Analysis Olivia Arthur #estudiosvisuales #oliviaarthur
seen from China
seen from Russia

seen from United States

seen from United States
seen from Malaysia

seen from United States

seen from United States
seen from United Kingdom
seen from Sweden
seen from Iraq

seen from United States
seen from Sweden

seen from United States

seen from United States

seen from United States

seen from United States
seen from United States
seen from Germany

seen from United States

seen from United States
Analysis Olivia Arthur #estudiosvisuales #oliviaarthur
Works: Olivia Arthur #estudiosvisuales #oliviaarthur
Hope we have met you @oliviarthur #photographer#oliviaarthur#documentaryphotography#spenclane#mumbai#india#muharram1440#hondacorner (at Spence Lane) https://www.instagram.com/p/BoE3cLjg87n/?utm_source=ig_tumblr_share&igshid=eo14zdho222z
Rozmowa z Olivią Arthur
fot. Bernhard Muller / Mamiya
Czy mogłabyś opisać w jakim momencie swojej kariery zawodowej znajdowałaś się tuż przed otrzymaniem nagrody Inge Morath Award?
W 2006, po dwóch latach fotografowania w Indiach, Fabrica zaprosiła mnie na stypendium do Włoch. Tam poznałam Philippa (Philipp Ebeling, obecnie mąż Olivii – przyp. red). W trakcie stypendium każdy z nas pracował nad osobistym projektem przez rok. W moim przypadku był to Middle Distance, projekt o kobietach żyjących na „pograniczu” Wschodu i Zachodu, który pokazałam na wystawie w Fabrice. Po zakończeniu stypendium wróciliśmy z Philippem do mojego rodzinnego Londynu i wynajęliśmy mieszkanie. Nie miałam wtedy zbyt dużo pieniędzy, w Indiach zarabiałam tyle, aby się utrzymać, a poza tym wracając do Londynu musiałam odnaleźć się w nowej sytuacji, odpowiedzieć sobie na wiele pytań, więc nie był to łatwy okres. W międzyczasie zgłosiłam projekt Middle Distance do konkursu Inge Morath. Wygrałam grant na dokończenie tego projektu, ale co najważniejsze zyskałam więcej pewności siebie i przekonania, że to, co robię jest wartościowe. Wcześniej miałam oczywiście taki plan, że jakoś zdobędę pieniądze i pojadę do Iranu kontynuować projekt, na takie rzeczy pieniądze są potrzebne, Iran przecież nie jest łatwym miejscem do podróżowania. Równie ważne jak nagroda był fakt, że fotografując różne kobiety do tego projektu, czułam że dostaję zaufanie, że ktoś poświęca mi swój czas, kiedy go fotografuję i teraz przekonałam się, że to nie było na darmo. Czułabym się trochę nieswojo, gdyby nie udało mi tego zaufania przekuć w coś wartościowego.
Jakie były bezpośrednie korzyści z nagrody, a co przyniosła Ci nagroda w dalszej perspektywie?
Dostałam 5000 dolarów wiec mogłam zrobić wiele rzeczy, postanowiłam kontynuować projekt w Rosji, gdzie pojechałam razem z Philippem. Poprzez Inge Morath poznałam ludzi z Magnum, którzy zachęcili mnie, abym wysłała zgłoszenie do agencji. Gdyby nie nagroda i to co się z nią wiązało, nie miałabym chyba odwagi zgłosić się do Magnum.
Porozmawiajmy o Twoim niedawnym dużym przedsięwzięciu – Danube Revisited. W projekt zaangażowało się 9 fotografek, laureatek poprzednich edycji IM Award. Jak wpadałyście na pomysł wspólnej pracy?
W 2012 w Salzburgu powstał plac imienia Inge Morath, przy okazji zorganizowano wystawę jej prac i tam poznałam Emily Schiffer i Lurdes Basoli, zwyciężczynie poprzednich edycji nagrody. Polubiłyśmy się, była między nami jakaś dobra energia, zaczęłyśmy rozmawiać o zrobieniu czegoś wspólnie, ale były to bardzo luźne plany. Wysłałyśmy bardzo, bardzo dużo maili próbując zdobyć poparcie dla naszych pomysłów. W pewnym momencie dołączyła do nas Claire Martin z Australii i to ona pomogła nam napisać wnioski grantowe. Można powiedzieć, że nasza czwórka zajęła się organizacją wszystkiego, a pozostałe fotografki – Ami Vitale, Jessica Dimmock, Kathryn Cook oraz Claudia Guadarrama wspierały nas z daleka. Początkowe plany były bardzo ambitne, Dunaj to długa rzeka, podzieliłyśmy więc projekt na 3 części do zrealizowania w 3 lata, z warsztatami po drodze itd. W pewnym momencie jednak usiadłyśmy, pogadałyśmy i zdecydowałyśmy: jedziemy. Będziemy codziennie robić zdjęcia, będziemy zatrzymywać się co drugi dzień. Wynajęłyśmy ciężarówkę, w której zainstalowałyśmy niewielką wystawę fotografii Inge Morath. Można było wejść do środka, pooglądać i poczytać o Inge. Zatrudniłyśmy jedną osobę, Marię Bayer, naszą byłą asystentkę w Fishbar, która skontaktowała nas z kimś w każdej z 16 miejscowości, gdzie planowałyśmy się zatrzymać. Były to np. instytucje, które pomogły nam zorganizować przegląd portfolio dla lokalnych fotografek. Parkowałyśmy ciężarówkę w jakimś centralnym miejscu i ludzie mogli wejść do środka obejrzeć wystawę. Wieczorami robiłyśmy projekcje naszych fotografii na ciężarówce i opowiadałyśmy mieszkańcom o naszej pracy. To wszystko było niesamowite, ludzie przychodzili i oglądali. Nie było to jednak tak spontaniczne jak się wydaje. Nasza koordynatorka włożyła dużo wysiłku w zdobycie pozwoleń na projekcje, musiałyśmy też rozwieszać plakaty, żeby dać ludziom znać o naszej obecności.
