seen from United States

seen from United States
seen from Belgium
seen from China
seen from United States
seen from United States

seen from China
seen from India

seen from Singapore
seen from United States
seen from United States

seen from Malaysia
seen from China

seen from United States

seen from United States
seen from Russia

seen from United States
seen from China
seen from Paraguay

seen from United States
Patrioci dla ofiar PRLu ! Włączmy się do akcji ,wystarczy kliknąć w link i dać nawet maleńką cegiełkę ,dając wsparcie https://pomagam.pl/ip65t85p . Wiosna czuć już czuć,że jest :D Powrót po wypadku ,sesja nagraniowa.
11
Smuteg
Nie daję, nie biorę
„Wielki sukces SKW [Służby Kontrwywiadu Wojskowego - red.]. Odkryli, że pewien bloger, popularny na Twitterze, który ostatnio basuje Putinowi, bierze kasę z ruskiej ambasady” – napisał dziennikarz „Do Rzeczy” Cezary Gmyz. Choć sam tego nie dodał, inni komentatorzy od razu wskazali, że chodzi o Azraela Kubackiego. „To kłamstwo. Nigdy nie współpracowałem ani z ambasadą rosyjską, ani żadną instytucją, która ma coś wspólnego z Rosją. Tym bardziej nie dostałem żadnych pieniędzy” – mówi naTemat bloger.
A nawet, jakby brał, to co wam do tego? Trzeba wiedzieć, z kim teraz dobrze jest robić interesy. Bo "dziś, we współpracy z Barackiem Obamą, USA, Polska nie gra we własnym interesie".
Polski terror patriotyczny
Z każdym dniem krymskiego kryzysu w Polsce narasta swoiście rozumiany patriotyczny terror. Media i politycy, obu prawic i nawet lewicy, mówią jednym głosem. Każdy, kto nie podziela pełnej uniesienia perspektywy, że mamy do czynienia z „bezprzykładnym aktem agresji” – okazuje się zdrajcą.
Premier RP Donald Tusk wygłasza orędzie do narodu na tle tuzina biało-czerwonych flag, odrzucając na tę okoliczność obecną za nim zwykle flagę Unii Europejskiej. Nikt nie śmie pytać, skąd wziąć – komu zabrać – miliardy na dozbrojenie polskiej armii. Każdy, kto nie podziela pełnej uniesienia perspektywy, że nic takiego nie wydarzyło się w tym tysiącleciu, że mamy do czynienia z „bezprzykładnym aktem agresji” – okazuje się zdrajcą. Tymczasem przykładów podobnych wydarzeń w najnowszej historii nie brakuje.
Po pierwsze: ogłoszenie niepodległości
Przykładem najczęściej cytowanym jest tu Kosowo. Powoływał się na nie Wladimir Putin, a przeciwnicy Rosji robią wszystko, żeby udowodnić, że paralele są niesłuszne. Niewątpliwie Zgromadzenie Kosowa, lokalny parlament serbskiego regionu pod oenzetowską administracją, w 2008 roku ogłosiło niepodległość – co było pierwszą jednostronną decyzją o zmianie granic po 1945 roku. Niepodległość tę skwapliwie uznała proamerykańska część świata – w tym Polska – a zakwestionowała Rosja i jej sojusznicy. W tej chwili Kosowo uznawane jest przez 108 ze 193 członków ONZ. Przeciwnicy tezy o precedensie kosowskim podkreślają, iż różnica polega na tym, że Kosowo jednostronnie ogłosiło niepodległość po latach prześladowań ze strony Serbów – podczas gdy krymscy Rosjanie postanowili wypisać się z nowej, rządzonej przed nacjonalistyczną prawicę Ukrainy zanim zdążyła zrobić im jakąkolwiek krzywdę. Z drugiej strony można wszakże spytać, czy słuszny jest wymóg przeżycia dekady prześladowań jako warunku wstępnego ogłoszenia niepodległości? Prawo międzynarodowe w zasadzie nie wypowiada się na ten temat, co stwierdził wprost w 2010 roku Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w Hadze. Uzasadniając opinię, że proklamowanie niepodległości Kosowa nie było nielegalne, ocenił, że prawo międzynarodowe nie zawiera „zakazu ogłoszenia deklaracji niepodległości”.
