Budzę się o 9:12. Wstaję po 11. Jestem głodna, jednak nie mam siły ani ochoty zrobić sobie śniadania. Wchodzę do kuchni. Nie ma przecież żadnego pieczywa. Ani nawet jajek czy wystarczającej ilości mleka do płatków. Więc stawiam wodę na kawę. Kawa jest. Mogłabym pójść do sklepu, ale wybieram powrót do łóżka. Ale chwila, w zamrażalniku są jeszcze frytki. Niech będą, wystarczy je wrzucić do piekarnika i można wrócić do łóżka. Wczoraj zjadłam bułkę na śniadanie, bułkę na obiad i bułkę na kolację. Ale przecież nie kłamałam mówiąc, że zjem trzy posiłki tego dnia, nie? (Tak, ktoś się o mnie martwi i co poniedziałek wysłuchuję kazanie na temat jedzenia). Tak więc, frytki z kechupem na śniadanie. Egzystencja. Lęk przed przyszłością odsuwany w cień przeglądanych stron www. Powinnam napisać ogłoszenie. Przejrzeć oferty o pracę. Co ja robię, ja pierdolę, oglądam yt i udaję, że to tylko chwilka odpoczynku, a potem się ogarnę, i wszystko będzie dobrze. Godzina 13:00 i burczenie w brzuchu. Godzinę później zmuszam się do postawienia wody na makaron. Właśnie się gotuje, a ja nie mam siły wstać i pójść do kuchni, żeby zrobić sobie ten cholerny obiad. Co jest ze mną nie tak? Dlaczego nie mogę być znów tym uśmiechniętym dzieciakiem, który był wdzięczny za każdy miły drobiazg? Dlaczego po rozmowie przez telefon z bratem miałam łzy w oczach, chociaż nic takiego się nie stało (no poza uświadomieniem go, że ze szpitalem to nie były przelewki i że nie mogę przyjechać na urodziny bliźniaków, bo muszę PRACOWAĆ (jasne!). Coraz trudniej zachować mi maski, kiedy jestem fizycznie zmęczona, łatwiej mnie wyprowadzić z równowagi, muszę się bardziej wysilić, żeby w Dz. nadal uchodzić za wesołka z ogromnymi pokładamy sarkazmu i dystansu do wszystkiego. Tak, Dz. mnie ratuje. W tym wszystkim, co się zdarzyło przez ostatnie kilka lat Dz. jest swego rodzaju ostoją, miejscem, gdzie niezmiennie można otrzymać uśmiech, gdzie niezmiennie można otrzymać o wiele więcej, niż pozornie mogłoby się wydawać (ale B. i tak wybucha śmiechem, kiedy przypadkiem wspomnę o swoim wolontariacie jako o "posłudze"... o tym może kiedy indziej). Powinnam pójść dzisiaj do sklepu, bo o ile na obiad coś wykomninuję, z kolacją może być gorzej. W sumie, po co jeść kolację. Można pójść do sklepu jutro.