Trudności w zdrowieniu są np. takie, że pozbywając się szkodliwych schematów, przez jakiś czas nie masz zupełnie nic nowego na ich miejsce, a powstała pustka dotkliwie doskwiera :
Przestałam być nadmiernie zależna, emocjonalnie obciążająca i manipulująca -> ale nie umiem "istnieć w relacji" i być autentyczna. Nie umiem budować głębokiej więzi w oparciu o coś nowego, więc moje nowopowstałe relacje są dosyć płytkie. Nie umiem istnieć w zdrowy sposób, więc na razie mało co istnieję. To trudne, czuję się przez to bardzo samotna i niewidziana. Ale nie wrócę do poprzedniego schematu. Tam definitywnie coś we mnie umarło, z czego jestem bardzo dumna i daje mi to poczucie szczęście w nieszczęściu.
Przestałam być tak narcystyczna, choć dalej w jakimś stopniu jestem, a na pewno bywam -> ale nie umiem jeszcze w zdrowy sposób opierać swojej samooceny na sobie i czuć się przy tym ze sobą dobrze, pewnie i bezpiecznie wśród innych posiadających "oczy". To trochę jak ściągnięcie śmierdzącego, toksycznego chemicznie płaszcza przeciwdeszczowego w ulewę (xD). Nie śmierdzisz, nie odrażasz tak innych, nie stanowisz dla siebie i innych zagrożenia, ale mokniesz. Niby spod rynny w deszcz, ale deszcze też bywają kwaśne. (xDDDD)
No jednym zdaniem, te wszystkie szkodliwe mechanizmy po coś powstały i pełniły jakaś funkcję, więc ich zanik wiążę się z utratą płynących z nich korzyści, ale jest to też szansa, na wytworzenie zdrowszych wzorców działania, myślenia i postrzegania.