Dziś po raz pierwszy spełniłam swoje marzenie i przejechałam się wreszcie elektryczną hulajnogą. I zakochałam się. Wcześniej patrzyłam na te porozrzucane po mieście sprzęty z ignorancją albo wkurzeniem, że stoją gdzie popadnie jak jakieś porzucone buty Guliwera. Wydawało mi się, że elektryczna hulajnoga to kpina z prawdziwej hulajnogi! Tymczasem jest odwrotnie - to jej lepsza wersja! To coś więcej niż rower, a mniej niż skuter. Czyli idealnie dla mnie. Hulajduszo, dlaczego nie zaprzyjaźniłyśmy się wcześniej?
Czy doświadczyliście kiedyś tego cudownego przyspieszenia na przykład na idealnej nadwarciańskiej nawierzchni? Leciałam dziś! Te 27 km/h to było jakieś 200 km/h nad ziemią.
Muszę to mieć. A zatem kto poleca jaki model? Chciałabym taką z zajebistymi amortyzatorami i grubymi oponami, żeby nie czuć permanentnego drżenia jak w klasycznej hulajce.











