chapter sixty one (swan song)
Justyna przeskakiwała z kanału na kanał w poszukiwaniu czegoś luźnego do oglądania, a raczej tła do deseru. Z serialu paradokumentalnego włączyła program muzyczny, gdzie aktualnie leciały reklamy. Gabriela oparła głowę o bark Martyny, na co ta ją objęła i młodsza bawiła się jej palcami, ostatecznie splatając je razem. Martyna uśmiechnęła się i pocałowała Gabrielę w czoło, chociaż bardziej trafiła na początek linii włosów.
- To zostawiam. - Justyna odłożyła pilota na bok stołu. - Nic lepszego nie znalazłam. - napiła się soku i spojrzała na dziewczyny.
Po dwóch reklamach autorzy programu zaoferowali widzom teledysk do piosenki Calm Down w wykonaniu Seleny Gomez. Martyna wykorzystała moment i pocałowała Gabrielę, jednocześnie przerywając jej nucenie melodii pod nosem, co dziewczyna odwzajemniła, po czym obie się uśmiechnęły.
- Urocze. - powiedziała Justyna, popijając sok. - Moja siostrzyczka ma dziewczynę. - dodała szeptem i zerknęła na ich mamę krzątającą się w kuchni.
Iwona przygotowywała herbaty dla wszystkich i nie zwracała uwagi na sytuację w jadalni. Wyjęła niewielki słoik z torebkami i ostrożnie ustawiała kubki na tacy, aby nie wylać wrzątku.
- Cicho. - zaprotestowała Martyna, a Gabriela lekko się zaśmiała.
Martyna stopą trąciła siostrę pod stołem, co skutkowało uderzeniem przez nią kolanem w jego spód. Chrząknęła i przymknęła oczy, a następnie upewniła się, że nie wylała napoju.
- Co tu się dzieje? - Dominik usiadł na swoim miejscu i odłożył telefon na bok. - Co to za hałasy?
- Nic takiego. Prawie szklankę upuściłam. - Justyna się podłożyła, chociaż wina zaistniałej sytuacji spadała na młodszą z sióstr.
Dominik nic nie odpowiedział, jedynie przytaknął. Zerknął na młodszą córkę i Gabrielę, które zdawały się nie uważać na obecność innych. Martyna nadal obejmowała dziewczynę, a ich dłonie pozostawały złączone. Poniekąd mógł się domyślać, ale nie chciał zaczynać tego tematu. Jego krótkie przemyślenia przerwała żona. Iwona postawiła tacę na stole i każdemu podała kubek. Mimowolnie również zwróciła uwagę na dziewczyny. Myślami wróciła do poprzedniego obiadu z tą różnicą, że wcześniej chodziło o spojrzenie, a teraz potwierdzeniem jej domysłów było objęcie. Co prawda, znała córkę na tyle i była w stanie sama wywnioskować pewne rzeczy, jednak wolała nie mówić ani słowa. Żeby odgonić myśli, wsypała cukier do swojej herbaty i mieszała.
Coraz szybszy oddech Martyny łaskotał Gabrielę w skroń. Zerknęła na dziewczynę i podniosła głowę.
Nieobecny wzrok Martyna wbiła w telewizor. Na siłę próbowała się zainteresować kolorowym teledyskiem i skoczną piosenką śpiewaną przez Duę Lipę. Wewnętrzną stroną dłoni potarła spodnie w okolicach kolana i krótkie paznokcie nieudolnie wbijała w skórę przez materiał. Dyskretnie, próbując nie być oczywistą, Gabriela wzięła Martynę za rękę i ukradkiem rzuciła wzrokiem na rodziców, którzy prawdopodobnie tego nie zauważyli lub zdecydowali się zignorować. To nie był dobry moment na takie przemyślenia i gdybanie.
- Martyna… - zaczęła Gabriela po cichu, ale dokończenie zdania nie było jej dane.
- Nie zrobię tego. - Martyna szepnęła jej na ucho.
- Chodź ze mną. - dokończyła, po czym podniosła wzrok na Justynę i rodziców. - Przepraszamy na chwilę. - skierowała się do pozostałych.
Dziewczyna nie odpowiedziała, jedynie przytaknęła. Gabriela wsunęła telefon do kieszonki sukienki i wzięła Martynę za nadgarstek, następnie zaprowadziła ją do jej starej sypialni.
Iwona i Dominik spojrzeli po sobie zaskoczeni. Żadne z nich nie było w stanie przewidzieć tego, co stało się kilkanaście minut później i co odmieniło ich perspektywę.
