we're not kids anymore.

if i look back, i am lost
Today's Document

祝日 / Permanent Vacation
Alisa U Zemlji Chuda

Andulka
Jules of Nature

pixel skylines
Lint Roller? I Barely Know Her

oozey mess
Cosmic Funnies
NASA

izzy's playlists!
I'd rather be in outer space 🛸
h
YOU ARE THE REASON
let's talk about Bridgerton tea, my ask is open
almost home

roma★
sheepfilms

seen from Germany

seen from Malaysia
seen from Canada
seen from United Kingdom

seen from Argentina
seen from United Kingdom

seen from United Kingdom

seen from Malaysia
seen from Malaysia

seen from United States
seen from Germany
seen from United States

seen from Germany

seen from United States

seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United States
seen from United Kingdom
@m66nlight
real tragedy, kiedy wreszcie właściwie możesz wszystko a już nie pamiętasz, czego właściwie chciałaś i jakie miałaś marzenia, co cię odpalało i zachwycało, na co czekałaś
zyskałaś możliwości, straciłaś chęci
ale zobaczysz mur chiński, którego broniła Mulan cmon
Tak zupełnie szczerze... z takich miejsc powinnaś odchodzić z niesmakiem. Powinnaś zdegustowana odchodzić od ludzi, którzy nie są ciebie pewni. Powinnaś nie wahać się ani chwili, jeśli tylko czujesz, że nie jesteś gdzieś numerem jeden. Powinnaś z hukiem trzaskać drzwiami, za którymi byłabyś tylko opcją lub kołem zapasowym. Powinnaś stanowczo opuszczać miejsca, w których ktoś jedynie cię rozważa. Powinnaś stanowczo opuszczać miejsca, w których ktoś waha się, czy powinien ciebie wybrać. Powinnaś stanowczo opuszczać miejsca, w których, oprócz ciebie, jest ktoś jeszcze. Nie powinno być cię w miejscach, w których nie odbierają od ciebie telefonu. Nie powinno być cię w miejscach, w których prawda nie jest serwowana każdego dnia jak ciepły, domowy obiad. Nie powinno być cię w miejscach, w których twoje bezpieczeństwo i spokój nie są najwyższym priorytetem. Ze wszystkich takich miejsc powinnaś odchodzić zdegustowana, tak jak ja odeszłam z takich miejsc już dłuższy czas temu. Doskonale od tamtej pory śpię. Doskonale od tamtej pory czuję się ze sobą, każdego dnia skupiając się jedynie na tym, co mam do osiągnięcia, zamiast na zastanawianiu się, czy skapnie mi się dziś z pańskiego stołu należyta atencja. Doskonale od tamtej pory żyję, wpuszczając do swojego mieszkania jedynie osoby, którym naprawdę ufam. Przestałam być na telefon. Przestałam być na znak. Przestałam oferować się z dostawą prosto pod drzwi, w pakiecie VIP Platinum z bezterminową pożyczką (tylko dla mnie cennego) zaufania. Przestałam być dostępna dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu, trzysta sześćdziesiąt pięć dni w roku. Przestałam być kobietą miłą i przystępną. Przestałam być kobietą rozumiejącą wszystko bez wyjątku, na którą zrzuca się winę za wszystkie plagi tego świata. Przestałam mówić "nie szkodzi". Przestałam mówić "nic się nie stało". Przestałam mówić "oczywiście, to nie problem" trzęsąc się, że zgłaszanie problemów sprawi, że wyjdzie i nie wróci. Teraz mówię otwarcie o wszystkim, a jeśli któryś raz z rzędu zderzam się z brakiem chęci komunikacji, sama wskazuję drogę do wyjścia. Nie odbieraj tych żenujących telefonów z nieszczerymi przeprosinami. Nie odpisuj na te wiadomości w środku nocy, po tym jak nie miał dla ciebie ani chwili przez kilka ostatnich dni. Zadbaj o siebie, dziewczyno. Nie tkwij w miejscach, w których wzajemny szacunek nie jest najwyższym priorytetem.
