Nic mnie tak nie wkurwia, nic mnie tak nie obrzydza jak nieustanne wylewanie (wynikających ze stosunków klasowych w społeczeństwie kapitalistycznym) frustracji i resentymentu na klasę niższą od swojej własnej i obwinianie klasy niższej od swojej o wszelkie niepowodzenia i życiowe uciążliwości. Robią to moi znajomi, robią to moi przyjaciele, robią to członkowie mojej rodziny, robi to bez mrugnięcia okiem dzień w dzień moja własna matka i ojciec.
Jakaś atawistyczna, zwierzęca wręcz zawiść i złość na tych, co: zapierdalają mniej od nich, dostają coś czego oni nie dostają, płacą za coś mniej, niż oni - a przy tym (w ich oczach) - nie posiadają ani uzadnienia, ani kompetencji, ani kapitału do tego, żeby się tak działo. Jest to wycie zranionych ideałów merytokratyzmu. Ktoś nie jest tak kompetentny, jak ja - a jednak ma coś, czego nie mam ja, dostaje coś, jest mu pod jakimś względem lepiej niż mnie. Ta zwierzęca, wykrzywiająca twarze złość zawsze, ale to ZAWSZE jest skierowana wobec ludzi z niższej klasy: zazwyczaj tych o klasę niższych niż własna, nierzadko wszystkich o niższej pozycji klasowej, od bezdomnych żebraków do niższej klasy średniej. Wszyscy są winni, wszyscy są odpowiedzialni, wszyscy są wrogami. Dochodzą do nich jedynie abstrakcyjni, niezidentyfikowani "politycy przy korycie" i w niektórych przypadkach Żydzi.
Jest to dyskurs oparty na naiwnej, dziecięcej zazdrości, na dziecięcym poczuciu niesprawiedliwości, na kategoriach zranionego honoru, zranionego poczucia miłości własnej w ramach własnej klasy. Jak śmią ci z niższej klasy mieć pod jakimkolwiek względem lepiej niż ja? Przecież są z niższej klasy! Co automatycznie ma oznaczać - im MUSI pod KAŻDYM względem być gorzej, i bardzo dobrze, bo sami są sobie winni, a przy okazji (tego już głośno się nie mówi) na poczuciu wyższości wobec ich cierpienia i trudnej sytuacji (a także niewysłowionym poczuciu ulgi, że to jednak nie my) buduję poczucie własnej wartości w ramach mojej klasy.
Szukacie pasożytów nie tam, gdzie trzeba.
Dlaczego mnie to tak wkurwia i dlaczego mnie to obrzydza: ludzie, którzy to robią, sami pochodzą z klas niższych i łutem szczęścia znaleźli się akurat w pokoleniu, które wspięło się o klasę niżej. W większości przypadków nie dzięki sobie, tylko swoim rodzicom, którzy skorzystali na transformacji. Po drugie: mają we własnej rodzinie, pracy, kręgu znajomych ludzi z niższej klasy. Przez co stosują podwójne standardy, zupełnie jak moja imigrancka rodzina, która siedząc w swoim domu w Anglii najeżdża na imigranckie rodziny tylko że z innych narodów. Po trzecie: cieszcie się, że ludziom z niższej klasy nie zechciało się do tej pory przeciw wam zbuntować. Dopiero będziecie płakać, jak klasa posiadająca ich zrekrutuje do bojówek i struktur (jak policja i wojsko), których użyją wobec was. Po czwarte: ludzie, którzy wychowali mnie w chrześcijańskim systemie wartości i etyce - moja własna rodzina - plując na klasę niższą pluje na etykę, w której mnie wychowała. Poziomu tej hipokryzji nie mogę znieść.
Tę samą logikę, te same metody stosuje się wobec uchodźców: a dlaczego mają iphony, a dlaczego mają drogą kurtkę, a dlaczego powiedzieli to i tamto, a dlaczego nie spędzają całego czasu całując na kolanach czubki naszych butów? To jest ten sam rodzaj obrzydliwego odbierania ludziom prawa do godności, prawa do podmiotowości, prawa do zabezpieczania własnych interesów.
Tak, to prawda, że spędzacie całe życie utrzymując bandę nierobów. Ale ta banda nierobów to nie rodzina z piątką dzieci, która pobiera zasiłek, tylko właściciele firm, dla których wypruwacie sobie żyły i którzy nigdy, przenigdy nie wynagrodzą was odpowiednio do wykonanej przez was pracy.
