Szkoda. Po prostu szkoda.
Niestety, nie udało się. Drużyna Ciarko PBS Bank KH Sanok nie zdołała awansować do turnieju finałowego rozgrywek o Puchar Kontynentalny. We francuskim Angers Sanoczanie przegrali wszystkie trzy mecze i ostatecznie zajęli czwarte miejsce w grupie. Szkoda. Liczyłem na więcej, choć rozsądek podpowiadał, że będzie bardzo ciężko. Teraz czas na analizę tego co wydarzyło się we Francji. Sztab szkoleniowy oraz zarząd rozliczą drużynę i poszczególnych zawodników, ja postaram się przyjrzeć obiektywnym okolicznościom, które mogły (choć nie musiały) mieć wpływ na taki a nie inny wynik.
Podróż
Przygotowania do rozgrywek o Puchar Kontynentalny były tematem przewodnim poczatku sezonu w Sanoku. Według zapewnień trenerów (Tomka Demkowicza, później Miroslava Frycera) treningi i mecze rozgrywane w PLH miały jak najlepiej przygotować naszych chłopaków do występów w Rumunii, a następnie we Francji. Sytuacja jak najbardziej zrozumiała, to przecież kwestia priorytetów jakie trzeba sobie stawiać zarządzając projektami - a tym właśnie był udział Sanoczan w walce o Puchar Kontynentalny. W świetle tych faktów, zastanawiająca jest więc decyzja o wyjeździe naszej drużyny do Francji autokarem. Przyjmuje tłumaczenie strony klubowej, że była to decyzja sztabu itd. Tłumaczenie przyjmuję, ale decyzji nie rozumiem. Na profilu instagramowym jednego z zawodników pojawiła się informacja, że podróż zamiast planowanych 22-24 godzin trwała aż 28. Wychodzi na to, że sanoczanie dotarli do Angers w czwartek, w późnych godzinach popołudniowych. A już zaledwie dobę później rozgrywali pierwszy mecz w turnieju. Nie musze nikogo przekonywać jaki wpływ na organizm (nawet tak wytrenowany jak u zawodowych sportowców) ma blisko 30-godzinna podróż autokarem. Na starcie strzeliliśmy sobie w stopę.
Bramkarz
Niestety nie dane było nam obejrzeć żadnego meczu z udziałem sanockiej drużyny. Trudno jest więc jednoznacznie oceniać postawę poszczególnych zawodników we Francji. Z pomocą przychodzą więc statystyki, które w pewnym stopniu oddają to, co działo się na lodzie. Po meczu z Belfast Giants, Miroslav Frycer powiedział:
Na takim poziomie sporą rolę odgrywa goalkeeper i jego dyspozycja. Musi on pomóc drużynie....
Przyjrzyjmy się więc, jak w Angers zaprezentowała się nasza "jedynka", czyli Bryan Pitton. Niestety, statystyki nie wystawiają mu najlepszej oceny. Pitton wśród 12 bramkarzy jacy zaprezenetowali się na taflach w Angers i Ritten zanotował dopiero 11 wynik jeśli chodzi o procent obronionych strzałów. Wyprzedził jedynie rezerwowego bramkarza drużyny z Angers. Wynik 88,7% trudno nazwać solidnym, to zaledwie dolna granica poziomu przyzwoitości. Nie tego po nim oczekiwał trener Frycer, i myślę, że nie tego oczekiwali po nim kibice. Ja jestem bardzo zawiedziony. Jak widać, nabijane statystyki z PLH niewiele znaczą już na średnim europejskim poziomie. Ciekawe czy to właśnie Pittona miał na myśli Frycer mówiąc:
Musimy coś zmienić, bo niektórzy myślą, że są tu na wakacjach, a tak nie może być i to trzeba zmienić
Special Teams
Użyłem zwrotu angielskiego, ponieważ w języku polskim ciężko mi znaleźć jego odpowiednik. Co mam na myśli? Okresy gry w przewadze i w osłabieniu, często decydujące o przebiegu i docelowo wyniku rozgrywanego meczu. Zarówno grając w liczebnej przewadze jak i w osłabieniu, Sanoczanie zaprezentowali sie bardzo słabo. Zaledwie 7,14 % wykorzystanych przewag (w PLH - 22,5%) i skuteczność obronionych okresów gry w osłabieniu na poziomie 83,3% (w PLH - 94%) to wyniki mizerne, nie predystynujące do osiągania sukcesów. Przykładając to do zespołów w naszej lidze, to wyniki tylko nieco lepsze niż te, jakie notuje klub z Katowic.
Skuteczność
We Francji próbowaliśmy pokonać bramkarzy rywali 83 razy. To całkiem niezły wynik, martwi natomiast poziom skuteczności - zaledwie trzy gole (3,61 %). To rezultat zdecydowanie najsłabszy z ośmiu drużyn, jakie brały udział w turniejach półfinałowych. Nie mam pojęcia co jest przyczyną takiego stanu rzeczy. Czy oddawaliśmy strzały z nieprzygotowanych pozycji? Czy zawodnicy mają za małe umiejętności indywidualne? Trudno powiedzieć nie oglądając spotkań. Jest to natomiast jedno z wielu pytań, na które odpowiedzi musi znaleźć sztab szkoleniowy sanockiego klubu.
Co dalej?
Porażki we Francji bolą, zresztą jak każde potknięcie klubu któremu się kibicuje od dziecka. Teraz jednak trzeba szukać pozytywów, wykorzystać zdobyte doświadczenie, przeanalizować popełnione błędy i wyciagnąć wnioski - pewnie bez kadrowych się nie obejdzie. Jeszcze raz wróćmy do wypowiedzi trenera Frycera:
Ani jedna drużyna nie była od nas wyraźnie lepsza. Z każdym można było z wygrać, ale nie przy takiej dyspozycji niektórych zawodników.
Nie wiem jak Wy, ale ja czasem także mam wrażenie, że nie wszystkim zawodnikom zależy - nie chce wymieniać nazwisk, bo to nie o to chodzi. Mam nadzieję, że się mylę. Trzeba zrobić wszystko aby za rok wrócić na ten sam etap i zaprezentować się lepiej niż teraz. Cytując Janusza Wójcika, "Zmieniamy szyld i jedziemy dalej”. Tylko tyle i aż tyle.











