Dzień 1. w minimalizmie
Witam,
Jestem Michał, mam 16 lat i, że jest to mój pierwszy wpis na tym blogu to wytłumaczę o co w nim chodzi. "Sierpień Bólu" jest projektem "odmiany życia". Zawsze byłem trochę roztrzepany (nie mówię, że nadal nie będę), stwierdziłem, że trzeba zacząć coś robić. Moją pierwszą inspiracją był Matt D'Avella, polecam, naprawdę.
Zacząłem od zmiany diety, zauważyłem, że strasznie dużo podjadam słodkich rzeczy więc od dwóch dni nie jem nic co ma dodawany cukier (bez owoców bym nie przeżył), wegetarianinem jestem już od dwóch lat z kawałkiem, więc moje obiady były już dosyć zdrowe, ale te nieszczęsne śniadania. W skrócie płatki, płatki, płatki, no i czasami jajka, ehhhhh... Więc poszedłem do mamy i spytałem się jej jak ona robi omlety, no i zacząłem je robić. Do śniadania wrócił mi nawyk czarnej kawy :), ewentualnie czarnej Inki.
Jako, że zacząłem podążać drogą minimalizmu, co akurat dla mnie nie jest trudne, ponieważ zawsze mnie do takiego stylu życia ciągnęło. To postanowiłem wywalić z pokoju rzeczy, których nie potrzebuje, jak na minimalistę przystało :).
Wczoraj "wyczyściłem" moją komodę ze wszystkich ubrań jakich nie noszę albo bardzo rzadko. Zostawiłem rzeczy, które po prostu są mi potrzebne, tyle ile mi wystarcza. Za to dzisiaj wziąłem się za całą resztę pokoju. Biurko wcześniej zagracone, zaśmiecone teraz wygląda schludnie. Znajduje się na nim tylko komputer z głośnikami, gramofon, słuchawki i lampa, a no i mój kubek na kawę. Szuflady stały się nagle prawie puste. Jedyne co nadal mi przeszkadzało na biurku był gramofon, mój ukochany gramofon... Nie mogłem go nigdzie indziej postawić, ponieważ nie miałem wzmacniacza, czyli musiałem słuchać winyli przez adapter podłączony do komputera. Wzmacniacze kosztują strasznie dużo i się trochę podłamałem, żartuje ja się nie poddaję. Poszedłem na strych, bo może akurat rodzice mają coś starego co pozwoli mi przenieść gramofon na komodę. Patrze, stoją jakieś dziwne stare kloce i dwa z nich to rzeczy których potrzebuję, więc zniosłem to do pokoju podłączyłem i mam cudowną muzyczną stacje na komodzie, po roku posiadania gramofonu.
Wypiłem kolejną kawę zbożową i usiadłem na fotelu, patrząc i delektując się moim dziełem. Tak właśnie wyglądał mój pierwszy krok do minimalizmu dzięki, któremu mogę już zwać się minimalistą. No, oprócz tych książek z którymi na razie nie mam co zrobić, więc stoją mi na półce...
Więc witamy w minimalizmie.











