Zjedzcie mnie, śmiało, ale miłość nie istnieje. Coś na jej wzór- może sympatia, może tkliwość, może zauroczenie pojawia się, gdy ona się śmieje, a jej złociste kosmyki łaskoczą Cię w twarz. Gdy przychodzi, co do czego, gdy wyciągasz kłęby włosów z odpływu, gdy musisz oglądać jej smutek, i wycierać wymioty z podłogi, ta cała ,,miłość" pakuje walizki i dyskretnie wymyka się za drzwi. ,,W zdrowiu i chorobie". Gówno prawda. Łatwo się przysięga, łatwo obiecuje, gdy człowiek nie musi się mierzyć z trudami, przeszkodami i smutkiem.
Moje













