Kto jest gotowy na ostatnią część 'These Roads We Stumble Down'?

seen from Pakistan

seen from United Kingdom
seen from India

seen from Hong Kong SAR China

seen from United States
seen from Maldives

seen from United States

seen from Greece
seen from United States

seen from United States
seen from United Kingdom

seen from United States

seen from Canada
seen from China
seen from United Kingdom
seen from Türkiye

seen from United States
seen from Russia
seen from United States

seen from Australia
Kto jest gotowy na ostatnią część 'These Roads We Stumble Down'?
These Roads We Stumble Down - Część VII
Tytuł: These Roads We Stumble Down
Pairing: Larry Stylinson
Autorka: onewasturning
Beta: jbluvsbabycakes
Banner: Józefowa
Opis: On jest kompletnie przemoczony, żaden milimetr jego ubrania nie wydaje się być suchy i stara tapicerka pokrywająca siedzenie będzie prawdopodobnie śmierdzieć od wilgoci po wszystkim. Ale nawet z dreszczami wstrząsającymi jego ciałem, brązowymi włosami przyklejonymi do czoła i siną skórą jest prawdopodobnie wciąż najbardziej niesamowitą osobą, jaką Harry kiedykolwiek widział.
Lub po prostu, Harry zabiera autostopowicza w Oksfordzie i to jest daleko do Glasgow.
Ostrzeżenia: Opowiadanie dotyczy miłości homoseksualnej, jeśli tego nie tolerujesz proponuję opuścić stronę. Jest to historia AU, czyli chłopcy nie są sławni a One Direction nie istnieje.
Od tłumaczki: Najdłuża i jedna z moich ulubionych części. Miłego czytania, miłej niedzieli i siły w wytrwaniu tego tygodnia!
***
Część 7/9
Kendal, godzina 06:03
– Poranny oddech. Najpierw wypij swoją herbatę i zjedz jakieś śniadanie, dobrze? - Dobrze – przyznaje Harry, wracając na swoje miejsce.
Jedzą w komfortowej ciszy, kradnąc spojrzenia nad kubkami z herbatą. Harry zmusza się do próbowania, przeżuwa ostrożnie, lecz kiedy ostatnia kropla napoju znika i ostatni okruszek zostaje usunięty, natychmiast łapie uda Louisa i przyciąga go na swoje kolana, zdeterminowany, by odpędzić grymas z jego twarzy. Louis wydaje się skupiony, by wziąć to powoli i przez chwilę nie robią nic więcej, niż delikatne przeplatanie języków i przegryzanie dolnych warg. Harry przenosi dłonie pod sweter Louisa, gładząc jego miękką skórę i śledząc linie kręgosłupa. Powietrze na zewnątrz może być zimna i ostre, lecz wszystko to co między nimi, rozsyła ciepło, rozgrzewa od środka z każdym drobnym pocałunkiem i zbliżeniem. - Jesteś tak bardzo niesamowity – mówi miękko Harry w dolną wargę szatyna, ponieważ to prawda i jest ranek, i mając Louisa w ramionach, jest jak załapanie wakacyjnego słońca w środku zimy. Louis szybko kręci głową, gęsia skórka pojawia się w miejscach, gdzie chwyta go Harry i wtedy popycha ich do przodu, zanim chłopak może zaprotestować. Zmusza Harry’ego do położenia się na kocach, siada na jego kolanach i zasysa skórę na szczęce, jednocześnie trącając żebra. Harry upaja się ciepłem i ciężarem, i wilgotnością, starając się nie wzdrygnąć, gdy Louis gryzie go ostrymi zębami, po chwili łagodząc ból językiem. Powtarza czynność wzdłuż żył na jego szyi i wtedy staje się to bardziej szorstkie w okolicy obojczyków. Niedługo potem oddech