Marta Kostrzyńska
polskie-zdania.pl
przykro na to patrzeć, że musisz zostać skopana jak pies i sprowadzona do parteru, żebyś z tej wyniosłej wściekłości zaczęła robić coś dla siebie
Najczęściej orientujesz się dopiero po czasie, że zacząłeś wybierać ciszę. Orientujesz się i bardzo się dziwisz. Co ja tu robię? Przecież tu się nic, do cholery, nie dzieje!
Wszystko zaczyna się tu od delikatnie cichszych opcji, niż zazwyczaj. Wracasz godzinę wcześniej do domu, bo po prostu nie chcesz już dłużej. Rano dociera do ciebie, że przecież jeszcze jakiś czas temu musiałeś się do tego zmuszać. Obiecywałeś sobie wcześniejsze godziny powrotów, a potem znowu nie umiałeś sobie odmówić. Każda godzina była cenna. W domu przecież nie czekało nic, oprócz kolejnego dnia, a ty tak bardzo go nie chciałeś. Dziś. Kolejny dzień. Jest miło. Wstajesz wypoczęty i zastanawiasz się, dlaczego kiedyś był to problem. Jaki dziś dzień? Sobota. "Sobota i wypoczęty to jak oksymoron" - mówisz do siebie i dociera do ciebie, że to już któraś taka sobota z rzędu. Siadasz z kawą na kanapie. Dobrze ci. Nie chciałbyś być nigdzie indziej. Telefon przerywa ci rozmyślania. "Wychodzisz?" - pytają. Zastanawiasz się przez chwilę przyzwyczajony do tego, że kiedyś odpowiedź znana była przed pytaniem. "Nie." - odpowiadasz. Marudzą ci coś tam jeszcze do słuchawki. Pytają, czy coś się stało. Sugerują, że czasem nie zaszkodzi. Ponownie odmawiasz i rozłączasz się. "Pewnie nie." - myślisz. Pewnie czasem nie zaszkodzi, ale dociera do ciebie, że zwyczajnie nie masz na to ochoty. Nawet nie wiesz kiedy zaczął irytować cię hałas. Nawet nie wiesz kiedy przestałeś czuć się komfortowo w pchającym się na ciebie tłumie. Nawet nie wiesz kiedy przestałeś czerpać z tego przyjemność. Kiedy przestałeś czuć się w klubie tak, jakbyś przychodził do domu. Zacząłeś czuć się obco. To już nie twoje miejsce. Siadasz z kawą na kanapie. Cisza. Prawdopodobnie nie zrozumieją, ale jeśli przez lata robiłeś wszystko, by wysokie dźwięki zagłuszały ci głowę, to gdy w końcu nastaje dzień, w którym cisza staje się dla ciebie komfortowa, to za żadne skarby nie chcesz jej opuszczać.
Odpoczywam. Nie przeszkadzać.
- Marta Kostrzyńska
Podróż w głąb siebie nie ma końca, jak wszechświat, można odkrywać coraz to nowe orbity przeżywania, nowe światła nieznanych gwiazd, galaktyki z innymi zachowaniami, czarne dziury nieznanej rozpaczy.
Sinking Ship, Photo by Kyle Thompson, 2019
te wybory nauczyły mnie świadomego podejmowania decyzji i sprawdzania wszystkiego u źródła, u źródła, u źródła, wyłącznie u źródła - ilość manipulacji, jaką nam się zadaje przez media jest przerażająca
nie słuchać radia, nie oglądać telewizji, nie używać social mediów
przeżywam swoje własne dramaty a nie te, które i tak znikną z przestrzeni publicznej za moment
warto nawet stracić memy, warto mieć spokój
