— Apsik.
— Na zdrowie, dobrze się czujesz? Przynieść ci coś? Przygarnij mnie.
Interview Vampire Daily

Game Changer & Make Some Noise
Aqua Utopia|海の底で記憶を紡ぐ
Cookie Run:Kingdom Official!
𓃗

Jar Jar Binks Fan Club
Phantogram Three

izzy's playlists!
Cosimo Galluzzi
No title available
NASA
The Bowery Presents

shark vs the universe
Noah Kahan
TMBGareOK. The Official They Might Be Giants tumblr
Sweet Seals For You, Always
RMH

roma★
No title available

Kiana Khansmith

seen from Australia
seen from United States

seen from United States

seen from United States

seen from United States
seen from Venezuela
seen from United States
seen from Sweden

seen from United States
seen from United States
seen from Germany
seen from Indonesia
seen from Guatemala
seen from United States
seen from United Kingdom
seen from United States
seen from Saudi Arabia
seen from Brazil
seen from Australia

seen from Türkiye
@duajaia
— Apsik.
— Na zdrowie, dobrze się czujesz? Przynieść ci coś? Przygarnij mnie.
Powrót w deszcz, kocyk, film.
Impreza, na której nikogo nie znam i jestem osaczony. Wszędzie pełno butów i szykan, a ja się odwijam jak mogę. W panice szukam swojej pary, ale ubieram ciągle czyjeś - z natychmiastową reakcją właściciela i pretensjami przejmującymi do szpiku kości.
Uciekam w jednym swoim, a drugim czyimś, ale podobnym bucie.
Pogodzony z tym, że to nie mój. Byle poczuć ulgę, oddalając się z miejsca kazni.
Pierwsze sny od pół roku. Pomocną dłoń wysuwam, żeby urwać taśmę klejącą. Wgryzam się lekko, a ona okleja mi twarz i zasypuje brokatem włókna szklanego. Po chwili cały jestem skrępowany i pijany w trupa, całkowicie sparaliżowany.
Ktoś pyta rozbawionym głosem:
— I co, spuchły ci oczy?
Pół minuty niewoli w niewoli. Powolny powrót, zrywanie taśm. Ktoś leży naprzeciwko mnie – uśmiechnięty. Uśmiechnięta moja własna twarz, którą chciałem dotknąć jak hologram.
Odzyskuję władzę. Budzę się.
Moralność nie istnieje, kiedy pragnę uwagi. Wartości zmieniają się siedem razy do zachodu słońca. Wszystko, co czuję, nie wychodzi poza oddech – i zabiję cię słowem, gdy nie chcę widzieć.
To nie ja.
W pamięci mam dwie projekcje ciszy. Jedna była w pokoju moich dziadków, kiedy wszyscy byli gdzieś indziej i czymś się zajmowali – cisza i cykanie zegara ściennego w kształcie zegarka na rękę, w mosiężnym kolorze. Cisza ta była wtedy pozbawiona lęku, była jedynie przejrzystym, miarowym upływem czasu w specyficznym zapachu starych mebli i wsi za oknem. Wspomnienie to jest kojące, kojarzy mi się trochę z leżeniem na pustej plaży z zatyczkami w uszach. Druga cisza była u babci – tam zegar miał zwisające na łańcuchach obciążniki i kukułkę. Tamta cisza była inna: gęstsza i mniej przewidywalna.
Z mojego mieszkania z dzieciństwa nie zachowałem wielu wspomnień. Pamiętam, że po szkole nie wracałem prosto do domu, tylko szedłem odprowadzić kolegów i czekałem, aż wejdą do środka. Ja natomiast, z plecakiem pełnym stresu, chodziłem za nimi, będąc jednocześnie najjaśniejszym i chyba wyjątkowo cierpiącym, czekającym na egzekucję chłopcem.
Ranny ptak sam sobie wydziobuje pierze, co daje mu paradoksalne poczucie zmniejszania bólu przed ciosem kończącym. Niestadny okaz, w nafcie umazany – nie potrafi latać tak, jak by chciał, ale żyje myślą ową: „że bardzo zgrzeszyłem”.
Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina.
Niezdolny do odpowiedzialnosci ping-pong w strumieniu powietrza z suszarki obserwowany anorektycznym okiem pustym jak on. Te oko już nie wróci, zamknęło się bez poczucia winy i wstydu, odwraca się idzie w swoją stronę ważnych spraw a cieple powietrze męczy.
Krzyk wrażliwego chomika – wypadł z kółka po raz trzeci. Dzwoni Irena: „Gdzie dokumenty?”. „Panie chomik, ile razy pan będzie mówił to swoje sory?”. No, sorry. Rozłączył końcówkę na dwa-dwa. Wstaję: kawa, stres i patrzący pies. Celów brak, smaku brak. Prawa łopatka wyżej, cień rzucam jak podium. Serce na czwartym, a ja znowu myślę piątym.
Zacznę czytać... znaczy pytać, zacznę prykać. Ale dobra herbatka!
Prostata zamiast przysadki od dziecka coś nie halo. Lęk przed uduszeniem pod kocem, teraz lęk przed odrzuceniem... Nawet przez krzywe spojrzenie psa czuję się jakoś nieswojo. Związków kopa, zawartych ot tak, od kopa. Każdy identyczny, zwieńczony kraterem gotowym na wypełnienie nowiutkim, pachnącym ciałem. Karma z wagin... A jak jest stabilnie, to znowu czuję się nieswojo – zupełnie tak, jakby ten pies łypał. W życiu piękne są tylko chwile. 💁