Harry’ego staje się ciężki i jego ręce, które poruszają się coraz niżej wzdłuż ciała Louisa, zahaczają o gumkę jego dresów, chwytają pośladki. I wtedy zdaje sobie sprawę, że Louis nie nosi już dłużej jego bokserek, które prawdopodobnie wciąż leżą na podłodze tylnego siedzenia wraz z brudną od spermy kamizelką i jego żołądek ściska się z pożądania, uwielbienia i z czegoś zupełnie nieuchwytnego. Louis jęczy w jego ramię, kiedy wyrzuca biodra w górę, tak by szatyn mógł dokładnie poczuć to, co z nim robi i jak twardy jest. Louis odpowiada długim złączeniem ich członków, połączonym z mokrym oddechem i wpasowaniem się ponownie w dłonie Harry’ego. Powtarza ten ruch kilkakrotnie i wtedy Harry może poczuć, jak jego pośladki usadawiają się na pulsującym penisie. Praktycznie może poczuć podniecenie Louisa przez cienki materiał jego spodni i z ciepłem zbierającym się w jego podbrzuszu, rzuca biodrami jeszcze raz, by chodź trochę zwiększyć tarcie. - Chcę cię ujeżdżać – sapie Louis naprzeciw jego szyi łamiącym się głosem i Harry musi głośno przełknąć, zanim odpowiada krótkim:
– Okej. Nie ruszają się, jednak Louis całuje usta Harry’ego jeszcze raz i przez chwilę nie dzieje się nic więcej, niż ospałe ocieranie się, gładkie i łatwe – wystarczające, by ochłonąć, lecz wciąż rozniecające ciepło w potrzebie o więcej, więcej, więcej. Louis gryzie wargę Harry’ego i zaczyna wstawać z figlarnym uśmieszkiem. - Przednie siedzenia, przednie siedzenia, przednie siedzenia – powtarza szeptem, ciągnąc Stylesa za łokieć, by wstał i ruszył, starając się jednocześnie rozplątać ich ciała. - Nie możemy – Harry śmieje się chrapliwe, pociągając go na tyle mocno, że Louis ponownie znajduje się naprzeciw jego klatki piersiowej. – Jakkolwiek gorące by to nie było. Jest środek dnia, co jeśli ktoś zauważy? Może następnym razem, dobrze? Louis momentalnie zamiera, wpatrując się w niego i Harry zaczyna się zastanawiać, czy nie powiedział lub zrobił czegoś złego, a może Louis chce przednie siedzenia lub nic, kiedy chłopak skacze do przodu, rozwiewając jego obawy brutalnym pocałunkiem. Ręce Harry’ego instynktownie łapią go w pasie, może, by przyciągnąć go bliżej lub uspokoić, lecz kończą pieszcząc gładką skórę na biodrach w wyrazie aprobaty. Harry pozwala sobie zatonąć w Louisie. Pocałunek szybko przemienia się z zdesperowanego do powolnego i głębokiego i przez sekundę Harry może wyobrazić sobie ich robiących te rzeczy w normalnym łóżku, budzących się rano, obracających się ku sobie i po prostu całujących godzinami, splątanymi w pościeli wśród promieni słońca malujących ich skórę na złoto. Nie jest to rodzaj myśli, jakie powinny go nachodzić podczas próby seksu w samochodzie. Harry ponownie zsuwa swoje dłonie i chwyta pośladki Louisa, palcem śledząc okolice otworu chłopaka. Louis drży. - Tak? – pyta Harry łamliwym głosem, palce delikatnie pieszczące wrażliwe miejsce i Louis wydający dźwięczne jęki. - Proszę – szepcze. Harry na ślepo szuka lubrykantu na podłodze, do momentu, gdy Louis wstaje, by sięgnąć po niego i trzyma go dumnie w górze. Całuje Louisa raz, dwa i wtedy kładzie go ponownie na siedzeniach. Kiedy jednak sięga po