Próbuj, ale pamiętaj, że może się okazać, że nigdy tam nie dotrzesz. Może się okazać, że nigdy do tej stacji nie dojedziesz i będziesz przez to myśleć, że ci nie wyszło, a to nie tak. Najprawdopodobniej zawsze coś będzie nie tak. Najprawdopodobniej zawsze coś będzie cię gryzło, smuciło, męczyło, frustrowało lub bolało. To nie tak, że to się kiedyś kończy. To nie tak, że docierasz do jakiejś magicznej granicy pracy nad sobą, na której terapeuta ściska z uśmiechem twoją dłoń, wręczając ci oficjalnie certyfikat zdrowia umysłowego, a ty od tej chwili czujesz się już tylko dobrze. Rozwój nie odbywa się po linii prostej i na początku będzie to mylące, ale nie poddawaj się. Jeśli przez trzy dni będziesz się trzymać, a czwartego się podłamiesz - nie oznacza to, że nic nie zrobiłaś. Jeśli przez trzydzieści dni uda ci się czegoś nie robić, a trzydziestego pierwszego się potkniesz - nie oznacza to, że wróciłaś do punktu wyjścia. Jeśli przez kilka miesięcy w końcu nie będziesz się z czymś zmagać, a potem ten problem znów do ciebie na jakiś czas wróci - nie oznacza to, że nie wykonałaś ważnej pracy. Progres nigdy nie będzie prostą, wzrastającą linią. To zawsze będzie sinusoida. Jeśli przez trzy dni będziesz się trzymać, a czwartego się podłamiesz - daj sobie prawo, by poczuć się gorzej, odpocznij przez noc i wróć do walki, jak tylko poczujesz się lepiej. Jeśli przez trzydzieści dni uda ci się czegoś nie robić, a trzydziestego pierwszego się potkniesz - podziękuj sobie, ponieważ jeszcze jakiś czas temu przerastał cię jeden, a dziś zdolna jesteś aż do trzydziestu. No widzisz? Brawo! Jeśli przez kilka miesięcy w końcu nie będziesz się z czymś zmagać, a potem ten problem znów do ciebie wróci - pamiętaj, że nie wrócił tu na zawsze. Wiesz już dobrze, że potrafisz przez kilka miesięcy, więc spokojnie. Będziesz mogła znów, jak tylko odzyskasz siłę. Nie oczekuj, że twój rozwój będzie miarowym i systematycznym wspinaniem się po linearnej górze. Nie oczekuj, że nie zdarzą się po drodze gorsze dni. Nie oczekuj, że wszystkie twoje złe doświadczenia po prostu rozpłyną się w powietrzu. Masz prawo cierpieć z powodu rzeczy, które zdarzyły się dawno temu. Masz prawo miewać gorsze dni z powodu wydarzeń, z którymi zwykle już całkiem dobrze sobie radzisz. Masz prawo nie udawać, że nie bolało, nawet jeśli na co dzień już aż tak cię to nie dotyka. Masz prawo być smutna i zła jeszcze długo po tym, jak zostałaś zraniona. Walcz. Walcz, rozwijaj się i pracuj na sobą, ale, proszę, nie zapomnij się przytulić, gdy zdarzy ci się gorszy dzień. Nie zapomnij, że silna jesteś nie tylko, gdy stoisz twardo na nogach, ale także wtedy, gdy kulisz się pod kocem. Nie zapomnij, że silna jesteś nie tylko pełna radości, ale także wtedy, gdy płaczesz. Pamiętaj, że nie poradzisz sobie z emocjami, jeśli ich do siebie nie dopuścisz. Nie uciszysz swojej złości, jeśli najpierw nie dowiesz się, jak bardzo jesteś wściekła i nie pokonasz smutku, jeśli najpierw nie pozwolisz sobie poczuć, jak ogromnie jest ci żal. W pełni świadoma swoich emocji, wyruszysz w drogę do magicznej stacji i jeszcze długo nie zdasz sobie sprawy z tego, że dotarłaś do niej, gdy oficjalnie pozwoliłaś sobie być człowiekiem.
- Marta Kostrzyńska