Tak, sam już kilka razy zostałem wykorzystany przez ludzi z niższej klasy (zaszantażowany do zrobienia im zakupów). Ale nie będę kierować swojego gniewu wobec nich - ani wobec siebie: ja nie chcę żyć w kraju, w systemie, w którym istnienie takich ludzi jest w ogóle możliwe. Chcę żyć w kraju, w którym nie będzie w ogóle warunków do tego, żeby biedny człowiek musiał szantażować kogokolwiek, żeby zrobił mu zakupy. Rozumiecie, jak jestem straumatyzowany, jak bardzo NIE chcę, żeby taka sytuacja się powtórzyła, żeby w ogóle nie było możliwości jej zaistnienia? Można to osiągnąć tylko przez reorganizację systemu: sprawiedliwego i niewykluczającego podziału dóbr, dochodów, gwarancji, zabezpieczeń.
Ludzie są z założenia, domyślnie wychowani do bycia apologetami. Dlatego wszyscy reagują tak alergicznie, tak histerycznie na krytykę obowiązującego systemu społeczno-gospodarczego. Kiedyś wieszali za krytykę monarchii, dziś rzucają się na ciebie, kiedy choć powierzchownie zakwestionujesz oczywiste jak powietrze dla nich dogmaty neoliberalne: państwo jest złe, podatki są złe, politycy to złodzieje, mnie polityka nie interesuje, licz na siebie, nie ufaj nikomu, nie dziel się z nikim, zmień pracę, weź kredyt, to twoja wina, że ci się nie udało, nie bądź konfidentem, rodzina jest najważniejsza, zapierdol jest najwyższą formą ludzkiej aktywności, wszystko co nie jest zapierdolem, jest pasożytnictwem na ich krwawicy, jestem dumny z mojego kraju, chociaż nawet nie wiem, za co. Rozerwą cię na strzępy za samo wskazanie, że istnieją jakieś wtrenowane w nas przez wychowanie zasady myślenia, kryteria "normalności". Samo uświadomienie, że można się zastanawiać nad swoją pozycją w społeczeństwie, że można dokonać oceny stosunków społecznych, oceny systemu gospodarczego - samo w sobie jest już niebezpieczne. Ludzie od niemowlaka są wytrenowani do bycia zażartymi obrońcami systemu, w którym się urodzili. Potrzeba dużej akumulacji kapitału kulturowego i społecznego - przy dodatkowym kapitale czasu - żeby można było uzyskać samo-świadomość i nauczyć się być krytycznym wobec rzeczywistości zastanej. Żeby uświadomić sobie swoje zanurzenie w Hejmie. A potem żeby zacząć ten Hejm porównywać, oceniać, wyobrazić sobie inny. Wtedy możemy przejść z Hejmu do prawdziwej Warsy. Jest jednak poziom pośredni - poziom połowicznej - a zatem fałszywej - świadomości. To tu zatrzymują się ci, którzy czują, że z systemem jest coś nie tak, czują frustrację, czują resentyment - ale po pierwsze, nie potrafią tego nazwać, używają pojęć, których nie rozumieją (frustrujące doświadczenie życia w globalnym kapitalizmie nazywają socjalizmem), albo kierują swój słuszny gniew zupełnie nie tam, gdzie go trzeba - na przykład w nieskończoność jak roboty oskarżając o wszystko wyobrażonych przedstawicieli klasy ludowej (niższej), którym zarzucają zbrodnię pobierania renty, utrzymywania się ze świadczeń socjalnych itp - innymi słowy skupiają uwagę na zjawiskach albo marginalnych albo wprost nieistniejących, sztucznie wykreowanych w ich umysłach przez profesjonalnych strażników systemu (kreatywów pracujących dla państw i korporacji), po to żeby nie mogli poświęcić swojej energii i uwagi na walkę z prawdziwym wrogiem ich klasy, na zlikwidowaniu prawdziwej przyczyny ich nieszczęść i frustracji - czyli systemu wyzysku i ekstrakcji wartości dodanej.
Pierwszy poziom to tłumaczenie problemów systemowych przez matrycę spiskową (wyraz niezdolności do myślenia w abstrakcyjnych kategoriach). Drugi poziom to tłumaczenie problemów systemowych tylko przez indywidualne wybory jednostki, przez psychologizowanie, internalizowanie, przez dopuszczanie jedynie indywidualnej winy, indywidualnej odpowiedzialności.