tubkę, Louis zatrzymuje go i odpycha jego dłoń. - Nie – mówi cicho. – Po prostu. Po prostu pozwól mi to zrobić, dobrze? Tylko patrz. – I Harry chce się sprzeciwić, gdyż w tej chwili nie pragnie niczego bardziej, niż rozciągnąć chłopaka palcami i widzieć jego reakcje. To jak skręca się z przyjemności, lecz Louis jest zaczerwieniony i patrzy na Harry’ego z czymś w rodzaju lęku, więc całuje go jeszcze raz i kiwa głową, usadawiając się przy boku chłopaka. Bez oporów Louis zrzuca ubrania, co Styles naśladuje, i trzyma wyciągnięte ręce w kierunku Harry’ego - w jednej dłoni lubrykant, drugą otwartą. Chłopak chwyta tubkę, lecz zamiast ją po prostu otworzyć, chwyta otwartą dłoń Louisa, przenosi do swoich ust i chwytając palca wskazującego, nawilżając go aż do kostek. Przebiegając przez niego językiem, zasysa, jednocześnie czując podniesione tętno w nadgarstku Louisa tuż przy swojej dłoni i podnosi powieki, by zobaczyć niebieskie, rozszerzone tęczówki. Ponownie ma ten wyraz twarzy, ten intensywny i skupiony, lecz w tym samym czasie całkowicie posłuszny, jak gdyby Harry mógł spędzić godziny z językiem prześlizgującym się po jego palcach, a on nie poruszyłby się nawet o centymetr. Uwalniając dłoń Louisa, całuje środek linii przeznaczenia i wreszcie otwiera lubrykant, by nawilżyć palce szatyna, głaszcząc je, gdy są już całkowicie pokryte. - W porządku? – pyta Harry i to jest tak szorstkie, jakby przed chwilą obciągał chłopakowi przed sobą. Louis zaczyna trząść głową, lecz przestaje, by przytaknąć lekko. Oczy ulokowane są na Harrym, różowe usta rozchylone i sięga on pod swojego twardego, pulsującego członka, by prześledzić brzegi otworu pokrytym płynem palcem przed wsunięciem go zręcznym ruchem. Harry opada na podłogę i kładzie rękę pod kolanem Louisa. Przesuwa się, by uzyskać lepszy widok na Louisa, który wyciąga palec i powtarza ruch. Powieki Louisa przymykają się, kiedy kontynuuje działania, plecy momentalnie wyginają się w łuk nad kocami, eksponując szyję i Harry ponownie myśli, a może mówi to głośno: jesteś tak niesamowity, tak piękny Lou i wciąż jest to po prostu prawda. Harry opiera rękę, tę, która nie podtrzymuje nogi Louisa na jego podbrzuszu, przebiegając palcami w dół do delikatnych, kręconych włosków, w zachwycie przyglądając się skurczą brzucha i pulsującemu penisowi, gdy chłopak ponownie trafia w odpowiednie miejsce. Zachęca Louisa, by dołożył kolejny palec. Pracuje on nimi do momentu, w którym nie sapie, opuszcza biodra, a mięśnie wokół jego otworu nie są niestosownie zaczerwienione. - Harry, – szepcze Louisa, chowając twarz w kocach – proszę. Głaszcząc kciukiem wzdłuż jego biodra, Harry składa pocałunek na ramieniu chłopak, na szybko opadającej klatce piersiowej, po czym opada w kierunku kolan, wewnętrznej części ud z cichym ‘okej’ po środku pustej przestrzeni, którą tam znajduje. Louis krąży w stałym rytmie na swoich palcach i przez chwilę Harry jest oczarowany przez sposób w jaki przesuwają się w tę i z powrotem, niebywale łatwo, dopóki Louis nie powtarza rozpaczliwego jęku, wtedy Harry pokrywa jeden ze swoich własnych palców lubrykantem i wsuwa go wewnątrz chłopaka. Ciepło ogarnia