Obudził mnie telefon z biura, dostałam info w mailu że mam się wstawić w biurze by oddać resztę rzeczy tzn telefon. Nie mam teraz na to czasu, napisałam że mnie nie ma i będę po świętach. Może dlatego że mało spałam czuję się tak do dupy. Po wczorajszym okładaniu nosa lodem nie wiele to pomogło i ból dalej jest nosa, dziąseł krtani. Ogarnęłam się mimo wszystko i ruszyłam do miasta. Miałam mieć terapeutę od uzależnień. Hmmm… za dużo miałam spraw, za daleko on jest. Błąd? Może i błąd ale nie dość że tu mam 2 km do przystanku , było zimno, nie stać mnie na mój wymarzony, ciepły płaszcz to stamtąd do centrum są 3 km a ja miałam ważniejsze sprawy. Chciałam zrobić coś miłego dla siebie i odwiedziłam second hand, ubranka świąteczna dla mnie i córki są. Potem mieszkanie męża - też daleko a bylo zimno z tymi torbami i czuję, że przewiało mnie konkretnie. Przyszła właścicielka, pogadałyśmy jak kobieta z kobietą, jak człowiek z człowiekiem, jak lekarka z człowiekiem. Tempo, stres, nadmiar spraw, plus wiadomo alkohol doprowadziło mnie do obecnych sytuacji. Byłam naprawdę przeciążona wszystkim. Potem biedronka, ostatnie jak mi się zdawało zakupy na święta , 350 zł, masakra. Taksówka i do domu. >Boli mnie brzuch, nogi mam jak z waty jak przed okresem, głowa do przewiania i ogólnie jest słabo. Oglądam Emily w Parażu, drugi sezon a jest ich 8 więc będzie co oglądać. W międzyczasie po 6 latach zarejestrowałam się w profilu zaufanym i jutro po 6 latach będę mogła w końcu zamknąć firmę ponieważ jestem na zwolnieniu muszę to zrobić by nie było żadnych nieprzyjemnych komplikacji. Wzięłam udział w jakimś świetnie brzmiącym szkoleniu, które finalnie okazało się jedynie wypełnianiem wniosków bankowych. Naszła mnie myśl żeby jutro spotkać się z mężem, dlatego bo w święta nie będziemy razem pierwszy raz od 6 lat, córka nie chce , z resztą nawet nie zasłużył po tym co mi zrobił ale on ma wolne a to jedyny dzień kiedy jeszcze kursują autobusy i nie będę musiała wydawać 7 dych na taksówkę, mogłabym nawet wziąć psa, biorąc po uwagę świąteczne ubrania które dziś kupiłam moglibyśmy zrobić sesje na karuzelach na rynku, zaraz przyszła myśl i wizja że tam sprzedają gorącego grzańca. My, karuzele, śmiech, rozmowy, grzaniec. Za dużo Emily w Paryżu a oni tam piją non stop a jakoś konsekwencji nie pokazują, wszyscy świetnie sobie radzą i potrafią pić. Iluzja? Czy tak wygląda rzeczywistość? Napiłabym sie grzańca, do domu wzięła wino, jedno to za mało, spacer przez las po drugie, kac, ból głowy… tak wygląda rzeczywistość. Mam nadzieję, że sama już sobie to wytłumaczyłam tym wpisem. Jeśli tak coś to pisanie pamiętnika daje. Zrobiłam jeszcze jedną ważną rzecz na którą dziś wpadłam. Zablokowano mi zarabianie na fb przez ciągłą potrzebę aktualizacji konta bankowego, zmieniłam sposób na paypal i go założyłam. Więc mimo, że czuję się dziś jak trup ogarnęłam dwie rzeczy z których jednej nie mogłam ogarnąć przez 6 lat. Kupiłam dwa barszcze czerwone 1.5 litrowe. Wróciłam do domu głodna ii zmarznięta. Chciałam czegoś dużo ale lekko - zupa. Zrobiłam po raz pierwszy gyozę, Córce dałam z sosem sojowym a sama zalałam barszczem. Po niedługiej chwili przypomniałam sobie że najlepszy barszcz jest z ziemniakami i śmietaną. Ugotowałam kilka i zalałam… pycha. Po jeszcze niedługiej chwili chciałam dokładkę, ugotowałam jeszcze więcej ziemniaków i zjadłam dziś 1,5 litra barszczu z ziemniakami !!!! Na co komu święta, zacznij żreć już dziś!!!
Dziś poniekąd zwyciężyłam ale myśl już w głowie była i jak zwykle nie wydawała się straszna, wręcz zabawna, ciepła i kolorowa. Muszę poszukać więcej informacji o samodyscyplinie, o planowaniu, o pracy na myślach i emocjach. Myślę, że to powinno się robić na terapiach. Może źle , że nie poszłam, tym bardziej że drugi raz, tamten przełożyłam bo to kompletnie daleko i w ogóle mi nie po drodze. Pomyślę o tym, może po świętach. Póki co spróbuję dać radę sama.