CZY ARTYSTA MOŻE BYĆ FOTOGRAFEM PRASOWYM?
Afera Troilo jest ważnym znakiem czasów, w których pracujemy, i pretekstem do zadawania całej masy pytań: nie tylko o podziały w świecie fotografii prasowej i standardy pracy fotografa, ale także o zmiany statusu fotoreportera i fotoreportażu. Pytanie o etykę, pytanie o to, czym są konkursy fotografii prasowej – czy mają być lustrem tego, co się dzieje w branży, czy strażnikiem wartości ustalonych dziesiątki lat temu? I kto właściwie ustala te standardy?
Kryzys w fotografii prasowej trwa od lat i od lat zaostrza się zimą, w sezonie przyznawania najważniejszych nagród prasowych. Galerie najbardziej prestiżowych konkursów to jedne z niewielu miejsc, gdzie fotografia jest widoczna i celebrowana, budzi dyskusje, a nagroda w np. World Press Photo pozostaje wciąż wyróżnieniem i rodzajem konsekracji. Bo choć fotoreportaż może nie umarł, to napewno skarlał. Skończyły się obszerne publikacje, tłuste zamówienia i dobre życie z prasowych i agencyjnych etatów. Pozostały jednak wielkie nazwiska (i wielkie ego), które ciągle rządzą fotograficznym światem.
Wróćmy do zimowych kryzysów w branży. Na wyniki World Press Photo i Pictures of the Year co roku czeka się z zainteresowaniem, nagrodzone materiały wyznaczają trendy na najbliższy rok, a nagrodzeni fotografowie przeżywają swoje pięć minut. Prawdziwy hałas powstaje, gdy branża uważnie przyjrzy się zdjęciom laureatów i dostrzeże niedociągnięcia lub złamanie zasad konkursu. Głośnym przykładem był materiał Stepana Rudika, nagrodzony w kategorii Sport Features w 2010. Jury konkursu zaczęło mieć wątpliwości co do nagrodzonego reportażu o walkach ulicznych w Kijowie po doniesieniach innych fotografów i poprosiło o dostarczenie pliku RAW. Po porównaniu plików okazało się, że fotograf przetworzył w niedozwolony sposób jedno ze zdjęć. Zostało ono znacznie skadrowane, a jego bardzo niewielki fragment, stopa osoby stojącej na dalszym planie wystająca spod łokcia jednego z bohaterów, wyretuszowany. W konsekwencji tego nagrodę Rudikowi odebrano (za retusz, nie za kadrowanie i bardzo mocną manipulację kontrastem). Rok 2013, zwycięskie zdjęcie Paula Hansena z Syrii, dramatyczne i pełne emocji, oświetlone jak filmowy kadr, także wzbudza wiele kontrowersji. Po porównaniu z oryginalnym plikiem okazało się, że„wszystkie piksele są swoim miejscu”, do montażu nie doszło, a manipulacja kolorem i kontrastem mieszczą się w zbiorze zasad WPP.
Ten sam konkurs z roku 2013 – kontrowersje wokół Paola Pellegrina, jednego z bogów fotografii prasowej. Zarzuty, że zdjęcie z Rochester jest podpisane w sposób wprowadzający widzów w błąd i ustawiane. World Press Photo prowadzi swoje śledztwo, zarzuty się potwierdzają, autor zbywa je wzruszeniem ramion i twierdzi, że asystent zgłaszający zdjęcia na konkurs pomylił podpisy. Bogom trudno stawiać zarzuty, więc Pellegrin zatrzymał nagrodę.
Paul Hansen - Dagens nyheter
Paolo Pellegrin - The Crescent. Rochester
Zmierzamy prosto do sprawy, którążyje fotoreporterski świat przez ostatnie dni. Po ponad dwóchtygodniach dyskusji, napięcia i śledztwa kolegów z branży, dbających o integralność fotografii prasowej, odebrano nagrodęGiovanniemu Troilo, który dostał ją za wyróżniający sięniebanalną stroną plastyczną materiał o mieście Charleroi wBelgii. Troilo oberwał ze wszystkich stron – sprawa zaczęła sięod burmistrza miasta, który w liście do World Press Photo zarzucafotografowi, że przedstawił miasto w złym świetle i w nieprawdziwy sposób. Według burmistrza i wielu jego mieszkańcówCharleroi wcale nie jest „czarnym sercem Europy”, nie wszyscyuprawiają seks w samochodzie, wiele osób żyje dobrze ibezpiecznie. Nie tylko burmistrz poczuł się obrażony –środowisko zarzuciło fotografowi ustawianie zdjęć, a World Press Photo wszczęło śledztwo. Fotograf i jego bohaterowie potwierdzili bliską współpracę (fotograf pisał o tym w podpisach do zdjęć, które zostały skrócone na potrzeby strony internetowej konkursu), ale komisja nie uznała tego za łamanie zasad. Ponadto stwierdziła, że Troilo nie ustawił niczego, „co nie mogłoby mieć miejsca”.