jego palec i mimo wcześniejszej ingerencji Louisa, wciąż jest boleśnie ciasny. Jeden palec Harry’ego i dwa wcześniej dodane przez Louisa. Pocierając dłonią udo szatyna, by go zrelaksować, Harry stara się dopasować swoje tępo, rozciągając i rozciągając mokre ścianki tak długo, aż nie osiągnie punktu, w którym będzie mógł bezpiecznie pieprzyć Louisa. - Czy ty… Louis, jesteś tam? Mogę? – mówi Styles, wyrzucając z siebie słowa, unikając Louisa i starając się skupić tylko i wyłącznie na członku chłopaka, złym i czerwonym na jego brzuchu, tuż przed własnym nosem. Louis wyciąga ich palce na zewnątrz i szarpie włosy Harry’ego do chwili, gdy nie przenosi się on do góry, układając ciało wzdłuż rozłożonych siedzeń i szybko przyciąga go do siebie. Dach jest niski, co sprawia, że musi on niezdarnie pochylić szyję i Harry oplata jego talię, by go uspokoić. - Zamierzam. Zamierzam cię teraz ujeżdżać, dobrze? – pyta zdyszany szatyn, jak gdyby potrzebował wyjaśnienia. – Prezerwatywa? - Portfel –jęczy Harry i Louis sięga do tyłu po portfel schowany wśród porozrzucanych ubrań, znajduje prezerwatywę w głównej kieszonce, patrząc z uniesionymi brwiami. Nie mówi jednak niczego, lecz otwiera ją i gładko przesuwa wzdłuż długości Harry’ego. Zaraz potem znajduje lubrykant, który leżał pod ciałem Harry’ego i hojnie rozsmarowuje go na członku chłopaka. Nawet delikatny dotyk dłoni Louisa sprawia, że Harry płonie z pożądania, mruczy nisko i uzmysławia sobie, jak bardzo potrzebuje znaleźć się wewnątrz tego chłopaka. - Louis, Lou, dalej – mówi potrzebująco i Louis przytakuje, usadawiając się nad nim tak, jak tylko może, jego brzuch marszczy się lekko, gdy zmienia pozycję. Włosy Tomlinsona są mokre od potu, ma bałagan w oczach, a szyja i klatka piersiowa mienią się na brązowo. Wszystkie wewnętrze mięśnie jego ud zaciskają się na biodrach Harry’ego, kiedy kładzie on swoją małą dłoń na klatce chłopaka, a drugą łapie stojącego członka Stylesa i ustawia go na swoje wejście. Harry wstrzymuje oddech na niespodziewane uczucie mięśni wokół jego główki. Brwi Louisa marszczą się w koncentracji, oddycha powoli i by nie marnować więcej czasu, opuszcza się na dół i Harry może tylko patrzeć, jak cała długość jego członka znika w niezwykle ciasnym wnętrzu, nie wiedząc dłużej czy to on wznosi Louisa, czy Louis wznosi się sam. - Harry – dyszy chłopak, opuszczając biodra i marszcząc twarz. – Tak. Cholernie. Boże! Jesteś taki wielki. Ostatnie słowo jest sykiem, który wydaje, gdy pokonuje resztę drogi jednym płynnym ruchem. Harry jęczy, ręce mocno trzymają Louisa po obu stronach. Przez chwilę pośladki szatyna są po prostu ułożone na biodrach Harry’ego i wszystko, co może czuć, to pulsujący penis i mięśnie zaciśnięte na jego własnym, kiedy Louis stara się przyzwyczaić do wielkości i długości Stylesa. To zbyt wiele, zbyt dużo, zbyt ciasno, zbyt perfekcyjnie i Harry musi się uspokoić, by nie dojść zawstydzająco szybko. - Kurwa, Louis – jęczy Harry i wtedy szatyn pochyla się i całuje brodę, szczękę, policzek, dopóki Harry nie obraca głowy, by pochwycić jego usta. Pocałunek polega głównie na ocieraniu się ich ust i wymienianiu gorących