(Wstawić 1 kwietnia) Jestem nacjonalistą, dlatego chcę, żeby podatki były jak najwyższe. Chcę, żeby wpływy do budżetu MOJEGO państwa były jak najwyższe. Chcę, żeby MOJE państwo było jak najsilniejsze i miało jak najlepsze usługi publiczne. Chcę, żebyśmy mieli jak najlepsze NARODOWE szpitale, szkoły, pociągi, elektrownie, wodociągi, odnowione zabytki. Jako nacjonalista nie chcę, by ktokolwiek z mojego NARODU był kiedykolwiek bezdomny. Co to za naród, który swoich synów i córki skazuje na bezdomność? Z naszych podatków finansowane NARODOWE, POLSKIE filmy, muzykę. Dobre, bo POLSKIE. Zgadzamy się, prawda? Z podatków finansujemy nasze wspaniałe, dzielne WOJSKO. Naszą POLICJĘ. Uwielbiamy nasze wojsko, naszą dzielną policję prawda? Cóż byśmy bez nich zrobili? Co byśmy poczęli, gdyby ich nie było? Każdy, kto sprzeciwia się podatkom, jest kosmopolitą, globalistą, rozmemłanym bezpaństwowcem, zdrajcą NARODU.
Jestem konserwatystą. Dlatego zależy mi na konserwacji środowiska i klimatu. Jestem chrześcijaninem. Dlatego sprzeciwiam się czczeniu bożka mamony, fałszywych idoli bogactwa, złota, chciwości, balcerowiczowizmu. Jestem chrześcijaninem, dlatego uważam, że każdemu człowiekowi należy bezinteresownie pomagać.
"Nie można być naprawdę wolnym, jeśli nie jest się ŚWIADOMYM". Do refleksji wszelkim wolnościowcom. Natomiast: świadomość jest potrzebna do zmian społecznych - a reakcjonistom, apologetom, drobnomieszczaństwu na zmianach nie zależy - a więc w ich interesie nie jest, by ludzie (i oni sami) byli świadomi. Dlatego każdą próbę uświadomienia z miejsca traktują jak osobisty atak (na swoją klasową i społeczną pozycję).
1/3 produkowanego na świecie jedzenia się marnuje. Jednocześnie 800 milionów ludzi cierpi głód. Każdy z nas wyrzuca do kosza rocznie 3000 złotych. Podobno żyjemy w najlepszym systemie ze wszystkich. Wyjaśnijcie mi to, drodzy wolnorynkowcy, przedsiębiorcy, wolnościowcy. Co proponujecie. Czekam.
Foodsharing w Warszawie uratował 92 tony żywności. W całym kraju marnujemy 3 miliony ton rocznie. 184 bochenki chleba każdej sekundy wyrzucane są do kosza. Blisko 2 miliony osób w Polsce żyje na granicy ubóstwa, czyli ma 600 zł miesięcznie na utrzymanie. Oddolna, anarchistyczna inicjatywa. Choć są też od 1993 (Kuroń) banki żywności (pierwsze założone przez emerytowanego biznesmena w Arizonie w latach 60). Ale to jest tylko doraźne remedium. W dłuższej czasowej perspektywie konieczna jest reorganizacja sposobów produkcji, dystrybucji i konsumpcji żywności.
Konserwacja żywności. Kiedyś wszyscy żołnierze byli pijani, bo pito wodę z dolewką alkoholu. Wędzenie. Weki wymyślono na konkurs Napoleona, który ogłosił go przygotowując się na wojnę przeciw Rosji. Konserwy wymyślono w Anglii, Lord Canning (can). Sterylizowano wysoką temperaturą, ale nie rozumiano jak to działa. W 1864 Pasteur odpowiedział na konkurs winiarzy. Potem konserwowano chemicznie formaldehydem - smakowało potwornie, więc Heinz wymyślił keczup. Mrożenie niszczy smak. Pasteryzacja termiczna zabija witaminy. Paskalizacja - utrwalanie za pomocą wysokiego ciśnienia. Rybę można sfiletować ciśnieniem. Po ciśnieniowaniu nie ma bakterii, pasożytów, listerii - paskalizuje się owoce morza, żeby uniknąć zatrucia. Powstało prawo, że obowiązkowo trzeba ciśnienizować. Można wszystko, co ma wodę. W karkówce kruszeją tłuste części. Można na zimno gotować mięso. Mleko kobiece po ciśnieniowaniu wytrzymuje 2 tygodnie w lodówce i zachowuje wartości odżywcze. Ta technologia dodaje do 1 litra produktu 1 euro wartości. Dlatego nie jest tak popularna, bo jest droga. W krajach Zachodu ludzie wiedzą, że lepiej zjeść mniej, a lepszej jakości. Na zachodzie dofinansowują zakup maszyny, a potem dopłacają. Jednak gdybyśmy nie konserwowali jedzenia chemicznie, mielibyśmy puste sklepy. Konserwacja elektryczna - perforowanie błon komórkowych - soki są lepiej strawne.
