Chcę troszkę umrzeć
ta reszta to brak odwagi

titsay

PR's Tumblrdome
RMH
Three Goblin Art

★

Kiana Khansmith

oozey mess

No title available
Jules of Nature

Janaina Medeiros
🪼
DEAR READER
NASA
Sweet Seals For You, Always
No title available

tannertan36
2025 on Tumblr: Trends That Defined the Year
ojovivo
dirt enthusiast
h

seen from United States
seen from Italy

seen from Canada

seen from Singapore

seen from Italy

seen from United States

seen from Singapore
seen from Türkiye

seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from Germany
seen from Italy

seen from United Kingdom

seen from India
seen from Singapore
seen from United States

seen from United States
seen from Switzerland
seen from Mexico
@duszapoety
Chcę troszkę umrzeć
ta reszta to brak odwagi
Kwiecień
Umieram do pianina. Mogę umrzeć w maju z uśmiechem na twarzy, obserwując bezradność egzaminującego, albo mogę umrzeć do pianina. Miesiąc w tą. MIESIĄC. Izabela postanawia umrzeć.
Tylko napiszę konspekt
Tej śmierci.
Żeby była sensowna.
Bredzę/ umieram
do pianina.
#3
Załatwiać służbowe sprawy w kawiarni, oglądając z boku osiemnastkę. Wystają mu z marynarki mankiety w biało-niebieskie paski. Niech czuje się jak marynarz. Niech spływa.
#2
Pani ma wzrok spuszczony na gazetę, tak nie można. Zwłaszcza gdy się chodzi.Czerwony sweter, jakieś okropne rajstopy i Gazeta. Czerwony sweter, tak napisałam? Ma do tego różowy cień do powiek.
#1
On ogląda jej długopis
umieram z zazdrości
Jestem gdzieś pomiędzy walką z samotnością i walką o samotność.
Jemy
Ością delikatnie
wygnij mnie do przodu
nałóż na widelec
z pożądaniem
okręcając wokół
konsumując ten związek.
Upiecz delikatnie
dotykiem nim ostygnę
za szybko wystawiona na próbę
zgrabnie całując niezgrabne.
Skosztuj, kosztuj
dopóki jeszcze nasz czas na
posiłek.
Głosy
Widziałam go dzisiaj. Widziałam i żył. Siedział nawet. Przez ułamek sekundy widziałam go raz, pierwszy. Obok niego leżała sportowa torba. Nigdy takiej nie nosił na spotkania ze mną. Może dlatego, że nigdy u mnie nie był w drodze na siłownię. W bluzie. Z włączonym laptopem na czymkolwiek. W przejściu. W BUWie. W słońcu świeżego lutego. Wyglądał zupełnie jak człowiek, nieznośnie człowieczy widok zbił mnie z tropu. Tak stanęłam i nawet odwróciłam się. I nawet tabletki jakby zostały już przetrawione. Znowu nie oddychałam. Patrzeć czy się schować. No idź, odwróć się, nie stój jak głupia. Ludzie idą. Idź z nimi. Przestań. No głupia. Bardzo nawet.
Wyglądał niewinnie. Jakby nigdy mi nic nie zrobił, jakby wszystko co przeżyłam było snem, a on nie był tym, kogo znałam, tylko kimś...innym. Pochylał się tak jak miał to w zwyczaju, szyja też tak samo wyprofilowana, ręce schowane, dobrze, nie widziałam tych rąk zabójczych, tych morderczych, wielkich rąk, łapczywych. Złych. Nie widziałam. Tylko plecy.
Drugi raz widziałam go gdy szedł. To był jego teren. Nie miałam prawa tam przebywać. Wchodziłam po schodach, rozmawiałam z drugą marą, śmiałam się nawet. I znowu brak tchu. I znowu on. Nie czułam nic, tylko przez serce przebiło mi się wspomnienie paru wieczorów, paru spotkań z książkami w rękach. Nie zauważył mnie. Byłam tuż obok.