oddechów, lecz daje im szansę, by odrobinę się uspokoić, pozwala im skupić się na czymś innym, niż miejscem, gdzie ich ciała są połączone i przyjemności, jaką odczuwają w dolnych częściach. - Zamierzam się teraz ruszyć, dobrze kochanie? – pyta Louis w jego usta, dając mu jeszcze jeden delikatny pocałunek i Harry ściska jego talię w bezsłownej aprobacie. Louis unosi się, tak wysoko, jak tylko jest wstanie bez ryzyka uderzenia głową o niski dach i umieszcza dłonie na brzuchu Harry’ego; oczy lustrują jego twarz. - Okej – mówi cicho. Harry patrzy z czymś w rodzaju podziwu, kiedy Louis unosi się ponad penisa i powoli opuszcza na dół, a potem ponownie gładko powtarza ruch. Paznokcie Tomlinsona wbijają się w brzuch Harry’ego, kiedy stara się złapać rytm, poruszając się z gracją i płynnością, która wydaje się niemożliwa w tak ciasnym pomieszczeniu. Każde pojedyncze przesunięcie, każdy ruch wywołuje skręt żołądka i Harry stara się, by jego własne biodra nie wyrywały się do góry. Louis bezwstydnie jęczy ponad nim, nie przejmując się ich niewygodną pozycją i ledwo dając Harry’emu czas na łapanie oddechu. - Harry – skomli chłopak, gorączkowo pracując na członku Stylesa. Strużki potu spływają wzdłuż jego obojczyków i przecinają wytatuowany napis, sprawiając, że miejsce błyszczy się niczym diament w słońcu. Harry chciałby być wystarczająco blisko, by je zlizać. – Kurwa, Harry, dalej! Nie musi mówić dwa razy. Podpierając się stopami na podłodze, Harry wzmacnia uścisk na biodrach Louisa i zaczyna pieprzyć go krótkimi, mocnymi pchnięciami, które powodują głośniejsze jęki i sprawiają, że chłopak opada na jego klatkę piersiową. Gdy opada na dół, pozwala sobie na ostry krzyk i to wydaje się być właściwe, kiedy Harry łapie właściwy kąt i uderza w jego prostatę. Louis jest genialnie, obezwładniająco ciasno owinięty wokół niego i tak bardzo, bardzo rozdarty. Nie chce tego kończyć, lecz z prędkością jaką narzucili i czując gorący oddech szatyna na swojej klatce piersiowej, i jego malutkie rączki ściskające jego boki, i ze sposobem w jaki jego ciało bierze cokolwiek, Harry nie daje mu; on wie, że nie będzie w stanie przedłużyć tej chwili zbyt długo. Sięga między ich rozgrzane ciała i owija ręką twardą długość Louisa. Wykonuje zsynchronizowane, gładkie i szybkie ruchy, które sprawiają, że mówi: – Jestem blisko, jestem blisko. Wtedy Harry trąca kciukiem mokrą główkę jego penisa i usta szatyna otwierają się w niemym jęku, marszczy brwi, wyciąga szyję i wręcz lśni od potu; gdy dochodzi i jest tak piękny, tak niezwykle piękny. Louis opada na jego brudną od spermy klatkę i ręce Harry’ego chwytają pośladki Louisa, kiedy wykonuje on zdesperowane pchnięcia, tracący rytm, gdy próbuje osiągnąć orgazm. I jest tak blisko krawędzi, że może zobaczyć zachodzące ciemności połączone z blaskiem. Louis wypuszcza zduszony krzyk, kiedy penis Harry’ego uderza po raz kolejny w jego prostatę, odruchową zaciskając mięśnie i to jest wszystko – Harry dochodzi mocno, pulsując w ciasnym wnętrzu. Kiedy i on osiąga spełnienie, Louis wciąż leży bezwiednie na jego klatce i może poczuć jego szalone szargania jego serca, niczym serce