Poznałem szczęście, wiem, czym ono jest, umiem o nim mówić w sposób kompetentny, znam również jego koniec i wiem, co następuje później.
„Czasem brak jednej bliskiej osoby sprawia, że świat zdaje się wyludniony", jak pisał Lamartine, choć słowo „wyludniony" zdaje się zbyt słabe, pobrzmiewając osiemnastowieczną głupotą, nie ma w nim jeszcze zdrowej mocy rodzącego się romantyzmu, prawda jest taka, że brak jednej bliskiej osoby sprawia, iż świat zdaje się martwy,
a człowiek umiera lub zamienia się w ceramiczną figurkę, wszyscy ludzie zamieniają się w ceramiczne figurki, idealne izolatory cieplne i elektryczne, i nic już nie może człowieka dosięgnąć z wyjątkiem cierpienia wewnętrznego, zrodzonego z rozpadu niezależnego ciała,
lecz ja jeszcze nie doszedłem do tego stadium, moje ciało na razie dobrze się spisywało, tyle że byłem samotny, rozpaczliwie samotny i nie czerpałem żadnej rozkoszy ze swojej samotności ani ze sprawnie działającego umysłu, potrzebowałem miłości, bardzo konkretnej miłości [...]









