Niektórzy ludzie pojawiają się w naszym życiu tylko po to, by wyleczyć nas z innych.
No title available
𓃗
The Bowery Presents
Lint Roller? I Barely Know Her

Origami Around
NASA
art blog(derogatory)
Monterey Bay Aquarium
almost home

blake kathryn

titsay
Today's Document

Andulka
Cookie Run:Kingdom Official!

bliss lane
Cosmic Funnies
No title available
KIROKAZE
EXPECTATIONS

oozey mess

seen from Morocco

seen from Australia
seen from Spain

seen from Italy
seen from Malaysia

seen from United States

seen from United States

seen from Malaysia
seen from United States

seen from United Kingdom
seen from Russia

seen from Türkiye

seen from Malaysia
seen from Chile
seen from Türkiye

seen from Malaysia
seen from Italy

seen from Italy
seen from United States
seen from Malaysia
@medicineforlife
Niektórzy ludzie pojawiają się w naszym życiu tylko po to, by wyleczyć nas z innych.
@szczeryskurwiel 🌶
Mówiłam, że nie kocham.
I szczerze tak myślałam.
Ale w końcu zrozumiałam.
Ciemne oczy ozdobione rzęsami,
Tyle sekretów, co zostały między nami.
Powietrze ze mnie uszło, jak z pękniętego balonu.
Bo wnet się okazało, że nie będzie ani ślubu, ani welonu.
Po tobie pozostał niewyraźny na horyzoncie cień.
A ja już nie wiem, kiedy noc, a kiedy dzień.
Myślałam, że nie kocham.
I kochać cię nie chciałam.
A serce nie sługa i znów ucierpiałam.
Cichy krzyk, nieme wołanie,
Zabierz ode mnie tą zmorę, o Panie!
Weź ból serca i ciężkie łzy.
Nie chcę tych uczuć, co mają ostre kły.
One żywcem mnie rozerwą, strzępy pozostaną.
Me ciało zostanie tylko wyblakłą plamą.
Jego uśmiech, jego dłonie, oczy co śnią się co noc.
Czuję, że wraz z nim odchodzi ze mnie moc.
Zostanę człekiem, szkieletem z zimną krwią.
Od takiego końca, od bierności mnie świecie chroń.
Oddam te uczucie co niszczy, w proch obraca.
Weźcie to ode mnie, niech nigdy nie wraca.
Ja kochać chciałam, o łaskę tą się modliłam,
Ale kochając go, tak bardzo się pomyliłam.
Tańczy śmierć na stole,
Ubrana w żałobne szaty.
Pech się kręci po Kole,
Kogo dziś spisze na straty?
Zapomniałam.
No prawie.
Ale jestem na dobrej drodze.
Poznałam nowych, lepszych przyjaciół.
Troszczą się, lubią mnie i w końcu jest normalnie.
Przyjemnie.
Czasem tylko.
Wieczorami.
Gdy widzę wasze zdjęcia.
Myślę sobie, że ja tęsknię.
Za wonią toksyczności.
Dzień zwykły,
Jeden z wielu.
Nisko słońce,
Wiatr łagodny stuka w szyby.
Ja beztroska,
Błache problemy, zawstydzone zawracają głowę.
W końcu, noc powolnym krokiem sunie.
Cisza spowija ulice.
Wiatr przybrał na sile, szarpiąc drzewa za włosy,
Dędni i woła, kiedy ja kładę się pod ciepłe okrycie.
Światło gaśnie, mrok przejmuje stery.
Przymykam lekko powieki.
I tęsknię.
Wzdrygam się z przerażeniem, lecz jest już za późno.
Dziwna mgła pokrywa zmysły.
Fabryka myśli otwiera swe wrota.
Fale ciemnego tajfunu dławią i zabierają z płuc powietrze.
Rzucam się, bronię, zamieram.
Tylko jedna nabiera koloru
I rośnie, obłapiając toksycznymi myślami.
Zaciskam powieki, kulę się, łkam.
Wołam do Morfeusza, by przyszedł, by objął, by pobłogosławił snem,
Otulił swą ręka, ukoił rozszargany dech.
Ale on tylko skrył się w mroku, przyglądając tępo.
Za późno.
Machina rusza.
Zamieram.
Wkrada się do krwi, do mięśni, pod skórę.
I tęsknię.
Czuję czyjś dotyk,
Żołądek się w supeł zwija,
Gęsią skóra pokrywa spocone ciało,
Dziwne ciepło rozlewa się po szyi.
Wzdycham.
I tęsknię.
Za czym ja tak tęsknię?
Za czymś czego nie znam.
Za jego dotykiem.
