zeszłoroczny maj pachniał jak najsłodszy początek zlewający się w całość ze wszelkimi gorzkimi, aczkolwiek wyczekiwanymi końcami. był przerywanym oddechem z ukrytym uśmiechem, bo szczęście było trudne, gdy poczucie winy otulało mnie mocniej od ciebie znajdującej się tak daleko. myliłam się wówczas, czując cię bliżej, niż kogokolwiek wcześniej. coś musiało splątać nasze dusze ze sobą, coś musiało wiedzieć, że nie będziesz dla mnie tylko kolejną osobą. ze wszystkich piosenek świata, trafiła się ta piętnasta z kolei na 1989, kiedy dłonie mi drżały, bo miałam się odezwać ten pierwszy raz. wszechświat zaśmiał się ze mnie, a może po prostu wiedział. mogłam ci powiedzieć. dzisiaj w kółko słucham fantasmagorii, wracając myślami do tamtej nocy rozrysowującej nasz start pełen ulubionych kolorów, słów i kwiatów. wciąż pamiętam.
powinnam była przytulić cię na tę sekundę dłużej, kiedy dałaś mi swój sierpniowy weekend. żałuję, że nie przesłuchałam z tobą oxygen ten jeden raz więcej, kiedy słońce ukrywało się za naszymi plecami. żałuję, że nie wsłuchałam się w are you bored yet? nieco mocniej, kiedy podarowałaś piosenkę akurat mnie. powinnam była zaprzeczyć, gdy wspomniałaś o chwili szczęścia. owiałaś mi serce wiecznością, pozostawiłaś po sobie tę ironiczną bliznę na duszy. chciałoby się przywołać you drew stars around my scars, bo nic nie opisze tego lepiej. ale ty musiałaś wiedzieć. a może nie? nie powiedziałam. żałuję. żałuję, że nie zapytałam o playlistę. żałuję, że nie przyniosłam ci kwiatów w obawie, że coś pomyślisz. żałuję, że nie powiedziałam, co myślę. żałuję, że byłam najgorszą wersją siebie, choć od początku wiedziałam, że najlepsze zostawiłabym właśnie dla ciebie. żałuję wciągnięcia cię w chaos bez umiejętności powiedzenia czegokolwiek. żałuję. dziś wszystko zrobiłabym inaczej. żałuję, że nie powiedziałam, że wątek z motylami był z myślą o tobie. żałuję, że serce puchło na myśl o tobie, jednakże w dalszym ciągu kończyło na dnie rozemocjonowanego pudełka.
żałuję wszelkich uników, ilekroć przyszło ci zadać pytanie. żałuję strachu, dzisiaj popadam w dziwną manię. żałuję uśmiechów ukrytych mimowolnie. żałuję tego, co niewypowiedziane. ukrytego między piosenkami. żałuję milczenia, które zakradło się pomiędzy.
powinnam była powiedzieć, co czuję. powinnam była powiedzieć, że się zakochuję.
najdroższa ty, cholernie tego żałuję. ten jeden raz bałam się kochać, wmawiając odbiciu lustrzanemu, że jeszcze nie zasługuję. żałuję, że to zawsze byłam ja, jeśli dla mnie to zawsze byłaś przecież ty.
najdroższa ty, żałuję. przy pierwszej rozmowie nie sądziłam, że rok później to będzie wszystko, co poczuję.
dzisiaj tonę we wspomnieniach błękitnego nieba i uśmiechu malującego dzień w najlepsze barwy. staram się przestać odtwarzać spojrzenie, w którym ukryto najpiękniejsze gwiazdy. próbuję nie tęsknić, bo chciałabym być okej. trzeci raz nie krzyknę, nie chcę być nie fair. być może samolubnie jest kochać w ciszy, z oddali, a może czasami to wszystko, co nam zostaje, bo jesteśmy tylko ludźmi. na te wielkie rzeczy jesteśmy za mali.
nie dałabym ci piosenki. rzuciłabym słowem na k. nie powiedziałabym, że nie potrafię. tymczasem zabrała mi ciebie mgła.
idealna osoba, najgorszy czas.
miałyśmy oglądać razem wschody, ale stałaś się słońcem ukrywającym się za horyzontem w przełomowym momencie mojego ulubionego dnia. nie byłaś chwilą, a najsłodszym uniesieniem z chłodnego gruntu, dzisiaj owianym w niekończące się wspomnienie.
żałuję. sama cię taką wymalowałam.
teraz nie potrafię chwycić ich dłoni i nie myśleć w tym wszystkim o tobie. when they're with me, i get deja vu.
najdroższa ty, tęsknię. codziennie. pomiędzy słowami, piosenkami i nowymi-starymi osobami. teraz jesteś tylko snem powracającym w pojedyncze noce. może byłoby łatwiej, gdyby to było tylko serce. czuję się jednak, jakby dusza za tobą cierpiała.
żałuję braku słów, milczeń i braku bezpośredniości. nigdy nie będę żałować ciebie obok siebie. żałuję chwili. chciałam cię zawsze, choć tak trudno było powiedzieć. chciałam być zawsze, dla ciebie, ale może tak jest — przecież wciąż nieświadomie posiadasz jedyny klucz.
nie ma cię ze mną. bądź najszczęśliwsza, proszę.
jeszcze przez długi czas twoja, w żadnym stopniu ich, ale powoli w tym wszystkim również swoja,