Jestem na to gówno stanowczo za trzeźwy
OTURZ pomysłowość ludzka zadziwiła mnie w sposób stanowczo dyskusyjny i wątpliwy. Jakiś tytan marketingu wydumcył sobie, aby owocowe fikoły o woltażu 15% i 28% sprzedawać w plastikowych saszetkach z gwintem o pojemności 100 i 200 ml. Chyba żeby w plecaku nie dzwoniły.
Alarmistyczny nagłówek Ostatniej Niezależnej Gazety Przez Największe Gie w Tymkraju jest tradycyjnie komiczny, ale tak to jest, kiedy wyrzuciłeś już wszystkich korektorów i tych stażystów, którzy zastanawiali się, czy to aby zgodne ze standardami których ich uczą na studiach:
No właśnie. Co odkryliście, wy jebane klauny? Że tubki z alkoholem srodze czapią, i zanim zabraliście się do pisania, to dla pewności wyczyściliście po cztery na łebka?
Najbardziej szokujące jest to, że ta biało-niebieska kroplówa po prawo to ordynarna czyściocha, dla weteranów - bo kolorową to jeszcze bym zrozumiał, do tego towaru napierdalają tyle cukru, że można wyzerować małpkę bez większego wysiłku i nawet się nie skrzywić w procesie. Ale czysta żytnia rozcieńczona do 28 oktan? Jeżiszekriste, ja różne głupie rzeczy w życiu robiłem, ale walić czyściochę z gwinta, i to jeszcze letnią bo działo się to w lipcowy wieczór, zdarzyło mi się tylko raz. Swoją drogą, tylko patrzeć jak w ofercie pojawią się saszety z jakimiś resztkami z dwudziestu różnych beczek z pięciu destylarni szkockiej, może nawet opierdolone w szkocką kratę - takie coś, to będzie można wyczyścić na hejnał i zrobić "miau", bo przecież twój kot kupowałby whisky, zwłaszcza w saszecie.
Gdyby nie to, że jestem na antydepresantach, to chyba jebnąłbym #LUFĘ na tego newsa.