koliberka. Dłonie Harry’ego przemieszają się z posiniaczonych pośladków chłopaka, pozornie w własnej woli, i zaczynają kreślić wzory na dolnej części jego pleców, zapamiętując każdą krzywiznę kręgosłupa. Czuje się usatysfakcjonowany w sposób, w jaki nie czuł się już od dawna po seksie i nie tylko z powodu zatrzymania pracy serca. Mogłoby tak być, gdyż był na krawędzi wytrzymałości cały tydzień i w końcu znalazł uwolnienie, ulgę. Głównie jest jednak niezwykle zauroczony chłopakiem, co sprawia, że trudno mu oddychać. Ostrożnie, gdyż nie chce sprawiać większego bólu, niż to konieczne, Harry przekłada ich na drugą stronę i rozłącza, sprawiając, że Louis wzdycha w jego szyję. Owija jedną rękę wokół Louisa, by trzymać go blisko, drugą wciąż trzyma na dolnej części jego pleców, czując jak niepokojące trzepotanie w klatce piersiowej i powoli się uspokaja. Louis odchyla głowę i patrzy na niego z błogim, mglistym uśmiechem. Wygląda na nieźle wypieprzonego i niezmiernie z tego zadowolonego. - Cześć tam – mówi Lou, łącząc ich nosy razem. - Cześć – chichocze Harry, oczy śledzą krawędź delikatnej struktury jego kości policzkowych i lądują na ustach.
Usta Louisa wyginają się w uśmiechu, jak gdyby wiedział, jakie myśli są w głowie Harry’ego i pochyla się, by złączyć ich usta w ciepłym pocałunku. Wplątuje jedną z dłoni w dziko poskręcane loki Stylesa, drapiąc lekko tył jego głowy i ciągnąc lekko włosy na karku. To tak urocze i kojące, że Harry chce otrzymać tego rodzaju dotyk na całym ciele i mruczeć, jak zadowolony kociak, którym czasem określają go przyjaciele. Jego brzuch wydaje się mieć jednak inne plany i warczy upokarzająco, trochę zbyt głośno, jak na tak spokojną, małą przestrzeń. Harry opada na siedzenia i zakrywa twarz, jęcząc: – O mój Boże! Nie słyszałeś tego. Louis odrzuca głowę do tyłu i śmieje się, oczy marszczą mu się w kącikach, a brzuch faluje. On jest naprawdę cholernie uroczy, nawet jeśli śmieje się kosztem Harry’ego. - Zamknij się – marudzi Styles, lecz nie może się powstrzymać. – Jesteś takim dupkiem. Stało ci się dokładnie to samo wcześniej i ja nie powiedziałem ani słowa. - Nie było to jednak w czasie pocałunku po nieziemskim seksie, prawda? – mówi radośnie szatyn. Harry jęczy ponownie. – Nie możemy po prostu poprzytulać się jeszcze trochę i udawać, że to nigdy się nie stało? - Przepraszam, za późno. Mój obraz twojej osoby został całkowicie zrujnowany – tłumaczy Louis i Harry nigdy wcześniej nie zauważył, lecz może być coś diabelskiego w tych ogromnych, niebieskich oczach. – Nie ma opcji, bym określił cię ponownie nawet blisko seksownego. - Uważasz, że jestem seksowny? – pyta szybko Harry, zadowolony uśmiech barwi jego policzki, kiedy unosi się ponad Louisem. - Oj, spadaj – mówi Louis, odpychając go ze śmiechem. – Zjedzmy coś, zanim upokorzysz się jeszcze bardziej. Harry przytakuje, lecz nie porusza się, nie chcąc oddalać się ani centymetra dalej. – Wciąż mamy przekąski ze wczoraj. Nie mieliśmy szansy ich zjeść. - Tak, lecz ty chyba jadłeś coś innego, czyż nie? – śmieje się Louis, puszczając mu oczko i okej, nastrój zdecydowanie został zburzony. Harry tym razem wyciąga ze swojej torby