Co prawdziwy barman robi w pracy
Przychodzi do nas prawie codziennie, za każdym razem zamawia to samo, espresso i szklankę wody, od kilkunastu dni pojawia się nie wiadomo skąd, chowa się u nas na jakiś czas w okolicach przedpołudniowych, a następnie znika za progiem kierując się ku sobie tylko znanym sprawom.
Ja jestem tu codziennie, od kilku miesięcy pracuję za barem, lubię robić kawę, lać gęstego, ciemnego Guinessa oraz po prostu przebywać w przestrzeni naszej klubokawiarni. Mówię naszej, bo przychodzą tu głównie ludzie, którzy szukają tego samego, stłumienia codziennego zgiełku i jaskrawości. Tu, w lekkim mroku i pośród ciemnego drewna i ciężkich, wzorzystych tapet mogą na chwilę przymknąć oczy i zamyślić się nad czymś ważnym lub nieważnym. Później można pracować, rozmawiać, pić, ale cenię i pilnuję szczególnie tego, że pozwala na ten moment zawieszenia i dystansu.
Pracuję za tym barem, w tym naszym miejscu, moja rola polega przede wszystkim na odgadnięciu nastroju gości (oczywiście mamy też klientów, ale oni zwalają się głównie w weekendy, chleją najtańsze Tyskie i robią syf w kiblu). Jeśli gość staje naprzeciw mnie uśmiechnięty, zagaduję i raczę go wyważonym small-talkiem, jeżeli wygląda na ponurego lub zamyślonego, skrzętnie milczę i staram się, aby w moich sprawnych ruchach odnalazł coś, co da mu poczucie że przecież wszystko jest tak jak zawsze, tak jak należy.
Tak więc siedzę w godzinach przedpołudniowych i oczekuję, tych którzy są tu spodziewani. Przychodzi fotograf, którzy zawsze zamawia duże latte, po czym otwiera laptopa, na uszy nakłada słuchawki i zamyka się w swoim świecie na jakieś pięć godzin. Przychodzi dziewczyna, dziennikarka, zawsze siada w kącie przy dużym oknie, przyprowadza różnych ludzi, rozmawia z nimi, zawsze przynosi mi świeży numer Dziennika Zachodniego (to miłe, choć czytam raczej pobieżnie). Zjawia się też młody socjolog, który przygotowuje projekt rewitalizacji ulicy Warszawskiej, również siedzi w swoim ulubionym miejscu, przy okrągłym, ciemnym, drewnianym stoliku i wklepuje w klawiaturę jakiś nowy raport. Regularnie przychodzą do niego koleżanki, zawsze w grupie, zdają relację z wykonywanych przez siebie zadań a następnie otrzymują kolejne. Zabawne.
Ostatnio jest też ona. Z każdym dniem czuje się tu pewniej, poznaję to po krokach jakie stawia, są coraz dłuższe i głosniejsze, ale nie w pretensjonalny sposób, tylko tak jak człowiek z coraz większą pewnością wchodzi po schodach klatki schodowej do wynajmowanego od niedawna mieszkania. Gdy uśmiechnięta, wygląda jak jedna z tych młodych mieszczanek które noszą na sobie zbroję złożoną z eleganckiego stroju i subtelnie umalowanej buzi (naprawdę dobry tyłek, trzeba odnotować) żeby nadać sobie formę dynamiczną i przebijającą ambicjami.
Ale ja patrzę jej w twarz każdego dnia, gdy podchodzi do mnie, zamawia swój zestaw, pyta jakie dziś mamy ciasta (wiem już, że nie lubi białej czekolady oraz migdałów) (lubi za to owoce), płaci, oddala się do “swojego” stolika (kiedyś był to czyjś inny “swój” stolik, ale to nie jest bardzo ważne). Nie wiem co dokładnie robi, czym się zajmuje, dla kogo pracuje, zawsze sama, notuje coś w czarnym zeszycie, przesuwa i stuka palcami na tablecie.
Po kilku dniach zauważyłem, że jej oblicze po chwilach kilku się zmienia, spada napięcie mięśni na jej twarzy, rysy łagodnieją. Widzę, że jest smutna i pozbawiona sił. Teraz nie musi za niczym gonić, chowa się tu, z jakiegoś powodu nie robi tego w domu, coś sprawia że smuci się w samotności i w cieniu tego dużego, drewnianego kredensu.
A ja stałem się tego smutku milczącym strażnikiem, tak mnie przejął. Wczoraj siedział tu jakiś facet w prążkowanej marynarce z garnituru studniówkowego, źle dobranych dżinsach i fatalnym obuwiu, pewnie specjalista do spraw sprzedaży czegoś. Zapytał, czy kojarzę tę dziewczynę, właśnie tę, która w momencie gdy pytał, od dłuższej chwili tępo wpatrywała się w telefon, który nie dzwonił. Skoczyło mi od tego pytania ciśnienie, bezczelność, odparowałem więc, tak, znam, jej chłopak jest moim dobrym znajomym więc lepiej trzymaj się swoich spraw.
Tyle mogłem zrobić by chronić to, czego ona tu szuka. Taka moja rola. Później zaparzyłem jej herbatę na koszt firmy, gdy zaniosłem ją do stolika z wdzięcznością podziękowała, choć nie dowie się za co chcę, żeby była mi wdzięczna.
Dziś zatem wszystko jest tak jak być powinno, pewnie za chwilę przyjdzie by zatopić się w sobie tylko znanych sprawach.