Badania uwarunkowań sądów moralnych - poznaniacy a Masajowie. U Masajów wyrzucenie jedzenia jest jak uderzenie kogoś kijem. Najwięcej marnują ci, którzy żyją samotnie. To alienacja od pola, od procesu produkcji sprawia, że marnujemy. Zamiast hejtować kogoś, kto nie jest "less waste", lepiej zaprosić go na obiad.
Zuboff. Kapitalizm inwigilacji to nowy porządek ekonomiczny, który uznaje LUDZKIE DOŚWIADCZENIE za DARMOWY SUROWIEC do ukrytych handlowych praktyk wydobycia, prognozowania i sprzedaży. Jest to również PASOŻYTNICZA LOGIKA EKONOMICZNA, w której wytwarzanie towarów i usług jest podporządkowane nowej globalnej architekturze modyfikacji behawioralnych. To niegodziwa mutacja kapitalizmu, naznaczona koncentracją bogactwa, wiedzy i władzy niespotykana w historii ludzkości.
Takie są FAKTY. Facts don't care about your feelings. Moi i twoi przodkowie harowali całe życie, od dzieciństwa do śmierci. Nie mieli wakacji, szkoły, studiów, emerytury, urlopu, L4. Harowali na polu, przymierali głodem, mieszkali w lepiance ze zwierzętami, byli brudni, śmierdzieli, a potem umierali na łatwo zapobiegalną chorobę. Byli brudni, bo nie było czegoś takiego jak miejskie przedsiębiorstwo wodociągów, było im zimno, bo nie było czegoś takiego jak elektrociepłownia. Nie zostało po nich nic, a potem zostali zapomnieni, bo ich potomkowie nie potrafili pisać. Takie są FAKTY dotyczące przeszłości każdej i każdego z nas.
Na realizm kapitalistyczny odpowiedzią nie może być rozpacz i samobójstwo (co zrobił Fisher), odpowiedzią musi być "yes, and". Polskim odpowiednikiem było by "Ta? To zajebiście" i działanie dalej.
Asymetria wiedzy i władzy. Wiedzą o nas więcej, więc mogą nami lepiej manipulować.
Fb i google zarabiają rocznie 6 mld zł na danych Polek i Polaków, a wpłacają z podaktów do budżetu 24 mln, czyli mniej niż 0,004% tego, co zarabiają. I to już nikogo nie wkurwia? To już nikogo nie obchodzi, co? Nie, wam łatwiej, przyjemniej jechać po chochole rodzin z dziećmi dostających 500 plus. Łatwiej się wkurwiać na żebraka, któremu nie podoba się bułka, którą mu kupiłaś, niż na abstrakcyjne proporcje zarobków technokorpów do wpłaconych przez nich podatków.
"Nie musisz mieć konta na fb, jak się nie podoba to skasuj" - to najbardziej opresyjny sposób argumentacji. Albo się zgadzasz na 100%, albo do widzenia. Nie ma miejsca do negocjacji, to nie jest umowa, tylko cyrograf. Dziś kapitał nie musi się o nas starać, to my musimy się do niego dostosowywać. Prywatyzacja prawa: techkorpy są policjantem, sędzią i prawodawcą: cenzurują, banują i nie ma odwołania, a oni nie ponoszą odpowiedzialności. (to dlatego potrzebne nam jest państwo, w którym są mechanizmy społecznej kontroli i odpowiedzialności!!!). Uberyzacja, gig economy, życie w nieustannej niepewności. Mamy prawo do posiadania konta na fb, a jednocześnie do ochrony naszych danych.
