Tadzio "Stołek" Żeleński, kot Diaboł i ten trzeci w rodzinie
seen from Czechia
seen from China

seen from United Kingdom

seen from Germany
seen from Germany
seen from United States
seen from Belarus

seen from South Korea

seen from Singapore
seen from United States
seen from United States
seen from Malaysia
seen from United States
seen from South Korea
seen from Switzerland

seen from United States
seen from United Kingdom

seen from Indonesia
seen from China

seen from United States
Tadzio "Stołek" Żeleński, kot Diaboł i ten trzeci w rodzinie
Umyślnie mówię "rozwód"; mimo iż wiadomo, że rozwodu w Kościele katolickim nie ma, głos ludu nigdy inaczej nie mówi tylko "rozwód". I w rezultacie, ma rację. Po prostu, skoro w małżeństwie jest żądanie rozwodu, szuka się nieformalności celem unieważnienia małżeństwa; nie kijem, to pałką, dla pacjenta wszystko jedno, jak się nazywa. Różnica jest taka, że gdy rozwód jest w zasadzie rzeczą rzetelną i poważną, unieważnienie bywa najczęściej dość gorszącą komedyjką.
Tadeusz Boy-Żeleński, Dziewice konsystorskie
Co innego jest propagować coś, a co innego wiedzieć, że coś jest faktem, że coś się dzieje i jak się dzieje; widzieć nierówność, widzieć krzywdę, widzieć nieszczęście, widzieć fałsz, nieuczciwość, widzieć bezduszność, zaciekłość i ślepotę tych, którzy powinni mieć "oczy ku patrzeniu i uszy ku słyszeniu". Mówić o tym - w potrzebie nawet krzyczeć - jest obowiązkiem pisarza. Bo literatura jest sejmem narodu; ważniejszym może od tego, który tam w zacisznym półkolu wymyśla sobie wzajem przy ulicy Wiejskiej. Przez nią uświadamiają się potrzeby i zjawiska chwili, przez nią przychodzą do głosu żądania i krzywdy ludzkie. Pisarz, który by wciąż nie przykładał ucha do ziemi, aby wyczuwać jej tajemne drżenie, aby nadsłuchiwać tętentu przyszłości, źle spełniłby swoje zadanie. I nie powinien w żadnym wypadku liczyć się z głosami oburzeń - choćby skądinąd szanownymi - nawet kiedy chodzi o tak zwaną m o r a l n o ś ć, o tak zwany p o r z ą d e k s p o ł e c z n y. Popatrzmy na historię instytucji i wierzeń ludzkich. Trzeba by chyba być slepym lub kłamcą, aby nie uznać, że porządek społeczny, że "moralność", to coś, co zmienia się i musi zmieniać ciągle; coś co przechodzi ciągłą ewolucję. Dzisiejszy bunt jest jutrzejszym prawem; dzisiejsze bluźnierstwo jutrzejszym komunałem. W imię porządku społecznego palono na stosie ludzi, których dziś wysyła się jako media na kongresy metapsychiczne. Mordowano się w imię Boga o wierzenia, które zgodnie dziś żyją obok siebie. Był czas, gdy torturowano obwinionych, aby wydobyć z nich zeznania. Był czas , gdy trzymano obłąkanych w lochu i w kajdanach. Był czas więzienia za długi, kiedy niewypłacalnego dłużnika więziono dożywotnio i żywiono na koszt państwa. Wszystko to, i wiele innych równie pięknych rzeczy było porządkiem społecznym; ktokolwiek przeciw nim działał, był wrogiem porządku społecznego. Czy wyobraża kto sobie, że wiele z dzisiejszych "porządków" nie będzie się przedstawiać naszym wnukom tak samo, jak nam tamte dziwolągi; że nie będa się nam dziwili, że nie będą się litowali nad nami?
Tadeusz Boy-Żeleński, Dziewice konsystorskie
... Mimo woli zastanawiamy się, jakby podobna sytuacja wyglądała u nas. Dawniej, byłaby w ogóle bez wyjścia. Gdyby miłość była na serio, może by sobie ktoś w łeb strzelił, albo by się utopił, w najlepszym razie byłoby czworo nieszczęśliwych. A dziś? Dziś rozwiązanie jest u nas trojakie. Jeżeli małżonkowie nie mają pieniędzy, wówczas w ogóle są poza prawem, nie mają u nas prawa do niczego. Nie ma dla nich żadnego godziwego rozwiązania sytuacji. Jeżeli mają pieniądze na opłacenie adwokatów i kosztów, mogą, przy zmianie religii, przeprowadzić rozwody i "zarejestrować" się na nowo. Jeżeli mają dużo pieniędzy, w takim razie mogą sobie oszczędzić zmiany religii. Wówczas, przy pomocy paru fałszywych świadków i fałszywych zeznań, popartych w potrzebie krzywoprzysięstwem za cichą zgodą organizatorów tej komedyjki, mogą po kilku latach mozołów uzyskać szczęśliwie unieważnienie małżeństwa.
Tadeusz Boy-Żeleński, Dziewice konsystorskie
Natomiast bezwarunkowo nie uchodzi poważnemu profesorowi mistyfikować swoich uczniów i czytelników szychem chwytanej po łebkach "erudycji" i rozprawiać wielce indywidualnie o rzeczach, o których się coś wie zaledwie z trzeciej ręki. Jeżeli tak postępuje Wiedza Ścisła, cóż zostanie nam, dyletantom? Jeżeli tak czynią ludzie serio, cóż zostanie nam, błaznom?
Wiatrologia, Tadeusz Boy-Żeleński, 1921
Otóż dawniej niebezpieczeństwo takiej izolacji produktów literackich było mniejsze. Istniały dwa ważne źródła do poznania ich tła: listy i pamiętniki. Dziś dwa te źródła niemal zanikły. Pocztówka, telefon, telegram, zwłaszcza zaś przyspieszone tempo życia zabiły list. Tak samo przepadł pamiętnik, gdyż hasło "produktywności" posuniętej do maksimum nie pozwala grzebać talentu, a nawet pół-talentu literackiego w tak nieproduktywnym zajęciu. Zwłaszcza zaś i list, i pamiętnik zabiła gazeta. Dlatego o ile np. z początku naszego wieku pozostało względnie dużo, o tyle z naszej epoki nie utrwali się tą drogą rysów osobistych prawie nic.
Cichy Jubileusz, Tadeusz Boy-Żeleński
Nic nie można było zarobić, nic wykombinować, pensja w tym biednym urzędniczym mieście nikomu nie wystarczała, chyba na to, co niezbędne, a któż może żyć tym co niezbędne? Druga przyczyna to było ubóstwo, juz nie pieniędzy, ale życia. To był Kraków z epoki W sieci, gdy młodzi tłukli głowami o mur. Smutek, ciasnota, beznadziejność...
Czysta poezja, Tadeusz Boy-Żelenski