Can I Make It Any More Obvious? - Część VIII
Tytuł: Can I Make It Any More Obvious?
Paring: Larry, Ziam
Banner: Józefowa
Beta: jbluvsbabycakes
Opis: “Nie mam dobrych wspomnień z przeszłości. Z chłopakami. Umawiałem się z jakimiś debilami, którzy robili ze mną okropne rzeczy, i ja… ja sam nie byłem lepszy, lecz Niall i Liam zawsze mnie z tego wyciągali, zawsze chcieli mojego dobra. I oni… oni sądzą, że nie jesteś dla mnie. – podsumowuje Louis, wzdychając i wpatrując się w płytki – Jedyne co mogę zrobić to ich posłuchać, ponieważ naprawdę cię lubię, lecz jeśli będę z tobą i coś spieprzę, jak zawsze, wtedy stracę zarówno twoje zaufanie jak i ich, a tego nie chcę. Nie mogę sobie na to pozwolić. To by mnie zabiło.”
[AU gdzie Louis tańczy balet, a Harry jest uosobieniem wszystkiego, od czego przyjaciele Louisa, chcą by trzymał się on z daleka]
Od tłumaczki: Nareszcie wszystko się wyjaśnia. Mam nadzieję, że całość pozytywnie was zaskoczy. Przed nami jeszcze jedna część, więc nie będę się teraz rozpisywać.
Moja skrzynka jest otwarta na każdy zarzut/komplement/opinię, czy cokolwiek ♥
***
- Cholera, jesteśmy spóźnieni. Cholera, kurwa, cholera – woła Louis, poprawiając torbę spadającą z jego ramienia, kiedy biegnie tuż obok Liama.
- Kiedy zacząłeś tak dużo przeklinać? – drażni go Liam, unosząc brwi.
Louis zdecydował się zignorować go i zamiast tego skupić się na miejscu przed sobą, jasnym i śmiało wyświetlającym nazwę One Direction na telebimach. Louis gwiżdże cicho, widząc kolejkę ludzi czekających, by dostać się do środka.
- Dobra, kurwa – mówi Louis i zatrzymuje się, – Nigdy nie dostaniemy się tam na czas.
Liam przewraca oczami i łapie Louisa za ramię, prowadząc go na początek kolejki. Szatyn oczekuje, że inni ludzie zaczną krzyczeć w proteście lub rzucać im zirytowane spojrzenia, lecz zamiast tego wszyscy zaczynają skakać i piszczeć, wyraźnie podekscytowani.
- Liam! O mój boże! – woła jakiś głos.
- To jest Liam? Gdzie? Chcę zdjęcie – odzywa się kolejny.
- Liam, kocham cię! Ziam na zawsze – woła trzeci, zaskakująco niski głos.
Liam uśmiecha się i macha, smutno kręcąc głową na widok masy pisaków i zdjęć, na których ludzie pragną autografu. – Nie mam teraz na to czasu, przyjaciele. Przepraszam. Jesteśmy dość spóźnieni. Zostańcie po koncercie i wtedy zobaczymy, dobrze?
To kolej Louisa, by wywrócić oczami na wszystkich ludzie w kolejce, którzy przytakują gorliwie. – Stałeś się trochę celebrytą, co Payne?
- Przywileje umawiania się z członkiem 1D – stwierdza Liam. – Poza tym SYTYCD również pomogło.
- Czekaj, co?
Liam zatrzymuje się i spogląda na Louisa. - So You Think You Can Dance*
- Dobrze, to akurat wiem, ale co to miało wspólnego?
Liam waha się, po czym marszczy brwi. – Louis, byłem tam sędzią przez jakieś trzy lata.
Szczęka Louisa opada i czuje, jak poczucie winy przepływa mu przez ciało. – Kurwa, Liam ja…
-… ty naprawdę nie wiedziałeś? – pyta Liam cicho, przegryzając wargę i Louis może stwierdzić, że chłopak czuje się zraniony.
- Ja… ja przestałem to oglądać. Jakiś czas temu. To, um, przypominało mi za bardzo o tobie.
- Przestałeś oglądać jeden z twoich… naszych ulubionych programów, tylko dlatego, że nie chciałeś o mnie myśleć?
Louis przykłada dłonie do twarzy i energicznie pociera. – Kurwa, to jest tak bardzo pokręcone, Liam przepraszam, ja…
Liam wzdycha. – Wow, to zaszło dalej niż myślałem. Ale podejrzewam, że przynajmniej chociaż odrobinę nas wszystkich obserwowałeś?