Giovanni Troilo - La Ville Noire - The Dark Heart of Europe
I to chyba był moment przełomowy tego dwutygodniowego suspensu. Facebook rozgrzany do czerwoności, rozjuszona branża, wielkie nazwiska dowodzące swoich racji. Jean Francois Leroy, organizujący od 26 lat ważny festiwal fotoreportażu w Perpignan, w stanowczym oświadczeniu wycofuje z niego wystawę World Press Photo. Leroy uważa, że nagradzając Troilo konkurs nagradza fotografa łamiącego standardy etyczne zawodu fotoreportera, a poza tym na Visa Pour l’Image nie będzie pokazywać fotografów, którzy „dzwonią do kuzyna, żeby cudzołożył w samochodzie” (na zdjęciu, które wzbudziło szczególnie dużo kontrowersji, jest samochód, w którym kuzyn Troilo uprawiaj seks ze swoją dziewczyną). Ostro wypowiadają się nestorzy fotografii prasowej jak Marinovich, Dave Burnett czy Jim Colton, a mieszkający w Belgii Bruno Stevens rozpoczyna prywatne dochodzenie (przypominające krucjatę przeciw Troilo) i informuje o kolejnych jego etapach na Facebooku. Dzięki temu odkrywa m.in., że jedna z fotografii, wbrew temu co widzimy na podpisach i w opisie całego cyklu, nie została wykonana w Charleroi, ale na przedmieściach Brukseli. World Press Photo wszczyna śledztwo ponownie, czyta dokładnie oryginalne podpisy i tym razem decyduje, że zasady konkursy zostały złamane. Troilo traci nagrodę, Stevens triumfuje (pisze nawet o "słodkim zapachu zwycięstwa"), dyskusja trwa.
– Wcześniej nie mieliśmy jednoznacznych dowodów na złamanie zasad konkursu, jednak teraz nie możemy tego powiedzieć – mówi Lars Boering, dyrektor World Press Photo. Zatem ustawianie zdjęć nie jest jednoznacznym dowodem, nieprawdziwy podpis pod zdjęciem – już tak. Przynajmniej w przypadku Troilo, bo dwa lata wcześniej, w przypadku Pellegrina, rzeczy miały się inaczej.
W czasie tego pełnego zwrotów akcji dramatu padło kilka stwierdzeń, które może nie mają siły nagłówków prasowych, ale w ciekawy sposób określają podziały w środowisku. Rozgrywka określiła też, przynajmniej na jakiś czas, rozkład sił między frakcjami: purystami fotoreportażu, zwolennikami (a przynajmniej nie przeciwnikami) elementu kreacji w fotografii prasowej oraz realistami, którzy zdają sobie sprawę z warunków pracy fotografów prasowych i nie chcą pierwsi rzucać kamieniem.
W swoim oświadczeniu Jean Francois Leroy, który słynie ze stanowczych opinii, protekcjonalnie pisze, że „Troilo jest artystą, być może nawet utalentowanym, i jego samozwańczy, niedziennikarski status nie daje mu miejsca na festiwalu Visa Pour l’Image”. Można przypuszczać, że oświadczenie o wycofaniu wystawy World Press Photo z Perpignan przestraszyło komisję, albo spowodowało, że jury zaczęło zastanawiać się, czy warto brać rozbrat z ważną częścią środowiska związaną z Perpignan. Oczywiście nie wiadomo, jak faktycznie wyglądały poszczególne etapy obrad, więc kwestie te muszą pozostać w sferze domysłów.
Trudno traktować inaczej niż odpowiedź na ruch Leroya zapowiedź Arianny Rinaldo, dyrektorki festiwalu Cortona on the Move, że wystawi w tym roku cały materiał Troilo o Charleroi. Co prawda Cortona on the Move nie jest festiwalem fotografii prasowej, nie ma też rangi Visa Pour l’Image, ale jest to konkretne wsparcie dla Troilo i konsolidacja jego obrońców.
Media społecznościowe są miejscem, gdzie można było obserwować ewolucję całej sprawy i wymianę poglądów, począwszy od wpisów Bruno Stevensa, prowadzącego swoje śledztwo, poprzez Marinovicha, Burnetta, Coltona. To skrzydło obrońców czystości fotografii prasowej pozostało obojętne na pytania frakcji środka (np. Gary'ego Knighta), czy Stevens zamierza badać w podobny sposób inne nagrodzone materiały w innych ważnych konkursach – jak POYI, Sony World Photography Award, sugerując, że praktyka ustawiania jest bardziej powszechna niż nam się wydaje, tylko mało kto się do tego przyznaje. Inną ciekawą i prawdziwą konstatacją jest problem tego, czy chociażby mer Dhaki byłby w stanie przebić się ze swoim protestem o przedstawianie miasta w złym świetle i czy ktoś zwróciłby na to uwagę i podjął śledztwo w stylu Stevensa. Można sobie wyobrazić, że wiele materiałów z tzw. trzeciego świata powstało w podobny sposób, ale nikomu nie zależało na poszukiwaniu bohaterów i błędów fotografa.
