Dzieje się
Dziś mam kryzys. I to bez wyraźnego powodu. Co prawda od 2 dni leje, ale bez przesady. Płakałam. Nie radzę sobie dziś z Sonią i pełno we mnie rezygnacji. Najchętniej poszłabym spać. Nie wiem, dlaczego tego nie zrobiłam razem z Nią. Liczyłam, że uda mi się choć trochę popracować. Niestety. Mój mózg dziś odmówił współpracy.
Ale...
zdaje się, że zaczęłam czuć ruchy. Jeszcze nie kopnięcia, ale muśnięcia. Przyjemne to, relaksujące i daje pozytywnego kopa.
17. tydzień... Ależ to leci.