- Nie bardzo? – oznajmia Louis, spoglądając w dół. – Po raz pierwszy szukałem jakiś rzeczy o One Direction wczoraj, więc…
- O mój boże! Myślałem, że kłamałeś z tą całą sprawą o Kiss You.
Louis kręci głową i Liam wzdycha ponownie, układając dłoń na ramieniu Louisa.
- W porządku. Wiesz co? Zapomnijmy. Dobrze? Chodźmy… chodźmy do chłopaków i rozwiążmy tę całą sprawę, dobrze?
Louis przytakuje żarliwie i idzie za Liamem, gdy ten podchodzi do ochroniarza.
- Siema, Dave – mówi, podając mu dłoń, lecz mężczyzna nie odwzajemnia uścisku, zamiast tego rzuca mu tylko pełne poczucia winy spojrzenie.
- Nie możesz wejść – mów Dave, jego głos jest głęboki i szorstki, i Louis obserwuje, jak Liam po prostu gapi się na wielkiego mężczyznę.
- Żartujesz sobie ze mnie? – udaje się odpowiedzieć Liamowi, a Dave kręci głową.
- Polecenia prosto od Z. Sorry, koleś.
Wtedy drzwi za Davem otwierając się i fani na zewnątrz zaczynają krzyczeć szalenie, dopóki nie zdają sobie sprawy, że to Niall. Kilku z nich nadal krzyczy radośnie, gdy blondyn macha w ich kierunku, po czym wprowadza Liama i Louisa do budynku.
- Ale Z powiedział… - rozpoczyna Dave i Niall posyła mu mordercze spojrzenie.
- Nie zapominaj, kto tu naprawdę jest twoim szefem, Dave – mówi Niall, niemal warcząc i Louis musi przyznać, że jest pod wrażaniem tego, jak szybko Dave przytakuje i odwraca się. Niall staje twarzą w twarz z Louisem i Liamem, gdy tylko zamykają się drzwi. – Jesteście spóźnieni. Nie wiem nawet, czy mają oni czas, by porozmawiać z wami przed występem. I to nie jest tak, że ich drzwi będą dla was szeroko otwarte, więc…
- Zayn mógłby wpuścić Louisa – zakłada cicho Liam, lecz Niall kręci głową z powagą.
- Tak, ale Harry tego nie zrobi – odpowiada i Louis przełyka, starając się odeprzeć napływające mu do oczu łzy, gdy powoli wydycha powietrze.
- Pieprzyć to. Po prostu… po prostu chodźmy zobaczyć koncert, dobrze? Może złapiemy ich później.
Niall i Liam przytakują w zgodzie, po czym wszyscy troje obracają głowy słysząc hałas z końca korytarza. Widzą jak Zayn i Harry wychodzą z pokoju z resztą zespołu, uśmiechy na ich twarzach znikają tak szybko, gdy tylko zauważają zdenerwowaną trójkę przed sobą.
- Cóż, czy to nie jest znajomy widok? – mówi z tupetem Zayn, zaciskając wargi, gdy idzie w ich kierunku.
Niall przewraca oczami, a Liam spogląda w dół, odwracając wzrok od Zayna. Louis tymczasem przenosi spojrzenie z mulata na Harry’ego, który zdaje się znaleźć coś niezwykle interesującego gdzieś na suficie.
- Nie bądź dupkiem, kolego – mówi Niall, krzyżując ramiona i stając przed Zaynem. – Daj nam szansę na wyjaśnienia, dobrze?
- Nie – ripostuje Zayn, mrużąc oczy. – Och, a poza tym, jesteś zwolniony.
Niall wzdycha rozdrażniony. – Nie możesz mnie zwolnić, Zayn. Mam kontrakt.
- Cóż, w takim razie po kontrakcie.
- Nie chcesz tego robić.
- Nie, nie masz racji. Naprawdę chcę – odpowiada Zayn i uśmiecha się, gdy Niall zaciska szczękę. – Cieszcie się koncertem, chłopcy – mówi jadowicie, obejmując Harry’ego ramieniem w akcie obronnym i prowadzi go na scenę.
- Dalej – mówi Niall, więc Liam i Louis idą za nim, znajdując się tuż pod sceną, obserwując jak One Direction rozpoczyna występ w akompaniamencie rozkrzyczanych fanów.
