Najdroższe kino w moim życiu
Canon EOS 300D Digital, Canon EOS 24-105 mm f/4
Węgorzewo już błyszczy na święta. Jaki to jest blask to już sobie sami oceńcie.
My w sobotę pojechaliśmy sobie do Kina. Predator. Taki trochę teletubisiowy. Moc serduszek i współpracy. Wielkiej historii tu nie ma. Ale nie jest też tak, że jest całkowicie słabo. Takie 6/10. Może 7.
Po seansie wsiedliśmy w auto. Ruszyłem i... Coś było dziwnie. Rondo. Tak. Definitywnie coś jest nie tak. Zjeżdżam na parking pod galerią. No i buba. Flak. Powietrza w oponie nie widać. Nie mam zapasu. Tylko jakiś kiepski zestaw naprawczy. Jesteśmy w obcymi mieście 30 kilometrów od domu. Sobotni wieczór. Co robić? Parking płatny. Telefon do znajomego. Masz kompresor przenośny? Ma ale pił. Jest sobota. Możemy podejść to zejdzie. Nawet auto nam pożyczy. Zastanawiamy się chwilę jakie mamy inne opcje. Idziemy na Orlen po drodze. Kompresorów nie mają ale można skorzystać z WC. Idziemy do Jacka. Znosi nam kluczyki. Daje nam pompkę. Auto jest przedpotopowe i dość wysłużone. Ale jedzie. To najważniejsze. Pompowanie nic nie daje. Jedziemy do domu. Ania szybko zasypia. Ja gram w grę żeby się odstresować. Parking opłaciłem do 11 rano. 40zł. Gram do 3:20
Ledwo ale wstaję. O 9:00. Zaczynam dzwonić. Mobilna wulkanizacja. Nie odbiera. Jest druga ale z Suwałk. Trzecia nie wiadomo skąd. To może laweta? Karol. Znam Karola. Karol jest z Węgorzewa ale w sumie to bez znaczenia. I tak trzeba pojechać i wrócić. Dzwonię. Jest na chodzie. Holowanie 250zł. Można też kombinować zastępczą oponę. Decyduję się na hol. Biorę lepszą butelkę whisky i piszę słowo "Dziękuję" na kartce. Wkładam Jackowi do schowka. Jadę do bankomatu po hajs na lawetę. Potem na Orlen. Tankuję mu 10 litrów. Auto pali cztery na sto. Nie zużyłem dziesięciu ale wiecie o co chodzi. Chcę być w porządku. Jadę do Giżycka i zostawiam mu kluczyki w skrzynce pocztowej. Tak się umówiliśmy bo go dziś nie ma cały dzień. Idę piechotą z powrotem do swojego auta. Dalej stoi. Mandatu nie ma. Jest już po czasie bo musiałem czekać na lawetę. Jak dzwoniłem to wracała z Olsztyna. Nie kupuję nowego biletu. Chwile po mnie przyjeżdża Dawid. Blokujemy przez chwilę wjazd pod galerię. Wciąga mnie na lawetę. Przypina jedno koło. I razem ze mną w astrze jedzie kawałek dalej na parking. Tam wysiadam. Auto zostaje porządnie zabezpieczone i jedziemy do Węgorzewa. Prosto pod zakład oponiarski. Jutro będę musiał tam wrócić. Oczywiście. Zapytam dla formalności czy opona nadaje się do łatania. Ale to ułuda. Gdybym zauważył zanim ruszyłem to może. Teraz pewnie będę musiał kupić nową. Po półtora miesiąca użytkowania? Kolejne siedem stówek.
Coś trochę ponad tysiąc złotych za wycieczkę do kina. Powiem wam szczerze nie warto było. Nie polecam. I to tuż przed świętami.
Pech.