Po drugie: referendum w sprawie secesji
Referenda w sprawie niepodległości są ostatnio bardzo modne. W 2006 roku, w wyniku referendum samodzielnym państwem stała się Czarnogóra, która zerwała tym samym federację z Serbią. W 2011 roku w wyniku referendum powstało najmłodsze państwo na świecie – Sudan Południowy. W 2013 roku ludność Falklandów, w liczbie 1513 z 1672 uprawnionych, zdecydowała, że chce pozostać terytorium zamorskim Zjednoczonego Królestwa. Uznania ważności referendum omówiła Argentyna, która uznała je za kolonialną manipulację Wielkiej Brytanii. Od niedzieli do piątku (21 marca) trwa referendum niepodległościowe w Wenecji, która pragnie odłączyć się od Rzymu i proklamować odtworzenie istniejącej do 1797 roku Republiki Weneckiej. Wg sondaży, 2/3 mieszkańców miasta jest za. We wrześniu nad swoją niepodległością głosować będą Szkoci. Inaczej mówiąc – sama koncepcja referendum, w którym lud wypowiada się, gdzie chce się znaleźć wraz ze swoją ziemią, jest w XXI wieku dość rozpowszechniona.
A skoro już jesteśmy przy referendach: warto przypomnieć sposób, w jaki Stany Zjednoczone zyskały swój najnowszy, 50 stan, czyli Hawaje. Referendum w sprawie przyłączenia Hawajów do USA odbyło się w 1959 roku i przyniosło pozornie jednoznaczny wynik: 94 proc. na „tak”. Pewną wadą tego procesu zdaje się fakt, iż w głosowaniu wzięło udział 140 tys. osób, na 380 tys. uprawnionych – co oznacza, że tak naprawdę o zapisaniu się do USA zadecydował co trzeci mieszkaniec Hawajów. Można zresztą mieć poważne wątpliwości co do zgodności tego procesu z rezolucją ONZ nr 742 z 1953 roku, która jasno wyznaczała standardy postępowania wobec tzw. „terytoriów niesamodzielnych”, czyli mówiąc wprost kolonii. ONZ ustaliło, iż ludność tych terytoriów powinna otrzymać możliwość „wyboru między różnymi formami samodzielności, w tym niepodległością” – podczas gdy Hawajczycy dostali wybór jedynie między przyłączeniem się do USA a pozostaniem kolonią. Którą to kolonią Hawaje były od 1893 roku, kiedy amerykański przedsiębiorca i dyplomata John L. Stevens przy użyciu kompanii marines obalił królową Liliuokalani – co skądinąd uważane jest za pierwszy w historii przypadek obalenia obcego rządu przez spisek zorganizowany na polecenie rządu USA i za co Kongres oficjalnie przeprosił Hawajczyków w 1993 roku.
Po trzecie: „agresja międzynarodowa”