Zayn i reszta chłopaków krzyczą głośno i skaczą wokoło, ściskając ręce fanów i przybijając piątki ze wszystkimi, lecz oczy Louisa wręcz przyklejone są do Harry’ego, ponieważ on się uśmiecha… a nie widział uśmiechu na ustach tego chłopaka od lat. Harry łapie gitarę i jest jakby najszczęśliwszym mężczyzną na ziemi, a Louis zaciska dłonie w pięści, ponieważ wie, jak wiele kłamstw zawiera to wszystko.
Stoi w tamtym miejscu przez resztę koncertu wraz z Niallem i Liamem, w ciszy oglądając, jak chłopcy śpiewają piosenkę po piosence. Publiczność zna wszystkie słowa i wszyscy bawią się tak dobrze na scenie, że Louis jest prawie zazdrosny. Chłopcy przebiegają na drugą stronę sceny, by przebrać kostiumy, lecz żaden z nich do nich nie podbiega. Louis zauważa natomiast, jak oboje, Zayn i Harry spoglądają w ich kierunku kilka razy w czasie występu.
Pod koniec widownia wciąż przepełniona jest energią, a zespół skacze po scenie, nikt nie jest gotowy, by to kończyć. Zayn przyciąga chłopców do uścisku, po czym spogląda na Louisa, uśmiechając się, gdy przemawia i Louis zauważa grymas na twarzy Harry’ego, lecz przytakuje z wahaniem, układając palce na strunach gitary.
- Okej, wszyscy! – krzyczy Zayn i tłum szaleje. – Zamierzamy zakończyć dzisiejszy koncert specjalną piosenką, bliską i drogą sercom nas wszystkich, jestem przekonany. To cover – wtedy widownia krzyczy jeszcze głośniej, zmuszając Zayna, by pokazał im język. – To cover pewnej bardzo znanej piosenki – kontynuuje po chwili, po czym niespodziewanie odwraca się twarzą do Liama, Nialla i Louisa. – Mam nadzieję, że to polubicie – mówi, uśmiechając się słodko, lecz jego słowa ociekają pogardą.
Odwraca się do zespołu i odlicza, a Harry gra wstęp piosenki.
Louisowi zajmuje całe pięć sekund, by rozpoznać melodię i niemal przestaje oddychać ze złości na Zayna, przysięgając sobie, że obije tę jego piękną twarzyczkę, gdy tylko dostanie taką szansę.
Echo głosu Zayna rozbrzmiewa idealnie w sali.
He was a boy, and she was a girl, can I make it any more obvious?
He was a punk, she did ballet. What more can I say?
He wanted her, she'd never tell, secretly she wanted him as well.
But all of her friends, they stuck up their nose, and they had a problem with his baggy clothes.
Zayn ponownie odwraca się w kierunku ich trójki, lecz rozgrywa to tak, że widownia nie może stwierdzić, czy rzeczywiście śpiewa właśnie do nich.
He was a skater boy, she said "See you later, boy."
He wasn't good enough for her.
She had a pretty face, but her head was up in space.
She needed to come back down to earth.
Louis przełyka żółć, która podchodzi mu do gardła i obraca się szybko, odmawiając Zaynowi przyjemności z widoku jego łez. Przepycha się między Liamem a Niallem i biegnie, dopóki nie zauważa nieznanego szarego korytarza, opadając na podłogę, jego ciało wstrząsa się wraz z siłą szlochu. Płacze tak przez chwilę, po czym ucisza się, zwijając w małą kulę i opierając o brudną ścianę, zamykając oczy, gdy wyciszony głos Zayna ogarnia jego przestrzeń.
He was a skater boy, she said "See you later, boy."
He wasn't good enough for her.
Now he's a superstar, slammin' on his guitar.
Does your pretty face see what he's worth? *
--------
Louis nadal siedzi pod ścianą, szczelnie zaciskając powieki, dopóki nie słyszy znanych głosów dobiegających z końca korytarza.
- Jestem pieprzonym kutasem.
- I kto to mówi?!
- To nie ja sypię sól na otwarte rany, Zayn. Co do cholery zrobił ci Lou? On na to nie zasłużył.
- Rzucił Harry’ego. Przez ciebie.
- Jesteś idiotą? To Harry go rzucił.
- O czym ty, do cholery, mówisz? – pyta Zayn, jego głos jest nieco spokojniejszy i wtedy oboje wychodzą zza rogu i zauważają skulonego Louisa. Liam natychmiast podbiega do szatyna, obejmuje go i pociera jego plecy.
Liam spogląda na Zayn, marszcząc twarz. – To Harry… - zaczyna, lecz Louis przerywa mu.