Martyna weszła do środka pomieszczenia i zakręcała kółka. Potrząsnęła dłońmi, a następnie przetarła twarz. Zakręcała kolejne kółko, chodząc między łóżkiem i szafą. Próbowała opanować nagły przypływ stresu i strachu. Wzięła głęboki oddech i powoli wydychała powietrze, ale to dało przeciwny rezultat do oczekiwanego. Serce biło niesamowicie szybko; tętno było wyższe niż po przeciętnym treningu pomiędzy meczami.
- Kochanie, hej. - Gabriela wzięła drżące dłonie Martyny w swoje.
- Nie zrobię tego. - kręciła głową, czym poniekąd psuła kucyka. - Nie dam rady. Gabi… - ledwo złapała oddech. - Ja nie dam rady.
Martyna zabrała dłonie, ponownie przetarła policzki z napływających łez i zakręciła setne kółko. Jej oddech stawał się coraz szybszy i bardziej płytki. Rozejrzała się po sypialni, a postać Gabrieli widziała jak przez mgłę. Żadne słowo wypowiedziane przez dziewczynę nie mogło do niej trafić. Uparcie pocierała wewnętrzne strony dłoni o spodnie, po czym zacisnęła je na materiale. Strach przejął kontrolę. Martyna straciła kontakt z rzeczywistością. W głowie odtwarzała wszystkie możliwe czarne scenariusze.
Rodzice krzyczą, robi się awantura, do której ona dołącza. W innym każą jej wyjść z domu i nigdy nie wracać. Najgorszy scenariusz skupiał się na wyborze między rodziną i Gabrielą. Jak mogłaby podjąć aż taką decyzję? Kogo miałaby wybrać? Gabriela była dla niej niesamowicie ważna, ale z drugiej strony są rodzice, którzy ją wychowali. Gabriela… Rodzice…
Plecami uderzyła o chłodną ścianę i zsunęła się po niej, aż usiadła na zimnych panelach. Zakryła uszy i schyliła głowę, powoli opierając czoło o kolana. Płuca bolały od każdego następnego oddechu. Z jej ust wydobył się niemal skowyt. Była gotowa do krzyku, którego tak bardzo potrzebowała, a nie mogła. Nie mogła krzyknąć. Nie tutaj.
Gabriela ze łzami w oczach usiadła w klęczkach przed nią. Położyła dłoń na jej ramieniu i powtarzała jej imię, chociaż Martyna nie słyszała. Myślała nad sposobem wyrwania jej z amoku. Za nic w świecie nie mogła wymyślić. Nigdy nie musiała opanować ataku paniki innej osoby. Wtedy do jej głowy przyszedł inny pomysł. Był jeden sposób, którego Martyna nigdy nie wykonywała przy własnych atakach paniki, ale który mogła wykorzystać.
- Martyna. - powtórzyła. - Kochanie.
Gabriela westchnęła i sama była na granicy płaczu. Nie lubiła, kiedy ktoś dla niej ważny płacze w jej obecności. Ostrożnie odsłoniła jej uszy i podniosła głowę. W dłonie ujęła jej twarz i pocałowała ją czule, specjalnie przedłużając pocałunek. Czas dla Martyny stanął w miejscu. Poczuła dotyk Gabrieli, poczuła jej usta na swoich. Słyszała muzykę z salonu. Oddech nieco zwolnił, a serce obniżyło tempo. Zacisnęła powieki i odwzajemniła pocałunek. Wzięła głęboki wdech i mocno przytuliła się do Gabrieli, prawie ją przewracając na podłogę, jednak dziewczyna zachowała równowagę i zaczęła ją delikatnie kołysać.
- Już dobrze. - szepnęła. - Jesteś bezpieczna.
- Dziękuję. - odpowiedziała zachrypniętym głosem, jednak tonu nie zmieniła.
Gabriela pocałowała ją w skroń i nie zamierzała jej puścić.
- Jestem tutaj. Pójdziemy, kiedy będziesz gotowa.
- Zostańmy jeszcze chwilę. Nie wiem, co ja… - urwała i pociągnęła nosem. - Dziękuję.
- Nie masz za co, kochanie. Jestem tu z tobą, nieważne, co się dzieje. - pogładziła ją po plecach i przy okazji poprawiła kołnierzyk jej koszuli. - Zawsze.
