Ludka co się gumy ulękła
Patrzyłam sobie przez okno właśnie, mamlałam skórkę od chleba i poczułam się jak bezzębna babka. Przez chwilę dało mi poczucie takiego relaksu, że teraz to już z górki i niech się ten skurwysyn mój synek martwi o trumnę dla mnie, że już nic nie muszę. Potem się palnęłam w srom, bo przecież nie mam syna, ani córki. Zrozumiawszy to, pierdonęłam się z piździsko z otwartej dłoni jeszcze raz, pytając: “I kto mnie teraz pochowa?!” Głupie sromidło.
Na trawniku pod blokiem parzyły się psy, w ten ciepły kwietniowy wieczór, więc z miejsca przypomniała mi się taka Ludmiła, z którą chodziłam do klasy. Wiadro miała na nazwisko, a Boga miała w sercu. Mieszkają tu zresztą, w kamiennicy obok, osiemdziesiąt cztery osoby na 21 metrach kwadratowych, bez parkietu, na klepisku, bo tak ponoć bliżej Boga. Nie wiem jak - bliżej Boga to chyba byłoby bez sufity, ale nie wnikam, bo oglądam jak się psy parzą. A co do Wiadernych, to nawet u nich byli niedawno spece z Księgi Rekordów Guinessa, bo mieli coś badać na temat największej rodziny czy najszybszego rozrodu, nie jestem do końca pewna, ale w każdym razie skończyło się tym, że wyprowadzili starego Wiadro w kajdankach i tyle było z bicia rekordu. Zaraz się okazało, że Zenon Wiadro, jako człowiek na przestrzał wierzący, żyjący z pracy swych rąk, od trzydziestu lat robi dzieci wszystkiemu co uprzednio sam zrobił. Miał być rekord za największą ilość kuzynów na metrze kwadratowym, a skończyło się wyrokiem za kazirodztwo. A stary Wiadro chciał dobrze - przecież, gdyby Bóg chciał, żeby nie zapładniać własnych dzieci, to by mu o tym powiedział, prawda? Prawda. A teraz się skończyło. Nie będzie. A było na co popatrzeć. Tylko u Zenona w rodzinie brat był na raz synem, ojcem i zięciem, a i sama Ludmiła któregoś razu urodziła własnego męża. Tacy ludzie to sól tej ziemi. Przynajmniej tak mi się wydaje, skoro pocą się przy tym spółkowaniu niemiłosiernie i ten pot leci siłą rzeczy na klepisko. Trudne to są sprawy - pomyślałam - bardzo trudne, ale żeby od razu policja? Trza było od razu mnie zapytać, to bym powiedziała, a może bym sama jakiś rekord przy tym pobiła, w księdze bym se zamieszkała, zawsze to jakaś nieśmiertelność, skoro nie ma mnie kto pochować.
Do widzenia.