- To byliśmy my oboje – mówi cicho Louis i Zayn wzdycha, podchodząc do nich i klękając obok. – Ja… chciałem go. Chciałem nas. Harry tak bardzo się starał bym przyznał, że go kochałam, co oczywiście było prawdą, lecz po prostu nie mogłem powiedzieć tego na głos. Wtedy wszystko stałoby się realistyczne i zapewne spieprzyłbym to jak zawsze, a Liam i Niall ponownie zostaliby zranieni przeze mnie…
- Czekaj, co? – przerwał Zayn, jego wzrok przeskakiwał do Louisa do Liama. – W jaki sposób zranieni?
Liam westchnął. – To nic, naprawdę Zayn.
Louis wstrząsnął głową. – Nie. To jest coś. To dużo. – Spojrzał na Zayna. – Przeszedłem przez sporo beznadziejnych związków, wiedziałeś o tym?
Zayn wzruszył ramionami. – W sumie słyszałem pewne plotki w szkole, lecz…
- Wszystko prawdopodobnie było prawdą – dokończył Louis. – Boże, wszystko spieprzyłem. Naprawdę to zrobiłem.
Mulat usiadł i skrzyżował nogi, a jego wzrok wciąż spoczywał na Liamie, który wpatrywał się w podłogę. – Jak? Jeśli mogę zapytać – powiedział, a ton jego głosu wyrażał czystą ciekawość.
Louis oddychał głęboko. – Cóż, gdy straciłem dziewictwo z kolesiem imieniem Greg, po części stałem się… dziwką? – Liam otworzył usta, by zaprotestować, lecz Louis zbył go machnięciem ręki. – To prawda. Było dziesiątki facetów, po prostu pieprzenie dla zabawy, wiesz? Ponieważ byłem młody, wysportowany i czemu nie. Zawsze starałem się zabezpieczać i w ogóle, lecz to nic nie znaczyło. Żaden z nich nic dla mnie nie znaczył. Najkrócej spotykałem się z facetem przez dwa tygodnie, najdłużej… kilka miesięcy.
Liam zacisnął usta, a Zayn uniósł brwi. -…i? – zapytał, wciąż obserwując Liama.
- Miał na imię Nick. Był, jakoś siedem lat starszy od nas. To było absurdalne. Poznałem go w jakimś klubie i nie mogłem się nim nasycić. Uzależniłem się od niego jak małe dziecko i on to kochał, kochał mieć nade mną taką władzę. – Louis zamknął oczy i oparł głowę o ścianę. – On mnie spieprzył. Naprawdę bardzo. Sprawił, że opuszczałem lekcje, kłamałem mamie i tak dalej. Przez ten cały czas Liam i Niall kryli mnie.
Liam splótł place z tymi Louisa i szatyn przegryzł wargę.
- Sprawił, że stałem się uzależniony… od tych pigułek. Do dzisiejszego dnia, wciąż nie wiem, jak się nazywały, lecz on miał ich pełne opakowanie, różnych i miałem je wszystkie w ustach. Przestałem jeść i nie mogłem wytrzymać kilku godzin bez brania chociażby jednej. Pewnej nocy, cóż Niall i Liam próbowali mi je zabrać, a ja zwariowałem.
Louis wzmocnił uścisk na dłoni Liama, jego głos jest drżący i Liam powoli wplata palce we włosy Louisa, delikatnie go głaszcząc.
- Uderzyłem Nialla – wyznał Louis, powstrzymując łzy. – Uderzyłem Nialla. Wiesz jak bardzo popieprzonym trzeba być, by uderzyć Nialla?!
Zayn nic nie mówi, po prostu przytakuje, lecz wciąż wpatrzony jest w Liama, który natomiast przytula do siebie Louisa.
- Zraniłem go. Bardzo. Rozwaliłem mu wargę, poobijałem go, złamałem jego nos. Jego cała twarzy była praktycznie purpurowa pod koniec. Liam… starał się mnie powstrzymać, lecz…
- Lou mnie znokautował – wyszeptał Liam i uśmiechnął się lekko. – Chciałbym zobaczyć, jak robi to teraz.
- Wciąż nie wiem, jak mi się to udało – opowiedział Louis, śmiejąc się pod nosem.
- Byłeś jak wściekły pies. To było absurdalne – mówi Liam, a jego uśmiech opada. – Nie wziąłeś jednak tych narkotyków. Ja musiałem odwieść Nialla do szpitala, nie mogłem pozwolić, by nasze matki coś zobaczyły.
Louis kiwa uroczyście głową, oblizując wargi. – Nigdy nie wiedziałem, co im powiedziałeś. Zawsze myślałem, że ostatecznie przyznaliście się do prawdziwej wersji wydarzeń.