Martyna podniosła głowę i przetarła oczy oraz policzki. Wstała z podłogi z pomocą Gabrieli. Poprawiła rozczochranego kucyka i spojrzała na Gabrielę.
- Możemy iść. - chrząknęła.
- Tak. - potwierdziła. - Muszę się napić, mam sucho w ustach.
Gabriela otworzyła drzwi i obie opuściły pokój. Przekraczając listwę dzielącą korytarz od jadalni, Martyna puściła dłoń Gabrieli. Usiadły na swoich miejscach. Justyna obserwowała młodszą siostrę i wiedziała, że coś jest na rzeczy. Dziewczyny nie wyszły tak po prostu, coś musiało się stać. Postawa Martyny odpowiadała na jej ciche pytania, których wolała nie zadawać.
Iwona patrzyła zmartwiona na córkę, która unikała jakiegokolwiek kontaktu wzrokowego. Starała się zachowywać normalnie, jak wcześniej. Zamieszała parującą herbatę i napiła się kilka łyków. Pod stołem Gabriela położyła dłoń na jej kolanie. Chociaż tyle mogła zrobić.
- Wszystko w porządku? - zapytała troskliwie.
- Tak. - Gabriela zabrała głos zamiast Martyny. - Mama do mnie dzwoniła i chciałam, żeby Martyna była przy rozmowie. - skłamała.
- Rozumiem. - kobieta nie kontynuowała tematu.
Gabriela nerwowo zjadła jedno ciasteczko i spojrzała w ekran telewizora. Aktor ubrany w biały kitel rekomendował lek na ból gardła dla dzieci. Próbowała udać znudzoną ciągłymi reklamami, ale jej myśli krążyły wokół Martyny. Zerknęła na nią i po kilku sekundach ich spojrzenia się spotkały.
Podjęła decyzję. W jej oczach widziała determinację, ale i strach. Była gotowa to zrobić. Gabriela lekko uniosła kącik ust, żeby zachęcić ją do zrobienia pierwszego kroku.
- Mam coś ważnego do powiedzenia. - Martyna zaczęła stanowczo i jej dłoń lekko zadrżała, na co Gabriela splotła ich palce razem, aby dodać jej nieco otuchy.
Zamrugała kilkukrotnie i spojrzała na Gabrielę, Justynę i ostatecznie na rodziców, którzy wyczekiwali dokończenia myśli. Reklamy w telewizji zostały zagłuszone przez mocniejsze bicie jej serca, co było jedynym dźwiękiem, jaki słyszała. Tysiące myśli kłębiło się w jej głowie. Próbowała dokończyć, jednak nie potrafiła.
Gabriela obserwowała wyrwaną od rzeczywistości Martynę i nie spuszczała z niej wzroku na wypadek następnego ataku paniki.
- Śmiało możesz powiedzieć. - Gabriela szepnęła jej na ucho, a oddech muskający skórę powoli sprowadzał ją na ziemię.
- Kochanie, co chcesz nam powiedzieć? - Iwona zmarszczyła czoło.
Martyna zerknęła na Gabrielę, która zachowywała stoicki spokój. Mocniej chwyciła dłoń dziewczyny i wzięła głęboki wdech. Ze wszystkich sił próbowała zignorować szybsze bicie serca. Przymknęła oczy. Nie będzie odwrotu. Zaczynając temat, nie ma odwrotu. Wiele razy ryzykowała wszystkim na boisku w najbardziej nerwowych partiach setów, od których zależały dalsze losy meczów, a co za tym idzie, tutaj także musiała zaryzykować.
- Ja i Gabi jesteśmy razem. - starała się uspokoić drżący głos.
Stało się. Powiedziała to na głos. Co najważniejsze, przezwyciężyła strach i powiedziała rodzicom, których reakcji się obawiała.
Gabriela objęła jej przedramię, ponownie splatając ich palce razem. Na pieczenie pod powiekami nie musiała czekać długo.
Iwona zakrztusiła się herbatą i kaszlnęła głośno. Dominik zmarszczył brwi i nie był w stanie wydusić z siebie chociażby jednego słowa. Oboje wpatrywali się w córkę z niedowierzaniem w oczach. Jedynie Justyna odchyliła głowę i uśmiechnęła się dumnie.
Martyna w głębi duszy czekała na krzyk i awanturę. Każdy z wymyślonych przez nią czarnych scenariuszy zakładał kłótnię jako pierwszy krok do wygonienia z domu lub dokonania wyboru. Serce przyspieszyło.
