Pierwszy naprawdę biały kruk w mojej kolekcji. Książka praktycznie już nie do dostania poza bibliotekami. Wypatrzona w niemieckim antykwariacie w Lipsku (sic!). Cena jak na oryginał z 1960 roku była całkiem przyzwoita. Wydana została pod redakcją legendarnego warszawskiego etnologa Witolda Dynowskiego. Maria Gładyszowa z kolei znana jest na Górnym Śląska jako autorka monografii poświęconej budownictwu ludowemu tego regionu.
"Wiedza ludowa o gwiazdach" tropi ludowe kosmogonie, nazewnictwo gwiazd i myślenie astronomiczne przekazywane przez mieszkańców polskiej wsi w drodze przekazu ustnego.
Została napisana przede wszystkim na podstawie źródeł rękopiśmiennych i badań etnograficznych prowadzonych jeszcze przed II wojną światową przez zespół etnografów pod wodzą Kazimierza Moszyńskiego.
Informatorami byli około 60-letni chłopi, co oznacza, że urodzili się około 1870 roku.
A to oznacza z kolei, że mamy do czynienia z bardzo starym materiałem, przekazem pamięci sięgającym XIX wieku. Przy czym trop się się w pewnym momencie urywa. Gładyszowa pisze, że oświecenie nic już nie dostarcza etnograficznego.
Jestem bardzo niesamowicie zadowolona, że udało mi się zdobyć tę pozycję na własność.
Została mi polecona przez innego badacza folkloru pana Łukasz Kozak, bardzo dziękuję!
p.s. A czy wy pamiętacie, że Plejady, oddalone są od Ziemi o 440 lat świetlnych. Przypominają Wielki Wóz, a po ludowemu występowały jako kwoka, sito, baby.
Może za rzadko patrzymy w niebo? Wiedzę o otoczeniu i niebie, zastępują nam social media, zegarki i zaciemnione przekazy naukowe. Może warto zwrócić się ku mądrości przodków i zadać sobie pytanie: ile zbiorów gwiazd jestem w stanie rozpoznać?












