Między osią zła a ludzką gościnnością.
przekład na podstawie: Axis of Evil ... or Hospitality?
W świetle ostatnich wydarzeń poczułem się w obowiązku wspomnieć o Syrii i jej mieszkańcach.
Wiele koszmarnych wydarzeń dotknęło ludzkość (czarna dżuma, Hiszpańska Inkwizycja, niemiecki najazd na Polskę, Apartheid, czy choćby trzecia część Matrixa) i – dopóki świat nie zostanie doszczętnie rozpieprzony przez jakąś asteroidę w stylu „Armageddonu” - jestem przekonany, że takie rzeczy będą się niestety zdarzać. Jednakże cholerną pomyłką jest przypisywanie całego zła jednej konkretnej części świata... lub raczej wszystkim ludziom tam żyjącym.
Terroryzm to autentyczne zło zagrażające światu, paskudna twarz kiełkującego fanatyzmu religijnego rości sobie pretensję do jednej jedynej racji, jednakże wielu z nas rozmywa granicę pomiędzy działaniem garstki (w pojęciu procentowym) psycholi, a piętnowaniem całych narodów. Pewien amerykański prezydent (nazwijmy go „Panem Tępawym Sztywniakiem” - dla zachowania całkowitej anonimowości) podczas jednego z setek wypierdów myślowych, postanowił określić konkretny, bliskowschodni kraj (nazwijmy go „Syrią” - dla zachowania całkowitej precyzji) mianem reprezentanta „Osi Zła”. Tuż po tragicznych wydarzeniach 11 września.
Stała się rzecz tragiczna, napięcie było ogromne, ludzie oczekiwali odpowiedzi. Prostych i zrozumiałych. Zamiast żmudnego śledztwa, szukania śladów, zakładania różnych wariantów, weryfikowania dowodów (czy ktoś w końcu znalazł tę osławioną broń masowej zagłady?) Pan Tępawy Sztywniak po omacku atakuje kraj i piętnuje wszystkich jego mieszkańców oraz wyznawców tamtejszej religii mianem miłośników bombowych rozrywek, zdecydowanych na wysadzenie się w powietrze w imię walki z zachodnimi ideami (czymkolwiek teraz są). Islamowi i jego wyznawcom przypisano najgorszą gębę. Po raz kolejny w historii.
Cofnijmy się w czasie o jakieś kilkaset lat wstecz. Kilka wieków temu bardzo podobnie kombinował papież Urban II. Postanowił odziać wszystkich Europejczyków w zbroję i ogłosić, że Święta Ziemia i miasto Jerozolima znajdują się właśnie pod opieką „dziwnych obcych ludzi”, których religia wprawdzie uznaje Jezusa jako proroka, lecz niestety wcale nie syna Bożego. Żyli oni w harmonii pośród tamtejszych Chrześcijan i innych równie gościnnych ludzi – żyli, dodajmy, w pokoju. Gdyby tak się zastanowić... Nie, nie potrafię zrozumieć tego, dlaczego stwierdził on nagle, że to wszystko powinno wyglądać inaczej. Jedynym wytłumaczeniem, które mogę znaleźć jest to, że być może Urban II był fanatykiem religijnym. „Chrześcijanin fanatykiem?!?!” Podejrzewam, że wielu z was kręci głową z niedowierzania. Rzucę przykładem – Jim Jones i ten Waco, ten koleś z Teksasu. Nie wspominając już o tych procesach czarownic, prawda? Jeszcze Jim i Tammy Faye Baker – dobra, niech będzie, że to było zbyt zabawne, żeby traktować to serio. Wracając jednak do tematu, przez kolejne setki lat oficjalni inkwizytorzy robili demolkę tam, gdzie się pojawili. Użyłem zwrotu „oficjalni” ze względu na język opracowań historycznych – tak jak wielu ludzi, tak i ja spotkałem na Bliskim Wschodzie ludzi, wierzących, że nowi inkwizytorzy znów nadciągają, tym razem grabiąc w imię ropy – przyznam, że jest to pogląd, któremu jestem skłonny przyznać rację. Dawni inkwizytorzy – tak jak współcześni - chcieli po prostu zachachmęcić jak najwięcej ziemi i to naprawdę nieważne, jaką wymówkę udało im się wbić do głowy własnym społeczeństwom.
Spędziłem w Syrii trochę czasu, docierając nawet jakieś 25 kilometrów od granicy z Irakiem.
Najlepszym komentarzem do reakcji miejscowych na grupę Amerykańskich i Kanadyjskich turystów włóczących się po okolicy i strzelających zdjęcie za zdjęciem, jest jedyny moment przerażenia, który doświadczyłem. „Cholera... co tu robi niedogotowany pomidor i surowa sałata w moim kebabie, czy faktycznie powinienem to jeść?” (informacja dla ciekawskich: nie, nie miewam skrętu kiszek, zazwyczaj nie wierci mnie w brzuchu, dzięki jednak za troskę!).
