15.10.2024
To miejsce stanie się dla mnie pewnego rodzaju oczyszczeniem z myśli, uczuć oraz emocji. Nigdy nie potrafiłam sklejać słów w piękne zdania, ubierać chaos w mojej głowie w spokojne wersy, tworzyć coś, co inspiruje, co sprawi, że ludzie zapragną przekazywać to dalej. Takich umiejętności nie miałam, a może nie pragnęłam poklasku i nie potrzebowałam aprobaty? W swoim życiu przeszłam wiele, jednak ten rok jest dla mnie przełomowy, bo po raz pierwszy, po tylu latach szarpania się z demonami swojego umysłu, zdecydowałam się na terapię. To długa, kręta i wyboista droga, której przeszkody pokonuje każdego dnia. Niektóre z nich zatrzymują mnie na wiele miesięcy, inne zaś ciągną mnie do siebie i powodują upadek.
Nie jest to sesja odbywająca się raz w tygodniu. Na terapię chodzę codziennie. Codziennie walczę o to, aby nazajutrz móc się podnieść z łóżka. Walczę z chorobą. Niszczącą życie i radość, która z niego płynie. Właściwie nawet pisząc o tym, w mojej głowie pojawiło się pytanie czy pamiętam moment kiedy odczuwałam szczere, czyste szczęście? Być może były takie momenty w dzieciństwie, a na palcach jednej ręki mogę policzyć, kiedy miałam okazję czuć je w dorosłym życiu. Od dawna zmagałam się z uporczywymi myślami samobójczymi, jednak do początku tego roku udawało mi się je przeganiać. Teraz się poddałam. Nie potrafiłam już dłużej przybierać fałszywy uśmiech i skrywać przed światem to, co nosiłam w głębi duszy. A moja dusza jest pokrywa czarną, ciągnącą się, zalewającą życie i gorącą smołą.
Choruję na depresję. Każdego dnia uczęszczam do miejsca, w którym się leczę. I każdego dnia marzę o tym, żeby zniknąć.