Liam śmieje się ponuro. – To dopiero byłby show. No, powiedzieliśmy im, że to jacyś rabusie i byliśmy tacy małomówni na ten temat, że nie miały na kogo zrzucić winy, więc…
Louis ponownie przytakuje, jego oddech jest urywany, gdy po policzkach zaczynają spływać mu pierwsze łzy. – Tak. Um… dziękuję za to.
- Więc przestałeś brać? – zapytał Zayn swoim ochrypłym głosem i oboje, Louis oraz Liam podskoczyli odrobinę, jakby zapomnieli o jego obecności. – Co stało się później?
Louis pokręcił głową. – Nie powinienem potrzebować nic więcej od rozbitej twarzy mojego najlepszego przyjaciela, by wrócił mój zdrowy rozsądek, lecz Nick wciąż gdzieś tam był. Prawdopodobnie byłem uzależniony od niego, tak samo jak od tych pigułek – westchnął. – Później była impreza.
Liam spina się i krzywi odrobinę, aż nagle Zayn jest już przy jego boku, otaczając swoimi długimi palcami złączone dłonie Liama i Louisa. Liam spogląda na chłopaka lekko zdezorientowany, lecz nie odpycha go.
- To było w domu Nicka. Praktycznie żyłem tam przez ten czas. Byłem na takim haju, że to wręcz nierealne. Pamiętam wszystko, nawet jeśli to najgorsza część całej historii. Pamiętam jak wpadłem do sypialni Nicka, by zobaczyć go owiniętego wokół jakiegoś głupiego modela, z którym znał się od dwóch godzin. Zobaczył mnie i po prostu zaczął się śmiać, wciąż pieprząc tamtego kolesia, więc straciłem nad sobą panowanie. Jestem pewny, że zniszczyłem wszystko w tamtym domu. Lustra, jego ubrania, wszystko, co wpadło w moje ręce. Do czasu, gdy Nick zorientował się, co robię, uderzyłem w ogromne lustro w jego garderobie i poraniłem go odłamkami. Jestem przekonany, że pociąłem również odrobinę tego modela, lecz wtedy Nick złapał mnie i rzucił na łóżko. Zaczął mnie bić, naprawdę mocno i ja po prostu oddawałem mu tak długo, aż nie trafiłem w tę wrażliwą część.
Louis uśmiechnął się zwycięsko i Liam tylko przewrócił oczami.
- Złapałem największe opakowanie narkotyków jakie mogłem zobaczyć w jego pokoju i uciekłem, kiedy on wciąż mnie wyzywał. Skończyłem gdzieś na dachu, z pełną butelką wódki – kontynuował Louis. – I wziąłem wszystkie pigułki.
Szczęka Zayna opadła. – Wszystkie? – zapytał, patrząc to na Louisa, to na Liama. – Z alkoholem? Chryste, Louis, jak dużo?
- Dwadzieścia pięć? Trzydzieści? – Louis wzruszył ramionami, obserwując, jak Zayn unosi brwi. – Straciłem rachubę po dziesięciu.
- W jaki sposób wciąż żyjesz?
- Liam się zjawił.
Zayn odwraca głowę w kierunku chłopaka, jego wzrok pełen jest adoracji i poczucia winy. – Tak? – pyta i Liam przytakuje w milczeniu.
- Niall był w szpitalu – wyjaśniał Liam. – I chciałem, by Louis się tam znalazł, by zobaczył, co zrobił, wiec poszedłem do Nicka. Nie mogłem nigdzie znaleźć Louisa, lecz znalazłem Nicka, który zaczął mnie wyzywać, a potem uderzał i kopał. Miał ze sobą kilku przyjaciół ze swojego gangu i…
- Cholera, Li – odetchnął Zayn, jego uścisk na dłoniach chłopaków wzmocnił się.
- Odeszli po chwili – powiedział Liam, wzruszając ramionami. – Złamali tylko mój nadgarstek.
- Tylko? – zapytał Louis szyderczo.
- Znalazłem Louisa na dachu – kontynuował Liam, ignorując szatyna. – Opakowanie z narkotykami było puste, tak jak i wódka. Stał na krawędzi i spoglądał w dół.
- Zamierzałem skoczyć – wyznał Louis. – Miałem jeszcze jedną pigułkę. Nie miałem pojęcia, co robię. Wtedy Liam złapał mnie i ściągnął stamtąd, krzycząc i tak naprawdę nie pamiętam, co dokładnie mówił, pamiętam tylko poczucie strachu i rozpaczy i…
- Uderzyłem cię.
