Gareth Jones – nieznana historia
Prognozy i przewidywania Gareth Jonesa sięgały daleko w przyszłość, niejednokrotnie prześcigając swą trafnością przewidywania najtęższych głów światowej polityki. Z Mirosławem Wlekłym autorem książki „Gareth Jones. Człowiek, który wiedział za dużo” rozmawia Tomasz Pawlik.
Fot. Dawid Żuchowicz
Tomasz Pawlik: Skąd pomysł na napisanie książki o Garecie Jonsie?
Mirosław Wlekły: Najpierw był pomysł na film. Amerykańska dziennikarka Andrea Chalupa napisała scenariusz i przyjechała z nim do Europy w poszukiwaniu odpowiedniego reżysera. Szybko dogadała się z Agnieszką Holland. I kiedy ta po raz pierwszy zdradziła ten pomysł publicznie, jeszcze tego samego dnia zareagował mój znajomy z wydawnictwa Znak. Redaktor Daniel Lis zadzwonił do Holland, spytał, czy twórcy filmu nie mieliby nic przeciwko, by jednocześnie powstawała książka o Garecie. I zdaje się, że byli z tego pomysłu bardzo zadowoleni. Bardzo mi pomogli i w każdej chwili mogłem liczyć na pomoc Chalupy, a także producentów filmu: Klaudii Śmieji i Staszka Dziedzica (który okazał się moim sąsiadem). Zapraszali mnie potem na plan filmowy do Krakowa czy do Szkocji. Wrażenia wspaniałe, choć moja książka nie miała bezpośredniego związku ze scenariuszem filmu. Obraz Holland jest fabularny i jak w każdej fabule należało wzbogacić ją elementami fikcyjnymi, na przykład wątkiem miłosnym, albo uprościć opis pewnych wydarzeń, jak podróży Jonesa do Moskwy, czy też oddać pewne elementy za pomocą symboli. Z kolei książka jest w stu procentach opowieścią non-fiction. Jako dziennikarz nie mogłem w niej sobie pozwolić na fikcję.
TP: Czy przygotowując się do pisania odwiedziłeś miejsca w których był Jones, m.in. w hotelu Metropol? Rozmawiałeś z Ukraincami, którzy pamiętali Hołodomor?
MW: Nie byłem w Moskwie, ale postanowiłem przejść śladem jego najważniejszej w życiu wędrówki. Od granicy z Rosją szedłem pieszo wzdłuż linii kolejowej aż do Charkowa. Po drodze odwiedzałem wioski i szukałem ich najstarszych mieszkańców. Wielu z nich pamiętało, co wydarzyło się w 1933 roku. W ciągu kilku dni udało się zebrać wiele ważnych relacji, w czym wielka zasługa Romana Romantsowa, który mi towarzyszył. To ukraiński historyk, który pochodzi z Charkowa, a od lat mieszka w Lublinie.
TP: Kim dla Ciebie jest Gareth Jones, niepoprawnym idealistą i marzycielem czy szaleńcem, niedojrzałym dzieciakiem?
MW: Marzycielem na pewno. Idealistą na pewno, nie powiedziałbym, że niepoprawnym. Szaleńcem na pewno nie. Był inteligentnym młodzieńcem o nieprzeciętnych zdolnościach obserwacyjnych i analitycznych. Jego prognozy i przewidywania sięgały daleko w przyszłość, niejednokrotnie prześcigając swą trafnością przewidywania najtęższych głów światowej polityki, niejednokrotnie będących w wieku jego rodziców czy dziadków. W wieku dwudziestu czterech lat wydawał już tak dojrzałe opinie, że nie powstydziłby się ich polityk czy dyplomata z kilkudziesięcioletnim doświadczeniem. Cóż, wspomniałem już, że był też marzycielem, wiadomo, że był młody i w związku z tym – tak mi się wydaje – dość brawurowy i naiwny. Nie dopuszczał do siebie myśli, że w kolejnej podróży przez świat grozi mu jakiekolwiek niebezpieczeństwo.
