorii… ta… może pójdziesz ze mną bo chyba nie możesz spać nie ? ,,U nas nie ma żadnej Wiktorii… to na pewno nie sensei” - Em jasne poczekaj tylko wezmę katany na wszelki wypadek… Ronin ostrożnie sięgnął po broń kiedy to łańcuch Manriki-gusar owinął się u na szyi. Odruchowo chwycił go starając się uwolnić. - Wierć się ile chcesz, rudy łbie, i tak się nie uwolnisz – powiedział „Aoki” Jego głos zmieniał się stopniowo z każdym wypowiedzianym słowem. Jasnowłosy odruchowo cofnął głowę mocno do tyłu co zmusiło atakującego do puszczenia narzędzia. Chłopak w mgnieniu oka chwycił za katany i skierował je w stronę wroga. Przeciwnik stał już wyprostowany z szalonym uśmiechem. Dopiero teraz jasnowłosy dostrzegł go w całej okazałości. Był on szczupłym chłopakiem mniej więcej w jego wieku… no może trochę starszy. Miał ciemnozielone włosy niedbale związane w kitę. Niektóre z nich powstrzymywała przed dojściem do oczu czarna opaska z zielona kobrą po środku. Ubrany był w ciemną koszulkę bez rękawów i spodnie o tym samym kolorze. - Przynajmniej nie wyglądam jak chodząca palma – rzekł z uśmiechem . – Zaraz mi powiesz co ty tu kombinujesz a ja łaskawie nie będę ruszać ci tych twoich listków… Wojownik rzucił mu pogardliwe spojrzenie i znowu się wyszczerzył. - Heh przyszedłem tylko was wszystkich wytłuc z tego klasztorka… nie dość że rudy to jeszcze bystry… Brawo ! - Zaraz… coś ty zrobił z resztą ?! Jeśli choćby włos im z głowy spadł to wiedz że zaraz ja tu ciebie wytłukę z tej ziemi ! – warknął. - Ja ? Ja nic… no może prócz senseika który aktualnie powiedzmy iż ucina sobie drzemkę… a za resztę twoich… ehe ehe przyjaciół… kto inny odpowiada… nie bój się już ja się tu postaram byś był z nimi… Ronin z wielką złością zaatakował przeciwnika. Niestety ten unikał ciosów z wielką łatwością. - Na tyle cię tylko stać ,marchewko ? – drwił. W końcu zielonowłosemu udało się powalić przeciwnika na ziemię. Trzymając broń przeciwnika trzymając ostrze blisko szyi rzekł przyglądając się bardzo dogłębnie: - Więc jak mówiłem… twój czas nadszedł…
Ronin’s Story [FanFiction] part 14 ,,Last kiss” [PL]
Następnego dnia Ronin wstał dosyć późno. Nie mógł jeszcze spokojnie poukładać myśli w głowie. Pierwsza miłość razem z pierwszym odrzuceniem niezbyt do siebie pasowały. Doskonale zdawał sobie sprawę z tego że do najprzystojniejszych nie należy ale żeby od razu go przekreślać ? Dziś była niedziela. Aoki zawsze w ten dzień dawał im wolne od treningów. Przeważnie wychodzili wtedy do wioski niedaleko i robili zakupy. Jednak dziś nie miał na to ochoty, z resztą w ogóle na nic nie miał ochoty. Cały dzień do wieczora spędził albo na leżeniu na łóżku bądź ostrzeniu swoich mieczy. Wychodził tylko wtedy kiedy musiał… Lucy zaniepokoiło to i postanowiła do niego zajrzeć. Przez szparę niedomkniętych drzwi obserwowała każdy ruch jasnowłosego. Siedział on na posłanej pościeli i opierając łokcie na kolanach chował twarz w rękach. Długowłosa po chwili zawahania postanowiła wejść. Na dźwięk skrzypnięcia wzrok chłopaka momentalnie skierował się w jej stronę. - Dlaczego sam tu tak siedzisz bezczynnie ? – zapytała próbując nawiązać rozmowę. - Heh układam myśli, ostatnio mam ich nadmiar… - wymamrotał. - Przepraszam że cię zraniłam gdybym mogła to jakoś naprawić… - Nic nie musisz. Jeśli nie odwzajemniasz moich uczuć to ja to rozumiem choć mnie to boli. Ale jest jedna rzecz której żałuje… - Jaka ? - Nigdy nie ośmieliłem się ciebie pocałować… zabrakło mi odwagi… - znowu schował twarz w dłoniach. Czarnowłosa rozejrzała się po pokoju z cieniem uśmiechu i zamknęła drzwi. - Przynajmniej tyle mogę spełnić… - rzekła podchodząc do Ronina. Chwyciła jego głowę i złożyła na jego ustach pocałunek. Jasnowłosy wiedział że pierwszy i zapewne ostatni raz poczuje ją w ten sposób. Zamknął oczy i ujął dłonią jej policzek. Delikatnie przyciągał jej dolną wargę w swoją stronę chcąc by ta chwila trwała jak najdłużej. Lucy owinęła delikatnie ręce wokół jego szyi. Czule gładziła jego włosy owijając je również wokół palców. Po chwili oddaliła swoje wargi i spojrzała w różnokolorowe tęczówki chłopaka. - Niech to zostanie między nami… - szepnęła jakby z żalem. Jasnowłosy spojrzał na nią smutnym wzrokiem dając do zrozumienia że rozumie. Przytuliwszy go mocno chwilę później opuściła pokuj jeszcze raz spojrzawszy na niego przed zniknięciem w odmętach ciemnego korytarza.