Szedł długim korytarzem. Odwróciłam się znowu. To był on. Widzisz? Ale kto. No jak to kto, on. Tu. Znowu. Czyli jednak go widziałam. Czyli jednak to nie były zwidy. To był on. I idzie sobie spokojnie, obserwuj go. Idzie i nie widzi, nie słyszy.
To on
to on
a jutro kolejny dzień tam
kolejny.
za dużo
wydostańmy się zza tego muru nienawiści
spoglądajmy na innych kątem oka
i mówmy
a nam to źle
za dużo nam wolno.
za dużo wymagam od życia
chcę szczęścia
cienie gromadzą marną cząstkę kurzu chciałabym iść lecz przywiązana do przeszłości widzę tylko to czego nie zasłaniają ręce potrzebuję miłości chcę jej więcej, więcej
chusteczki walają mi się po ścianach po łóżku nad pościelą przelewa się fala zalewa myślami dziury w myśleniu o tym, że za wiele, żeby pozbyć się problemu
2111
Szlaczki przeróżne włączam w swoją działalność dla dobra pingwinów z Madagaskaru nieistniejących.
Świt taki piękny, świt to krem. Nic więcej. Odblask na kostkę na kolano i ahoj przygodo na ulicę Ł popatrzeć na światła
ciągnika i usług hydraulicznych
śmiesznego radiowozu.
Bon apetit, jem pinezki, jem spinacze, muszę zebrać się w sobie, więc Que aproveche!
A.
To znaczy, że ja nie mam już poczucia A z tego przeczucia, z przekonania, wychodzę z opuszczoną głową a czy mam wybór czy nie czwartki takie ciemne.
A starałam się, A to dla Ciebie wszystko, wyginam palce w złą stronę i uświadamiam sobie w tej ciemności, że nie poznam Twojego życia.
Kłuje mnie coś, źle się czuję i wszystko bardzo zawoalowane bym mogła przyjrzeć się swojemu życiu kogoś innego.
Jestem żywa tak czy siak Poznań zagłębiem mojej czułości niedoznanej, A czy to znaczy, że kawa na zawsze i wszędzie? I w głowie i w pocie, w gorącu i mrozie, w złym i dobrym - kubku?
A potrzebowałam Cię, teraz już nie wiem. Nie odpowiadam na żadne pytania A to okno to brudne me oko paskudne wlepia się w nie złudnie podając mi na deser światło uniesień i kołysze mną A krzyczałeś przez dzień w bezchmurną noc.
Marznę nad książkami. Muzyka wyznacza coś rytmem. Krąg. Świece. Umysł zamknięty w butelce ,,Na teraz". Umysł już, umysł raz. Kostki strzykają, plecy palą, usta drżą. Opieram rękę na powietrzu. Światło to nie to - niezdrowo. Fabryka i ja, cała ja we łzach. Jak zwykle emocji więcej niż pracy. Nie nadaję się nie nadaję. Matura. Październiku już listopad. Kolory na świecie a ja - biały i tusz.
Zaraz będę gotowa, tylko tydzień, dwa, nie już. Już nie, już nie mogę.
Oszaleć można.
[29/10/13]
Otumaniam się i za nasze czasy tańczę, tańczę, tańczę. Och jak słodko jest - niedolo - odwracać się od ust ukochanego, być pod wspólną płachtą ciemności i pod nią czule czepiać się granic koleżeństwa i błagać czas o wyrozumiałość!
Szczęśliwy ten, który komplikacji ma tyle ile znani mi konserwatyści cukru w herbacie. Jakaś droga pociągnęła mnie ku młodości i włada mym umysłem, gdy włosami bawię się pod światłem i na historii staram się uśmiech mój z jego ustami skleić. W wyobraźni.
Parę godzin dzieli dziewczęcość od kobiecości, parę minut pożądanie od miłości - (telefon zupełnie niepotrzebnie halo ach to ty znowu ty rzygam tym och to tak nieładnie nie wybaczaj mi)