Jak tęsknić za gładką skórą, ciepłej dłoni, której nigdy nie dotknięto?
Jak tęsknić za słodyczą ust, gdy nigdy nie całowano?
Jak tęsknić za tym czego tylko wyobraźnia świadkiem była,
Co nigdy nie dane było zakosztować,
Ni poczuć, ni się nacieszyć.
Powiecie: niemożliwe.
Ale ja czuję.
I tęsknię.
Ból tęsknoty, drżąca pierś, strużka potu na skroni.
Ciało chce, potrzebuje
Niepoznanej nigdy rzeczy.
Nie jestem zła ja jestem po prostu bardzo rozczarowana
Nie lubię dzielić się bliskimi mi ludźmi, bo gdy przyjdzie co do czego, nigdy nie wybiorą mnie.
@happyintherain
Nienawidzę niedopowiedzeń, niewiadomych i niedokończonych spraw.
A nasza relacja jest definicją tego wszystkiego.
Mała myśl.
Pojawia się, gdy wszystko jest na swoim miejscu.
Gdy świat jest taki, jaki być powinien.
Gdy nie brakuje ci niczego.
A przynajmniej brakować niczego nie powinno.
Ale ta myśl.
Jak świetlik w cichy wieczór stukający w okno. Wciąż, bezustannie, ciągle.
I z uśmiechem ignorujesz ją, ciesząc się z rzeczywistych chwil.
Ale ona wciąż wraca, stuka, czeka.
Mała myśl, że brakuje tego człowieka.
Chciałabym, żeby ktoś się mną przejął. Chciałabym, żeby ktoś się martwił, pytał o wszystko. Chciałabym, żeby ktoś interesował się mną, co lubię w ludziach, czego nie lubię w nauczycielu historii, dlaczego nie lubię kawy i czemu zawsze zamykam oczy przed przejściem przez ulicę. Chciałabym mieć kogoś, kto pisałby ze mną do nocy, aż zasnę, kto zadzwoni, gdy będzie odpowiednia chwila, kto przybienie do mnie, gdy będę tego potrzebowała, kto zabierze mnie tam, gdzie zechcę i pójedzie ze mną w każde szalone miejsce, jakie wymyślę. Kto zrobi ze mną wszystko tylko po to, by zobaczyć na mojej twarzy uśmiech. Kogoś, kto tęskniłby za mną i przychodził niespodziewanie. Potrzebuję kogoś, kto przyjdzie do mnie wieczorem , bo tak, po czym będzien leżał ze mną w ciszy przez kilka godzin, by tylko czuć mnie przy sobie. Chcę kogoś, kto będzie siedział ze mną przy pracy domowej z matematyki i słuchał moich narzekań i skarg. Potrzebuję kogoś, kogo zapach będę kojarzyć ze szczęściem, kogo ramiona będą najlepszym miejscem na ziemi. Potrzebuję kogoś, kto będzię się ze mną smiał, płakał i kłócił aż do łez, po czym oboje poodzimy się, bo nie będziemy mogli bez siebie żyć. Chciałabym kogoś, kto będzie próbował zrozumieć wszystkie moje głupoty, kto bez pytań pójdzie ze mną oglądać gwiazdy, lub kto zrozumie, gdy nie będę chciała rozmawiać. Kogoś, kto będzie chciał spełnić wszystkie moje porąbane marzenia. Chciałąbym mieć kogoś, kto będzie mnie trzymał za rękę gdzie nie pójdę, bym czuła się bezpiecznie przy innych ludziach. Kogoś, kto zastąpi mi wszystkich i wszystko. Chciałabym mieć kogoś, kto mnie po prostu pokocha. Tak jak ja pokochałam ciebie.
Mieliśmy umowę.
Marzenie się spełniło.
Myślałam, że to sen i to tylko się przyśniło.
I teraz wciąż żałuję, że nie miałam racji.
Bo chciałbym się wybudzić z tej beznadziejnej narracji.
“Traktujesz moje zaufanie jak pustą butelkę po piwie. Myślisz, że możesz wyjebać, rozjebać i zapomnieć. Ale zdziwisz się, tym razem nie będzie nowej.”
— empiryk.
To boli.
Gdy w samotności ulgę przynoszą łzy.
A powodem ich strumienia znów jesteś Ty.
I sama nie wiem dlaczego.
Nie kochałam cię nigdy nawet odrobinę.
Nie spędzaliśmy razem nocy pod gwiazdami.
Ani nie wymieniliśmy się uśmiechami.
Ale to boli.
Choć boleć nie powinno.
U mnie jest blisko z serca do papieru.
Agnieszka Osiecka "Rozmowy w tańcu"