- Czyli to znaczy…? - Iwona nie dokończyła pytania.
- Tak. - Martyna odpowiedziała bez zastanowienia. - Jestem homoseksualna, a co za tym idzie, preferuję dziewczyny. - dopowiedziała niespokojnym głosem.
Iwona wypuściła trzonek łyżeczki z palców i odbiła się od krawędzi kubka, wydając charakterystyczny metaliczny dźwięk, który zabrzmiał w uszach Martyny sto razy głośniej. Dominik spojrzał na zaniepokojoną córkę i podszedł do niej. Gabriela puściła Martynę, żeby nie zastawiać drogi rodzicom. Przytulił ją mocno. Dziewczyna odwzajemniła gest i w jej oczach pojawiły się łzy, a na twarz wszedł szeroki uśmiech.
Gabriela uśmiechnęła się szeroko i zakryła usta dłońmi. Westchnęła głośno przez łzy szczęścia. Przeżywała wydarzenie równie mocno, co Martyna. Wspierała ją w tej decyzji od początku.
Po kilkunastu sekundach Iwona dołączyła do męża i córki. Przytuliła ich oboje.
- Nawet nie wyobrażasz sobie, jak dumna z ciebie jestem. - kobieta szepnęła przez łzy. - Bardzo dumna, skarbie.
- Może i nie wiem, jak to wszystko działa, ale cieszę się, że nam powiedziałaś. - powiedział Dominik.
- Dziękuję. - pociągnęła nosem i wyszeptała.
Iwona puściła ich dwójkę i podeszła do Gabrieli. Położyła dłonie na jej ramionach, spojrzała w oczy i również ją mocno do siebie przytuliła.
- Życzymy wam wszystkiego, co najlepsze. - nadal mówiła cicho. - Byłaś częścią tej rodziny i nadal nią jesteś.
Gabriela chciała podziękować, ale zabrakło głosu. Przytaknęła i ścisnęła usta w linijkę, aby nie rozsypać się na kawałeczki.
Po chwili trwającej godziny, rodzice wrócili na swoje miejsca. Gabriela ujęła jej twarz w dłonie i palcem starła kilka łez z jej policzka.
- Widzisz? Mówiłam, że nie ma się czego bać. - szepnęła, patrząc w jej oczy. - Ja też jestem z ciebie dumna. - odgarnęła luźne kosmyki, które nie dały się związać gumką.
Martyna położyła dłoń na jej dłoni i pocałowała ją czule, jakby to był ich pierwszy pocałunek, po czym wtuliła twarz w jej sukienkę. Gabriela mocno przytuliła ją do siebie i pocałowała w skroń.
Justyna odczekała chwilę, podeszła do nich i objęła je obie.
- Moje gratulacje. - powiedziała z uśmiechem. - Również jestem z was dumna, chociaż nie będę ukrywać, wiedziałam o tym od początku. - jej słowa były bardziej skierowanie do rodziców niż Martyny.
Puściła je i nałożyła kilka ciasteczek na talerzyk.
- Wiedziałaś? - Iwona zainteresowała się wyznaniem starszej córki.
- Oczywiście. - odparła nonszalancko, jakby to nie było ważne wydarzenie. - Martyna powiedziała mi od razu. Zdecydowanie za długo się zbierałaś. - delikatnie ją szturchnęła.
Martyna zaśmiała się lekko i przetarła policzki. Usiadły, po czym objęła Gabrielę i spojrzała na nią.
- Najpiękniejszy wieczór w moim życiu. - powiedziała cicho.
- Mój też. - Gabriela delikatnie pogładziła ją po policzku.
Dominik wziął żonę za rękę i oboje spojrzeli na zakochane.
- Muszę powiedzieć, że dawno nie widziałam tak szczęśliwej Martyny. - Iwona przechyliła głowę i uśmiechnęła się szerzej.
- Mówiłam, że cudne. - Justyna wypomniała swoje słowa.
Gabriela uśmiechnęła się szeroko, a na jej policzki wszedł nieznaczny rumieniec i wtuliła twarz w koszulę Martyny, która ją mocniej przytuliła i pocałowała w czoło. Justyna wydała z siebie delikatny śmiech.
- To co, przyniosę ciasto. - z uśmiechem Iwona popędziła do kuchni, a w jadalni rozległ się głośny śmiech. - Proszę się nie śmiać, nikomu nie zabraknie kawałka!