- Tak, dobrze. To akurat pamiętam.
- I wtedy zacząłeś płakać.
- I wtedy zjawiła się policja.
- Kurwa – powiedział Zayn.
- My… - powiedział Louis, spoglądając na Liama i przewracając oczami, widząc jego wzrok. – Dobrze, Liam przekonał ich, że to Nick mnie odurzył. Co, po części było prawdą. Byłem tak śpiący, lecz oni nie pozwalali mi zasnąć, przez to całe gówno, które miałem w krwiobiegu.
- Pojechaliśmy do szpitala na płukanie żołądka Louisa. I nastawienie mojego nadgarstka.
- I leżeliśmy w pokoju obok Nialla. I wiesz co ten pojeb zrobił, gdy nas zobaczył?
Zayn pokręcił przecząco głową i Louis zrobił to samo w odpowiedzi.
- Uśmiechnął się, Zayn – kontynuował, wzdychając i uśmiechając się. – Ten idiota zaśmiał się, przytulił mnie i przepraszał.
- Przepraszam za to – wypowiedział głos i cała trójka chłopaków spojrzała, by zobaczyć Nialla opartego o ścianę, uśmiechającego się, nawet jeśli jego oczy są przekrwione, jakby przed chwilą płakał. – Powinienem wybić z ciebie te bzdury.
- Liam już to zrobił.
- I co z tego?
Louis prychnął, Liam zachichotał, a Niall wciąż się uśmiechał i wkrótce cała trójka śmiała się szaleńczo, Zayn spoglądał na nich jak na wariatów.
- Wasza trójka to idioci – wymamrotał, lecz na jego twarzy widniał uśmiech. Liam wzruszył ramionami i Zayn wziął drżący oddech. – Przepraszam – dodał, spoglądając na Liama, nawet jeśli to Niall skinął w aprobacie.
Liam westchnął. – Miałeś swoje powody – wyznał, wzruszając ramionami, lecz Zayn wstrząsnął głową.
- Nie. Kurwa. Powinienem z tobą porozmawiać, powinienem wysłuchać twojej wersji historii – odpowiedział.
Ktoś odchrząknął i wszyscy spojrzeli w tamtym kierunku, by zobaczyć Harry’ego, wpatrującego się w ich czwórkę, jego oczy są szeroko otwarte. Louis prostuje się, spina odrobinę i Liam przerzuca obok niego ramię, w akcie ochrony.
- Hej – powiedział Harry i przegryzł wargę z niepokojem. – Ja, uh, ja nie wiem, czy powinienem słyszeć to wszystko…
Louis otworzył usta, by odpowiedzieć, lecz Harry wciąż mówił.
- …lecz cieszę się, że usłyszałem.
Nikt nic nie powiedział, więc Harry odetchnął głęboko i przetrząsnął włosy.
- Kurwa. Ja. Ja jestem idiotą. Cholera, naprawdę. Jestem winny wam wszystkim, każdemu z was przeprosiny, ponieważ byłem okropnym człowiekiem – powiedział, nerwowo bawiąc się dłońmi. – Zayn, nie okłamałem cię, lecz równocześnie dobrze mogłem, ponieważ Louis nic nie zrobił i pozwoliłem ci wierzyć, że złamał moje serce i to było tak bardzo, bardzo złe z mojej strony. Po prostu… chciałem kogoś po mojej stronie, ponieważ nikt nie był.
Zayn przegryzł wargę, lecz przytaknął w odpowiedzi, więc Harry wypuścił powietrze i kontynuował.
- Li, Niall… ja, kurwa, kocham was tak bardzo – powiedział Harry, co sprawiło, że wspomniani chłopcy unieśli brwi w zaskoczeniu. – Kochałem was odkąd wylądowaliśmy w Cali i jakaś część mnie chciała was nienawidzić za rozdzielenie mnie i Louisa, nawet jeśli teraz wiem, że tego nie zrobiliście, lecz po prostu nie mogłem, ponieważ staliśmy się najlepszymi przyjaciółmi i tak dobrze się razem bawiliśmy. Wciąż nie mogę być na was złych za cokolwiek, szczególnie po tym, co usłyszałem, kurwa. Może… może to dobrze, że ja i Lou nie byliśmy razem? – zakończył cicho Harry i wszyscy zszokowani wpatrywali się w niego.
- Byłem w głębokim gównie, chłopaki. Naprawdę byłem – stwierdził Harry, po czym spoglądnął na Louisa. – Ja… wiem o kim mówiliście. Nick? Grimshaw?