Co jest pocieszające: to nie jest stan natury. To nie prawa fizyki. To przez ludzi zostało zaprojektowane. A zatem: przez ludzi można to zmienić.
Jak stawiać realne oczekiwania: sobie, partnerowi, rodzinie, światu. Piotr Stankiewicz - reformowany stoicyzm.
Nuda się stała luksusem. Nuda jest niepożądana w społeczeństwie konsumenckim i zapierdalające.
Społeczeństwo konsumenckie i zapierdalające. Jak nie konsumujemy, to zapierdalamy, a jak nie zapierdalamy, to konsumujemy. Takie jest społeczeństwo polskie. Kultura weszła nam w naturę. Łowcy-zbieracze poświęcają na zdobywanie pożywienia około dwóch godzin dziennie. Resztę czasu przeznaczają na odpoczynek, socjalizowanie się, rozmowy, wymyślanie historii, taniec - czyli sposoby nicnierobienia. Dopiero cywilizacja oparta na rolnictwie nakazała nam ciągłą, nieustającą pracę. Imperatyw kulturowy, żeby pracować więcej, bo nie wystarczy nam ze zbiorów, został wykorzystany przez kapitalizm, żeby wykorzystywać pracownika. Dlaczego mamy pracować 4 godziny, skoro możemy pracować 10, 12 godzin dziennie. W XX wieku były próby tego ograniczenia - dzięki ruchowi robotniczemu wprowadzono zasadę 8 godzin pracy. W XXI wieku zasada ta została unieważniona. Kapitalizm robi wszystko, żeby przemycić naszą pracę do czasu wolnego, wypełnić (najlepiej nieodpłatną) pracą każdą chwilę naszego życia. Wykonujemy "obowiązki konsumenckie", żeby PKB rosło. Społeczeństwo, które nie może nic nie robić. Strach przed pustką. W obecnym systemie mamy biec. Żeby nie widzieć płonących lasów, ludzi, którzy umierają tuż za granicą. Biec, zapierdalać, konsumować. Nuda jest jak ból. To sygnał alarmowy. Ból jest wartościowy jako sygnał (a cierpienie?).
Kapitalizm polega na tym, żeby ciągle tworzyć kryzysy nadprodukcji. To jest clue tego systemu: nieustający kryzys nadwyżki. Nadwyżkę trzeba opchnąć - więc musisz mówić innym, żeby biegli, jedli, kupowali, żeby żyli w nieustannym FOMO (sam jestem tego winny jeśli chodzi o imprezy). Rezygnacja, ograniczenie się: wyzwalający bunt i ulga. Być człowiekiem przyzwoitym: wobec innych ludzi, wobec świata i planety jako integralna część ekosystemu.
Przyznaj przed sobą uczciwie, czego tak naprawdę chcesz? Nie zostaliśmy nauczeni, żeby to identyfikować, żeby się przyznawać.
Potrzeby są ograniczone. Da się je zaspokoić i znikają. Pragnienia są nieoograniczone. To na pragnieniach stoi kapitalizm: na pragnieniach nieskończonego. Potrzeba jest konkretna: zjeść. Pragnienia są nieokreślone. Każde pragnienie rodzi nowe pragnienie.
My stworzyliśmy kapitalizm, my możemy go przedefiniować. Nie muszą nam dyktować rytmu i sensu życia kapitaliści, bankowcy i ekonomiści.
Georg Zimmel: nuda jako mechanizm obronny przed przebodźcowaniem życia w nowoczesnym społeczeństwie, mieście. Blase - obojętność na nadmiar bodźców.
FreeShop w Poznaniu. Freeganizm i jadłodzielnia a dieta pudełkowa (dwie skrajności - dieta pudełkowa jako najbardziej korporacyjna, wyalienowana, odczłowieczona, pozbawiona godności forma żywienia. Potrzeba estetyki w jedzeniu). Nic nie kupuj, wszystko masz. Nic nie rób, wszystko masz. Społeczeństwo przesytu. Możemy sobie pozwolić na to, żeby się zatrzymać. Ogranicz swoje aktywności do tych, które tak naprawdę lubisz. Zastanów się nad tym, co tak naprawdę lubisz robić.