- Wiecie, ile ja czekałam na ten moment? - rozejrzała się po wszystkich. - Kilka długich lat.
- Jak kilka lat? - zdziwiła się Martyna.
- Siostra, proszę cię. - kontynuowała. - Te kradzione spojrzenia z drugiego końca pokoju, obejmowanie się. Tylko czekałam aż w końcu będziecie razem. Nie musiałaś mi nic mówić, widziałam wszystko.
- Jeśli mogę wiedzieć, ile jesteście razem? - zapytał.
- Miesiąc. - odpowiedziała Gabriela. - Co, jakby się zastanowić, trwa trochę dłużej. Izzy mówiła dokładnie to samo. - nawiązała do słów Justyny.
Justyna wyciągnęła dłoń i pokiwała głową.
- Ale tak było. - potwierdziła. - Gabriela jest w kuchni, coś robi, a Martyna podchodzi do niej, od razu obejmuje ją w talii i zagląda przez jej ramię. A Gabi co? Uśmiecha się. Innym razem oglądamy film i dziewczyny albo się przytulają, albo trzymają za ręce. Jeszcze jest to, że Gabi lubi wodzić palcem po jej tatuażach.
Gabriela zaśmiała się cicho. Justyna trafiła w punkt. Lubiła wodzić palcem po jej tatuażach na przedramieniu.
- I w końcu się stało. - Gabriela uśmiechnęła się szeroko.
- Nie zapominajmy o tym, że Gabi jeździła po całym świecie na mecze dziewczyn tylko po to, żeby tam być i wspierać Martynę. A kiedy jej nie było, pisałaś do mnie, bo jej nie było i że tęsknisz, ale jej tego nie napiszesz, bo jak to brzmi.
- Cicho. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, o co chodziło. - Martyna przymknęła oczy i pokręciła głową z zawstydzonym uśmiechem.
- Mój ulubiony wasz nie jesteśmy w związku, ale wyglądamy jakbyśmy były moment był wtedy, kiedy wracałyśmy znad jeziora wieczorem i zaczęło padać. Siedziałyście z tyłu, ja prowadziłam. Dałaś Gabrieli swoją bluzę i przytulałaś ją, żeby nie zmarzła. Ostatecznie tak zasnęła. Jeszcze mi powiedziałaś, żebym ściszyła radio. Byłaś wpatrzona w nią jak w obrazek. Byłaś wpatrzona w Gabi jak w obrazek i nawet tego nie zauważyłaś, że wybrałam dłuższą drogą.
Martyna opuściła wzrok i uniosła kącik ust na to wspomnienie. Nie myślała o tym. Przypomniała sobie przez siostrę.
- Tak było. - powiedziała spokojnie i pocałowała Gabrielę czule, co dziewczyna odwzajemniła.
Poczuła znajome ciepło na sercu. Była z siebie dumna, że w końcu powiedziała rodzicom o związku z Gabrielą. Nie musiały nic chować, udawać, że między nimi jest tylko przyjaźń.
Iwona postawiła paterę z dokładką ciasta i smakołyków, po czym usiadła na swoim miejscu.
- Kochane, ja pamiętam, następny ranek, kiedy przyszłyście na śniadanie. - nałożyła kawałek makowca. - Robiłyście jajecznicę i słyszałam tylko wasz śmiech i krzyk Martyny, że cebula się pali, a Gabriela mówiła, że nie. Śpiewałyście i tańczyłyście po całej kuchni. Nawet tam nie dało się wejść. - zaśmiała się.
Dziewczyny wybuchły śmiechem.
- Teraz niewiele się zmieniło. - przyznała Gabriela. - Ale nigdy nie zapomnę, jak Martyna wstała rano, ja kręciłam się po kuchni i przyszła taka zaspana, jeszcze porządnie oczu nie otworzyła i bardzo chciała zrobić herbatę. Mówiłam, żeby usiadła, bo ja zrobię. Nie, sama musiała, to ja stanęłam na boku i patrzyłam, co będzie robić. Zamiast cukru wsypała pieprz. Napiła się i nawet nie ogarnęła, że coś nie pasuje. Wzruszyła ramionami i piła.
- Ej! - zaprotestowała Martyna. - A ty wcale nie lepsza. Pamiętasz, jak miałyśmy robić obiad? Dosypywałaś różne przyprawy, aż rosół wyszedł zielono-niebieski.
- Nie przypominaj mi nawet! - zakryła twarz dłońmi.
Dziewczyny nie mogły powstrzymać śmiechu.