Louis tylko się na niego gapił, więc Harry kontynuował.
- Znam też pigułki, o których mówiłeś. Ja… um, sprzedawałem je. Dla dzieciaków w szkole.
Liam, Niall i Louis wciąż wpatrywali się w niego zaszokowani, lecz Zayn rozczarowany potrząsnął głową. – Wiedziałem – powiedział i Harry spojrzał w podłogę, zawstydzony.
- Nick był moim dilerem. Spotkałem go przez przypadek, lecz to on wprowadził mnie w to wszystko i zanim się zorientowałem, zostałem zaangażowany w całą tę działalność. Byłem w tym tak głęboko, lecz w tym samym czasie zarabiałem tak dużo pieniędzy, że nie przejmowałem się tym. Wziąłem te dragi tylko raz, by zobaczyć o co tyle zachodu, lecz wtedy Nick zaczął na mnie wrzeszczeć, że dilerzy nie mogą się uzależniać i jak mogę stracić tę pracę, jeśli nadal będę to robił. I wtedy dostaliśmy szansę, by jechać do Cali – Harry zatrzymał się, wstrząsając głową. – I Nick to stracił. Powiedział, że do niego należę, co było totalną bzdurą i wtedy próbował mnie pocałować, więc puściły mi nerwy.
Louis przełknął głośno i Harry spojrzał na niego, uśmiechając się delikatnie. – Wydaje mi się, że można powiedzieć, iż odrobinę skopiowałem Louisa?
Przez chwilę panuje cisza, lecz wtedy Niall chichocze i Harry spogląda na niego z wdzięcznością. – Czy Nick został potraktowany niczym Niall? – zapytał, unosząc brwi, lecz uśmiechając się.
Harry przytaknął i wtedy nawet na twarzy Liama pojawia się cień uśmiechu, lecz Louis nadal po prostu się na niego gapi. – Może nawet gorzej – dodał Harry. – Byłem tak wkurzony na wszystko i on po prostu to we mnie rozpalił. Potem poczułem się jak dupek, więc wybiegłem i skończyłem gdzieś, gdzie prawdopodobnie nigdy nie powinienem być.
- W moim domu? – przemówił Louis drżącym głosem i Harry przytaknął.
- Tak.
Harry waha się przez sekundę, po czym powoli podchodzi do Louisa, klękając tak, by być na poziomie jego wzroku.
- Jestem dupkiem, Lou. Ciotą. Idiotą. Durniem. Nie powinienem zostawiać cię w ten sposób. Nie powinienem odchodzić na zawsze. Powinien zadzwonić. Minęło pięć lat i każdego dnia wszystko o czym myślałem to ty.
Louis przegryza wargę i mruga gorączkowo, gdy łzy zaczynają napływać mu do oczu. Harry łapie jego twarz w dłonie i to wspomnienie jest tak ciepłe i znajome, że Louis nie może zrobić nic poza zamknięciem oczu i westchnięciu w zaskoczeniu.
Harry pochyla się bliżej i przyciska swoje czoło do jego.
- Nigdy nie przestałem cię obserwować – wyszeptał. – Za każdym razem, gdy przylatywaliśmy do Nowego Jorku miałem na ciebie oko. Chciałem cię po prostu zobaczyć, pamiętać, że jesteś prawdziwy i mogłem cię mieć, mogłem cię kochać, ponieważ czułem się tak koszmarnie. Ja… przyszedłem na twój pokaz.
- Wiem – odpowiedział Louis. – Mama mi powiedziała. Tej nocy, przed wylotem do Kalifornii, prawda?
Harry zachichotał. – Nie, Louis. Twój pokaz tutaj.
Louis zamarł. – Co?
- Widziałem jak tańczysz, Louis, i byłeś niesamowity. Wszystko o czym mogłem myśleć to to, jak bardzo cię kocham i jak dobrze wyglądasz. Wydawałeś się być taki szczęśliwy i ja… myślałem, że sobie kogoś znalazłeś. Myślałem, że tylko bym przeszkadzał. Więc… nie powiedziałem cześć. Przepraszam.
- Harry… nie występowałem od tygodni.
- Dobrze. I?
- Ostatni występ był ponad miesiąc temu. Byłeś… byłeś tam?
Harry zaczerwienił się, odchylając i przytakując.
- Czy nie byliście wtedy w trasie?
- Dowiedziałem się w jakim zespole tańczysz i zobaczyłem, że bierzesz udział w tym przedstawieniu. Więc po prostu przyleciałem.