Na dachu przewijało się kilkaset wojowników. Wszyscy ubrani byli w stroje ninja ze znakiem kobry na plecach. Sprawnie poruszali się po kafelkach nie wydając najcichszego dźwięku. Z ostrożnością jeden z nich otworzył okno. Kilkunastu wojowników dostało się do klasztoru. Najbardziej rozpoznawalny z nich miał zamiast maski hełm. Na prawej ręce od ramienia aż po dłoń rozciągał się tatuaż z wcześniej wspomnianym wężem. Stąpał ciężko przez co drewniana podłoga uginała się czyniąc drobne skrzypnięcia. Usłyszał je niemalże natychmiast sensei. Jak porażony wstał ze swojego posłania i chwycił za katanę. Gdy to zrobił zobaczył w jej ostrzu rosłego mężczyznę odpowiedzialnego za pobudkę. Zmarszczył brwi i rzucił się na niego atakując z góry mieczem. Wojownik chwycił broń w dwie ręce i przełamał jak zapałkę odpychając przeciwnika na ziemię. Sensei jednak tak łatwo się, nie poddał wstał odpychając się od podłogi plecami na równe nogi kolejno zadawał serię różnorakich ciosów. Niektóre szkodziły nawet temu kolosowi. Po chwili jednak poczuł czyjąś obecność za plecami. Poczuł jak coś mocnego uderza go w ramię. Sekundę później leżał już nieprzytomny na podłodze. - Heh sensei z głowy… mamy go teraz zabić czy… - powiedział wykonawca ciosu. Był on szczupłym chłopakiem o ciemno zielonych sterczących włosach. Wyraźnie cieszył się z faktu że może komuś zrobić krzywdę. - Jeszcze nie… mistrz kazał zabrać wszystkich tych brudnokrwistych na dziedziniec… tam osobiście dokona egzekucji.
Ronin’s Story [FanFiction] part 13 ,,Requiem for love” [PL]
Pein spojrzał się nieco zawistnie na jasnowłosego i już miał wrócić do treningu kiedy zobaczył że jego partner ze sparingu również podszedł również do przybyłego. Zszedł z miejsca treningu i usiadł koło kolumny. - Jaki tam chory ! No może co najwyżej z miłości ! – zawołał Yoto. Ronin wyglądał teraz jak dojrzały pomidor. Szybko zamknął usta niebieskowłosego ręką. Jednak wypowiedź nie uszła uwadze dziewczyny. - Co to za jedna ? – zapytała jakby radosna – Jakaś fajna ? - J-j-ja – jąkał. Mistrz magii zdołał się w tym momencie oswobodzić. - Nareszcie łapię… - oznajmił – TY SIĘ BUJAŻ W LU-… Znowu został uciszony. - Co on mówi ? Chce usłyszeć całe imię ! - Lucy ja… AAA ! – wrzasnął kiedy został ugryziony przez krępowanego. - A ty nic nie wiesz ?! On się buja w tobie siora ! Długowłosa zarumieniła się jak dojrzała malina na policzkach i zamilkła na chwilę patrząc na nich. Jasnowłosy sądząc że może uda mu się uciec po cichu z niezręcznej sytuacji powoli zachodząc za kolumnę niedaleko drzwi. Jednak został złapany za nadgarstek. - Yoto zostaw nas samych… Niebieskowłosy spokorniał nagle, po czym spojrzał na chwilę na nią niepewnie i skinął głową. Jednakże dopiero jak zobaczył zawistny wzrok Ronina zdecydował się odejść. - A więc to prze zemnie siedziałeś w pokoju ? – zapytała patrząc w różnokolorowe tęczówki chłopaka. Odpowiedziała jej cisza. Uśmiechnęła się więc smutno. - Wiesz o mnie i o Painie, prawda ? I nawet chyba wiem jak się dowiedziałeś… Ten jednak nadal milczał jednak wydawał się coraz bardziej zdołowany. Dziewczyna chcąc go pocieszyć przytuliła go mocno. Jasnowłosy zdecydował się odwzajemnić gest. Wtulił twarz w jej ciemne włosy dając upust pojedynczej łzie. - Wiem też że to trudne... ale proszę… zostańmy przyjaciółmi… - powiedziała wychylając lekko głowę by widzieć jego twarz. – Obiecaj też że nie będziesz zawistny w stosunku do Peina… nie chce was skłócić… - Zgoda… - z wielkim trudem przeszło mu przez usta. Czarnowłosa uwolniła wojownika z uścisku po czym uśmiechając się równie smutno co wcześniej podeszła do Peina.