paczkę chusteczek, by wyczyścić ich ciała i zatrzymuje się, zastanawiając, co zrobić z brudnymi chusteczkami i prezerwatywą, dopóki Louis nie proponuje, że mogą opróżnić plastikową torbę pełną przekąsek i włożyć to tak, jeśli jest naprawdę zaniepokojony w kwestii czystości. Louis krzywi się lekko, gdy zakłada ponownie ubrania, lecz odrzuca przeprosiny Harry’ego i propozycję pomocy i wyskakuje na zewnątrz, gdy kończy. Siedzą na masce samochodu z paczką czekoladowych ciasteczek, na które zdecydował się Louis, oglądając tworzący się korek wzdłuż głównej ulicy miasta. Louis sądzi, że byłoby zabawne nakarmić drugiego chłopaka, lecz kończy z próbą wepchania w usta Harry’ego tak wielu ciastek, jak tylko jest możliwe w jednym czasie i Harry musi czyścić swój sweter od okruchów, jak i maskę. Poprzez niekontrolowane chichoty, Louis stara się zlizać pozostałości z jego niezadowolonych ust i powinno to być odrażające, lecz Harry uznaje za słodkie. Wie, że powinni niedługo wyruszyć i, że Ed prawdopodobnie zastanawia się, gdzie on jest, lecz jakoś nie może zmusić się do przejmowania. Powietrze wypełnia się pierwszymi oznakami życia, lecz kiedy Harry opiera się o szybę swojego samochodu z Louisem przytulonym do jego boku, wszystko w tym momencie jest ciche, święte, niemal nieograniczone. - Jesteś naprawdę piękny – mówi Harry, być może po raz setny, lecz nie ma nic przeciwko powtarzaniu. - Jak możesz wciąż mówić takie rzeczy? – pyta Louis, patrząc na niego, zaskoczony. – Ledwo mnie znasz. Nie boisz się wyjść na zbyt… nie wiem, dziwnie otwartego? Harry wzrusza ramionami, bo dziwnie otwarty może opisywać go idealnie. – Niezbyt? Mam na myśli, że to prawda. Dobrałem się już do twoich spodni, więc nie jest to próbą podrywu. To komplement. Dlaczego miałbym trzymać to w środku? - Po prostu.. nie wiem – mówi ponownie Louis i tym razem śmieje się krótko, skupiając uwagę na trzymanym w dłoniach ciastku. – Ja… Nie przywykłem do tego. Dzięki, tak myślę. - Nie, to ja dziękuję tobie – mówi Harry, mrugając i Louis rzuca w niego ciastkiem. Chce rzucić następne, kiedy Harry łapie jego nadgarstek, zanim jest w stanie powtórzyć ruch, mówiąc stanowczo: – nie, nie rób tego ponownie, ty złośniku. Zaskakującą Louis słucha i ponownie opada na jego klatkę piersiową. Nie na długo, gdyż niecałą minutę później kręci się na swoim miejscu i szarpie przód koszulki Harry’ego. - Hej, więc słyszałem, że jesteś muzykiem, co? – mówi z błyskiem w oku. Harry unosi brwi. – Dobrze słyszałeś, jestem. - Więc zagraj mi coś, grajku – prosi, szarpiąc mocniej za brzeg koszulki. – Dalej, nie bądź nieśmiały. W innym razie nigdy tego nie zrobisz. - Umm – mówi Harry, pochylając głowę. – Co na przykład? - Oczywiście jedną z twoich piosenek, ty idioto – mówi z irytacją Louis. - Och. – Harry grał swoje piosenki wielu ludziom, lecz jest coś przerażającego w siedzeniu tutaj przed jednym, małym chłopcem z rozmazaną czekoladą w kąciku ust. – Okej, dobrze. Wstaje niezdarnie, potykając się kilkakrotnie w drodze do bagażnika, aby zabrać swoją gitarę, którą umieścił tam wczoraj. Gry wraca, Louis siedzi ze skrzyżowanymi nogami i szeroko otwartymi oczami