Trener
Andrzej Kowal w 2014 roku mógł poprowadzić kadrę, ale nie czuł się gotowy
Bartosz Kurek widzi siebie w roli trenera po zakończeniu kariery, ale na pewno nie reprezentacji Polski
Myślę, że wszyscy gdzieś tam podskórnie mamy jeszcze jedno wielkie marzenie - żeby sukcesy drużyny narodowej były dziełem polskiego sztabu szkoleniowego.
Pamiętam 2004 rok ze Stanisławem Gościniakiem w roli I trenera i nie wspominam tego okresu zbyt dobrze.
Pamiętam każdego kolejnego trenera zagranicznego, którzy (oprócz de Giorgi) odnosili po kolei wielkie i mniejsze sukcesy z polską kadrą i każdego z nich (oprócz Anastasiego) darzę ogromnym szacunkiem za dołożenie swojej cegiełki do rozwoju siatkówki w Polsce:
Raul Lozano - rewolucja, viceMŚ 2006 i awans do finałów LŚ
Daniel Castellani - ME 2009
Andrea Anastasi - LŚ 2012
Stephane Antiga i Philippe Blain - MŚ 2014
Vital Heynen - MŚ 2018
Nikola Grbić - viceMŚ 2022, LN 2023, ME 2023, viceIO 2024
Wszystkie sukcesy w ciągu tych ostatnich 20 lat odnosiliśmy z zagranicznymi trenerami. Myślę, że najważniejsi byli pierwsi z nich: Lozano, który wprowadził rewolucję i dyscyplinę, zdobył pierwszy medal, i Castellani, który po nim - uspokoił nieco atmosferę i wygrał po raz pierwszy złoto.
Myślę, że Grbić trafił na najlepsze roczniki w historii polskiej siatkówki wychowane na pierwszych sukcesach drużyn Lozano i Castellaniego. Reprezentacja po następnych IO będzie jednak wielką niewiadomą i na pewno ogromnym wyzwaniem.
Jeśli myślimy o polskim trenerze, wszyscy wyobrażamy sobie Michała Winiarskiego, który pozytywnie zaskakuje z reprezentacją Niemiec i świetnie prowadzi Wartę Zawiercie do kolejnych sukcesów. Czy chciałabym rzucić pierwszemu od 24 lat polskiemu trenerowi wyzwanie budowania drużyny narodowej tuż po największych sukcesach w dziejach polskiej siatkówki?
Przyjmę każdą decyzję, bo zarówno PZPS, jak i sami zainteresowani kandydaci wyraźnie wykazują się dużą odpowiedzialnością w kwestii wyboru trenera kadry.