Dla nich wszystkich od zawsze byłam trochę niepojęta. Trochę patrzyli krzywo, trochę z boku, a trochę kręcili głową z niedowierzania. Od początku byłam uparta, walczyłam do upadłego za to, w co wierzyłam i brałam sobie na barki rzeczy, których inni podobno nie byliby w stanie. Byłam w stanie ogromnie dużo znieść. Nie bałam się stanowczo stawać w obronie tego, co było dla mnie ważne. Dosyć szybko przez to uświadomiłam sobie, że przez większość życia będę do tych wszystkich walk stawać sama, a następnie po prostu się z tym pogodziłam. Nie uznawałam kompromisów, nawet jeśli oznaczało to pójście na czołówkę z całym światem. "Czemu ty musisz być taka zawzięta?" - pytali z przekąsem, rzucając mi pod nogi coraz to większe kłody. Widownia siedziała i czekała, aż oficjalnie się poddam, kilkukrotnie zawczasu świętując, gdy wykrwawiałam się dla nich na środku sceny, oświetlona blaskiem reflektorów. Kilka razy nawet ja myślałam, że to już. Tępy ból przeszywał mnie od czubka głowy aż po stopy. Zakleszczałam boleśnie powieki, a krzyki tłumu stawały się coraz bardziej głuche. "Odpuść..." pulsowało mi w głowie niczym śmiercionośna migrena. Sama wielokrotnie powtarzałam sobie, że w końcu się zajadę i choć byłam na to teoretycznie przygotowana, to za każdym razem okazywało się, że to jeszcze nie dziś. Przeklinałam sama siebie i tych, którzy wybrali dla mnie tę rolę. Stawałam okrwawiona po środku niczego i darłam się, że mają się pierdolić. Za każdym razem zostawiali mnie z ciszą, a ja obracałam się na pięcie i mówiłam, że ostatni raz mnie tu widzieli. "Pani jest ze skały." - powiedziała do mnie, podczas gdy mój wzrok odbywał lot gdzieś między pustką a próżnią. Doskonale wiedziałam, że nie odpuszczę. Ona też. Moja siła mogła być moim przekleństwem, ale widocznie ja miałam stać się przekleństwem całego świata.
Marta Kostrzyńska
myślałam, że teraz będę mieć wsparcie z wielu stron, bezpieczne plecy, a nie dość że nie mam z tej nowej strony, to straciłam też te ze starej
a strzelają ze wszystkich
Zdawało mi się, że skoro mówi to wszystko do mnie sam z siebie, to przecież nie muszę się martwić. Przecież nawet o to nie prosiłam. W ogóle nie marzyłam o tym, by po tygodniu znajomości zapewniał mnie, że zmieni dla mnie swoje życie. I choć tego nie oczekiwałam, trudno było nie widzieć w tych słowach pewnego rodzaju obietnicy i zapewnienia. No bo po co? Po co miałby udawać zachwyt i zaangażowanie w stosunku do kogoś, kogo dopiero poznał? Dlaczego miałam od razu prześwietlać go w poszukiwaniu intrygi? Dlaczego nie mogłam po prostu zaufać? Chwilę później już go nie było, a ja złamałam się pod swoją bezradnością. Byłam wściekła. Po raz kolejny cierpiałam przez czyjeś impulsy. Po raz kolejny musiałam zmierzyć się z człowiekiem, który nie brał odpowiedzialności ani za swoje słowa, ani za gesty. Nienawidziłam obrzucania wielkoformatowymi zachwytami, które nigdy nie miały do niczego prowadzić. Chodziło głównie o to, że o nic z tego, do cholery, nie prosiłaś. Nie chciałaś żadnych deklaracji. Nie chciałaś, by widział w tobie po tygodniu matkę swoich dzieci. Chciałaś tylko powoli testować coś, co wydawało się fajne. Byłaś już duża, więc dobrze wiedziałaś, że to nie twoja wina i nie miałaś na to żadnego wpływu, ale jasny chuj cię strzelał, że po raz kolejny czujesz się jak idiotka, choć ani trochę nie powinnaś.
Marta Kostrzyńska