Mniej oczekiwać. Obecna kultura nam wmawia, że musimy ciągle czegoś oczekiwać (to przeciwieństwo tego, o czym mówi Dukaj w esesju o stopniowej likwidacji nadziei). Przeciwdziałaj planowaniu tego, co będziesz robić. Plany trzymają nas przy życiu, ale za dużo oczekujemy. Wyolbrzymione oczekiwania przynoszą nudę i rozczarowanie. Zbij gorączkę oczekiwań. Zacznijmy życzyć sobie dobrego bycia.
Krytyka długów Gierka jest ahistoryczna, liberałowie zawsze powiedzą "głupi frankowicze, mogli przewidzieć co się stanie", za Gierka nie można było przewidzieć stanu wojennego, zimy stulecia, plus państwa zachodnie same wciskały kredyty
Są dobre argumenty w obronie długu publicznego, ale Gierek jest najgorszym argumentem. Plus długi rządu Morawieckiego są zupełnie innej natury niż długi Gierka.
Gierek stworzył klasę społeczną która dziś pamięta go najgorzej (PRLowską klasę średnią która potem entuzjastycznie poparła Balcerowicza)
Były badania czy możliwy jest konsumpcjonizm socjalistyczny? Wyszło że nie, to był przejaw tendencji globalnych. To, co stało się niechcący - okcydentalizacja. Na koniec lat 70 nikt nie był zadowolony, bo ci, co jeździli na zachód, widzieli że ich odpowiednicy o tym samym wykształceniu żyją na wyższym poziomie, a ci niżej widzieli, że ci wyżej, co jeżdżą, mają się lepiej od nich.
To Gierek sprawił, że polskie elity przestały być skromne, obudził w nich aspiracje, chciały się nachapać.
To Gomułka chciał zbudować narodowy autarkiczny komunizm, Gierek powiązał Polskę ze światem, wplątał w globalizację.
Dekomodyfikacja - jaka jest nasza pozycja społeczna w oderwaniu od mechanizmów rynkowych? Idea zabezpieczenia społecznego. ZUS jest najbardziej popularny wśród tych, którzy korzystają z jego usług.
Ekonomia obwarzanka - Kate Raworth
Kapitalizm inwigilacji - Shoshana Zuboff
W niewoli wzrostu - Daniel Cohen (technooptymizm)
The Dawn of Everything - David Graeber
Na Marne (marnowanie jedzenia)
Ostre cięcie. Jak niszczono polską kolej - Karol Trammer. Nadszedł czas, kiedy transport publiczny stał się transportem socjalnym. Pęd do posiadania samochodu, ale też: samochód stał się powodem, by go posiadać, bo kolej upadła. Kiedyś na kolei powstawały przystanki na żądanie inicjowane i budowane społecznie. Kiedyś pociągi pospieszne przestały się zatrzymywać, a osobowych było mało. Ludzie tracili pracę, bo nie mogli do niej dojechać. Nie było odpowiedniego taboru do obsługi połączeń z mniejszą liczbą podróżnych. Lokomotywy parowe zastępowano spalinowymi, które były jeszcze cięższe, a były też kryzysy paliwowe. Elektryfikacja nie była dostosowana do linii lokalnych. Znikały linie, znikały całe kilometry trakcji. Stolicocentryzm województw. Zasada: ostatni pociąg jeździ pusty, żeby przedostatni był pełny. Tabor to jedno, ale oferta przewozowa to co innego. Europejski standard: raz na godzinę, albo nawet częściej. "Kolej alibi": niby jeździ, ale nie zaspokaja żadnych potrzeb. Wszędzie tam, gdzie zwiększa się liczbę pociągów, od razu zwiększa się liczba pasażerów. Ludzie czekają na renesans kolei w Polsce. Dzięki dobrej ofercie ludzie, którzy od lat nie jeździli koleją, od razu sobie przypominają, gdzie jest dworzec, jak się jeździ itp. Im więcej, tym więcej. Pasażerowie wyrastają jak spod ziemi, trzeba tylko dać ofercie czas na zaistnienie w świadomości społecznej. Na Podkarpaciu zaczęto oceniać powodzenie linii przewozowej na podstawie jej atrakcyjności i zaczęto robić kroki wstecz, zanim ludzie się o niej dowiedzieli i przyzwyczaili. Są sytuacje gdzie jest popyt, są linie i spółki państwowo dotowane, nie da się kupić biletu bo aż taki popyt, ale Urząd Transportu Kolejowego nie pozwala nowym przewoźnikom na wejście, bo to ma zaszkodzić przewoźnikom dotowanym. W Czechach udowodniono, że zwiększenie atrakcyjności i częstotliwości zawsze zwiększa liczbę pasażerów.
