Ze sobą byliśmy sobą, wiesz? To się bardzo rzadko zdarza, ale nam się to zdarzyło i to było bardzo cenne. Ze sobą byliśmy całkowicie idealni w swojej skrajnie odbiegającej od ideału postaci. Nie musisz cedzić słów, nie musisz analizować tego, co zaraz powiesz. Po prostu mówisz. Wyrzucasz swoje nieprzefiltrowane myśli. Nie tworzysz alternatywnych wersji swojej postaci. Po prostu jesteś i to wystarcza. Razem nie wymagacie żadnych poprawek i zmian. Spokój. Niczym niezmącona wolność. Nie musisz wypaść najlepiej, bo jeśli jesteś szczery, to jest mi z tobą najlepiej. Odpoczywaliśmy w swojej wzajemnej bezwarunkowej akceptacji. Niczego nie musisz udowadniać, niczego nie musisz odgrywać… Po prostu rozsiądź się i odetchnij. Nie męczyła nas nasza obecność. Można było mówić bez chwili na oddech i tak samo milczeć. Można było poważnie dyskutować, a za chwilę pierdolić kompletne bzdury. Można było nie wiedzieć i nie rozumieć. Można było bez lęku przyznać się do bycia człowiekiem. Rozsiadaliśmy się, czas płynął leniwie gdzieś w tle, a my z czystą przyjemnością niczego nie wiedzieliśmy. Nie wiedzieliśmy i wcale nie chcieliśmy się dowiedzieć, bo z każdą nową wiedzą coś trzeba było zrobić, a my byliśmy tutaj razem, żeby odpocząć. Odpocząć… Ludzie szukają tak mnóstwa różnych rzeczy w drugiej osobie, a ja myślałam, że ostatecznie chodzi właśnie o to, by móc w drugiej osobie odpocząć. Chodzi o to, by móc przyjść w swoim najbardziej surowym, niepokolorowanym stanie, położyć się obok i odpocząć. Chodzi o to, by być pewnym, że właśnie tam, z nią, czeka na ciebie spokój.
Marta Kostrzyńska

















