Recenzja filmu "Czas polowania" (2017), reż. Joe Dietsch, Louie Gibson. Martin Dingle Wall, Ken Lally, Kenny Wormald.........
"Czas polowania" podejmuje temat znany i ogólnie lubiany wśród koneserów kina gatunku. Filmy o polowaniach na ludzi, bo o nich mowa, pojawiają się na eksploatacyjnej kinematograficznej mapie świata w miarę regularnie, ich historia jest długa, tytuły zaś z reguły udane. Zaczynając więc od kultowego Polowania na indyki (choć pomysły sięgają dalej, nawet do lat 30. vide Hrabia Zarow z 1932 roku) przez kolejne tytuły (Uciekinier, Nieuchwytny cel, Battle Royale, Gra o przeżycie i wiele, wiele innych) docieramy do 2017 roku i opisywanego debiutu reżyserskiego duetu Louie Gibson (syn Mela) i Joe Dietsch. Dwóch kolegów filmowców zrealizowało swój pierwszy pełnometrażowy film. Chwali się to, że uderzyli w duchu eksploatacji, szkoda, że od strony realizacyjnej wyszło niemrawo, a od strony scenariusza - wtórnie. Nie narzekam jednak, bo "Czas polowania" spełnia swoje zadanie, przynajmniej częściowo.














