będę żyć póki nie zapcham się.
jestem wszystkożerczynią okrutną
pragnę twej krwi, pragnę twego płuca
nie mam smaku do tego, przesyciłam się.
już nie kultura i kino, i z warzywniaka piwo
żyjemy w świecie permanentnej konsumpcji
zamykamy oczy – nie widzimy nic
a tak bardzo chcielibyśmy żyć
jestem wszystkożercą wybrednym
niecierpliwy bóg bardzo starej daty
rozwijam me usta, rozwijam podwoje
chodź tu malutki, zostańmy we dwoje.
zaczynam się martwić, że nic mi do ciebie
więc muszę cię pożreć – nim znajdziesz się w niebie.
bo jeśli nie ja, ktoś inny cię wchłonie,
a ja na to pozwolić nie mogę.
a przecież nie kocham, ja tylko pożeram
dla smaku, pustoty wewnętrznej
i wami wypycham swe dziury otrzewne
nie mogę tak trwać – myślę wciąż sobie
a przecież możemy, żyjemy w tym lesie
i kocham, i patrzę, słucham, nagrywam
chciałabym dotknąć i z tobą być chciała
a przecież nie mogę, to twoja jest chwała
jak dotknę – znikniesz i już cię nie będzie
prysnęło marzenie, me ciało jest w błędzie
i znowu zagryzam i znowu pochłaniam
tego trupa, twe ciało me mdłości wyzwala
to nie obrzydzenie, to przesyt mój drogi
zawsze będziesz mym księciem,
nie odegrasz już żadnej roli kochany