pełnymi uwagi i prawie wraca ponownie do auta z jakąś głupią wymówką o zerwanej strunie lub złej pamięci. -Um – mówi ponownie, siadając na masce i zajmując ręce nastrajaniem gitany, nawet jeśli ma pewność, że wszystko jest w porządku. – Napisałem to ponad rok temu. Jest to jakby o mojej muzyce i wyborach jakie dokonałem i… - wzrusza ramionami – myślę, że zobaczysz. Louis kiwa, zachęcająco głową i kurwa, oni siedzą na środku pustego parkingu pod Asda i jedyną rzeczą, jaką może zrobić Harry jest wzięcie głębokiego oddechu i wyobrażenie sobie swojej piosenki, rozbrzmiewającej na samotnej wyspie, jaką stworzyli na oceanie asfaltu. Odchrząkuje i zaczyna grać, coś co przebrnęło przez te struny może milion razy lub więcej i już na zawsze zostało w jego pamięci. Coś o chwytaniu życia i cieszeniu się z niego, od samego początku. Śpiewa i ma to na myśli, nawet jeśli myśli, że tak nie jest
I’m swimming in fear, But be not afraid This love is my life And it consumes me
Ma zamknięte oczy, więc nie patrzy na Louisa, gdyż jest to sposób w jaki zazwyczaj gra. Więc kiedy kończy i podnosi powieki, jest niemal zaszokowany, widząc chłopaka tak cichego i wciąż skupionego w promieniach porannego słońca. - To było fantastyczne, Harry – mówi Louis i to brzmi tak szczerze, że Harry czuje jak jego twarz płonie po same uszy. – Naprawę jesteś niesamowity. Pewnego dnia będziesz sławny, wiem to. - Dziękuję – mówi cicho Harry, zwykle nie jest tak podenerwowany. Stawia gitarę na ziemi, w obawie, że mógłby ją upuścić. – Nie jestem naprawdę aż tak dobry, ale…
- Nie, naprawdę! – stwierdza Louis i umiejscawia dłonie na jego kolanach, jak gdyby było to niezwykle ważne, by Harry mu uwierzył. – Tak naprawdę nie wiem za dużo na temat muzyki. Naprawdę to w ogóle nic o niej nie wiem. Lecz wiem, że masz coś wyjątkowego. Wydaje mi się, że mógłbym patrzeć jak śpiewasz wiecznie. - O boże, proszę przestać - mówi Harry, w połowie się śmiejąc i łapiąc twarz w dłonie, po części, by uzyskać przepływ krwi w inne miejsca, po części by ukryć zażenowanie. – To znaczy, dziękuję, lecz… o boże. Louis przybliża się do niego, obejmując jego talię i układając podbródek na ramieniu Harry’ego. Kiedy chłopak patrzy w dół, dzielą go milimetry od jasnych, niebieskich oczu. Louis uśmiecha się w kierunku Harry’ego, jakby nie wiedział, kiedy się zamknąć. – Musisz przywyknąć do bycia chwalonym, Harry. Będziesz słyszał znacznie więcej w przyszłości, uwierz mi. Od innych artystów i producentów, i fanów i… I Harry po prostu musi go pocałować, teraz i tutaj. Więc tak robi, chwytając twarz chłopaka między dłonie. Louis pozwala się uciszyć, ochotniczo oddając pocałunek, ramię ciasno mając owinięte wokół talii Stylesa, a drugą ręką sięga do skrawka jego koszulki. Chłopak pasuje idealnie do boku Harry’ego i to sprawia wewnętrzy ból. - Postaraj się mnie zapamiętać, dobrze? – mówi po chwili Louis z głową opartą o ciało Harry’ego i sprawia, że serce chłopaka chce wyskoczyć z piersi. – Kiedy staniesz się naprawdę sławny. - Będę pamiętać. Obiecuję. Bo jeśli ma być szczery z samym sobą, Harry’emu nie wydaje się, że kiedykolwiek będzie w stanie zapomnieć Louisa.