TP: Czy dotarłeś do rodziny Garetha? Jak oni postrzegają jego postępowanie? Czy w jakiś sposób pielęgnują pamięć o nim?
MW: Największa znawczyni jego działalności dziennikarsko-politycznej, jego siostrzenica zmarła jakiś czas temu. Skontaktowałem się z jej synem Nigelem, miło odpisał, zamierzałem go odwiedzić w Wielkiej Brytanii, jednak też nagle zmarł. Pozostali członkowie rodziny o wiele mniej już wiedzą o tej postaci. W Szkocji spotkałem się z młodszym bratem Nigela – Philem. Ten jednak obraził się na filmowców, a w związku z tym też na mnie, że w scenariuszu pojawia się scena, w której Gareth, nie wiedząc o tym, je ludzkie mięso. Nic takiego w rzeczywistości się nie wydarzyło, Jones o kanibalizmie podczas Holodomoru tylko słyszał, choć w pewnym momencie Wielkiego Głodu stał się dość powszechny. Chalupa i Holland chciały więc w ten sposób pokazać ten wątek dramatycznej historii Ukrainy. Pan Phil nie mógł się z tym pogodzić i postanowił więcej nie współpracować. Na prapremierze w Berlinie spotkałem jeszcze jego kolejnego brata – Grahama, który był z kolei filmem zachwycony. No i byłem w domu Jonów w Barry, w Walii. Mieszka już tam zupełnie inna rodzina. Ale wpuścili mnie do dawnego pokoju Garetha. No i zobaczyłem z niego ten wspaniały widok na Kanał Bristolski.
TP: Co było najtrudniejsze przy pisaniu tej książki?
MW: Po pierwsze, że wszystkie materiały źródłowe były w języku angielskim i właściwie przez rok w pracy w ogóle nie używałem polskiego. Po drugie – jestem reporterem, dotychczas zanim usiadłem do pisania musiałem coś przeżyć, spotkać żywych bohaterów, a w tym przypadku miałem do czynienia głównie z archiwaliami.
TP: Oprócz książki powstał film Agnieszki Holland przybliżający tą zapomnianą postać. Jak oceniasz film względem książki?
MW: Film jest genialny. I polecam w tym przypadku nietypowe podejście: najpierw obejrzeć film, a potem przeczytać książkę. Bo książka wiele do filmu dopowiada, sporo wyjaśnia. A obraz Holland? Wspaniały! Moim zdaniem bardzo celnie oddający charakter i losy Garetha. Niezły James Norton, który wcielił się w jego rolę. No i genialny Peter Saarsgard w roli nowojorskiego dziennikarza Waltera Duranty’ego.
TP: Czy wiesz jaki odbiór historia Jonesa ma na Ukrainie, Rosji, Wielkiej Brytanii i Ameryce?
MW: Na Ukrainie film okazał się wielkim sukcesem. W Kijowie na każdym kroku można było zobaczyć jego reklamy. Wszędzie ukazały się relacje prasowe, było naprawdę głośno. Poza tym na premierę na Ukrainie czeka moja książka, jest już przetłumaczona i wyjdzie najpewniej zaraz jak uspokoi się sytuacja z koronawirusem. Do kin brytyjskich film wszedł krótko przed wybuchem epidemii koronawirusa i chyba trudno oceniać tam jego odbiór. Premiera amerykańska z kolei miała być w kwietniu. Z kolei w Rosji filmu nikt nie zobaczy, chyba że w drugim obiegu.
TP: Książka o Garethcie Jonesie jest twoją czwartą publikacją? Którą z dotychczasowych książek cenisz najbardziej?
MW: Z każdą jestem związany na swój sposób i cenię z innego powodu. Jednak najwięcej serca i czasu włożyłem w „Raban! O Kościele nie z tej ziemi”. Zaczęła powstawać w 2013, ukazała się w ubiegłym. Aby zebrać do niej wszystkie historie, musiałem objechać pół świata.
Korekta: Katarzyna Leśniak