Wejście Rosji na Krym sekretarz Kerry nazwał „niewiarygodnym aktem agresji” przeprowadzonym pod „fałszywymi pretekstami”. Wiceprezydent Biden zagroził Putinowi, że „poniesie cenę swojej agresji”. Nieprzytomnie podniecona republikańska opozycja rzuciła się na Rosję z całym arsenałem obelg, wśród którego warto odnotować stwierdzenie Johna McCaina, że Rosja to „stacja benzynowa, udająca kraj”. To ostatnie zdaje się szczególnie ryzykowną figurą retoryczną, w kontekście napaści na Irak, którą jego partyjny kolega prezydent Bush przeprowadził pod kompletnie kłamliwymi pretekstami (udział Husseina w atakach z 11 września, broń masowego rażenia), żeby zapewnić amerykańskim firmom dostęp do znacjonalizowanych irackich złóż naftowych. W efekcie, 80 proc. z ponad 3 milionów baryłek dziennie idzie na eksport, pozostawiając społeczeństwo irackie bez energii – i zatrudnienia. Mniej niż 2 proc. Irakijczyków znalazło pracę w przemyśle wydobywczym, gdyż wszędzie pracują robotnicy importowani przez zagranicznych kontraktorów. Nawiasem mówiąc, Amerykanie przegrywają konkurencję o iracką ropę z Chińczykami, gdyż amerykańskie koncerny wydobywcze są zbyt chciwe i usiłują za wiele na tym zarobić. W Iraku, odkąd Amerykanie wraz przyjaciółmi m.in. z Polski, zaprowadzili tam wolność i demokrację, życie straciło – wedle różnych szacunków – między 200 tys. a milion ludzi. Podobne dobrodziejstwo przyniosła amerykańska interwencja pokojowa mieszkańcom Afganistanu. Na mniejszą skalę Amerykanie codziennie zabijają ludzi w Pakistanie i paru innych krajach za pomocą ukochanych przez laureata pokojowej nagrody Nobla dronów. Dotychczasową liczbę ofiar dronów ocenia się na 2,4 tys. Z czego od 400 do 1000 osób to cywile trafieni przypadkiem. Reszta ponoć miała coś wspólnego z Al Kaidą, choć udokumentowanych bojowników była w tej masie trupów mniej niż setka.
* * * * *
Inaczej mówiąc: jak bardzo nie oburzalibyśmy się na działania Władimira Putina wobec Ukrainy – nie dajmy sobie wmówić, że jest w nich coś oryginalnego. Oryginalne jest jedynie to, że działania te podejmowane są bez udziału i wbrew życzeniom Stanów Zjednoczonych. Najtrafniej wyraził to chyba prezydent Komorowski, który z właściwą sobie prostolinijnością wyznał ostatnio, co troska nas w obecnej sytuacji: fakt, że może dojść do „realizacji zamysłów rosyjskich o utworzeniu ośrodka konkurencyjnego wobec integrującego się świata zachodniego”. Wprawdzie w tym samym wystąpieniu prezydent oświadczył, iż „głęboko wierzy w mechanizm konkurencji” – no ale przecież nie z każdym.
Agnieszka Wołk-Łaniewska, publicystka polska, Warszawa Czytaj dalej: http://polish.ruvr.ru/2014_03_20/Polski-terror-patriotyczny-8103/
Władimir Putin ma poparcie w kręgu polskich elit
Obok fali chorobliwie rusofobicznych komentarzy ze strony polskich polityków, dziennikarzy i komentatorów znaleźć można przykłady rozsądnego podejścia do polityki naszego sojusznika, który niebawem stanie się naszym sąsiadem na całej długości wschodniej linii granicznej. Warto teraz te wypowiedzi przytoczyć:
Prof. Roman Kuźniar, doradca prezydenta Komorowskiego Czy Ukraińcy stawiają czoła temu co się dzieje? Czy widzieliśmy wojsko ukraińskie, które przeciwstawia się interwencji, atakowi? Nie widzimy tego. Nie oczekujmy w związku z tym, że inne państwa będą sięgać po środki których się domagają jeżeli państwo zainteresowane ochroną swojej integralności tego nie czyni. (…) Trzeba widzieć kontekst. Tym kontekstem jest Krym terytorium, które Rosja uważa, że niesłusznie przekazała Ukrainie w 1954 roku. Krym, który zawsze należał do Rosji. źródło: 3 marca 2014, TVN24 Wiktor Bater, dziennikarz Putin jest prezydentem