Giovanni Troilo - La Ville Noire - The Dark Heart of Europe
Co się właściwie stało w tym roku w Amsterdamie, Charleroi i w mediach społecznościowych? Czy są wygrani i przegrani afery czarnego serca Europy? Na pewno ucierpiał Troilo, któremu odebrano nagrodę i dla dużej części środowiska stracił wiarygodność. Ma jednak możnych obrońców, więc może nie wyjdzie z tej historii bardzo poobijany. Lars Boering, dyrektor World Press Photo w rozbrajający sposób prosił środowisko, żeby było „miłe dla Troilo”, bo przeżył ciężkie chwile i fakt odebrania nagrody nie świadczy o tym, że jest złym człowiekiem. Dyskretnym obrońcą był też Donal Weber, który był w jury konkursu i ograniczał swoje publiczne wypowiedzi, ale z komentarzy na Facebooku wynika, że nie chciał odebrania nagrody Troilo.
Świat wielkich postaci klasycznej fotografii prasowej dał głos i zaznaczył, że ciągle bardzo się liczy. Siła zarzutów byłaby mniejsza, gdyby protestujący nie nazywali się Colton, Burnett, Marinovich, Stevens. Jednak nagroda została wycofana po dość długich obradach, eskalacji konfliktu i nie za to, co raziło frakcję purystów najbardziej – czyli ustawianie zdjęć – ale za błędny podpis pod jednym z nich, co komisja uznała w końcu za ewidentne naginanie prawdy na potrzeby tematu. Nie znamy treści obrad komisji, ale wiadomo, że musiała w niej przeważać frakcja liberalna, skoro samo ustawianie zdjęć nie było przeszkodą w nagrodzeniu Troilo. Niektóre oryginalne podpisy pod fotografiami wyraźnie o tym mówiły i komisja musiała być tego doskonale świadoma. Ostatecznie ugięła się jednak pod naciskiem argumentów purystów, których szalę być może przeważyła decyzja Leroy o wycofaniu wystawy WPP z Perpignan.
Wielkie nazwiska fotografii newsowej dały głos – ciągle jesteśmy i dużo znaczymy. Nie pozwolimy na zmiany. Branża może się kończy, ale nie skończy się bez naszej zgody. Oczywiście działy fotografii w prasie są niedoinwestowane, fotografowie stracili etaty i nikogo nie stać na robienie dużych materiałów tygodniami, ale to nie znaczy, że mamy rezygnować z zasad. A zwłaszcza nie powinni z nich rezygnować fotografowie młodszego pokolenia, którzy dopiero wchodzą na Parnas – niech pamiętają, że czuwamy. Jeśli już jesteś w Magnum i byłeś odpowiednio wiele razy nagradzany i nazywasz się np. Pellegrin, możesz spać spokojnie. Jeśli nazywasz się Troilo („nigdy wcześniej nie słyszałem o Troilo” – Stevens), to uważaj. Może się okazać, że nie ma miejsca na twoje pomysły na metaforyczne ukazanie problemów starej Europy.
Zakreślono też ważny obszar – fotografowie artyści nie powinni wyobrażać sobie, że są fotografami prasowymi. Ich miejsce jest w galeriach, nie w świecie fotoreportażu. Ich twórcze pomysły mogą fałszować rzeczywistość i namieszać w głowach odbiorcom.
Mam w pamięci dyskusje wokół książek Kapuścińskiego (zachowując wszelkie proporcje). Jak bardzo obchodzi mnie, czy piesek cesarza naprawdę sikał na buty dworzan? Czy przeszkadza mi, że kuzyn zadzwonił do Troilo, żeby mu powiedzieć o swoich planach? Co zmienia fakt wstawienia lampy błyskowej do samochodu, w którym mieli uprawiać seks – czy gdyby to było zdjęcie „kradzione”, niezidentyfikowanych osób, sytuacja byłaby czysta? Czym jest obecność fotografa w życiu prywatnym swoich bohaterów, na ile zmienia tę rzeczywistość sama obecność, a gdzie się zaczyna ustawianie?
Giovanni Troilo - La Ville Noire - The Dark Heart of Europe
Nie jestem w stanie odpowiedzieć na te pytanie z przekonaniem Stevensa albo Arianny Rinaldo – tak lub nie. Nie jest to moim celem. Jednak afera Troilo jest ważnym znakiem czasów, w których pracujemy, i pretekstem do zadawania całej masy pytań: nie tylko o podziały w świecie fotografii prasowej i standardy pracy fotografa, ale także o zmiany statusu fotoreportera i fotoreportażu. Pytanie o etykę, pytanie o to, czym są konkursy fotografii prasowej – czy mają być lustrem tego, co się dzieje w branży, czy strażnikiem wartości ustalonych dziesiątki lat temu? I kto właściwie ustala te standardy? Bruno Stevens? Jean Francois Leroy? A może regulaminy konkursów? Może te zapisy regulaminów powinny być bardziej precyzyjne? Koniec końców można powiedzieć, ze depresyjny materiał Troilo, i to co się z nim stało, wprowadził powiew optymizmu – fotoreportaż żyje i jakoś się ma. W każdym razie – jest o czym rozmawiać.
Agnieszka Rayss
Zdjęcie tytułowe: Giovanni Troilo - La Ville Noire - The Dark Heart of Europe