- Dla mnie?
Harry marszczy brwi. – Tak Lou, oczywiście. Przeleciałbym przez cały kraj każdej nocy, jeśli to miałoby oznaczać, że cię zobaczę.
Louis przełyka i wyciąga dłoń z uścisku Liama i Zayna, którzy uważnie wsłuchują się w rozmowę przed ich nosami. Unosi rękę i drżąc, delikatnie wygładza linię między brwiami Stylesa.
- Zrobiłbyś to? – mówi tak cicho, że Harry’emu zajmuję chwilę, by zorientować się, co powiedział, po czym przytakuje.
- Louis, kocham cię.
Szatyn przestaje oddychać, a Harry tylko przybliża się jeszcze bardziej, aż ich nosy stykają się. – Powiedz to ponownie – szepce Louis i kędzierzawy nie protestuje.
- Kocham cię – wdycha Harry, w tym samym czasie w którym szatyn wypuszcza powietrzem, jego serce bije szalonym rytmem .– Kochałem cię od kiedy pierwszy raz się kochaliśmy, Louis. Kochałem cię nawet kiedy powiedziałeś, że nie możemy być razem i zostawiłeś mnie. Kochałem cię za każdym razem, gdy jedliśmy razem kolację i przyprowadzałem ze sobą innych ludzi, tylko po to, by zobaczyć, jak bardzo zazdrosny możesz się stać, ponieważ chciałem byś oderwał ich ode mnie i zajął ich miejsce. Kochałem cię za każdym razem, gdy całowałem kogokolwiek innego i za każdym razem, gdy próbowałem dać sobie z tobą spokój. Kochałem cię nawet kiedy mnie uderzyłeś, i kochałem cię nawet bardziej, gdy pierwszy raz zobaczyłem jak tańczysz. Kochałem cię pięć lat temu, kiedy pojawiłem się w twoich drzwiach przed odlotem. Kochałem cię nawet, kiedy powiedziałeś mi „nie” po raz ostatni, kiedy powiedziałeś, że nie chcesz ze mną być, że nie możesz ze mną być. Chciałem cię znienawidzić. Chciałem znienawidzić cię za niechcenie mnie. Lecz kochałem cię zbyt mocno i nie mogłem przestać, Louis. Nigdy nie przestałem.
W tej chwili Louis płacze i szlocha, a łzy spływają szybko po jego policzkach, gdy chwyta twarz Harry’ego. – Dziękuję ci – mówi, po czym łączy ich usta. Harry pochyla się jeszcze bardziej, przyciskając go do ściany i Louis obejmuje szyję Harry’ego, przerywając pocałunek, gdy nie jest w stanie oddychać.
- Przepraszam. Tak bardzo, bardzo przepraszam. Chciałem cię każdego dnia, Harry, i powinienem powiedzieć „tak”, powinienem z tobą być. Nie jestem zły, że przyszedłeś tej nocy do mojego domu, ponieważ cię kocham, Harry. I to ty mówiący, że mnie kochasz pozwoliło mi to sobie uświadomić. Kocham cię tak bardzo i przepraszam, i…
Harry ucisza go kolejnym pocałunkiem, tym razem odrobinę bardziej szorstkim, lecz Louis po tak długim czasie, wciąż roztapia się pod dotykiem jego ust. Całują się, dopóki Harry nie odchyla się i nie przytula Louisa.
- Cóż – mówi Niall, więc Louis i Harry odwracają się w jego stronę. – Odkąd nienawidzę czucia się jak piąte koło u wozu – kontynuuje i Louis widzi opuchnięte wargi Liama oraz zmierzwione włosy Zayna, więc uśmiech automatycznie wstępuje na jego twarz – zamierzam… wrócić do hotelu. Możecie… robić, co tylko sobie chcecie. To nie tak, że mógłbym kontrolować wasze postępowanie. Mimo wszystko jestem waszym byłym menadżerem.
Louis chichocze, gdy Zayn wywraca oczami. – Dalej Ni, wiesz, że nie miałem tego na myśli.
- Może pójdę pracować dla The Wanted, czy coś – krzyczy przez ramię Niall, gdy znika wzdłuż korytarza.
____________
"He was a skater boy, she said "See you later, boy." He wasn't good enough for her." - Piosenka przewodnia tego fan fiction, czyli 'Skater Boy' w wykonaniu Avril Lavigne. Przeczytajcie tłumaczenie lub wsłuchajcie się w tekst, zrozumiecie wszystko.
















