Chce mi się wyć. Czuję, jakby moje płuca się zapadały, a tlen przestawał docierać. Czuję, jakby ziarna piasku tarły o moje wnętrze — dręczą najbardziej delikatne miejsca, tworzą się rany, które są wciąż na nowo rozdzierane. Nie potrafię już wydać z siebie żadnego dźwięku. Ziemia usuwa mi się spod stóp, tkwię na najcieńszej warstwie, która nie wytrzyma już dłużej. Nawet nie boje się tego, co czuje, boje się tego, co się we mnie zmieni przez ten czas. Nie chcę zatracić swojego człowieczeństwa, tego, co do tej pory wypracowałam. Nie chcę zawieść ani siebie, ani nikogo innego.








