Wolności oddać nie umię
Prawie rok! Rok prawie pisać nie mogłam, rok twiłam w konkubinacie z Grzegorzem bowiem! Tak, tak, mówiłam, że Gelo coś odjebie, a suty mi tego dnia stały jak wentyle, a jak tak stoją to zawsze wiem, że coś sie odjebie.
Każdy wie, ileż Grzegorz o mnie zabiegał. W jego staraniach kibicowali mu rodzice, jego liczni wujkowie, bracia, stryjowie i stryjenki. Najmocniejsza była jednak babka, stuletnia prawie, zaprawiona w obu wojnach, podobno przetrwała najpierw obozy śmierci, potem uciekła z Gułagu, przez Mongolię dostała się do Stanów, gdzie splunęła tylko pod statuę wolności i łodzią udała się samotnie w rejs do Koziej Woli. A tak, tak, directly do Koziej babka dopłynęła, najpierw Wisłą, potem - na wysokości Chotczy Dolnej - odbiła najpierw w Iłżankę, potem Młynkowską dopłynęła do Końskich, zaraz potem skręciła tylko w Czystą i była prawie pod chałupą. “Ucz się śmieciu dorzeczy” - powtarzała dlatego Grzegorzowi codziennie przy śniadaniu, lecz widziała, że chłopak do wody się nie garnie, jego myśli były bowiem w górach, konkretnie w Himalajach moich cyców. Babka splunęła więc po raz drugi w swym długim życiu, zakasała rękawy podomki i zanurzyła nos w prasie, zakąsając internetem. Po dwóch dniach, po dwóch nocach, po czterech piardach koguta, babka miała plan. Złapała więc za widły, skrzyknęła rodzinę i ruszyli na Chęciny.
Chciałabym, by monument tej opowieści rósł z czasem, ale tak naprawdę wszystko odbyło się w ten marcowy poranek szybciej niż wytrysk psa. Babka z Grzegorzem ubranym w odświętne slipy, zapukała mi do drzwi pięścią, uszkadzając judasza, tego samego judasza, otarłam łzę, przez który wsuwał penis Przemek, narzeczony modelki. “Ile tu je metrów?” - zapytała babka i nie czekając na odpowiedź, wyciągnęła zza podomki jakieś plany, wykresy i blueprinty. “Sześciesiont!” - krzykneła i postawiła na progu plecak-kostkę Grześka, usiany naszywkami, jak dobre gówno kukurydzą. Patrzyłam na ten plecak i zastanawiałam się, kto dziś jeszcze słucha Tiamat, a babka wywijała palcem w powietrzu głosząc tezy o bezdzietności, kwaterunku, bezdomności, metrażach i jakiejś podstawowej komórce. Pomyślałam sobie, że ściągnę sobie Tiamat i sprawdzę wszystko sama, ale zanim dokończyłam myśl, huknęły drzwi i zostałam sama z Grzegorzem, który postawił kostkę na stole w salonie i zaczął wypakowywać z niej płyty Tiamat.
I tak właśnie, przez to, że zagapiłam się na Tiamat, dokwaterowano mi Grzegorza. Na prawie rok. Nie powiem, że wiele się działo przez ten czas. Grzegorz czynił do mnie umizgi większość swego życia, więc obok porządania wytworzył w sobie dość silną pogardę do mnie. Kiedy więc już mnie posiadł, uznał, że jest górą. Patrzył na mnie tylko prawie zaciśniętymi oczami, i cedził oszczędnie słowa.
Było tak do wczoraj. Okazało się bowiem, że zaniepokojona moją sytuacją Borzena zgłosiła Gela do programu “Dżentelmeni i Wieśniacy”. Od tamtej pory wszystko potoczyło się szybciej - Grzegorz otrzymał maila z propozycją udziału w programie, przeczytał maila, wstał od stołu, napluł mi w twarz, chwycił kostkę i wyszedł. Ledwie wyszedł, przyszła Borzena i pomogła mi zmienić zamki.
Wracam do gry, już mam zainstalowany tinder. Będzie ruchane.