Rosjan, broni ich praw w sposób siermiężny, ale skuteczny. Tak było w 2008 roku, kiedy prezydent Gruzji sprowokował konflikt w Południowej Osetii i w Abchazji. Wbrew obawom świata i rajdu rosyjskich czołgów na Tibilisi , nie zamierzał dokonać okupacji gruzińskiej republiki, ale sama demonstracja siły skutecznie zniechęciła Gruzinów do dalszej eskalacji konfliktu a świat - do nadmiernego angażowania się w wojnę. źródło: 2 marca 2014, natemat.pl Stanisław Ciosek, były ambasador RP w Moskwie Sytuacja na Ukrainie nie wymaga rozwiązań militarnych. Stosunek Europy do Rosji jest zbudowany na fałszywych przesłankach: wrogości i strachu - uważa były ambasador RP w Moskwie Stanisław Ciosek. (...) Ciosek przedstawił swoją ocenę ostatnich wydarzeń na Krymie podczas poniedziałkowej dyskusji poświęconej sytuacji na Ukrainie, zorganizowanej przez SLD. źródło: 3 marca 2014, PAP Janusz Korwin Mikke, polityk W siedzibie Kongresu Nowej Prawicy w Bydgoszczy przy ul. Długiej odbyła się konferencja prasowa Janusza Korwin-Mikkego nt. “Ukraina – polityka polska czy niemiecka?”. – Czy dla państwa polskiego jest korzystne, że również na wschodniej granicy będziemy mieli sojusznika naszego wielkiego sojusznika? – pytał na konferencji prezes KNP i mówił, że Ukraina, podobnie jak Litwa, jest klientem niemieckim. Przypomniał historyczne ścisłe więzy łączące UPA, UON i Stepana Bandery z Niemcami. – To jest sprawa niemiecka, a nie polska. Nie należało przyczyniać się do obalenia reżimu Janukowycza – stwierdził Korwin-Mikke. źródło: 24 lutego 2014, bydgoszcz24.pl Mariusz Max Kolonko, dziennikarz Rosja jest na prostej drodze do dokonania podziału politycznego terytorium Ukrainy i aneksji Krymu. Na Ukrainie powstaje dwuwładza, która dzieli ten kraj wzdłuż Dniepru na część zachodnią prorosyjską i wschodnią proeuropejską (Kolonko pomyliły się strony świata - red.), ale nacjonalistyczną i antypolską. źródło: 28 lutego 2014, MaxTV Przemysław Holocher, działacz Ruchu Narodowego W związku z: - hasającymi po Ukrainie bandami pogrobowców UPA - Zmanipulowanym przekazem medialny, który niesamowicie kontrastuje się z przekazem np. z Marszu Niepodległości - Euroentuzjazmem protestujących - anarchizmem protestujących Zdecydowanie potępiam zamieszki na Ukrainie i solidaryzuje się z tamtejszą władzą. (źródło: 24 stycznia 2014, Facebook.com) Sylwester Chruszcz, członek Rady Decyzyjnej Ruchu Narodowego, kandydat tej partii w wyborach do Parlamentu Europejskiego O słowach Władimira Putina, że rosyjska armia zajmująca obiekty wojskowe na Ukrainie to "samoobrona Krymu", a protestujących na majdanie w Kijowie "szkolono w Polsce": To są mocne zarzuty i Putin powinien przedstawić na to dowody, ale też nie wierzyliśmy w więzienia CIA. Okazuje się, że chyba to była prawda (...) Putin udowodnił że jest dobrym przywódcą Rosji Eryk Mistewicz, ekspert PR O konferencji Władimira Putina: Nie widzę dziś w Europie polityka tej klasy - jeśli chodzi o komunikację, język, sposób argumentacji, budowanie narracji, swobodę wypowiedzi. "W przestrzeni postradzieckiej" - argumentacja zaangażowania się Rosji na Ukrainie. Gdzie kończy się "przestrzeń postradziecka"? #Ptica (źródło: 4 marca 2014, twitter.com)