Zanim pomyślicie o czymś głupim, muszę wyjaśnić, że nie sądzę, zanieczyszczona skażona sałata wprost ze ścieku była najnowszym pomysłem terrorystów na obalanie rządów... choć, gdyby pomyśleć o tym głębiej, nie jest to wcale taka głupia koncepcja! W sumie byłoby zdecydowanie łatwiej zdzielić wroga pałą po głowie, kiedy ten kurczy się z bólu w przysiadzie, lub też gubi po okolicy jelita, rozpaczliwie szukając tabletek Imodium, lub chociaż korku od wina. Co by nie jednak nie powiedzieć – ciepłe i sympatyczne podejście ludzi, których napotkałem, górowało nad sławetną gościnnością mieszkańców Georgii (amerykańskiego stanu, nie post-sowieckiego kraju), obdzielących swoim „hey, how yall doin'” każdego przechodzącego przechodnia, niezależnie od tego, czy się go zna, czy nie. W przeciwieństwie do znanych przez wielu z Was obrazków z Egiptu, czy Maroka, rzadko się zdarza, aby Syryjczyk próbował sprzedać Wam wielbłąda, dywan, czy też nagabywał o bakszysz. Najczęściej interesują się Tobą i cieszą się z wizyty obcokrajowca w ich kraju. Wielu z nich radował fakt, że są tu również Amerykanie, ignorujący propagandę strachu i nie bojący się przyjechać tu, aby sprawdzić na własne oczy, jak wygląda prawda. Ściskają dłoń, całują w policzki. Zagadują o Twoją rodzinę i porównują opowieści do ich własnych. Pozwalają twojemu dziecku zajadać się paczką czipsów razem z ich dziećmi, troskliwie odciągają je na bezpieczną odległość od jadącego pociągu. Chcą sobie zrobić zdjęcie i zawsze mają kieszenie pełne słodyczy, aby móc się nimi później podzielić. Czy dalej trzęsiecie się ze strachu przed reprezentantami „osi zła”?
Mam nadzieję, że jestem na tyle inteligentny aby zrozumieć, że politycy nie są najbardziej uczciwą grupą społeczną i jest mnóstwo rzeczy, które odbywają się poza naszymi plecami. Nie powinni jednak w taki sposób manipulować percepcją przeciętnego Johna. Jeśli 98% społeczeństwa chce jedynie żyć w harmonii i uchronić bliskich przed niebezpieczeństwami świata, kogo interesuje wiadomość, czy rząd Syrii chce utrzymać dobre relacje z Irakiem, Iranem, czy też nie. To sąsiedzi, więc nie ma co się dziwić, że wcale nie mają ochoty na kłótnie, swary i prowokacje. Ponoć wielki, prywatny syryjski bank zostaje oskarżony o pranie pieniędzy dla band ugrupowań terrorystycznych. Litości! Przesuńmy nieco kurtynę, a będziemy w stanie dostrzec podobne procesy, dziejące się zarówno w europejskich, jak i amerykańskich bankach. Czy jednak USA uderzy z sankcjami na Szwajcarię, lub też Europę? No, nie sądzę. „Co więc z Syrią i jej fatalnymi relacjami z Izraelem? (lub też okupowaną Palestyną, jak Syryjczycy mają czelność nazywać to państwo)” Dobra, ten temat zostawię sobie na kiedy indziej... Zbyt to niejasne, trudne i skomplikowane. Dla wszystkich stron konfliktu, dla mnie. Wiem, gdzie muszę wyznaczyć swoją granicę i zatrzymać się.
Miałem przyjemność poznania nowych przyjaciół w Damaszku, Aleppo, Palmirze i wciąż mam nadzieję, że odwiedzę ich jeszcze raz i potem kolejny. Nie miałem żadnego problemu, aby zabrać tam swoją rodzinę. To piękni, szczerzy i fascynujący ludzie, którzy zasługują na zdecydowanie więcej, niż zachód może im dać (mówię tu o Syryjczykach, nie o mojej rodzinie). Nie traktujmy więc słów przedstawicieli poprzedniej amerykańskiej administracji jako dogmatu. Kiedy tylko się uspokoi jedźcie tam, przekonajcie się sami, wypijcie herbatę z każdym, kto zaprosi Was do swojego sklepu, lub domu.
Postrzegajcie świat przez pryzmat własnych oczu. Jeśli któreś z nielicznych biur turystycznych zaproponuje wycieczkę do Syrii, nie zmarnujcie okazji. Ceny ciągle atrakcyjne (choć rosną), historia i pejzaże fenomenalne, jedzenie wyśmienite. Ale to ludzie będą największą wartością tej podróży.
Dzielmy na czworo to, co wmawiają nam uzależnione od polityków media. Tam naprawdę nie żyją tylko i wyłącznie ludzie, siejący chaos i zniszczenie. Mimo to wciąż odradzam zwiedzanie Syrii, czy jakiegokolwiek innego kraju na Bliskim Wschodzie w koszulce „I Love George W. Bush”... Choć, gdyby o tym dłużej pomyśleć, to w większości krajów można dostać za nią konkretny oklep.