-Wszystko już gotowe ? - Tak mistrzu, jutro dla mistrzów upadłych żywiołów zapadnie ostatni zmierzch…
Ronin’s Story [FanFiction] part 12 ,,Demons“ [PL]
Jasnowłosy od progu drzwi odrzucił kwiaty w bok, do kosza. Położył się na łóżko. Długo patrzył w sufit wciąż trzymając pakunek w prawej ręce. ,,To nie jej wina” rozmyślał ,,Nic nie wiedziała. Całość leży po mojej stronie. Za dużo się wahałem by jej nie stracić aż wreszcie sama wybrała innego”. Przez te chwile kłębiła się w nim cała masa uczuć. Jak spojrzeć jej teraz w oczy ? Czy Pein był czemuś winien ? Nagle rozległo się pukanie do drzwi. - Paniczu Ronin, czas na śniadanie, Pan Aoki się o pana niepokoi. To był Tanaka. Zawsze działał pod jakimś pretekstem by tylko zobaczyć czy z nim wszystko w porządku. Może wydawać się to dziwne ale zawsze czuł że jemu może zaufać i że go w pełni rozumie. Heh mało tego wyjawił mu nawet uczucia do Lily. To jemu zlecił kupno kwiatów i wykonanie prezentu z paczki. - Wejść. – burknął chowając twarz w poduszce. - Paniczu… - wszedł gruntownie rozglądając się po pokoju. Wiedział że rozrzucone róże nie wróżą nic dobrego. - Rozumiem że panienka pana odrzuciła ? – rzekł jakby ze współczuciem. - Nie musiała nawet nic mówić… widziałem jak całowała się z Peinem… - To jeszcze niczego nie dowodzi… - powiedział siadając na skraju łóżka. - Ona go nie odepchnęła ,Tanaka, tylko owinęła ręce wokół szyi… to ma dowodzić że go nie kocha ? – odniósł lekko głowę – A i trzymaj… nie będzie mi już potrzebny… - wskazał na pudełko. - Na pewno ? - Na pewno… Kamerdyner bez słowa schował do kieszeni prezent. - Niech się panicz nie martwi… jeszcze panicz się nie raz zakocha… - powiedział starając się uśmiechnąć. - Jak następna ma mi złamać serce to ja już wolę nigdy więcej nie czuć tego uczucia… Lokaj wiedząc że już nic nie zdziała, wstał i oddalił się do drzwi. - Nigdy nic nie wiadomo…
Po godzinie Ronin zdecydował się zejść na dół. Przy stole zastał już tylko pokojówkę która zbierała już brudne naczynia. - Oj przepraszam… panicz jeszcze nie jadł zaraz coś przygotuje – rzekła. - Nie, nie trzeba, nie jestem głodny – rzucił chłodno – Reszta już trenuje na dziedzińcu ? - Oczywiście, Tanaka powiedział panu że źle się czujesz gdybyś o coś prosił to proszę wołać. - Taa – odsiedział obojętnie wychodząc. Na zewnątrz, wszyscy ciężko harowali. Pein utrzymywał się na jednej ręce na drewnianym słupku próbując strącić Yoto któremu mistrz nakazał rzucać w niego pomidorami, co najwyraźniej mu się spodobało. Długowłosa natomiast atakowała na oślep manekiny swoimi sai. Brązowooki natomiast stał z boku popijając herbatę. Jasnowłosy ledwo zrobił krok kiedy dziewczyna w mgnieniu oka zawisła na jego szyi. - Już ci lepiej ? – zapytała po chwili. Ronin zrobił się czerwony jak burak. - T-taa – ocknął się. – A tak w ogóle to wszystkiego najlepszego. - Dziękuje – uśmiechnęła się i dała mu buziaka w policzek. Co jest grane ?