Jakie były największe wyzwania organizacyjne?
Wszystko było wyzwaniem, bo żadna z nas nie miała wcześniej doświadczenia z takim projektem logistycznym. Musiałyśmy zdobyć na to wszystko pieniądze. Zdecydowałyśmy się na kampanię na Kickstarter i zebrałyśmy 56 tys. dolarów, co niestety nie pokryło wszystkich kosztów. Zdobyłyśmy jednego komercyjnego sponsora, Telefonice z Hiszpanii, która będzie fundatorem naszej wystawy podczas PhotoEspania 2016. Oczywiście przychylne były nam Fundacja Inge Morath, Mangum Photos, Fotohof Gallery z Salzburga, która pomogła zorganizować całą wyprawę. To, że wspierają cię takie instytucje jak Magnum wcale nie znaczy, ze inni dadzą ci pieniądze. Oczywiście czyni cię to bardziej wiarygodnym, ale realizację tak karkołomnego przedsięwzięcia zawdzięczamy raczej duchowi samego projektu, który uważam był świetnym pomysłem – kilka fotografek jedzie ciężarówką ze Schwarzwaldu do Morza Czarnego, robiąc zdjęcia i oddając hołd wspaniałej artystce i dokumentalistce.
Z perspektywy czasu – jakie błędy popełniłyście przy organizacji Danube Revisited?
Kiedy spotkałyśmy się ponownie stwierdziłyśmy, że nie powinnyśmy były wyruszać w drogę bez projekt menadżera. Przyjeżdżałyśmy naszą ciężarówką do jakiejś miejscowości i chociaż miałyśmy jakieś tam kontakty, to jednak co drugi dzień musiałyśmy znaleźć nocleg, spotkać się z fixerami lub wolontariuszami, jeśli byli na miejscu, iść i robić zdjęcia. To było dość skomplikowane. Oczywiście musiałybyśmy zdobyć pieniądze dla naszego projekt menadżera, ale widząc jak ważna byłaby to funkcja, myślę, że by się to udało.
Istnieją kolektywy pracujące nad jednym tematem, ale ta praca jest raczej indywidualna, każdy organizuje sobie swoją działkę sam. W waszym przypadku nie tylko pracowałyście razem po raz pierwszy, ale wyruszyłyście razem w drogę.
Kolektywy rządzą się swoimi prawami. Wiele spraw wynika z nieprzewidzianych sytuacji między ludźmi. Myślę, że wszyscy muszą do jakiegoś stopnia odczuwać podobny entuzjazm, muszą mieć podobne aspiracje, żeby przetrwać te długie wspólne dni i wszystkie trudności podróży.
Jaka jest twoja opinia na temat rywalizacji w środowisku fotografów – wydaje się, że dla sporej części konkursy, nagrody granty są bardzo istotne.
To jest dosyć widoczne. Ja sama w pewnym momencie mojej kariery bardzo skorzystałam na nagrodach. Wydaje mi się jednak, że trzeba wiedzieć kiedy startować do tych wszystkich konkursów i co zrobić z ewentualnym zainteresowaniem. Mam wrażenie, że niektórzy fotografowie nie są gotowi na pokazywanie swoich projektów w konkursach czy na festiwalach. Taka aktywność bardzo angażuje i bardzo rozprasza, można stracić z oczu to, do czego naprawdę się dąży. Na pewno nie warto myśleć, że się robi jakiś temat pod festiwal czy pod daną nagrodę. Myślę, że trzeba skoncentrować się na pracy i wykonać ją uczciwie, prędzej czy później to zaprocentuje.
rozmawiała: Karolina Gembara
Olivia Arthur
W 2007 otrzymała Inge Morath Award dla fotografek poniżej 30 roku życia. Rok później została nominowana do Magnum Photos, współzałożycielka Fishbar – galerii i wydawnictwa we wschodnim Londynie. Przez ostatnie 10 lat pracowała nad projektami dotyczącymi kobiet oraz granicy kulturowej Wschodu i Zachodu. Jej pierwsza książka Jeddah Diary opowiada o młodych kobietach w Arabii Saudyjskiej. Jej druga książka Stranger jest podrożą do współczesnego Dubaju widzianego oczami rozbitka. Fotografie Olivii były wystawiane na całym świecie, część z nich znajduje się w kolekcjach instytucjonalnych w Wielkiej Brytanii, USA, w Niemczech i w Szwajcarii. Olivia mieszka w Londynie z mężem Philippem i córeczką Theą.
www.ingemorath.org
www.oliviaarthur.com
www.danuberevisited.com
新入荷。Olivia Arthur STRANGER #flotsambooks #photobook #oliviaarthur
A preview of Olivia Arthur's residency project at Cuadro Gallery in Dubai. #OliviaArthur
#tbt #magnumphotos 2013 AGM celebrating with new members @pvanagtmael & #oliviaarthur (at Magnum Photos)