„Okularnik”, Katarzyna Bonda
Katarzyna Bonda została okrzyknięta „królową polskiego kryminału, ale przecież nie ze względu na to, że po prostu napisała książkę w tym gatunku. Bestsellerowa autorka w swoich powieściach po raz pierwszy wykorzystała postać tzw. profilera, czyli psychologa pracującego na policji i tworzącego portret psychologiczny przypuszczalnego sprawcy. Ale zapewne to nie jedyne względy, dzięki którym pisarka zyskała wielką popularność. Autentyczność, nietypowe motywy, detaliczne wykonanie i wiele innych walorów – to właśnie to, co składa się na wciągającą, dobrą książkę. W tym roku ukazała się kolejna pozycja spod pióra prozaiczki – obszerna oraz pokazująca różnice kulturowe. I oczywiście… zbrodnie. Jednak czy jest się naprawdę czym zachwycać?
„Okularnik” to druga część przygód Saszy Załuskiej, profilerki, której trafiają się zazwyczaj nieprawdopodobne, osobliwe sprawy. Nie inaczej jest w tym przypadku, lecz ani sprawa nie przychodzi do śledczej, ani śledcza nie miała zamiaru sama ją przyjąć. Przytrafiła się jej przypadkiem – na zasadzie „niewłaściwego miejsca, niewłaściwego czasu”. Sasza bowiem przybywa na wesele do Hajnówki, ma okazję zapoznać się z białoruską kulturą oraz… być świadkiem uprowadzenia panny młodej. Jak się jednak okazuje, nie jest to pierwsza ofiara, która zaginęła w takich okolicznościach w okolicy. Tropy prowadzą do lokalnego biznesmana. Na domiar w pobliskich lasach odnajdowane są ludzkie kości. Wtedy właśnie na jaw wychodzą sekrety i niezabliźnione, skrywane rany, które przemieniają ustronne miasteczko przemienia się ze spokojnej lokacji w pełne konfliktów na tle narodowościowym poligon.
Kompozycja fabularna od razu pokazuje, że kryminał nie musi zawsze opierać się na takich samych – względnie podobnych – schematach, nie musi ograniczać się do specyficznych dla gatunku ram. Bonda przekracza swoiste granice, wpada na nowe pomysły, wykorzystuje je w powieściach i, co ważne, owa innowacyjność wcale nie kłuje w oczy, stanowi raczej integralną cząstkę reszty. Autorka w ramach fabuły snuje wątki oraz motywy historyczne, ksenofobiczne, a przy tym nie odbiega zbytnio od głównej osi. Należy również wspomnieć, że chociaż tytuł jest bardzo wielowątkowy, to czytelnik nie odnosi uczucia oderwania od istoty historii oraz usilnego wciśnięcia czegoś na siłę. Takich scen, momentów po prostu nie ma. Mamy za to przepiękną miejscowość, wątek z jej historią, mieszkańcami, weselem, porwaniem i śledztwem, co w efekcie finalnym owocuje melanżem, który przerodził się w jeden z najporządniejszych – jak nie, najporządniejszy – polski kryminał.
Postacie akurat w tym utworze Bodny są dobrze zarysowane, autentyczne i zupełnie niepretensjonalne. Ale co istotne nie mamy do czynienia z ludźmi wyciosanego podług jednego wzorca. Prozaiczka łamie archetypy i ustala nowe reguły, każdy bohater wyróżnia się na tle innych, nie zostaje powielany, widać wprawdzie niemałe podobieństwa, lecz to zostało wygenerowane poprzez zależności narodowo-regionalnie-kulturowe. Wiem, że autorka wcale często dużo czasu poświęca zbieraniu materiałów, co przekłada się na realizm wydarzeń, choć obcując z przeróżnymi środowiskami nabrała pewnych doświadczeń, które umożliwiły jej wykreowanie tak rozmaitych sylwetki. Moim zdaniem, to właśnie odzwierciedlenie wariacji przeróżnych obrazów i zaobserwowanych przez Bondę cech osób, z którymi miała do czynienia. Oczywiście najbardziej wyrazista jest sama protagonistka – sztandarowy przykład wyrwania się ze schematów. Kobieta, śledczy, psycholog, samotnik w jednym, czyli model zupełnie zdawać by się mogło nie pasujący do konwencji gatunku, a jednak w drugiej książce z cyklu, niekwestionowanie zaliczanego do kryminałów, pasuje jak ulał.
Warsztat autorki udźwignął kompozycję fabularną, kreacje bohaterów, a nawet świat przedstawiony, ale czy poradził sobie równie doskonale z najbardziej – nomen omen – prozaiczną stroną powieści. „Okularnik” i pod tym względem nie kuleje. Opisy nie należą do poetyckich, słownictwo nie jest wyszukane, jednak mamy do czynienia z takim, a nie innym gatunkiem, który ze względu na odbiorców wymaga podkreślenia zdarzeń, tego, co się w danych scenach dzieje, nie zaś cieszyć oko językoznawcę. Książka jest wyważona – język dosadny, trafny, zwięzły i jasny, introspekcji niewiele, opisy są treściwe i sugestywne, nie wałkują „masła maślanego” czy zbędnych informacji, dialogów i akcji z kolei jest całkiem sporo – i to one są tu kluczem do znakomitej lektury.
„Okularnik” stanowi powieść niebanalną, poruszającą intrygującą i jakże aktualną problematykę stereotypów oraz ksenofobii; bazującą na faktach i realizmie. Fikcja literacka to jedynie urozmaicenie, pisarka tworzy losy do szczegółowej otoczki, którą obserwowała. Z pewnością czytelnicy otrzymali wreszcie autora kryminałów wartego uwagi, który z typowo rozrywkowej literatury, robi literaturę poważną, edukującą oraz pokazującą, że ludzkiej psychiki nie da się zaszufladkować. Prawdziwy must have wszystkich miłośników powieści kryminalnych i psychologicznych!