Burmistrz Bogoty: bogate społeczeństwo to nie takie, gdzie wszyscy mają samochody, tylko takie, w którym bogaci ludzie jeżdżą transportem publicznym. A u nas wójt i starosta powie, że nie ma problemu, bo wszyscy mają samochody, mimo że wciąż ludzie sygnalizują że brak dostępu do transportu publicznego to ogromny problem. PiS ma dobre badania opinii publicznej. Mieli program Kolej+ przed wyborami samorządowymi, ale nadal nic nie ma. To samo z odbudową PKS. Rząd rozumie, co dla ludzi jest problemem, ale to się kończy na marketingu politycznym, pokazaniu ludziom, że wiemy jaki jest problem, ale problemu się nie rozwiązuje. Klasa polityczna wie, że to jest problem, ale nie robi nic, żeby go rozwiązać. Rzecz w tym, że to już i tak przeskoczenie przepaści mentalnej. Rozwiązania muszą być systemowe, tak, żeby nikt nie był poszkodowany z powodu tego, gdzie mieszka i że ma takiego wójta. Trzeba mówić wójtom: w tv mówili, że będą odbudowywane połączenia, dlaczego u nas nic się z tym nie robi? (wójt musi mieć świadomość, że poniesie odpowiedzialność). Samorządy nie mogą się bać uruchamiać większej liczby połączeń, nie mogą patrzeć tylko na koszty (to była moja strategia w Sim City 4), muszą wiedzieć, że efekty pojawią się dopiero po paru latach. To nie tak, że dodatkowe połączenia to wyłącznie koszty. To jest kwestia utrzymania mieszkańców u siebie. Jak nie ma połączeń, to młodzież wyjeżdża do szkół w innych powiatach i jej rodzinny powiat traci subwencję oświatową.
Jeżdżenie samochodem to był horror. Wszystkie nerwy napięte. Wszystkie zmysły w stanie alarmu. Nieustający stres fizyczny i psychiczny.
Poszedłem na Madame Butterfly w 2014 z A i M. A zawiązała mi muszkę przed Teatrem Wielkim. W 2021 M opowiadała mi, że była w operze na grzybach. Przypomniałem sobie, jak wytężałem wzrok z ostatniego rzędu, żeby odczytać libretto wyświetlane na wąskim pasku nad sceną jak kiedyś newsy na Times Square. Wyobraziłem sobie, jak M zamienia się w loży w operze w nereidę, a sala w królestwo Trytona według opisu Prousta. M entuzjastycznie proponowała, żeby pójść po grzybach oglądać Młodą Polskę w Muzeum Narodowym. M wyraził się sceptycznie o takim pomyśle: to nie działa tak samo. Później stał pewnego ranka, na afterze u K przed zdjęciem-obrazem czerwonych ścian Wielkiego Kanionu i widział z lewej kobietę, a z prawej potęgę ognia, której kobieta się przeciwstawiała (było to już po rozpoczęciu wojny).
W J jest jakaś głęboka uraza wobec kobiet. Jest trauma po pijącym ojcu. Jest tragikomiczny stosunek do wartości własnego życia. Wyraża to przez memy, które wysyła na grupowej konwersacji.
W R jest odraza wobec dzieci. W D jest wstyd wobec swojego pochodzenia (nazwiska, rodziców, miasta). Zrozumiałem różnicę statusową pomiędzy mną, a E i B, kiedy patrzyłem na ich pełną wegańskich produktów lodówkę w niedzielę późnym wieczorem, gdy obserwowałem, jak znajdują siłę na to, żeby ugotować bób i usmażyć buraczanego kotleta, a potem gdy pomyślałem, ile lekką ręką wydali na jedzenie i picie w jedno weekendowe popołudnie.
Czy po latach ze wstydem będę wspominać, że w historycznych momentach, gdy przyjeżdżały do nas miliony uchodźców, prezydent USA przemawiał na Zamku Królewskim, kiedy jedni moi znajomi szli na wolontariat, ja szlajałem się z drugimi znajomymi od afteru do afteru, sięgając granic dragowych oderwań i znieczuleń?